Muszę przyznać się Wam dzisiaj do pewnego faktu, z którego nie jestem dumna. Moja dieta w szerszej perspektywie to jakieś absolutne nieporozumienie. Przebiega jak sinusoida. W ciągu każdego roku następują po sobie kolejno zupełnie odmienne miesiące, a właściwie – fazy…

Poniżej – jeśli wolicie oglądać zamiast czytać – znajdziecie wersję filmową tego wpisu :)

Bo jest faza zdrowego jedzenia. To ten czas (zwykle następuje na przełomie wiosny i lata, a także na początku każdego roku), kiedy jestem super fit. Jem wyłącznie zdrowe, nieprzetworzone produkty, nie tykam fast foodów, z daleka omijam słodycze, nic nie słodzę, a do tego wszystkiego sporo się ruszam. Liczę zjadane truskawki i zastanawiam się, czy na śniadanie zjeść 3, czy 4 łyżki płatków owsianych. Po po prostu przełącza mi się jakaś „klapka” w głowie, do władzy dochodzi dziwna część mnie. Wytrzymuję zwykle przez kilka tygodni, nie więcej, bo tak po prostu na dłuższą metę się nie da, bo uwielbiam jeść i uwielbiam czuć się najedzona.

Faza ultra zdrowa przeplata się z fazą absolutnej rozpusty, podczas której każdy mój dzień jest jednym, wielkim posiłkiem, składającym się z wszystkiego tego, czego unikałam w fazie poprzedniej. Herbatę słodzę łyżeczką cukru i zbyt często pozwalam sobie na gazowane napoje. Wtedy z jednej strony jestem najszczęśliwsza na świecie, bo na drugie śniadanie raczę się słodką latte i paczką oreo, ale z drugiej… Nagle okazuje się, że muszę chodzić w kółko w tych samych trzech bluzkach z rękawem 3/4, które jako jedyne odpowiednio luźno zakrywają wszystko, co mam do zakrycia. No, to taki obraz lekko przerysowany, ale tylko lekko ;))

 


Polecany wpis: przepisy na dipy do surowych warzyw i nie tylko.

Dipy do warzyw


 

Od kilku miesięcy intensywnie pracuję nad znalezieniem czegoś, co będzie pośrodku. Do tego wszystkiego dochodzi zespół jelita drażliwego, który zdiagnozowano u mnie na początku tego roku, który uniemożliwia mi jedzenie wielu uznawanych za zdrowe produktów. Wyobraźcie sobie, że ja najlepiej czuję się na białych bułkach z majonezem i szynką zagryzanych ciastkami, a po sałatce ze świeżych warzyw zdarza mi się czuć naprawdę parszywie. Naprawdę. ZJD niestety mi tutaj nie pomaga!

Dotarłam do momentu, w którym stwierdziłam, że tak już więcej nie można i teraz naprawdę muszę coś zmienić. Jakimś cudem muszę odnaleźć równowagę pomiędzy tymi dwoma, skrajnymi stanami, bo po pierwsze: to bardzo niezdrowe, a po drugie: negatywnie wpływa na moją samoocenę.

Myślę, że od tego czasu radzę sobie nienajgorzej. Od czego zaczęłam przemianę swojej diety?

Jak ogarnąć swoją dietę, jeść zdrowo i poczuć się lepiej?

Po pierwsze: diagnoza problemu

Zadałam sobie pytanie: dlaczego jem byle co? Co stoi mi na przeszkodzie w odżywianiu się zdrowo?

  • Nie lubię gotować, ani przygotowywać jedzenia w zbyt czasochłonny sposób, więc najchętniej sięgam po rzeczy, które są już gotowe.
  • Brakuje mi pomysłu na to, co mogłabym zjeść.
  • Nie cierpię być głodna – w takich sytuacjach jestem jak odkurzacz i wciągam co popadnie.
  • Sama nie wiem co powinnam jeść, by czuć się dobrze.

Wszystkie te powyższe powody wiążą się z planowaniem, którego mi brakowało. Gdy nie wiem co zjeść, nie mam na to pomysłu i nie mam nic zdrowego pod ręką, to zwykle wybieram najgorzej, jak to możliwe.


Polecany wpis: Przepis na pyszną owsiankę

Przepis na owsiankę - Designyourlife.pl


 

Po drugie: planowanie

Ustaliłam, że tak jak należy będę jadła pięć posiłków dziennie, co około 3 godziny. Wypracowałam sobie pewien schemat jadłospisu, którego się trzymam. Co jeszcze jest istotne? By ZAWSZE mieć w domu produkty niezbędne do przygotowania poniższych posiłków.

Są to:
– płatki owsiane, kasza jaglana, kasza gryczana, wafle ryżowe, mrożone owoce (maliny, truskawki), banany, kiwi, marchewki, ogórek, hummus (kupuję gotowy w Biedronce, własny mi nie wychodzi…), paczka gotowych tortilli (wiem, powinnam robić sama), zamrożone pieczywo (na świeżo pokrojone w porcje), mrożonki z warzyw, mrożona mieszanka na zupę krem, łosoś wędzony na zimno, filet z kurczaka/indyka/łososia, pomidory w puszcze, szpinak mrożony, jajka, świeża bazylia na parapecie, ziemniaki, bataty, buraki, ziarna słonecznika, pomidory, cukinia, mleko bez laktozy, kawa inka, jogurt naturalny, gotowa do zjedzenia, kupiona zupa z dobrym składem (zawsze w pogotowiu!), ufff…

Wszystkie te produkty mogę jeść i mi służą, nie powodując żadnych żołądkowych rewelacji.

Posiłki z ich wykorzystaniem przygotowuje się w sposób ekspresowy. Przypominam, że szczerze nie cierpię gotować. Poniżej możecie poznać moje opcje śniadań i obiadów, które jadam na przemian.

ŚNIADANIE:
• płatki owsiane + mleko + owoce (banan i coś jeszcze) + słonecznik
• kasza jaglana z tymi samymi dodatkami
• koktajl z banana, płatków owsianych (namoczonych!) porcji białka, łyżeczki niesłodzonego kakao, mleka i kilku kostek lodu (idealne śniadanie na upały!)
• dwie kromki chleba z jajkiem (jajecznicą, jajkiem sadzonym, jajkiem na miękko, różnie) + jakieś warzywko
koktajl truskawkowo-bananowo-kokosowy

OBIAD:
• kurczak i bataty z piekarnika, do tego świeże warzywa
• warzywa na patelnię z kurczakiem, do tego kus-kus/ryż
• klopsiki z indyka w sosie pomidorowym, do tego kasza lub ziemniaki i świeże warzywa
• łosoś z piekarnika lub patelni, do tego kasza/ziemniaki/ryż, świeże warzywa
• makaron z kurczakiem i szpinakiem
• tortilla z kurczakiem i warzywami
• kurczak w rozmarynie w sosie śmietanowym z kaszą kus-kus (to taka mniej zdrowa opcja, ale uwielbiam ją od czasu do czasu!)

PRZEKĄSKI:
• 2 kromki lub bułka z wędzonym łososiem/piersią z kurczaka +  świeże warzywa
• koktajl owocowy na mleku (np. bananem i truskawkami, koktajl z mangi i kiwi lub inne owocowe wersje)
• miseczka truskawek lub innych owoców z jogurtem naturalnym posłodzonym stewią
• warzywa pokrojone w słupki (ogórek, marchewka) z hummusem
• wafle ryżowe z masłem orzechowym
• porcja zupy krem z warzyw


Polecany wpis: Przepis na chleb bananowy, bez mąki i bez cukru

Chleb bananowy - Designyourlife.pl


 

Po trzecie: moje posiłki „ratunkowe”, na specjalne okazje

Nie są to jakieś super-zdrowe rzeczy, ale po prostu zdrowsze alternatywy ciastek, o których wspomniałam w tym wpisie już stanowczo zbyt wiele razy.

  • batony proteinowe, gdy jestem na mieście/na uczelni i nie przygotowałam sobie niczego lepszego na wynos, a także w chwilach, gdy mam ochotę na słodycze
  • gotowe koktajle w torebce – takie gotowe do wymieszania z mlekiem, kupuję je zawsze w Rossmannie (Smatfood), w chwilach, gdy muszę zjeść coś w biegu i wtedy, gdy nie chce mi się przygotowywać lepszego posiłku
  • wafle ryżowe do chrupania, żeby się zapchać
  • w „niezwariowaniu” pomiędzy kolejnymi posiłkami bardzo pomaga mi również moja ukochana Inka z mlekiem, która zabija na trochę delikatny głód
  • dziką ochotę na słodycze, czy piwo/drinka, gdy jest jakaś okazja pomaga mi zabić puszka Coli Zero. Wiem, że to niezdrowe i tak dalej, ale przecież sporadycznie puszka Coli Zero będzie lepsza od piwa z sokiem, czy słodkiego drinka, prawda? A… może nie?

Nie chcę jednak oszaleć w tym zdrowym reżimie. Nie zrezygnuję z mojego ukochanego McFlurry i co jakiś czas wybiorę się na burgera <3  Ze wszystkich sił staram się więc na co dzień wybierać zdrowo, bym nie musiała odmawiać sobie kawałka ciasta (a najlepiej dwóch!) na urodzinach babci…

Po czwarte: zbieranie kulinarnych inspiracji

Jako osoba nie przepadająca za gotowaniem nieustannie poszukuję inspiracji na zdrowe posiłki, które da się naprawdę błyskawicznie przygotować. Nieocenione są tutaj blogi, aczkolwiek niekoniecznie te typowo kulinarne (tutaj wyjątkiem jest blog Zajadam, gdzie chętnie zaglądam po ekspresowe przepisy). Najchętniej przeglądam kulinarne sekcje na tych lifestylowych, np. u Lifemanagerki,  czy jadłopisy u Fashionelki. Nieoceniony jest również Pinterest i Instagram! Followuję sporo profili o zdrowym odżywianiu, które regularnie serwują mi pomysły na posiłki i smakołyki.


Polecany wpis: przepis na sałatkę z kurczakiem i grejpfrutem

PYSZNA-SAŁATKA1


 

Mam lepsze i gorsze dni… są takie, w którym jem wzorowo, a są takie, o których wolałabym nie pamiętać. Najważniejsze jest jednak to, że po tych kiepskich szybko zbieram się w sobie i wracam na właściwe tory. Przestałam myśleć w ten durny sposób, że skoro już zjadłam burgera, to mogę go poprawić tabliczką ulubionej Milki z Tuc, a potem Magnumem. To cholernie trudne.

Bardzo jestem ciekawa jak Wy radzicie sobie z dietą? Czy zmagacie się z nią tak jak ja, czy zdrowe odżywianie przychodzi Wam od zawsze bez problemu? Może poradzicie mi coś, co pozwoli mi się ustrzec przed wpadaniem w te opisane na początku wpisu fazy? :)

  • czekałam na ten wpis od kiedy zobaczyłam na snapie, że piszesz coś o jedzeniu i dzisiaj od rana tak zaglądam czy już jest :)
    z tym jedzeniem to prawda, u nas jest zdrowo, ale za to z weekendowymi szaleństwami, które pięknie niszczą cały clean eating w tygodniu, zabieramy się za to plus za wprowadzenie większej ilości białka .. bo niestety 12 tyg z Kaylą nie dały takich efektow jak chcialam, mimo trzymania sie cwiczen, LISSow i calej reszty, a to za sprawa diety..
    widzialam na insta, ze uzywasz bialka do smoothie- mozesz jakies konkretne polecic?

    • Właśnie, właśnie, wytrwałaś? Całe 12 tygodni? Przeżyłaś to? :D

      Ja już miałam kilka podejść do Kayli i za każdym razem odpadam w 2-3 tygodniu. Z niewiadomego względu wysiada mi prawy bark, zaczynają boleć plecy i muszę robić sobie kilku tygodniową przerwę od ćwiczeń. Chyba jestem skazana na Chodakowską i Melb B, przy nich nic mi nie dolega.

      Co do białka – obecnie mam naturalne z WPC, ale kompletnie się na tym nie znam. Naturalne wzięłam tylko dlatego, że akurat waniliowego nie było. Dodaję tylko porcję do koktajli, żeby było bardziej pożywnie, by obok owoców pojawiło się jakieś białko. Zaraz też pewnie ktoś zacznie krzyczeć, że jak się ciężko nie trenuje, to nie wolno :P

      • Marta Szatańska

        Ja bym się bardziej zastanowiła, czy taka owsianka faktycznie ma za mało białka.
        Może (jeśli nie szkodzi Ci przy ZJD) – migdały albo orzechy załatwią sprawę białka? Garść to nawet 3g B.

        • Jeszcze nie do końca to wszystko rozgryzłam, co mi na pewno służy, a co nie… Po słoneczniku jest ok, jak od czasu do czasu zjem trochę masła orzechowego, to też – ale już wydaje mi się, że po orzechach i migdałach zawsze coś jest nie tak.

      • właśnie, też ostatnio intensywnie o tym białku czytam i wychodzi na to, że w każdym miejscu jest inaczej, tu wolno, tam nie wolno, sto milionów teorii na wszystko, a później w innym miejscu ich antyteorie, pogubić się można.
        Faktem jest jednak, że jak sobie policzyłam ile powinnam mieć białka dziennie w jadłospisie, to na myśl o takiej ilości kurczaka, tuńczyka, łososia i białek robi mi się niedobrze, o innym mięsie już nie myślę, bo nie cierpię, dlatego zastanawiam się nad odżywkami :)

        A co do Kayli to tak, skończyliśmy z Fabem 12 tygodni, chociaż z modyfikacjami- nie mam bosu, używałam czasem lżejszych ciężarków i pompki do tej pory robię na kolanach:) Teraz od kilku tygodni staramy się zacząć od nowa, ale jakoś gorzej idzie- zwalam na pogodę i ogromne upały od samego rana… teraz muszę rozbiegać się z powrotem na 10k, bo tuż przed przeprowadzką zapisaliśmy się na run istanbul pożegnalnie, właśnie 10, a też przy upałach jednak inaczej bieganie wychodzi :P

  • Hm… ostatnio lekarz mi tłumaczył jak to jest z Colą… człowiek umiera jak jego organizm ma PH niższe niż 6,9 pH (kwasica). PH Coca Coli to 2.5. Dla porównania kwas żołądkowy ma 1.5-2.
    Jak bardzo organizm musi się odkwasić po takiej puszce? Więc jedno piwo (choć jest bardzo kaloryczne) czy lampka wina to na pewno lepsze rozwiązanie. Ta zero ma dodatkowo aspartam, który w organizmie rozpada się bodajże na formaldehyd…
    Od kiedy to wiem Cola absolutnie przestała mnie kusić, a pokochałam wodę z cytryną limonką mięta i dużą ilością kruszomego lodu. Mniam!

    • Buuuu wiedziałam, że tak będzie :((

      Że jak się głośno przyznam do czegoś nie do końca zdrowego, to pojawią się takie argumenty, że nie będzie wyjścia, trzeba będzie przestać :P

      • Ja kiedyś też piłam Colę nałogowo (!) – do tego stopnia, że jak chciało mi się pić w środku nocy, to szłam do kuchni właśnie po szklankę coli zamiast po wodę (moje biedne zęby, mój biedny żołądek..). Po pewnym czasie w ogóle przestała na mnie działać jakkolwiek pobudzająco, bo organizm się do niej całkowicie przyzwyczaił. Ale poszłam w końcu po rozum do głowy i teraz piję przede wszystkim naturalnie lekko gazowaną wodę i okazało się – ku mojemu wielkiemu zdziwieniu – że woda może… smakować. Tak po prostu. Zwykła woda. ;) Piję teraz ok. 2 litrów dziennie, nie mniej. I najlepsze – jak czasem napiję się coli, to dla odmiany zajeżdża mi chemią. :) Można się oduczyć. :)

        • Mnie woda na szczęście smakowała od zawsze… Gratuluję pozbycia się nałogu! :)

      • Hihi ja też się przed odstawieniem broniłam rękami i nogami, w domu miałam kilka puszek zawsze w lodówce, ale w końcu znalazły mnie takie argumenty, że mi się jej autentycznie odechciało :-) nie poto sami pieczemy chleb czy sami klarujemy masło aby wszystko zepsuła jakaś cola…
        czego i Tobie życzę ;-)

  • Świetny wpis dla uciekających od diet! :)
    U mnie również ZJD psuje całe moje wyobrażenia o zdrowej diecie, ale nie poddaję się. Przestałam jeść jogurty, wszelkie sery i pić mleko – laktoza to najgorszy wróg ZJD. :) Pomogło mi też wykluczenie glutenu – kiedy zjem nawet kawałek pieczywa, zaczyna mnie boleć brzuch. Czasem mimo wszystko go zjem, bo uwielbiam bułeczki, makarony, ciasteczka, pizzę, hamburgery (…), ale reaguję wtedy, jak to nazwałaś, parszywie. :( Jak już się przestanie jeść te pszeniczne produkty, nie trzeba nic więcej robić i się chudnie w kilka tygodni. :) No i organizm robi się zdrowszy. Mi nie zależało na utracie kilogramów, dlatego skupiłam się, żeby jeść regularnie porcje (regularność i umiarkowanie to również wróg ZJD) i raz w tygodniu (czasem dwa :D) robię sobie dzień rozpusty. :) Rzadko planuję konkretne dania – mam listę produktów, które mogę jeść (korzystam z list diety paleo), zapełniam nimi lodówkę i później na poczekaniu łączę różne składniki. :)

    • U mnie mleko z Lidla bez laktozy świetnie się sprawdza, nie muszę kupować znacznie droższych, roślinnych. Jak widać ile organizmów, tyle objawów ZJD – mi wszelkie pszenne wyroby świetnie służą, czasem lepiej czuję się po burgerze, niż sałatce ;) Więc raczej nie planuję ich eliminować z diety, bo nie widzę ku temu powodu. Muszę też uważać z płatkami owsianymi czy produktami pełnoziarnistymi i nie jeść ich zbyt dużo.

      Grunt to znaleźć swój sposób na odżywianie :)

  • Tez cierpię na nieustające bóle brzucha i ciezko wtedy zdrowo się odzywiac bo nie wszystko co zdrowe jest dla mnie wskazane. Jednak od jakiegoś czasu zwracam uwagę na to co jem, ograniczyłam słodycze (chociaż czasem robie małe odstepstwa od tej zasady:)), wyeliminowałam kawę rozpuszczalna z mlekiem (okazała się być moim najgorszym wrogiem), jem małe porcje, unikam węglowodanów i widzę efekty :) do tego dużo sportu i wody i czuje się na prawdę nieźle. Jeszcze dużo nauki przede mną ale wychodzę z założenia że najważniejsze są chęci i konsekwencja, już nie wyobrażam siobie powrotu do wieczornego objadania się ciastkami:)

  • Cieszę się, że wpadasz do mnie po inspiracje! Sporo napisałam już na YouTube, ale chciałam dodać, że ja też często jem to samo. Mam bazę sprawdzonych przepisów i stosuję je zamiennie, tak że zazwyczaj w jednym tygodniu nie jem dwa razy dokładnie tego samego. Niektóre rzeczy mogłabym jeść codziennie, ale tego staram się unikać ;). Ale tak naprawdę to moim zdaniem wystarczy mieć po 7 ulubionych, prostych przepisów na śniadanie, kolację i na obiad i stosować je właśnie w systemie tygodniowym, zamiennie. Od czasu do czasu warto poeksperymentować i wprowadzić coś nowego.

  • Oj znam to znam bardzo dobrze ! Jednak po nabawieniu się problemów żołądkowcyh kilka lat temu śniadania to podstawa i dbanie o to co mam na talerzu też. Mnie takie planowanie bardzo pomogło. Mam też jak Ty listę produktów, które zawsze powinny być w mojej szafce i taką ściąge potraw powieszoną na lodówce, zamiast telefonów do pizzeri :) Powodzenia !!

  • Umówmy się – kanapka z majonezem jest królową kanapek, więc nie ufam nikomu, kto zamiast jej woli dietetyczne sałatkę :D

  • Patrycja

    Ja rónież staram się dbać o jakość jedzenia, choć nie jestem w stanie zrezygnować ze słodyczy póki co… :P Największym moim problemem jest to, że nie mogę się przekonać do kasz…
    Przymierzam się do spróbowania koktajlu o którym pisałaś ostatnio, tylko gdzie kupujesz olej kokosowy?
    Natomiast ZDECYDOWANIE uważam, że już lepsze piwo czy drink albo lampka wina niż Cola a juz tym bardziej zero…
    A burgera polecam zrobić w domu, sama ostatnio (już o krok od zamówienia czegoś ;p ) zrobiłam burgera z kotleta z piersi kurczaka (posmażony w panierce lub przyprawach, potem na chwile do piekarnika, po około 15 minutach dołożyłam bułkę, opcjonalnie ser, w tym czasie przygotowałam sałate/pomidora i cokolwiek sie ma ochote dodać) i o wieeele pyszniejszy niż w fastfoodach :)
    Pozdrawiam :)

  • Mnie dopiero ciąża tak na dłuższą metę zmobilizowała do zdrowszego jedzenia, wszystkie diety mające na celu zrzucenie zbędnego tłuszczyku kończyły się fiaskiem :) Teraz słodyczy nadal nie umiem sobie odmówić, ale wreszcie udało mi się wprowadzić do diety więcej owoców i warzyw, czytam też skład produktów. Oby już mi tak zostało na zawsze :D

  • Takie „agresywne” napady na niezdrowe najczęściej przychodzą właśnie po długim czasie właściwego odżywiania. Ja zawsze powtarzam, że jak raz na tydzień zje się kawałek ciasta, to świat się nie zawali – pod warunkiem, że nie jest to kawałek ciasta codziennie i do każdego posiłku ;)

  • Zgadzam się z Tobą w kwestii planowania. Od kiedy mieszkam w Szwajcarii polubiłam gotowanie, a gotować muszę prawie codziennie i to dwa dania plus deser. Ceny posiłków w restauracji, a nawet w mc donaldzie są bardzo wysokie, dlatego można sobie na to pozwolić raz na jakiś czas. Jak pomyślę, że mam wydać w mc 60 zł za zestaw medium, to przechodzi mi ochota. Nie dlatego, że szkoda mi pieniędzy, ale widzę ile dobrych rzeczy mogę za to ugotować (o wiele zdrowszych i smaczniejszych). Akurat pod tym względem lubię szwajcarskie wysokie ceny :-)

  • BarbraZet

    Mam pytanie – gdzie, u jakiego lekarza udało Ci się zdiagnozować zespół jelita nadwrażliwego? Czy oprócz diety przyjmujesz jakieś leki, probiotyki? Bujam się po różnych lekarzach ( na śląsku) od jakiegoś czasu, każdy z lekarzy ma swoją teorię, a ja dalej borykam się ze sporymi problemami. Wykluczono helicobactera pyroli oraz nadżerkę żołądka. Gdybyś mogła podpowiedzieć, gdzie udać się po fachową poradę będę bardzo wdzięczna ! Pozdrawiam :)

    • Zaliczyłam dwa pobyty w szpitalu na wszystkich badaniach, ostateczną diagnozę dostałam w Bytomiu w Szpitalu nr 2. Kilka lat wcześniej leczyłam się u dr Latosa, obecnie u dr Młynarskiego, który przyjmuje w Bytomiu na Olejniczaka (prywatne wizyty). Od niedawna mam odstawione wszystkie leki, jak chcesz więcej informacji to pisz na mejla, bo nie chcę tu rzucać nazwami leków itp. :)

  • yepiknow98

    Ja już od 3 miesięcy jem zdrowo.Powiem szczerze,że jestem z siebie bardzo dumna,bo jeszcze kilka miesięcy temu nie było dnia bez słodyczy,słodzonych soczków i pysznych (tłustych) obiadków mamy.W końcu dość dramatycznie powiedziałam sobie dość.I o dziwo,nie ciągnie mnie do słodyczy,śmieciowego jedzenia.Zdarza mi się tylko raz w miesiącu (podczas kobiecych dni) na zjedzenie czegoś z czekoladą,bo mój humor w tym czasie jest nie do zniesienia.Poukładałam sobie wszystko w głowie,zrozumiałam,że robię to tylko dla swojego dobra,czuje się wspaniale i lekko. Największą frajdę sprawia mi właśnie gotowanie tego wszystkiego.I nie wiem czy już się natknęłaś,ale jeżeli nie to polecam blog: http://zdrowe-odzywianie-przepisy.blogspot.com/ przede wszystkim uwielbiam jej przepisy na zdrowe przekąski (ciastka są godne polecenia,zdrowe i przepyszne do kawy!) i granola jest równie pyszna,łatwa w przyrządzeniu i idealna na śniadanie ;)

  • Asia (Yeshka)

    Jak ja Cię dobrze rozumiem. W ubiegłym roku jadłam zdrowo, ćwiczyłam z Choińskim i strasznie cieszyłam się efektami, które uzyskałam. Potem, w styczniu zaczęłam chorować + wyjazd do mamy no i wszystko poszło w zapomnienie. Kilka kilogramów więcej, z którymi cały czas walczę. Jakoś 4 tygodnie temu przeszłam na dietę 1200, efekt był już po tygodniu, czułam się lepiej i nie byłam już taka napompowana, ale kiedy chłopina ciągle podsuwa pizzę albo inne tortille to jak tu w tym wytrwać… Mimo, że ustalony jadłospis był bardzo fajny. Podoba mi się jednak zestaw produktów, po które Ty sięgasz i chyba trochę się zainspiruję. Moim największym problemem jest brak pomysłów na zdrowe dania. Niby W Internetach wszystko już jest, ale jednak… A po pewnym czasie te same posiłki jednak się nudzą. Ale to gra warta świeczki. Trzymam kciuki za Ciebie i mam nadzieję, że mi też się uda :):)

  • (dziennik MyFitnessPal) + (stały limit kalorii) + (jesz to co chcesz, ale tak, żeby się zmieściło w limicie) = (waga spada i potem bez problemu się utrzymuje na pożądanym poziomie) Jedynym wyrzeczeniem takiej „diety” są produkty, które trudno upchnąć w limicie kalorii, bo po prostu są zbyt kaloryczne i lepiej zjeść znacznie większa porcję czegoś innego, ale mniej kalorycznego.

    • Próbowałam korzystać z tej aplikacji, ale to dla mnie strasznie niewygodne… A co do sposobu z kaloriami o którym piszesz, to staram się to robić to tak mniej więcej „na oko” :)

  • Jak ja Cię rozumiem, mam takie same fazy jedzeniowe cały czas. Choć nawet jak mam ten moment mega zdrowego jedzenia, to i tak zdarza mi się jakiś cheat meal. Lubię gotować, jak mam wenę, to chętnie staję do garów, ale najczęściej brak mi czasu i przede wszystkim nie lubię gotować tylko dla siebie, ale moich smaków nie podziela reszta domowników. ;) Na pewno zapamiętam Twoje propozycje i postaram się jakoś ogarnąć, szczególnie, że mam predyspozycje do łapania kilogramów i jak dłużej się żywię w nieprzemyślany sposób, to zaczynam się sobie nie podobać w lustrze. :(

  • Emilka

    Z nieba mi spadłaś z tym wpisem, bo właśnie próbuję ułożyć jadłospis na najbliższy tydzień. Od kilku lat staramy się jeść zdrowo, ale też mam takie fazy: mega zdrowo albo kompletne rozleniwienie. Wymyśliłam, że od poniedziałku do soboty trzymamy się jadłospisu, a w niedzielę możemy sobie „zaszaleć” ;)

  • Bardzo fajna jest ta lista produktów, które trzeba mieć w domu – pokrywa się z tym, co sama kupuję. A gotowa zupa-krem wczoraj wieczorem uratowała mi życie, kiedy wróciłam wieczorem do domu.
    Co do Coli zero mam odmienne podejście i wolę czasem wypić dobrej jakości piwko (może nie super zdrowo, ale jednak zawsze jakieś składniki odżywcze są) niż jakikolwiek gazowany napój :) Szukam też ciekawych przepisów na drinki z whiskey – zazwyczaj każdy pije whiskey z Colą, ale że postanowiłam odpuścić, to kombinuję np z lemoniadą i sokiem pomarańczowym :)

  • Oj u mnie też taka sinusoida :( niestety. Mam nadzieję, że teraz się to zmieni. A co do tortilek, od kiedy spróbowałam zrobić sama z mąki, wody, oleju i odrobiny soli – nie smakują mi te kupne. A domowe robię max 15 minut. Mogę podrzucić proporcje jakbyś chciała. :)

  • Ja teoretycznie nie muszę przejmować się dietą – jestem bardzo szczupłej budowy ciała, zdaniem wielu dość proporcjonalnej (chociaż ja niektóre partie usiłuję poprawić ćwiczeniami ;) ). Moja dieta to raczej dieta tucząca i dieta po prostu dla zdrowia. Staram się pilnować by spożywać w ciągu dnia odpowiednią ilość kalorii, dbam też o to by przekąski były zdrowe. Zamiast chipsów jem owoce (chociaż od czasu do czasu gotowymi solonymi zapychaczami nie gardzę), rzadko kupuję ciastka sklepowe, częściej za to pieczemy w domu ciasteczka owsiane z żurawiną. Poza tym na co dzień rzadko pijam kawę – jeśli już to niekiedy podczas spotkań czy na wyjeździe siedząc w jakimś klimatycznym lokalu. Na co dzień zamiast niej wolę pić wodę mineralną lub zieloną herbatę.

  • Mam podobny problem :) też mam okresy kiedy jadam zdrowo oraz kiedy potrafię zjeść McDonalda, tabliczkę czekolady i popić to Mirindą na raz. Paradoksalnie najmniej chce mi się gotować gdy mam najwięcej czasu. U mnie istnieje jeszcze jeden problem. Nienawidzę gotować dla siebie samej. Jak odwiedza mnie mój chłopak to problem znika, wtedy przeszukuję internet żeby znaleźć coś dobrego, co go zaskoczy. Jedyne rozwiązanie tego problemu to zamieszkać razem :) ale wolimy jeszcze trochę z tym poczekać :P pozdrawiam i życzę wytrwałości :)

  • Mam dokładnie to samo. Na zdrowym jedzeniu wytrzymałam miesiąc! Nie słodziłam herbaty jak zawsze, nie jadłam masła, a półkę ze słodyczami w sklepie omijałam szerokim łukiem. Przed śniadaniem piłam szklankę wody z cytryną (codziennie!) i nie wyobrażałam sobie dnia bez kubka zielonej herbaty lub pokrzywy… Obecnie herbatę słodzę 2-3 łyżeczkami cukru, na przekąskę jem batoniki musli (oszukuję się, że zdrowsze, ale są nieprzyzwoicie słodkie), a na kolację pizzę lub chipsy… Najgorsze jest to, że mój chłopak się tak odżywia i przy nim ciężko mi zachować dobrą, zdrową dietę, skoro zawsze w domu jest coś gotowego do zjedzenia.
    Mam też ten sam problem z przygotowywaniem i wymyślaniem posiłków- nie lubię gotować długo, a wymyślne przepisy z dużą ilością składników i długim czasem oczekiwania na jedzenie mnie odstraszają.
    Chętnie skorzystam z Twoich rad! :D Mam nadzieję, że wrócę na dobrą ścieżkę

  • Hania

    Hej Alina,
    mnie na problemy zespołu drażliwego jelita pomogła dieta wegańska HCLF.
    Tak naprawde szkodzi mieszanie różnych rodzajów potraw a nie warzywa same w sobie. Organizm owoce trawi tylko 6h, mięso nawet 3 dni… i w tym szkopuł. Przez ponad dziesięć lat borykałam się z trądzikiem, cellulitem, niechęcią do ćwiczeń i aktywności fizycznej.
    Teraz jestem innym człowiekiem ;)

  • Jeśli chodzi o moje zdrowe jedzenie to też to jest jak sinusoida. Przez kilka dni/tygodni gotuje i jem zdrowe rzeczy, a później zapycham się ciastkami, a jak mi się nie chce bardzo gotować to zawsze jest zupka chińska (o zgrozo!).
    Chyba zrobię sobie listę składników, które zawsze muszę mieć w kuchni, tak jak piszesz.

  • Brawo za podjęcie wyzwania, dobre planowanie jest kluczem do zapanowania nad swoim jedzeniem. Mogę Ci poradzić dzień/posiłek rozpusty w tygodniu, np. na obiad w niedziele jesz pizzę z dużą ilością sera i zagryzasz ciastkiem z kremem, a przez resztę tygodnia trzymasz się założeń planu, powinno Ci być łatwiej oprzeć się pokusie w inne dni :)Co do coli zero…to od piwa jest lepsza tylko dlatego, że nie zawiera alkoholu. Jeśli już chcesz wypić colę, to lepiej tą tradycyjną, bo co prawda ma sporo kalorii, ale po wersji zero przeważnie pojawia się uczucie głodu, po tej tradycyjnej nie – zauważyłaś coś takiego u siebie?

    • swiecznik

      Alina chyba właśnie o tym mówi, że nie chce jeść tego, na co ma ochotę raz w tygodniu, raz w miesiącu czy w jakikolwiek innym, ustalonym schemacie. Popieram to, w filmiku padły piękne słowa, żeby dieta była dla nas, a nie my dla diety. Może i łatwiej wtedy się oprzeć pokusie, ale czy nie ma się obsesyjnych myśli o tym, co zjemy w wyznaczony dzień? I czy wtedy nie wpada do żołądka wszystko, o czym tylko pomyślimy jak do worka bez dna? Równowaga najważniejsza ;)

  • U mnie wygląda niestety bardzo podobnie – sinusoida to mało powiedziane!! ;) jedyny okres kiedy dbałam w 100% o to, co jem – to był okres ciąży i niestety zmienia się to znowu diametralnie – brak czasu żeby jeść stale posiłki, bo przecież wszystko jest ważniejsze niż zjedzenie normalnego posiłku, jedzenie w biegu co wpadnie w rękę w trakcie drzemki, szybka przekąska w trakcie pracy przy komputerze – maaasaaakra. Muszę w końcu ogarnąć swój jadłospis bo jak tak dalej pójdzie to własnego żołądka mogę nie poznać :(

  • a sałatka wygląda przeeepysznie :)

  • U mnie to wygląda tak, że przez większość czasu staram się jeść zdrowo. Dla mnie zdrowo oznacza, że mogę jeść prawie wszystko, ale z umiarem. Jem 5 posiłków dziennie, z czego 2 to zazwyczaj jakieś owoce lub warzywa :) Pozwalam sobie także zjeść w ciągu dnia coś słodkiego, bo ciężko mi bez tego żyć i w końcu to też jest dla ludzi. Więc nic mi się nie stanie, jeśli codziennie zjem sobie jedno ciacho do kawy, albo cukierka, czy gałkę lodów :) Byleby nie przesadzić. Ruszam się też całkiem sporo, więc po coś też spalam te dodatkowe kalorie :) I jestem bardzo szczupła i czuję się bardzo dobrze z tym jak jem i że czasami pozwalam sobie na coś mocno niezdrowego!

  • Jak bym czytała o sobie sprzed 2-3 lat. Da się z tego wyjść. Chociaż ja na początku popadłam w skrajność i zbyt duży reżim co prawda… ale juź wypośrodkowałam sytuację. Masz chęć na burgera? To zjedz go. Ale takiego prawdziwego, z 100% wołowiną i sałatą. Nie na kolację, przekąskę itd tulko na obiad. Mcflurry raz na jakiś czas też jem. W kuchni wybieram proste i szybkie rozwiązania. Przez to pokochałam gotowanie. Sporadycznie spędzam w kuchni dłużej niż 45 minut. Jedzenie jest przyjemne! Uwielbiam jeść i nie wyobrażam sobie jeść wyjałowione, niesmaczne jedzenie. Jedzmy zdrowo, ale smacznie. W tym tkwi sęk. Trzeba zmienić swoje nawyki żywieniowe na zawsze, ale pozostając cały czas w kręgu swoich ulubionych smaków jest to tylko możliwe. Poza tym zawsze, ale to zawsze warto mieć przy sobie coś zdrowego na ząb. Trzeba to po prostu zaplanować. I nie dajmy się zwariować często chwila ze znajomymi przy beczce piwa jest dużo bardziej wartościowa niż 1kg w tą czy w tamtą. Różnorodność i umiar. :)

    • Twoje dwa ostatnie zdania podobają mi się najbardziej :D

  • Ania M

    Bardzo dziękuję za ten post i filmik :). Dał mi dużo do myślenia, do tego stopnia, że wczoraj na zakupach zamiast czegoś słodkiego kupiłam sałatkę, które zresztą tez uwielbiam.

  • Karolina

    Ja od jakiś 2-3 lat bardzo zdrowo się odżywiam. Na początku ciężko było mi rzucić słodycze, ale stopniowo je ograniczałam, teraz nie jem ich wcale. Oczywiście raz czy dwa razy w miesiącu zjem kawałek jakiegoś domowego ciasta, ale są to bardzo niewielkie ilości, bo zwyczajnie po dwóch kęsach jest mi już za słodko. Jak mam ochotę na coś słodkiego, to wystarczy że zjem coś z miodem (np. kromkę chleba bananowego) i już jestem zasłodzona na najbliższe kilka dni ;) Zamiast coli zero (która jest wybitnie niezdrowa i naprawdę, lepiej zjeść gorzką czekoladę!) proponuję napić się szklankę wody z cytryną, żeby żołądek się trochę napełnił a później zjeść ewentualnie jedno-dwa ciasteczka owsiane, praliny daktylowe lub coś w ten deseń. Polecam wszystkim czytać składy tego co się je, jeść dużo warzyw (Alina, może gotowane warzywa Ci nie leżą, ale np. grillowane już tak?) i pić dużo wody i jeść jak najmniej nieprzetworzonych produktów. Wiem, że ciężko jest zrezygnować ze słodyczy, ale potem przychodzi taki moment, gdzie słodyczami są dla Was pyszne, zdrowe owoce ;) A najlepiej pozbyć się z domu takich rzeczy, które Was kuszą, wtedy raczej siłą rzeczy zje się chociażby jogurt naturalny, a nie paczkę chemicznych ciastek.

    • „Oczywiście raz czy dwa razy w miesiącu zjem kawałek jakiegoś domowego ciasta, ale są to bardzo niewielkie ilości, bo zwyczajnie po dwóch kęsach jest mi już za słodko”… Chciałabym dojść kiedyś do takiego etapu! :)

      Z warzywami ciągle eksperymentuję, wiem, że muszę przede wszystkim unikać strączkowych :)

  • ja jem to, co lubię, tyle ile chcę. NIe tyję :) a herbatę słodzę zawsze dwoma łyżeczkami :)

  • Sandra

    Chciałabym wiedzieć czym malujesz rzęsy, że są tak idealne, rozpięte, długie, a do tego jak pielęgnujesz włosy, bo na zdjęciach i filmach wyglądają olśniewająco.

    • Hania

      Ale o tym to akurat Alina mowi w filmach. Ktore ogladasz :P

  • Agata Z

    Heh a myślałam, że tylko ja tak mam ;) ciężko znaleźć złoty środek, albo jadłam jak ptaszek tylko zdrowe rzeczy i tylko ćwiczenia – doszło do wagi 52 kg przy 175 to nie było czymś fajnym, albo mcdonald, cukiernia, białe pieczywo nutela i waga 70 kg też źle :/ obecnie staram się żywić podobnie jak ty, zdrowo, ale nie odmówie sobie ciasta na urodzinach, wina i lodów raz w tygodniu :) wreszcie czuje sie dobrze w swoim ciele :) mam nadzieje, że uda mi sie utrzymać taką rónowagę :)

  • Mi się wydaje że trzeba to po prostu wyposrodkowac – jeść zdrowo ale jeśli ma się ochotę na ulubionego fast fooda raz na czas to zjeść go bez wyrzutów sumienia i tyle:) a samo trzymanie się zdrowego odżywiania jest wg mnie trudne właśnie przez planowanie posiłków o czym nawet ostatnio pisalam u siebie na blogu: http://kucharenka.pl/planowanie-posilkow-co-na-obiad/ bo jeśli wiemy co chcemy ugotować i mamy z czego to zrobić to już pół roboty za nami;)

    • „bo jeśli wiemy co chcemy ugotować i mamy z czego to zrobić to już pół roboty za nami;)” Amen!

  • Asia (Yeshka)

    Ta dieta to była głównie tylko w teorii, na szczęście. Tak naprawdę chyba więcej dało samo to, że zaczęłam jeść więcej warzyw, owoców i zrezygnowałam ze słodkich i fastfoodowych zatruwaczy. W tej chwili jestem na etapie opracowywania takiej diety, żeby dostarczać sobie odpowiednie ilości wartości odżywczych, a nie tylko konkretnej liczby kalorii. Ale niestety brakuje mi wiedzy, żeby zrobić to porządnie. Chyba czas wybrać się do dietetyka.

  • Mam baaaaaardzo podobnie… 2 tygodnie wzorowej diety i przychodzi weekend, o którym przez ogromne wyrzuty sumienia wolałabym zapomnieć nawet jeśli był jednym z fajniejszych weekendów w życiu (np. spędzony w fajnym miejscu z przyjaciółmi)… też staram się znaleźć jakiś balans, ale na razie mam właśnie taką sinusoidę jak Ty ;) Uwielbiam inspirujące, motywujące blogi ale jednak miło czasem przeczytać, że nie tylko ja mam ‚zawirowania’ w tej kwestii :D :*

  • Blog qchenne-inspiracje jest rewelacyjny :)

  • ja zauwazylam ze kiedy mieszkalam z Rodzicami jadlam zdrowiej, teraz wiecej czasu spedzam w domu mojego ukochanego, mniej czasu na przygotowywanie posilkow itd itd ale stopniowo wprowadzam zdrowsze posilki, staramy sie nie jesc poznym wieczorem, na pewno sprawdza sie dokladne planowanie tak jak napisalas :) swoja droga ja ostatnio sporo czytalam o nielaczeniu wegli z bialkiem czyli np jak jemy rybe na obiad to zeby zjesc ja z warzywami bez np kaszy czy ryzu i zauwazylam ze po tak przygotowanych posilkach faktycznie rzadziej zdarzaja sie jakies zoladkowe problemy :)

  • Moim największym problemem jest to, że większość tych zdrowych rzeczy mi po prostu… nie smakuje. I tyle.

  • Mam tak samo jak Ty. Moje zdrowe fazy przeplatają się z fazą śmietnikową. Staram się gotować zdrowo, ale gubią mnie słodycze :))

  • Blog To Wake Up Baby

    Ja się gubię przez słodycze… :/

  • Jeśli nie lubisz gotować, a zależy Ci na dobrej jakości bez konserwantów to ostatnio odkryłam „Dania Babci Zosi” zobacz, a nóż może przypadnie Ci do gustu. Sama jeszcze nie miałam okazji spróbować, bo ostatnio ciągle siedzę w domu, ale w podzięce za dobre rady odwdzięczam się tym samym ! Życze wytrwałości !

  • u mnie dokladnie jak u Ciebie, sama moglabym byc autorka tego postu :D ale teraz zostalo 11 miesiecy do slubu i pora serio się za siebie wziąć :D

  • Kiedyś też miałam z tym problem na szczęście odkąd zmieniłam dietę 1,5 roku temu już mi się to nie zdarza. Takie dni, w których mamy napady jedzenia i pochłaniamy wszystko i to, co przeważnie niezdrowe, wynikają z tego, że w te „dobre” dni kiedy trzymasz się diety, albo nie dojadasz (czyli jesz za mało kalorii), albo nie jesz wystarczająco dużo owoców i warzyw. Albo jesz dużo przetworzonego jedzenia. A najczęściej składa się na to wszystko razem. Spożywanie dużej ilości wysokoprzetworzonego jedzenia kiepsko wpływa na nasz organizm, bo tam po prostu nie ma nic co by nas mogło odżywić. Zespół jelita nadwrażliwego jest często objawem złej pracy jelit spowodowanym właśnie takim jedzeniem. I często bywa tak, że na początku kiedy zaczyna się jeść więcej surowych rzeczy (owoce i warzywa) to nie czujemy się najlepiej, ponieważ błonnik próbuje zrobić porządek i wymieść wszystko co zalega. Po kilku dniach zaczyna się to jednak stabilizować. Może warto jednak spróbować wprowadzić więcej surowego jedzenia do diety? Te mrożonki to bardzo kiepski pomysł. A! I takie zachcianki na słodkie wskazują właśnie na brak odpowiedniej ilości węglowodanów i owoców, czyli tego, co zamienia się w glukozę. A na glukozie jedzie cały nasz organizm, to nasze paliwo. Nie ma co bać się węglowodanów i owoców. To co nam szkodzi to tłuszcz, sól, cukier i wysokoprzetworzona żywność.

  • Dla mnie najtrudniejsze jest ogarnięcie tego ze względu na ograniczenia logistyczne – mieszkam w akademiku. Trudno tam o miejsce na przechowywanie, a czasem o swobodny dostęp do kuchni. Ale staram się nie oszukiwać i nie żyć tymczasowością, obiecując sobie, że będę się zdrowiej żywić, kiedy zamieszkam na swoim. Najważniejsze to zacząć tu i teraz.

  • Magdalena

    Jestem na diecie wegetariańskiej, jednak wyrzuciłam również ze swojego jadłospisu biały cukier, mąkę pszenna, 3/4 kupnych słodyczy w sumie owoce suszone, świeże, orzechy zastępują mi słodycze, nie jem serów żółtych, topionych, mleka zwierzęcego nie pije i w sumie moglabym tak wymieniać, jednak nigdy tak dobrze się nie czulam jak w chwili obecnej. Pokazuje to wygląd moich włosów, cery z która mam problemy, a i tam jest ogromna poprawa. Uważam, że zdrowy tryb życia to droga do bycia szczęśliwym jak i zdrowym. :)

  • figofago

    Gorąco polecam aplikację KCALMAR :D jest świetna i ma mnóstwo ciekawych, prostych, szybkich przepisów, a dodatkowo ma listę zakupów, którą należy wykonać na cały tydzień gotowania :) polecam dietę Paleo w dziale Sport! Super zdrowa i ciekawa :)

  • JowitaP

    Witaj. Zgadzam się z Tobą, że prowadzenie określonego modelu żywienia wymaga od nas sporej dyscypliny i samozaparcia. Wszystkich osiągniętych sukcesów serdecznie Ci gratuluję i życzę wytrwałości. Jeśli poszukujesz prostych i szybkich przepisów na zdrowe i pożywne posiłki, może przypadną Ci do gustu te, które zamieszczamy na naszej stronie. Podaję link https://oliwka24.pl/kategoria/przepisy/
    Prowadzimy też sklep internetowy ze zdrową żywnością, więc może warto przejrzeć ofertę i zorientować się w zdrowych produktach. Zapraszam.

  • Marlena

    Ja od 3 miesięcy staram się zmienić nawyki żywieniowe i pierwszy raz tak długo się trzymam przez te 3 miesiące schudłam 11 kg i najważniejszą zmianą jest zmiana pierwszego śniadania na koktajl owocowo warzywny . nie jest to jednak tak po prostu powrzucane co w lodówce . Jestem wielką fanką Katarzyny Błażejewskiej , która wydała już dwie książki z koktajlami właśnie czekam na tom 3 są w niej przepisy poukładane w tygodnie typu zdrowy brzuch , odkwaszanie , nawilżanie , itp w każdej książce jest 10 różnych tygodni na końcu każdego tygodnia znajduje się lista zakupów na cały tydzień więc wystarczy fotka do telefonu i na zakupy . w życiu nie powiedziałabym że koktajle mogą być tak smaczne ,,, największym zaskoczeniem był dla mnie smak koktajlu z czerwonej kapusty z jabłkiem po prostu kocham ten koktajl ,,, zapraszam do posmakowania pozdrawiam,,, Twój blog bardzo mi się podoba czytam wstecz i wiele rzeczy na pewno spróbuję .

  • Eli Gotowanie

    Muszę powiedzieć że lubię gotować. Niestety lubimy polska kuchnię , która z złożenia jest ciężka. Jednak po latach doświadczenia oraz przy pomocy parowaru , udało mi się odchudzić nasze posiłki. Teraz na obiad tracę ok 15 minut. W jednym parowarze gotuje drób, kasze lub ryż i warzywa. Natomiast moje zupy juz dawno gotuję na pokrojonych i podsmażonych(na oliwie) warzywach