A Ty – lubisz swoje mieszkanie?

Do napisania tego posta zainspirowała mnie lektura książki „Madame Chic at home”, drugiej części kultowego poradnika Jennifer Scott pt.„Lekcje Madame Chic”. Swoje odczucia po jej przeczytaniu przedstawię Wam w następnym wpisie, a dzisiaj chciałam przekazać kilka słów na temat podejścia do własnego mieszkania. W mejlach z prośbami o wnętrzarskie porady nierzadko mówicie mi, że nie lubicie miejsc, w których mieszkacie – z najróżniejszych powodów. A przecież nasz dom powinien być naszą „twierdzą” i miejscem, do którego zawsze dobrze będzie wracać.

Dlaczego nie lubisz swojego mieszkania?

Powodów może być mnóstwo. Bo nie jest takie, jak chcemy. Bo ostatni remont przeprowadzony został dobre kilkanaście lat temu. Bo meble są niemodne, stare. Bo tapety przestały się podobać. Bo ubrania i inne gadżety przestały mieścić się w szafkach lub – co gorsza – to my przestaliśmy się mieścić w mieszkaniu z całą swoją rodziną, która się powiększyła. Bo szczęśliwi będziemy dopiero po remoncie, a on, niestety… póki co się nie zapowiada. A bo tak naprawdę, naprawdę szczęśliwi i zadowoleni to będziemy w swoim przyszłym, wymarzonym domu. A w chwili obecnej do swojego mieszkania czujemy niechęć lub nawet trochę się go wstydzimy.

 A ja szczerze wierzę, że wszędzie można poczuć się dobrze i/lub zakochać się w swoim domu od nowa.

Co do zdjęcia poniżej – właśnie tutaj siedzę, gdy do Was piszę. To moja nowa „stacja dowodzenia” ;)

Jak polubić swoje mieszkanie? Designyourlife.pl

Jak polubić swoje mieszkanie?

Pomyśl o zaletach i zacznij je doceniać, na pewno są jakieś. Może będzie to cicha okolica, sympatyczni sąsiedzi, ładny widok z okna, targowisko ze świeżymi owocami i warzywami w bliskiej okolicy, albo przystanek komunikacji miejskiej / przedszkole / szkoła /centrum handlowe / sklep / poczta niedaleko. Na pewno da się znaleźć jakieś pozytywy… :)

Zastanów się co w Twoim domu najbardziej Cię wkurza, a następnie spróbuj się z tym problemem rozprawić. To zdanie ściśle łączy się z następnym punktem…

Stwórz listę domowych usprawnień, a później zacznij ją realizować. Podziałaj samodzielnie, albo poproś fachowca o pomoc. Co może się znaleźć na takiej liście: dokręcić zawiasy we frontach szafek, które obwisły, naoliwić zawiasy, które skrzypią, naprawić cieknący kran, wymienić uszczelki w oknach, z których wieje, naprawić zepsutą roletę, podłożyć coś pod kołysające się biurko/stół kuchenny… Tak naprawdę Ty sam wiesz, co czeka na swoją chwilę uwagi.

Zadbaj o przyjemny zapach. Miły zapach w mieszkaniu może się unosić nie tylko po jego całodziennym sprzątaniu, ale zawsze wtedy, kiedy o nim zamarzysz – może skusisz się nawet na przygotowanie własnego DIY dyfuzora zapachowego? Innym świetnym rozwiązaniem będą zapalane od czasu do czasu zapachowe świecie. Uwielbiam.

Utrzymuj w swoim mieszkaniu/pokoju porządek. Zawsze. Nie tylko wtedy, gdy spodziewasz się gości. Już samo odczuwanie tej satysfakcji po wysprzątaniu swoich czterech ścian powinno motywować do utrzymywania takiego stanu na bieżąco. Do tego może przydać się własny plan sprzątania – pewnie kiedyś o tym napiszę więcej, ale raczej dopiero wtedy, gdy będę pewna, że idealnie się u mnie sprawdza.

Jak polubić swoje mieszkanie? Designyourlife.pl

Zorganizuj to, czego nie widać. Nie wiem jak Wam, ale mnie przyjemniej jest ubierać się rano, gdy zdejmuję ubrania z ładnych wieszaków, które nie są ściśnięte na drążku, gdy nie muszę przekopywać szuflady w poszukiwaniu odpowiednich skarpetek, gdy sięgam po ulubiony naszyjnik wiszący sobie na osobnym haczyku. Lubię, gdy w kuchni wszystkie przyprawy /makarony /pokrywki garnków mają swoje własne, przypisane im pudełka. Lubię, gdy w kuchennych szufladach wszystko jest na swoim miejscu – łącznie z małym pojemniczkiem na spinacze, czy gumki recepturki, które nieustannie się gdzieś znajduje. Taka mała rzecz, a cieszy.

Dbaj o żywe rośliny. Świeże kwiaty w wazonie, kwiatek doniczkowy, a może doniczka z ziołami na parapecie w kuchni. Nie mówcie mi, że to banał, ja to wiem, ale TO naprawdę działa. Każde wnętrze z bukietem kwiatów w wazonie wydaje się być jakieś takie ładniejsze.

happyathome-designyourlife9

Wybierz ulubione ozdoby i ładne detale, które cieszą oczy. Rzecz jasna z umiarem. Elegancka świeca, dekoracyjny kubek na pędzle do makijażu (moja ulubiona zdobycz z działu łazienkowego w Tk-maxx!), piękny wazon, zdjęcie ukochanego na biurku, mała foto-galeria na ścianie, ramka z motywującym do działania cytatem, dekoracyjne pudełka na drobiazgi.

Jak polubić swoje mieszkanie? Designyourlife.pl

Zainwestuj w nowe dodatki. Nie planujesz wszakże ani się przeprowadzać, ani inwestować fortuny w remont, prawda?

Mam tutaj na myśli drobne elementy, wykorzystywane na co dzień, takie jak:
•  poduszki
•  zasłony
•  obrusy
•  podkładki na stół
•  tace, mniejsze podstawki
•  koce i pledy
•  świece, wazony i wiele, więcej innych.

Może warto wymienić też tą pstrokatą pościel na coś bardziej eleganckiego, w czym milej będzie zasypiać i budzić się rano? Albo nowe talerze do kuchni, dzięki którym jeszcze przyjemniej będzie celebrować codzienne posiłki?

Jak polubić swoje mieszkanie? Designyourlife.pl

Poduszka leżąca na fotelu to jeden z DIY projektów, które pokazywałam Wam na blogu: DIY poszewki na poduszki.

Jak polubić swoje mieszkanie? Designyourlife.pl

Jak polubić swoje mieszkanie? Designyourlife.pl

Na koniec wisienka na torcie…

Przyjemna muzyka w tle. Mam na Spotify kilka takich playlist, które namiętnie „katuję”, nieustannie: Happy to be home, Breakfast in bed, Afternoon Acoustic, czy Electro Positivity. Polecam!

A TY – lubisz swoje mieszkanie? A jeśli nie, to dlaczego?

  • Fajny wpis,:) ja uwielbiam swoje mieszkanie. Kocham odwiedzać znajomych,podróżować, ale uczucie kiedy przekraczam próg własnego domu i czuje się taka bezpieczna, zrelaksowana…tego nie da się z niczym innym porównać.

  • gosiaczek1206

    co to za roślinka z głównego zdjęcia? jakiś rodzaj trawy ? :)

    • To jest sztuczna trawka z… co za niespodzianka! Z Ikea ;))

  • Lubię :) Lubię swój pokój w rodzinnym domu, lubiłam moje akademickie pokoje i wręcz uwielbiam mieszkania, które wynajmuję, choć daleko im do mojego ideału i wymarzonego rozkładu czy urządzenia. Ale też w tym ostatnim przypadku doświadczam jak wielkie znaczenie ma właściciel mieszkania w odbiorze tego czy lubimy mieszkanie i jak nam się w nim mieszka. Niestety mój komfort mieszkania jest teraz przez niego zaburzany, ale to i tak nie zmienia faktu, że je lubię. I ogromną przyjemność sprawia mi dbanie, urządzanie i dekorowanie.

    A wpis się tak przyjemnie czytało… :)

    • „I ogromną przyjemność sprawia mi dbanie, urządzanie i dekorowanie.” – to widać w Twoich wpisach :)

  • Dom/mieszkanie to dla mnie przede wszystkim osoby je tworzące, atmosfera jaka panuje, więc nie wiem jak można nie lubić swojego miejsca zamieszkania. I nie mówię tak, bo mam wnętrze jak z okładki :) Nawet mieszkając w akademiku (mimo, że pierwszego dnia popłakałam się bo było jak w szpitalu) czułam się przez 5 lat dobrze, bo wystarczyło kilka prostych dodaktów a całą atmosferę tworzyli ludzie i nawet odpadający tynk i ściana w okropnym kolorze nie była problemem.

    • „więc nie wiem jak można nie lubić swojego miejsca zamieszkania” – jak widać po niektórych komentarzach pod wpisem można… Wiesz, wydaje mi się, że nie wszyscy mają taką samą zdolność przystosowywania się do nowych miejsc. Ja np. jestem w stanie poczuć się jak w domu nawet w hotelu, w którym jestem na kilka dni, czy na wakacjach – wystarczy, że mam ze sobą kilka ulubionych drobiazgów i dobre towarzystwo :)

  • Świetne rady, które sama praktykuję u siebie od dłuższego czasu! :)

  • Patrząc na zdjęcia można stwierdzić, że bardzo gustownie urządziłaś to swoje nowe mieszkanko :) Lubię swoje mieszkanie, ale zdecydowanie najbardziej zadowolona jestem ze swojego pokoju, wszystko po mojemu – tak jak chciałam :)

    • Staram się – i sprawia mi to wielką przyjemność :))

  • Ja bardzo lubię, choć oczywiście mogłoby być większe ;) i bardzo brakuje mi w nim kilku rzeczy… Ale ogólnie urządziłam je tak, aby dobrze się w nim czuć i aby pomimo swojego niewielkiego metrażu (35m2) było funkcjonalne. Też uważam, że to bardzo ważne aby lubić swój dom, przecież spędza się w nim sporo czasu… Wydaje mi się, że otoczenie w jakim żyjemy ma olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie.

  • Bardzo lubię moje mieszkanie, robiliśmy remont generalny i urządzaliśmy je wspólnie ze ślubnym. Jest w nim dużo akcentów nawiązujących do nas i naszych zainteresowań np. glazura z Audrey Hepburn czy dodatki z FC Barceloną :) Jest przytulnie i nowocześnie, chociaż troszkę ciasno :)

  • Teraz nie mam za wiele do lubienia, bo mieszkam w akademiku ;) Ale to tylko okres przejściowy. Przez trzy lata lubiłam i nie lubiłam swojego mieszkania. Ciemne, zimne, niby duże, ale niefunkcjonalne, brak miejsca na przechowywanie, stare meble… No ale to był mój dom, moje pierwsze gniazdko po ślubie, samo to wystarczyło, by dobrze się tam czuć. Nie mieliśmy wtedy możliwości na nic innego. Ale masz rację – przestrzeń na nas wpływa, kreuje nastrój, czasami nawet zachowania. Dlatego mój przyszły dom, którego intensywnie szukam, będzie może nadal niewielki, może skromny – ale urządzaony pomysłowo, funkcjonalnie i najważniejsze – po mojemu. W tym celu czytam intensywnie i Ciebie, i InteriorsPL – by wiedzieć, co i tak!

  • Najbardziej w moim mieszkaniu nie podoba mi się to, że… jest wynajęte.
    Niewiele mogę zmienić, budżet też ogranicza. Staram się jednak
    patrzeć plusami. Jest ich zdecydowanie więcej niż wkurzająca szafka na
    buty i okropny kolor ścian ;) A kilka osobistych dodatków potrafi bardzo „umilić” wnętrze!

  • Lubie lubię! A jak trochę sympatia do niego mi opada to zawsze działa przemeblowanie i nowe poduszki albo narzutka! :)

  • Lubię! Bo jest moje :)

  • Masz 1000% rację, że wszędzie można czuć się dobrze. Ja zrozumiałam to kiedy przeprowadziłam się z rodzinnego domu, z ukochanego pokoju do Krakowa by dzielić pokój z koleżanką. Obie stwierdziłyśmy, że to nie jest nasze wymarzone miejsce do mieszkania i jak najszybciej udałyśmy się do IKEI to wnętrzoumialcze. :) I już 3 lata udało się nam z powodzeniem przeżyć ;))

  • Lubię, choć i ponarzekać było by na co. Wolę jednak szukać te plusy, ewentualnie własnie jakieś dodatki nowe dla odświeżenia przynieść. :)

  • Och rany, tak bardzo nie lubię tej swojej chałupki. Dwa lata temu, jak w ciąży jeszcze byłam, w ramach syndromu wicia gniazda zrobiłam listę rzeczy do zrobienia i… nie zrobiłam nic O_o Z jednej strony wiąże się to z finansami, ale z drugiej trochę z lenistwem. Bo ja to jestem takim strasznym bałaganiarzem, że to aż boli xD haha.

    • Oj nie mów tak, że nie lubisz… tylko bierz się do roboty, a syna zaangażuj do pomocy :D

  • Agata

    Ja nie lubię swojego domu, ponieważ jest mały, a mieszkają 4 osoby (niedługo będzie 6). Brakuje dodatkowego pokoju na dole (biura) i garderoby na górze. Ponadto mój pokój jest niesamowicie mały- głównie przez ostre skosy. Jako dziewczyna spokojnie się tam mieściłam, wraz z wiekiem przybywa coraz więcej ubrań, butów, torebek i nie ma gdzie tego trzymać! Dodam, że głównym problemem jest fakt, że na terenie naszej działki w przyszłości ma pójść obwodnica (od 20 lat nic się w tej sprawie nie dzieje i za naszego życia chyba to się nie zmieni), dlatego nie dostaliśmy pozwolenia na żadne większe remonty, dobudówki.

    • Może trzeba ograniczyć ilość torebek i butów :D Macie mieszkanie na poddaszu? Zawsze mi się takie marzyło :)

  • Bardzo lubię swoje mieszkanie:) Głownie dlatego, że urządziłam je od podstaw według swojej wizji. A najwięcej uroku i przytulności nadają wnętrzu właśnie dodatki o których piszesz:)

  • kora

    Chociaż małe i ciasne, ale własne. Lubię swoje mieszkanie, ciągle w nim coś dopracowuję, coś zmieniam, poprawiam i to jest fajne!

  • Słodko-Słony Świat Ilony

    Miałam taki okres w życiu kiedy wszysko w domu doprowadzało mnie do szału, głównie przez niedokończone po remoncie prace, które Mąż obiecał zrobić „na dniach” i tak naprawdę ciągnęły się one miesiącami (niektóre nawet latami:DD) To były drobne rzeczy w domu, ale dla mnie ważne, ja chciałam mieć zrobione wszystko „teraz i natychmiast”. Wreszcie się uspokoiłam i zaczęliśmy wszystko robić według określonej listy usprawnień, o której piszesz w swoim poście. Choć zostało jeszcze kilka rzeczy do zrobienia to jednak większość już dawno z listy wykreślilismy i cieszę się moim pięknym gniazdkiem w najpiękniejszej dzielnicy:)

    • Mam podobnie z tym „na już”. Jak coś sobie ubzduram to chciałabym żeby zostało zrobione NATYCHMIAST… a tu czasem trzeba wrzucić na luz, auć :)

  • Zwykle starałam się nie przywiązywać do mieszkań, bo co roku jestem gdzieś indziej – „uroki” studenckich kawalerek. Czasem snuję się po IKEI, wrzucając do koszyka podkładki, świeczniki, świeczki, jakąś miseczkę, ale zawsze towarzyszy mi niewygodne uczucie, że nie wiem po kiego w ogóle to robię, skoro to przecież nie moje mieszkanie, a tylko więcej gratów do przewożenia później. Z drugiej jednak strony, lata mojego życia upływają właśnie w tych mieszkaniach, dlaczego nie miałabym stworzyć przytulnej atmosfery? Dlatego… z kilku Twoich porad zamierzam skorzystać :) Zwłaszcza, że jest ku temu idealny czas, w końcu zbliżają się Święta :)

  • Kiedy mieszkałam w starym mieszkaniu wydawało mi się, że nie przywiązuję się jakoś bardzo do miejsca, nie zwracałam uwagi na przypadkowe meble czy dodatki. Irytował mnie jedynie brak przestrzeni. Żeby otworzyć szafę musiałam złożyć łóżko itd. ;) Dopiero po przeprowadzce do nowego domu, gdzie wszystko było ustawione i udekorowane po mojemu doszłam do wniosku, że jednak można lubić samo przebywanie we wnętrzu. I że w większych pomieszczeniach bałagan robi się wolniej ;)

    • Największym problemem jest brak miejsc na przechowywanie… Jak ma się odpowiednią ilość szaf, szuflad itd. to porządek praktycznie robi się sam. Gratuluję i zazdroszczę domu takiego, jak Ci się wymarzył:)

  • Ja bardzo lubie nasz domek, chociaż jest niewielki to jest nasz. Najważniejsze że jest w nim przytulnie i czuje się ciepło prawdziwego domu. Uwielbiam jak to do nas przychodzą goście, nie muszę uciekać z domu. Nie lubie surowych, bezdusznych pomieszczeń. Przytłaczają mnie i dołują. Bardzo się cieszę że go mam :)))

  • Czasem wystarczy zmiana koloru ścian, czasem nowe dekoracje, a czasem po prostu chwile spędzone w przytulnym kącie z pachnącą herbatą zmieniają nasze nastawienie i dają poczucie bycia w odpowiednim miejscu :) Warto poświęcić chwile, żeby tak właśnie poczuć się we własnym domu.

  • Bardzo lubię swoje mieszkanie :) Widzę jeszcze w nim masę rzeczy do zmiany, ale mam na to paaaaaaaaaręęę dobrych lat, a takie małe remonty jeden po drugim sprawiają, że lubię je jeszcze bardziej :)

  • Anita

    Hej :) Jestem zachwycona tą tubą z bambusami (i chyba nie tylko ja :) Może małe DIY? Czy kupiona? :)

    • To autorskie DIY mojego T. :) Obawialiśmy się trochę o te bambusy w kamieniach, ale mają się bardzo dobrze. Od momentu zrobienia tego zdjęcia minęło już kilka mięsięcy i bambusy sporo od tego czasu urosły.

  • Ojej… Lubię, choć i mam już go dosyć :) Mieszkam w nim jeszcze tylko dwa tygodnie i choć bardzo mnie już męczy, wiem, że za pewnymi jego aspektami będę tęsknić. Lubiłam każde miejsce zamiewszkania – od domu rodzinnego, po wynajmowane na studiach pokoiki o wcale niewysokim standardzie. I podobnie obecne mieszkanie. W każdym, nawet najbardziej paskudnym i ponurym wprowadzałam swoje zmiany, by czuć się w nim dobrze. Niektórzy się temu dziwili – po co, skoro to tylko przejściowa sytuacja? Ale te przejściowe sytuacje nie są krótkie, a życie trwa teraz, nie w przyszłym, własnym, docelowym domu/mieszkaniu. Też nie inwestowałam w malowanie ścian czy inne większe remonty, ale odpowiednimi dodatkami można zdziałać cuda.
    A jak Rysiek przeżył przeproawdzkę? Szybko się zaaklimatyzował? :)

    • „Niektórzy się temu dziwili – po co, skoro to tylko przejściowa sytuacja? Ale te przejściowe sytuacje nie są krótkie, a życie trwa teraz, nie w przyszłym, własnym, docelowym domu/mieszkaniu.” – Świetne zdanie, powinno zostać pogrubione i wyróżnione! :D

      Co do Rysia – musieliśmy się rozstać, został z rodzicami :( Teraz ma na mnie focha, a mi serce pęka!

      • Szkoda :( Smutno się rozstać z sierściuchem…

  • Ta tuba to autorski pomysł mojego T. :D Trochę obawialiśmy się, czy bambusom kamienie przypadną do gustu, ale mają się bardzo dobrze. Wystarczy od czasu do czasu dolewać wody, a cały wazon przez cały czas wygląda świeżo i estetycznie.

  • To ipad mini z retiną, mam go od kilku miesięcy i jestem bardzo zadowolona :)

  • I ten brak balkonu zniechęca Cię do całego mieszkania? :( Nie powinien! Aczkolwiek rozumiem Twoje rozżalenie – sama od zawsze mam balkon i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być.
    Może zrób sobie małą dżunglę z kwiatów czy ziół na parapecie – na pocieszenie :)

  • Ale cudna łazienka, super wygląda! :))

  • a ja lubię nasze mieszkanko, niewielkie ale wygodne. A to, co nam się nie podobało, powoli przeorganizowujemy wg własnych gustów i potrzeb, i wcale nie są do tego potrzebne wielkie pieniądze, czasami wystarczy pomysł, kilka przedmiotów do przeróbki i własne ręce, a efekt jest niesamowity. Potwierdzam, że kwiaty i rośliny doniczkowe zmieniają wnętrze w niesamowity sposób, ja sobie bez roślin nie wyobrażam domu :)

  • Wierzę, że dobry klimat w domu tworzą DODATKI, szczególnie gdy nie ma kasy na generalny remont.
    Otaczam się rzeczami, które cieszą oko, pasują do wnętrza…a jeśli zrobię je sama to już w ogóle pękam z dumy.. diabeł tkwi w szczegółach i również we wnętrzach to się sprawdza…pzdr Gosia

  • Joanna Aszka

    Boska kompozycja z bambusów, podrzucisz DIY ? Chyba, że przeoczyłam? ;) …

    Niestety ja swoich 4 ścian jeszcze nie posiadam, miotam się między wynajmowanymi pokojami a rodzicami gdzie nie mam większego wpływu na stan wizualny ale każdą swoją przestrzeń próbuje dopasować do siebie tak by w jej otoczeniu czuć się dobrze, miło i z chęcią do działania. Moim must have są prawdziwe kwiaty w doniczkach lub cięte w wazonie, świece w ulubionych kolorach i zapachach oraz ulubiony kubek z aromatyczną gorącą herbatą :) i oczywiście porządek w zasięgu wzroku! Nic tak nie męczy jak bałagan!;)

    • Podrzucę! Będziemy trochę modyfikować zawartość wazonu więc przy okazji zrobię osobny post na ten temat :)

  • Ewelina B

    Ja mam sporo szczęścia bo moje nowe mieszkanie pokochałam od pierwszego wejrzenia, jasne było parę rzeczy które nie do końca mi się podobały ale to była tylko kwestia małych dodatków która już została rozwiązana :)

  • Bardzo lubię!. Mieszkamy z mężem w moim rodzinnym mieszkaniu, mamy do dyspozycji akurat tyle przestrzeni, ile potrzebujemy. Udało mi się w zeszłym roku wyremontować dwa pokoje: sypialnię z przechowalni ciuchów po mamie przerobiłam na prawdziwy pokój snu. Tylko teraz muszę zadbać o dodatki, bo jeszcze wydaje się pusty – tzn. pozbawiony osobistego charakteru. Ale najbardziej jestem dumna ze swojego starego pokoju, który teraz służy nam za gabinet. Jedna ściana cała w regałach na książki! Polecam zresztą wszystkim książkoholikom regały z IKEI, bo te jako jedyne mają odpowiednią głębokość -mieszczą się wszystkie książki niezależnie od formatu i jednocześnie nie zostaje nam z przodu dużo niewykorzystanej przestrzeni (ja akurat nie znoszę stawiania książek w dwóch rzędach).

    W ogóle świetny tekst, Alino :) Dom to jest przystań, miejsce ładowania akumulatorów – trudno się wyciszyć, jeśli przestrzeń gryzie nas, uwiera, nie pozwala się odnaleźć. Ale chyba jeszcze gorzej, gdy przestrzeń może i ładna, ale nasze relacje z ludźmi, z którymi dzielimy dom sprawiają, że wszystko jawi się jako bardziej szare, wypłowiałe, drażniące.

    I jeszcze dodam od siebie na koniec, dla tych, którzy planują przeróbkę swojego mieszkania – uwierzcie, nie warto oszczędzać na fachowcach i materiałach. Wiadomo, nie oznacza to kupowania mebli pt. „10 tys. za front szuflady”. Ale remonty mają to do siebie, że wyczerpują psychicznie i fizycznie, szkoda by było po roku na nowo przerabiać pomieszczenie tylko dlatego, że okleina odeszła a farba okazała się nieodporna na zabrudzenia. Nie mówiąc już o ekipie remontowej – moja mama tak się wkopała i teraz ja muszę – po dwóch latach od remontu – poprawiać praktycznie całą kuchnię po panu, który np. kładąc parkiet nie wyrównał wylewki i mamy teraz elegancki spad ;)

    • Dzięki za komentarz, miło się czytało, czuć jak bardzo jesteś zadowolona z tej Twojej „przystani” :))

  • Nie lubiłam swojego wynajmowanego mieszkania poprzednio, ale w sumie dlatego, że było umeblowane „z góry” i zdecydowanie za małe dla dwóch osób (26m2). Tylko się nie śmiej – było naprawdę ciężko! :)

    Teraz, mimo tego, że jest wiele rzeczy, których nie mogę zmienić, bo także w wynajmowanym żyję, bardzo lubię swoje mieszkanie. Jedynym minusem jest odległość od miejsca pracy, bo codzienne dojazdy mnie przytłaczają. Ale wracam do domu, w którym, mimo za małej kuchni, za małej ilości pokoi (w celu powiększenia rodziny i posiadania wymarzonej pracowni) i za małej wnęki szafowej w przedpokoju czy za małej łazienki według mojego „widzimisię”, jestem szczęśliwa i uwielbiam spędzać w nim czas. Nieważne czy sama, czy z Mężem, czy ze znajomymi także. Mój mały pałac, w którym czuję się doskonale. Najlepsze jest to, że jadąc do rodziny w PL, jadę do domu. Ale gdy wracam, jadę do DOMU. To chyba coś znaczy, prawda? :) Każdemu życzę takich odczuć w związku ze swoim domem :)

  • Czetra

    Szczerze? Nienawidzę. Wszystko bym tu zmieniła. Mieszkam w domu rodzinnym, ale praktycznie całe piętro jest tylko dla mnie. I co? W jednym pokoju dziecinne meble, których nie wymienię, bo nie mam za co. W drugim rzeczy mojego brata, który średnio co tydzień „zabierze je w przyszłym tygodniu”. Nie zarabiam jeszcze na siebie, więc nie mam za co kupić tego co bym chciała a na pomoc rodziców cóż… nie mogę liczyć. Najbliższym planem jest pomalowanie moich mebli na biało. Może jakoś mi to pomoże polubić te mebelki, które tak mi się podobały w wieku 11 lat… niebieskie. do czerwonych ścian. naprawdę? :D dlatego bardzo nienawidzę. Ale małymi kroczkami staram się polubić :D a plusy? cisza? no jest, ale ja kocham szum miasta. mili sąsiedzi? nie ma. blisko… cokolwiek? tu jest wszystko daleko. do najbliższego sklepu 2 km, na przystanek 10 minut. Super dla kogoś kto ma auto. No, ja nie mam. Tak więc czekam jeszcze te 1,5 roku, które muszę przeczekać i idę na swoje. Choćby wynajmowane. Ale błagam. W centrum wielkiego miasta :D

    • Co do frontów mebli – to są gładkie/płaskie, czy jakieś profilowane? Jeśli gładkie to może łatwiej będzie z oklejaniem :)

  • Dałaś mi niezłego kopa do zadbania o mój dom! Uwielbiam go, ale odkąd Milosz uwielbia konstrukcja, a Maïa robienie samej ciast (nie mówiąc o innych aktywnościach, np. artystycznych), wydaje mi się, że panuje u nas wieczny bajzel. Mam ochotę na pachnący, inspirujący dom, szybki w ogarnięciu i z przestrzenią. Zakasam rękawy i do roboty! :)
    Buziak
    Ula

    • Może trzeba się czegoś pozbyć, żeby przestrzeni zrobiło się więcej? A co do bałaganu z dzieciakami – to się nie wypowiadam, bo nie wiem jak to jest… ale domyślam się, że niekoniecznie wygląda to na „artystyczny nieład”… :)

  • Ja lubię i nie lubię mieszkania ;) Nie lubię, bo jest niefunkcjonalne – Mężu był wcześniej z kimś i to z tym kimś urządzał, a właściwie pozwolił jej urządzać, a ona patrzyła tylko na to co się podoba, a nie co jest ładne i funkcjonalne. Teraz na każdym kroku oboje nas denerwują pewne rzeczy, ale na razie brak funduszu na radykalne zmiany. Druga sprawa to znalezienie czasu na zmiany – pisałam Ci pod poprzednim postem o moich podróżach ;) Jednak… żeby nie było że tak siedzimy i marudzimy to… a to powiesiliśmy w łazience zasłonkę prysznicową na jednym z pałąków od suszarki sufitowej… a to wogóle pomalowaliśmy łazienkę i toaletę… a to teraz oklejamy tapetą drewnopodobną czarne meble, któe nas denerwują… a to kupiliśmy zmywarkę, żeby spędzać tą i tak minimalną ilość czasu razem, a nie na zmywaniu…w planach jest jeszcze milion różnych rzeczy, które musimy w końcu zacząć spisywać i realizować… tak czy owak mimo braku czasu jednak udaje się małymi kroczkami realizować pewne plany ;) ponoć dla chcącego nic trudnego

    • Zmywarka <3

      3mam kciuki za realizację wszystkich planów… i by udało się Wam wszystko dostosować tak, by Wam w pełni odpowiadało :)

  • Na dekorowanie mojego mieszkania zawsze znajdę czas:) Cały remont zrobiłam sama wliczając malowanie sufitów, szpachlowanie, zdzieranie tapet. Codziennie rano budziłam się z widokiem na stare zniszczone listewki, aż w końcu się ich pozbyłam i zrobiłam nowe, białe, czyściutkie. Dwa dni i całe mieszkanie jak nowe, no i wymarzona farba tablicowa w kuchni. Wystarczy odrobina pracy i niewielkim kosztem można uzyskać super efekt :)

  • bardzo fajny post. Lubię swoje mieszkanie, które ma wiele zalet, choć nie jest ani idealne, ani nie jest tym docelowym :-) Kiedy jednak przeprowadziłam się do Berlina, to pierwsze mieszkanie w jakim wylądowałam, było dalekie od fajności… ciasne, ciemne, urządzone przypadkowymi meblami i z widokiem na śmietnik. Najgorszy był jednak brak przyjemnego oświetlenia: tylko jedna, wielka lampa pod sufitem. Z różnych powodów w grę wchodziły tylko minimalne inwestycje. Przy użyciu zwykłej taśmy klejącej przykleiłam więc pod szafkami kuchennymi (kuchnia to był kąt w pokoju) białe lampki choinkowe. Wraz z kilkoma świeczkami dały nastrój, przy którym mieszkanie zrobiło się znośne :-) plus zaczęłam widzieć, co gotuję i zmywam…

    • Świetny patent z choinkowymi lampkami – są bardziej uniwersalne, niż się nam wszystkim wydaje :)

  • Cotton balls’y są świetne, bardzo je lubię za klimat który tworzą :)

  • Idealnie ułożone? To znaczy?

  • Magda Gniezno

    Uwielbiam swój dom. Ma swoje minusy, bo niestety muszę zaakceptować fakt, że został lata temu w taki a nie inny sposób wybudowany. Ale staram się nad tym nie rozpaczać. Wyremontowałam większość pomieszczeń. Salon ciągle jest w oczekiwaniu. Co miesiąc dochodzi coś nowego do domu. Planuje, projektuje, bądź co bądź troszkę amatorsko i nieudolnie, ale gościom bardzo się podoba i są zachwyceni moim „designem” :) Radość sprawia mi to, że mam własne 4 kąty, ogródek i jestem Panią tej przestrzeni, ponadto mam świetne widoki z domu- wielkie obszary pól. Kiedyś o 4 nad ranem kiedy spać nie mogłam podziwiałam z balkonu biegające jelonki :) Z domowego biura mam widok na wschodzące słońce, a z balkonu „kawiarnianego” (nazywam go tak, gdyż tam pijam poranną kawę latem) mogę podziwiać zachód słońca.
    Mam też w domu pewną perełkę – własne gwiazdy na niebie :D – około 100 maleńkim pojedynczych diod świecących na suficie z funkcją migania :) Jeśli będziesz zainteresowana mogę podesłać Tobie kilka zdjęć efektu :)
    Jak wspomniałaś muzyka to jest niezawodny element – sięgam po tą bardzo spokojną i wyciszającą, taką jaką często słyszę w salonie SPA. Podzieliłabyś się linkami gdzie znaleźć wymienioną przez Ciebie muzykę ?

    • Zazdroszczę takiego miejsca! :)

      Co do muzyki – do jej słuchania używam aplikacji Spotify (https://www.spotify.com/pl/), którą mam zainstalowaną na komputerze, tablecie i na telefonie. To genialna sprawa – legalna muzyka za darmo, bo wcale nie trzeba kupować konta premium, w wersji za darmo trzeba od czasu do czasu wysłuchać krótkich reklam – jak w radiu ;) Bardzo lubię przygotowane gotowe playlisty w aplikacji – to właśnie ich nazwy wypisałam Wam na końcu posta :)

  • Mnie najbardziej cieszy przede wszystkim segregacja artykułów biurowych. Oprócz tego milej jest jak poukładam dużo poduszek i kwiatów. Rady przydatne :)

  • Bardzo fajny post. Ja na razie swojego mieszkania nie mam, więc ograniczam swoje lubienie lub nie do pokoju. Którego nie znoszę wręcz ale właściwie nie mam możliwości, żeby zbyt wiele w nim zmienić (nie jestem u siebie). Próbowałam, ale bez pozbycia się paskudnej meblościanki się nie obejdzie. :( Staram się nadrobić dodatkami, które i tak w końcu mi się przydadzą, kiedy pójdę „na swoje”. :)

  • Ja bardzo szybko przystosowuję się do aktualnych warunków i nic mi nie przeszkadza w miejscu gdzie akurat mieszkam :) Ale porządek w szafie z ubraniami i w kuchennych szafkach musi być. Wszystko mam uporządkowane, posortowane i pooznaczane :) A radę z roślinkami powinnam wziąć sobie do serca, bo ciężko ze mną mają… ;)
    Daria

  • Marta

    Moje niestety ma jeden główny mankament – jest ciemne. Okna są za małe, a jedyne porządne wychodzi na północ. I nie ma balkonu. Więc nawet z kwiatkami doniczkowymi / ziołami nie poszaleję.
    Ale za to są skosy, odkryte drewniane belki, dużo przestrzeni i piękna rzeka zaraz za oknem.

    • Może warto postawić na odpowiednie sztuczne oświetlenie (dużo różnych punktów oświetleniowych + odpowiednie żarówki), żeby w takich ciemnościach nie siedzieć :) Wiele niewielkich punktów oświetleniowych w pomieszczeniu pozwala na stworzenie przyjemnego, nastrojowego klimatu :)

      • Marta

        Tak, mam lampy, lampki i świeczki, ale trochę się ponuro człowiekowi robi, jak tu ledwo południe, a wypadałoby już włączać sztuczne oświetlenie…

  • Ania

    Nienawidzę mojego mieszkania, nie znoszę okolicy w której jest, a przede wszystkim nie znoszę tego że nie mam wpływu na to co się tu dzieje. Rok temu zdecydowałam się zamieszkać z chłopakiem, który dostał po śmierci babci mieszkanie na własność. Zanim się tam przeprowadziliśmy mieszkanie stało przez 3 lata puste. A rodzice mojego lubego zrobili sobie z niego przechowalnie… nie chodzi tu tylko o ubrania ale też np. o kolekcje modeli jego ojca, który nie chce nawet słyszeć o pozbyciu się tego wszystkiego. Mimo, że mieszkanie tak na prawde należy do mojego chłopaka to on nie chce konfliktu z rodzicami i pozwala im na to wszystko. Całe mieszkanie jest zagracone, jest natłok zbędnych mebli i rzeczy których zapewne nikt nigdy już nie użyje ale „zostaw to proszę, przyda się kiedyś”. Ciężko mi się to pisze, bo nie czuje się tu gdzie jestem jak u siebie… i nie mogę nic z tym zrobić, bo nie chce zostawić chłopaka, mam tu też pracę, po której gdy wracam chciałabym się zrelaksować i czuć dobrze, a nie zbierać się w sobie by nie wybuchnąć płaczem patrząc na to wszystko.
    Za każdym razem kiedy wracam do rodzinnego domu jestem szczęśliwa bo mam tam ciągle swój kąt, bez wiecznego bałaganu, moje mama jest minimalistką, nigdy nie pozwalała na graty i bajzel w domu za co jestem jej ogromnie wdzięczna.

    • Strasznie przykro mi to czytać… Wiesz, że nie możesz tego tak zostawić? Spróbuj porozmawiać poważnie z chłopakiem – o tym, jak źle się czujesz tam przez te wszystkie graty, bałagan i rzeczy rodziców. Jedna rozmowa pewnie nie pomoże… przeprowadzałabym ją aż do skutku ;) Przecież tu chodzi o Twój komfort i zadowolenie z mieszkania razem. Przeprowadzki pewnie nie planujecie, skoro mieszkanie należy do niego, więc musisz zrobić coś, by poczuć się tam lepiej. 3mam mocno kciuki za Ciebie!

    • Wyprowadz się, twój chlopak to du.. wołowa w dodatku ma w nosie twoje potrzeby- jak widzisz z nim przyszlosc? skoro on caly czas pod pantoflem?

  • Jeśli mama zna się na rzeczy to wiadomo, nie ma co dyskutować :D

  • Mieszkałam w różnych miejscach, w różnych mieszkaniach (studia, przeprowadzka za granicę i z powrotem) i domu, a zawsze i wszędzie czuję się jak u siebie! Łatwo aklimatyzuję się w nowych miejscach, ale mam dobry sposób na szybkie zadomowienie się – otaczanie się znajomymi, ukochanymi drobiazgami – ulubiona poszewka, lampka, zasłony, itd. Poza tym, dom/mieszkanie to tylko otoczka, rzecz – najważniejsi są ludzie, z którymi się mieszka. Jeśli są to osoby wśród których czujesz się dobrze to nawet najciemniejsze, najbardziej ponure mieszkanie na końcu świata nie będzie przeszkadzało :)

  • oxinspirationxo blogspot.com

    Podoba mi się ta lista, jest mi bliska bo sama długo patrzyłam na swoje mieszkanie jak na wroga. Kupiłam je już wyremontowane z całym wyposażeniem, nie do końca w moim guście. Wg. mnie najlepsza rada dla tych którzy nie lubią swoich mieszkań (do nie dawna takich osób jaką sama byłam) to stwierdzenie, że to my tworzymy klimat naszych domów,mieszkań. To my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jak można nie lubić czegoś co sami tworzymy ?

  • o tak, lubię swoje mieszkanie – mam na nie wpływ w 100% gdyż urządzamy je z mężem od etapu gołych ścian i podłóg. I choć to nie jest nowe mieszkanie – tylko z rynku wtórnego- zostało odarte ze wszystkich starych taper, tynków, podłóg i kafli. Urządzanie mojego mieszkania, dekorowanie, daje mi tyle radości, że ostatnio wolę kupić coś nowego do domu niż nowe buty czy torebkę. Ot, takie małe wariactwo :) Jednym z aspektów, które lubię jest to, że staje się coraz bardziej funkcjonalne – zgadzam się z Tobą, ze dobra organizacja pewnych miejsc ( szafki kuchenne, szafa z ubraniami, miejsce na kosmetyki, ksiązki itp) to ważna sprawa, ułatwiająca życie w jego codziennych aspektach. Bo przecież mieszkania nie są tylko do podziwiania i oglądania, ale do życia – wygodnego i dopasowanego do nas – mieszkańców.

  • Ania G

    Moje mieszkanie w Krakowie mimo iż kupione z rynku wtórnego po naniesieniu na nie kilku poprawek Lubie bardzo! Teraz wynajmując pokój w Anglii, trudno mówić o jakimś urządzaniu i Wielkiej organizacji, ale fakt staram się dbać o porządek, świeże kwiaty oraz przyjemne zapachy. Tak, że popieram i bardzo fajny post.

  • Fajne wnętrze :) ja nie lubię swojego mieszkania i pewnie tak pozostanie dopóki nie zrobię remontu generalnego, ale najpierw zmiana dachu, więc pewnie jeszcze to trochę potrwa, no chyba że wcześniej zdążę się wyprowadzić ;)

  • Ładne, zadbane wnętrza. Ale muzyki nie znalazłam. Czyje to?

    • Sylwia

      Spotify to aplikacja, którą możesz ściągnąć, a playlisty typu Afternoon Acoustic to foldery z muzyczką, którą można sobie odtwarzać po ściągnięciu :)

  • Lubie swoje mieszkanie i to bardzo. Pomimo tego, ze kocham gotowac a moja kuchnia jest malutka…ale mialam kiedys mniejsze i tez zylam dobrze, a wystarczy dobra organizacja szafek itp :) Wymarzonego ogrodu nie mam, ale jest spory taras ktory staram sie zmienic w miejski ogrod. I zgadzam sie, ze latwo mozna przeprowadzic pewna metamorfoze dobierajac odpowiednie kolory poduszek, kocy czy zaslon, a najwazniejsze jest to ze to my tworzymy nastroj w domu. Nadajemy mu charakter. Wedlug mnie dom powinine odzwierciedlac „co nam w duszy gra” :)

  • Uwielbiam! Dlatego, że jest moje, tworzone od podstaw, zgodne z tym co lubię. Może wiele mu jeszcze brak, może nie wszystko jest zgodne z najnowszymi trendami albo tym co się podoba innym, ale jest moje i wkładam w urządzanie go dużo serca :-)

  • Ja nie lubię swojego mieszkania, nie jest moje, wynajmuję je i nie mam do niego serca i ochoty, by cokolwiek w nim zmieniać. Tym bardziej, że niedługo przeprowadzamy się do własnego mieszkania i już myślę o jego urządzaniu ;)

  • Mam nadzieję, że stworzę kiedyś miejsce, w którym będę czuła się naprawdę dobrze, bo póki co jest to studencki pokoik, więc trudno oczekiwać świetności;)

  • Zaczynam lubić :-) Powoli wprowadzam moje ulubione akcenty i kolory (zasłony, firanki, dodatki, kwiaty). W mieszkaniu, które wynajmuję są już meble i nie mogę ich wymienić. Najbardziej wkurza mnie ogromna, w dodatku niewygodna sofa, która zajmuje prawie cały salon! To już jest moja 8 przeprowadzka, a za jakiś czas szykuje się kolejna. Chciałabym mieć już coś swojego, wtedy mogłabym urządzić od podstaw i według mojego stylu.

  • Natalia

    zawsze starałam się sprawić, by mieszkanie dało się polubić. drobne detale, dodatki, „moje” kolory. do każdego wynajmowanego mieszkania wnosiłam kawałek siebie i mam nadzieję, że pozostawiałam po sobie pozytywne wibracje :) teraz mam już swoje mieszkanie i już od pół roku nad nim pracuję, ciągle pojawia się coś nowego, a ja nadal działam. ostatni nabytek to własnoręcznie pomalowana na biało paleta z materacem i poduchami jako „kanapa” na balkon. :)

  • Po przeprowadzce z moim K. do kawalerki (wynajmowanej, ale co tam!) zmieniło się wszystko – bo od razu zaczęliśmy robić w mieszkaniu tak, żebyśmy się tam czuli jak u siebie. Instynktownie robiliśmy to wszystko o czym piszesz – i to faktycznie jest złoty przepis na szczęście w swoim domu.
    Niby takie drobnostki, które trochę czasu w zbieraniu nam zajęły, wymagało od nas niezłej siły psychicznej, żeby wywalić to, co niepotrzebne, ale efekty są i to jest najlepsze.
    Nasze wynajmowane mieszkanie jest teraz tą naszą twierdzą. Jest cudownie, zawsze pachnie po naszemu i chce się tam wracać… Teraz próbuję tego samego nauczyć moją mamę, ale jest ciężko.