Drugi tydzień już się zbieram, żeby wreszcie Was zaprosić do podsumowania minionego roku i… zebrać się nie mogę. Co przyniósł mi ten 2016 rok? Czym zaskoczył? Jaki dla mnie był? Pod wieloma względami był to czas absolutnie fantastyczny, ale przyjrzawszy się minionym 12 miesiącom z dystansu – dostrzegłam, że popełniłam po drodze sporo błędów.

Dzisiaj nie zamierzam się skupiać na pozytywnym i kolorowym podsumowaniu najpiękniejszych chwil, jak miałam to w zwyczaju. Wiem doskonale, jak ważne jest dostrzeganie pozytywnej strony życia i wierzcie mi, że robię to każdego dnia. Jednak tym razem, dla odmiany, będzie na słodko-gorzko. Bo z błędów trzeba wyciągać wnioski. Problemy trzeba rozwiązywać. Słabości trzeba pokonywać, a ze swoim strachem czasem trzeba stanąć twarzą w twarz i odważnie spojrzeć mu w oczy.

I chociaż uczyć się należy na własnych, a nie cudzych błędach, to może dzięki uniknięciu takich jak moje, zwiększycie prawdopodobieństwo, że w 2017 wszystko ułoży się po Waszej myśli :)

4 rzeczy, których nauczył mnie 2016 rok

Podsumowanie 2016 - Alina Szklarska

LEKCJA 1: Moje „powołanie” zaczaiło się tam, gdzie go nie szukałam i okazało się być zupełnie nie tym, czym długo myślałam, że jest…

…a wyznaczone kiedyś zawodowe cele, tak po prostu, znalazły się poza obszarem ewoluujących zainteresowań.

To dla mnie najbardziej gorzki wniosek z 2016 roku. To znaczyyy… ja to czułam od dłuższego czasu, ale dopiero w 2016 odważyłam się powiedzieć o tym głośno. Aż wreszcie dojrzałam do tego, by w pełni zacząć działać zgodnie z zasadą DESIGN YOUR LIFE. Napiszę Wam pewnie coś więcej w którymś z następnym wpisów (powoli przestaję się tak bardzo tego bać, bo jednak sporo rzeczy musiało się w tym roku wydarzyć, bym mogła podjąć sama wobec siebie tę ostateczną decyzję).

Wiecie, co jest ważne? Ja wierzę, że każdy z nas ma święte prawo do tego, by ZMIENIĆ ZDANIE. I każdy ma prawo do tego, by się pomylić. Na pewno z milion razy słyszeliście cytat Napoleona o tym, że „błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi”. I wiecie co, to jest prawda.

LEKCJA 2: Poruszanie się bez jasno określonego celu okazuje się często tylko bezsensownym dreptaniem w miejscu.

Moje wnioski z minionego roku trochę przenikają się ze sobą. Bo jakże planować swoją przyszłość, jeśli nie ma się zielonego pojęcia, co miałoby się w tej przyszłości wydarzyć? Próba budowania czegoś bez konkretnej, ekscytującej wizji, nie ma przecież większego sensu.

LEKCJA 3: Myślałam, że jestem jakąś absolutną superwoman i mogę wszystko. I to jednocześnie. Tymczasem angażowanie się w zbyt wiele tematów na raz poskutkowało u mnie zawaleniem stanowczo zbyt wielu z nich…

W rok 2016 wchodziłam pełna nadziei: wyjdę za mąż, skończę studia magisterskie, urządzę nasze wspólne mieszkanie. To tylko czołowe pozycje mojej listy, która była bardzo, bardzo długa. Większą część roku spędziłam w ogromnym stresie, starając się podołać wszystkiemu, do czego się zobowiązałam, z lepszym lub gorszym skutkiem.

Ze ślubem na szczęście wszystko się udało od A do Z, ale z resztą już nie do końca. Nie dokończyłam studiów tzn. nie przystąpiłam jeszcze do obrony pracy dyplomowej. Wyłożyłam się na ostatniej prostej. Nie udało się przed końcem roku urządzić naszego mieszkania, na co złożyło się wiele przeróżnych, niezależnych ode mnie czynników, aczkolwiek było też w tym trochę mojej winy. Nowe produkty w moim sklepie utknęły w fazie projektowo/organizacyjnej, a po drodze wydarzyło się mnóstwo rzeczy, których nie przewidziałam.

Zaliczyłam na koncie dołowanie się tym, że przecież wszyscy mają dużo na głowie. Wszyscy łączą ze sobą liczne obowiązki, osiągają swoje cele, spełniają marzenia i generalnie DAJĄ RADĘ! Więc czemu jestem taka kiepska, czemu nie udaje mi się godzenie tego wszystkiego ze sobą? Czemu inni potrafią działać pod taką presją, a ja nie???

Co wiem dzisiaj? Że lepiej wziąć na siebie tylko 1/2 całości, którą w danym czasie chce się zrealizować. I tę część FAKTYCZNIE ZREALIZOWAĆ, a nie uporać się tylko z 1/4 całości i to w wielkim, przeogromnym stresie i pod ciążącą presją… To dla mnie naprawdę OGROMNA nauczka i do planowanie swojego 2017 podeszłam zupełnie inaczej.

Co najbardziej zawiodło w 2016 roku? Przede wszystkim JA. Nie o to chodzi, że zawiodły jakieś metody, w które szczerze wierzę. To ja przeceniłam swoje możliwości. To ja muszę zacząć trochę mocniej stąpać po ziemi.

 LEKCJA 4: Zaniedbywanie swojego zdrowia zemści się na funkcjonowaniu organizmu prędzej, czy później.

Oby później, by mieć czas na opamiętanie, zanim się to stanie! Mówię to Wam ja, Alina, prawie 27-latka, która ostatnio często czuje się jak staruszka ;) Wszystko to, co mówią o zdrowej diecie i aktywności fizycznej, to jest prawda. To wszystko, co mówią o wpływie stresu na nasz organizm, to również jest prawda. Wiedzieliście, że stres ma na nasz organizm wpływ równie fatalny, co antybiotyki? Ja byłam po prostu w szoku. Przypisywanie stresującemu stylowi życia wywoływanie przeróżnych negatywnych objawów, zawsze wydawało mi się raczej naciągane, no bo przecież wszyscy się czymś stresują, wielkie mi rzeczy. Rzeczywistość okazała się być mniej różowa, niż mi się wydawało.

Podsumowanie 2016 - Alina Szklarska

Okej, to tyle ode mnie. I chociaż każdy ma przecież prawo do popełniania błędów, to takich jak moje, lepiej postarajcie się unikać :D Dajcie znać w komentarzach czego Was nauczył 2016 rok i jakie wyciągnęliście z tego wnioski – może się uda Wam kogoś przed nimi uchronić.


PS: Było o tym, jak 2016-ty pogroził mi palcem, podstawił nogę i zrobił wielkie oczy. Na szczęście nie walnął mnie w łeb zbyt mocno i nie podciął skrzydeł :)) Były też fajerwerki :D

  • Z tą realizacją zadań i braniem na siebie zbyt wielu rzeczy, to mam wrażenie, że sami się nakręcamy. Najpierw widzę na Facebooku i Instagramie same uśmiechnięte buzie w biurach, na kolejnych wydarzeniach, przy blogu, zakupach, planowaniu podboju świata. I myślę sobie „ty durna, inni mogą pobijać galaktykę, a Tobie się spać chce”. A potem, własnie przy takich podsumowaniach, okazuje się, że każdy jest człowiekiem i zdarzają mu się lepsze i gorsze chwile. Ja sama mam zamiar częściej odpoczywać w 2017 i nie bać się okazywać słabości.

    Trzymam kciuki, żeby 2017 był dla Ciebie udany! :)

    • AddictedtoPassion

      Dokładnie. Tez mi sie wydaje, ze FB i Instagram robia nam wode z mózgu. Ja jak przegladam IG to tylko sie doluje i mysle, skoro inni moga to ja tez. I zabieram sie za kolejny zupelnie niepotrzebny do szczescia projekt itd. A pozniej jestem przemeczona, na nic nie mam czasu, zapominam o naprawde waznych rzeczach. Dlatego w tym roku tez postawilam sobie inne cele i przede wszystkim mniej. Usunelam z FB wszystko co znajdowalo sie poza moim obszarem zainteresowan, zeby mnie nie rozpraszalo, zeby nie zabieralo mojego cennego czasu, bo 2016 był dla mnie zdecydowanie zbyt intensywny. Trzeba zaczac zyc wolniej, zdrowiej, potrafic sie relaksowac bo inaczej zwariujemy.

      • Ja postawiłam sobie w tym roku cele, których mam zamiar się trzymać – i nie będę się chwytać wszystkiego po kolei, co wydaje mi się ważne/atrakcyjne/rozwojowe i tak dalej. Wydaje mi się, że to właśnie w tym tkwi klucz do późniejszego zadowolenia z siebie.

    • Dzięki Olga! Tobie również życzę wszystkiego dobrego w 2017! PS. Doskonale zdaję sobie sprawę, że sama jestem sobie winna :) I ja i wszyscy inni, którzy mają teraz podobne wnioski.

  • Joanna eSz

    W połowie roku 2016 zebrałam się na odwagę, rzuciłam pracę w wyuczonym zawodzie i zaczęłam naukę od zera innego.
    Zawsze mogę wrócić, kto wie jak potoczy się życie. Nie mam jeszcze nowej pracy i wcale tak bezkrytycznie nie wierzę już we własne zdolności i ze mi się uda (niestety? Stety?) ale wiem, że się nie dowiem jak nie spróbuję.
    Wiem jak ciężko się wyrwać z ciepłej szufladki tego co całkiem dobrze idzie… Zobaczymy czy nie wrócę, ale trzymam za Ciebie Alina kciuki.
    Swoją drogą mam wrażenie, że sporo osób podsumowuje ten poprzedni rok słodko- gorzko…
    Powodzenia dla Ciebie :)

    • Gratuluję, Joanna! I trzymam za Ciebie kciuki. To nie są ostateczne decyzje – nikt Ci nie zabroni wrócić do wcześniejszego zajęcia. Pewne rzeczy trzeba po drodze sprawdzić na sobie… :)

  • Moimi 3ma głównymi celami było ukończenie studiów z co najmniej 4 na dyplomie, zrobienie prawa jazdy i znalezienie pracy w zawodzie chemika. Zrealizowałam tylko ceł nr 1, na dyplomie było 4.5, więc jestem przeszczęśliwa. Niestety egzaminu na prawo jazdy nie zdałam, pracy w zawodzie też jeszcze nie znalazłam… W ten rok weszłam przygnębiona, ale mam nadzieję, że nadrobię. ;)
    Co do zdrowia to dbaj o siebie. To najważniejsze, bez tego ani rusz. Sama się o tym przekonałam w 2016 roku. Stres z czasów liceum doprowadził do osłabienia organizmu, to z kolei do rozwoju zapalenia tarczycy, ono do niedoczynności i… Od 2giej klasy liceum męczyły mnie napady paniki. Wtedy pani psychiatra zaleciła badania krwi, w tym tarczycowe, ale nie wszystkie. Sugerując się przedziałami laboratorium uznała, że wszystko jest ok. Było do 2go roku studiów. Wtedy napady były silniejsze, nie byłam w stanie wyjść z domu, bałam się nie wiadomo czego. To było irracjonalne. Miałam dużo zajęć na uczelni, same laboratoria, więc wzięłam dziekankę. Jakoś się z tego wywinęłam, moje oceny były coraz lepsze, aż podczas ostatniego roku wysiadłam. Cały organizm zastrajkował. Od dawna byłam wiecznie zmęczona, nadmuchana wodą itd. Czułam się po prostu źle, ale nie pomyślałabym, że to tarczyca. W lutym trafiłam do innego psychiatry, który zlecił kompleksowe badania, w tym przeciwciała i… była diagnoza. To zmieniło moje życie. Jeden hormon, a tyle potrafi zepsuć. Nie będę się więcej rozpisywać tutaj, bo i tak rozpisałam się za bardzo, w każdym razie wniosek jest taki, że warto dbać o siebie, badać się, bo złych zmian w organizmie nie da się cofnąć. ;)
    Życzę Ci wszystkiego dobrego w 2017 roku! ;*

    • Daria

      Jakbym czytała o sobie. Życie w ciągłym stresie, zamartwianie się, nakładanie na siebie coraz to nowych obowiązków, jakieś dziwne parcie że muszę dawać z siebie 200%. Nagle pojawiły się ataki paniki, objawy nerwicy i okazuje się, że Hashimoto. :) Od jesieni 2015 do lipca 2016 każde wyjście z domu było udręką. Wpływało to na moją samoocenę, na relacje z innymi, strasznie się izolowałam, bałam wyjść, spotkać ze znajomymi, sądziłam że wariuję. Gdzieś po drodze postanowiła zwolnić tempo, trochę mniej od siebie wymagać. Zaczęłam się odrobinę ruszać (spacery, aerobik), od czasu do czasu medytacja, często również uciekałam w czytanie książek, byle oderwać się od Internetu, pracy i problemów i jakoś tak w sierpniu nastąpił przełom. Ataków było coraz mniej, nauczyłam się panować nad emocjami. Oczywiście jeszcze pojawiają się jakieś małe niedogodności, ale jest o niebo lepiej. Poczułam się jak nowonarodzona. Niech to będzie dla innych przestrogą przed stresem i wycieńczaniem swojego organizmu. Dziś, z perspektywy czasu, mimo że w ciągu ostatniego roku wylałam litry łez z tego powodu, nie traktuję tego doświadczenia jako czegoś totalnie negatywnego. Czasami po prostu życie daje nam do zrozumienia, że przesadzamy i próbuje nam pokazać co jest w życiu naprawdę ważne, a najważniejsze jest zdrowie. :)

      • Super, że sobie tak dobrze poradziłaś z tą sytuacją – dużo zdrowia na przyszłość :*

    • Dzięki za wartościowy komentarz! Może zmotywuje kogoś, by przyjrzeć się samemu sobie dokładniej :) Ja już wszystko badania mam za sobą – w pewnym momencie miałam nadzieję, że to tarczyca jest winowajcą wszystkiego, ale nie, szukam dalej… :) Wszystkiego co najlepsze, Joanno :*

      • Dziękuję ;)
        Mam nadzieję, że znajdziesz winowajcę. Nie wiem, czy próbowałaś, ale ja zrobiłam sobie test na bakterie i grzyby za pomocą aparatu do biorezonansu. ;)

        • Czekam właśnie na wyniki odnośnie grzybów itd. :)) Mam nadzieję, że poznam odpowiedź i będę mogła się rozprawić z winowajcą na dobre.

    • Joanna

      mogłabyś napisać jaki to był hormon? co Ci pomogło na napady paniki? mnie nerwica lękowa i ataki paniki całkowicie pozbawiły życia uczuciowego, zawodowego, koleżeńskiego, musiałam też zostawić studia, nawet rodzina się ode mnie odsunęła. po prostu każda sfera życia przestała istnieć, a jestem młodą osobą. całe życie jeszcze przede mną, więc zaczęłam walczyć. okazało się, że mam przyrost grzybów candida, pasożyty i takie zakwaszenie organizmu, że przypuszczam, że jeszcze tak z 2 lata poczekałabym i miałabym raka. zmieniłam dietę na roślinną, pozbyłam się grzybów i pasożytów z mojego organizmu i trochę się poprawiło. niestety właśnie przez dalszy stres o którym pisała Alina pasożyty wróciły. po mimo zdrowej diety. ciężko to przyznać, ale też pewnie przez kota, którym przez kilka miesięcy się opiekowałam. te kochane stworzenia niestety nas zarażają i jeśli nie ma się bardzo silnego organizmu i mało stresów to organizm zostanie zaatakowany i sobie nie poradzi. zaczynam leczenie od nowa i kolejna walka. piszesz, że robiłaś biorezonans, ja chyba też go miałam robionego i jeszcze vega test. wyszły Ci jakieś pasożyty i grzyby? jak się leczysz? bo ja zrobiłam vega test 1 miesiąc temu i teraz czytam książki i artykuły, żeby znaleźć odpowiednie leczenie, bo wiem, że zwykły stres wpływa bardzo na organizm, a już przy nerwicy lękowej i ciągłym stresie jest jeszcze ciężej dość do siebie.

  • Julia

    Lekcja nr 2 jest bardzo mi bliska, dała mi sporą nauczkę. Zawsze byłam i w sumie nadal jestem osobą, żyjącą chwilą, ale niestety, w niektórych kwestiach życiowych to się nie sprawdza ;) także celem na 2017 jest.. określenie jasno celu! :D zwłaszcza jeśli chodzi o sferę zawodową.
    Pozdrawiam!

  • Izzy na tropie

    Mnie 2016 rok nauczył, że muszę wszystko planować i porządnie prowadzić kalendarz, bo wystarczy jeden dzień bez dobrej organizacji i sypie się wszystko! Dlatego 2017 rok przywitałam z celami, rozpisanymi projektami oraz chęciami. I samozaparciem. Póki co idzie opornie, bo pozbycie się starych nawyków czasem boli, jednak walczę, bo wyjdzie mi to na lepiej :D

    Niestety z tym stresem to prawda, ja się o tym dowiedziałam w bardzo bolesny sposób. Miałam niezwykle stresujący okres jeszcze w technikum, początkowo nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się stresuję, aż w końcu zatrucie alkoholem (które też nie wiadomo skąd się wzięło, wypiłam bardzo niedużo, ale podejrzewam, że żołądek się po prostu poddał) ujawniło ogromne zniszczenia organizmu, jakich się nieświadomie nabawiłam. Miesiąc o sucharkach i wodzie, także… No, niefajna sprawa :/ Do dzisiaj jedzenie smażonych rzeczy czy surowych owoców lub warzyw po południu to niezbyt dobry pomysł w moim przypadku. Dlatego bezstresowe życie jest potrzebne, czasami jednak ciężko to realizować ;)
    2017 będzie lepszy! Powodzenia! :)

    • Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam, że jak nie trzymam się w ryzach to wszystko podupada :D

      A co do stresu, to zdawałam sobie sprawę z konsekwencji, ale nie miałam pojęcia, że mogą być tak poważne jak w Twoim przypadku. Szok.

      • Izzy na tropie

        Ja mam za dużo zainteresowań i rzeczy, które chcę robić i staram się robić po trochu każdego dnia, by nie mieć wszystkiego poukładanego. Blog, pisarstwo, fotografia, konie, psy, gry komputerowe, jeszcze wyjścia ze znajomymi, studia… Czyste szaleństwo! :D
        U mnie akurat skrajny przypadek, bo żyłam w bardzo dużym stresie po kilka godzin dziennie przez 3 lata i organizm w końcu nie wytrzymał. Na szczęście to już przeszłość, ale konsekwencje ciągną się za mną do dzisiaj :P

    • Ha, no u mnie jest identycznie z tym trzymaniem się w ryzach :)

  • Pracowałam przez 5 lat studiów od rana do wieczora, teoretycznie robiąc to, co kocham i do czego przygotowywały mnie studia. Jestem nauczycielem edukacji artystycznej i dopiero po tym, jak w 2016 ćwierćwiecze kopnęło mnie w dupę zdałam sobie sprawę, że mam dość, kiedy inni mi wyznaczają cele i mówią, jak żyć. Zostawiłam stałą, pewną pracę i zabrałam się za marzenia. Nie jest lekko! Ale czy wcześniej było lżej? Teraz przynajmniej jest tak, jak być powinno zawsze. Po mojemu :)

    • Oj, to jest nas więcej. Pracowałam z dziećmi 7 lat i właśnie w tym roku odważyłam się to rzucić. Co dalej? Nie do końca wiem, ale za to jaka jestem szczęśliwa! ;)

    • Czasem to „do czego przygotowują studia” to za mało do szczęścia i warto szukać innej drogi. Bardzo dobrze, że odważyłaś się na taki krok ;)

      • Dziękuję :) Część znajomych patrzy na mnie jak na szaloną, żeby być coraz starszym, a podejmować tak niepewne kroki. Natomiast myślę, że w moim życiu to idealny moment na rewolucję.Kiedy, jak nie teraz :)

    • Gratulacje, Marta! :) :*

  • Bardzo słuszne wnioski, szczególnie z tym stresem… Ja też w tym roku doszłam do wniosku, że ma on strasznie destrukcyjny wpływ na nasz organizm. Mam to na piśmie ;) bo podczas spisywania moich różnych obserwacji zauważyłam, że podczas tych bardziej stresujących okresów od razu pogarsza mi się cera. Niby to drobiazg, ale daje do myślenia.
    Najważniejsza w tym wszystkim jest nauka na błędach, to już pierwszy krok do sukcesu. Mądrzejsza o to, co napisałaś w tym poście, w tym roku raczej nie popełnisz tych samych błędów. Życzę Ci jak najszybszego zamknięcia rozdziału pt. „remont” i już nie mogę się doczekać kiedy uchylisz nam rąbka tajemnicy jak się urządziłaś :)

    • Jeszcze około miesiąc i mam nadzieję, że w końcu odetchnę od remontowego chaosu <3
      Co do nieoczywistego wpływu stresu – u mnie w gorsze dni powoduje pogorszenie się bólu pleców, wcześniej nie dostrzegałam tej zależności, wydawało mi się to kompletnie idiotyczne.

  • Kochana, a ja myślę, że Ty po prostu masz za dużo świetnych pomysłów i za krótkie życie na to wszystko ;-) wiem jak boli rezygnacja z planów, wciąż staram się planować jak najmniej zmian, nie wdrażać ciągle nowych projektów i przyznaję, że często gdyby nie mój mąż, brałabym na siebie wciąż o wiele za dużo, a tak tylko trochę za dużo. Nie wiem czy też tak masz, ale dla mnie zmiany kojarzą się z czymś tak ekscytującym, że samo branie na siebie nowych zobowiązań (często nawet wobec samej siebie) dodaje mi energii. Niestety do czasu. Ostatnio czułam się fatalnie, choć odżywiam się najlepiej w całym swoim życiu, maksymalnie zdziwiłam się patrząc na swoje wyniki… ale niestety, stres szkodzi bardziej, niż mogłam to sobie wyobrazić.

    • Jest dokładnie tak jak piszesz – uwielbiam takie życiowe zmiany. Myślę, że na wiele osób wpływają tak wszelkie „nowości”. Dużo spokoju w 2017 życzę, kochana! :*

      • A wiesz co, w 2017 to mi się spokój akurat przyda, zaplanowałem ogromne zwolnienie tempa i świadomie zrezygnowałam z wielu ekscytujących planów. Oczywiście nie bezboleśnie. Byle wersja slow mi się spodobała równie mocno jak ta poprzednia :-) a ja nie mogę doczekać się Twoich celów i jak zawsze bardzo Ci kibicuję:*

  • Aleksandra

    Alina, piszesz jakbyś czytała w moich myślach. Bardzo podobnie wyglądał dla mnie 2016. Uczelnia, dwie dodatkowe prace, dużo zleceń, przeprowadzka, a skończyło się problemami ze zdrowiem… I po co to wszystko? Postanowienie na 2017- umiar. Pozdrawiam ;)

  • ewa

    czekam na post rozwijający punkt 1. Bo mam podobne odczucia siedzę na studiach, ale przestaje czuć że to jest to, co bardzo lubiłam robić przez ostatnie 3 lata… zmieniłam nawet miasto specjalnie dla nowej specjalizacji. Zaryzykowałam i na pewno nie żałuje ze spróbowałam, a co z tego będzie zobaczymy po sesji ;)
    Pewnie powtórzę to co w poprzednich komentarzach ale zdrowie jest najważniejsze, bez tego a ni rusz!!

  • Magda_Lena

    Witaj w klubie. Dla mnie również 2016 był szkołą życia. Wzięłam mnóstwo rzeczy na głowę co okazało się katastrofą. Walczyłam z czasem, chciałam zorganizować perfekcyjnie swoje życie przy niekończących się listach „TO DO”. Wszechobecny stres mnie wykończył. 2017 zaczynam tylko z jednym postanowieniem: mniej stresu, więcej luzu ! Postanowienia i cele będą powstawały w trakcie i nie musi to być koniecznie 1 stycznia.

  • Agnieszka

    1 i 2. Bardzo zaciekawiasz tymi lekcjami i cieszę się, że się z nami podzielisz. Błędy dają motywację do działania, zmian, rozwoju. Pomyłki bywają gorzkie, ale myślę i wierzę, że przekujesz je jeszcze w słodkie dropsy i karmelki! Jak mówi stare chińskie przysłowie, błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi. A nie, to Napoleon ;). 3 i 4. Dobrze Cię rozumiem. Wyczuwam w tym wszystkim wpływ social mediów, gdzie króluje wszechobecny sukces, pęd, wysiłek i nowość, nowość, nowość. Mam nadzieję, że życie bardziej slow i stawianie sobie poprzeczki wymagań zgodnie z siłami sprawdzi się u Ciebie. 2017 bez niszczącego stresu życzę. Niech regeneracja będzie Twoim one little word. Wdech-wydech!

    • Ja myślę, że too nie social media są winne, to my jesteśmy sami sobie winni, że bierzemy je zbyt dosłownie… Co do One Little Word to już w grudniu wiedziałam, że będzie nim SPOKÓJ :) Dzięki za tak fajny komentarz!

  • Fajnie, że piszesz o tym stresie! Mam nadzieję, że już u Ciebie lepiej, ale może musiałaś się przekonać na własnej skórze, żeby już nie szkodzić sobie na przyszłość. Ja uważam, że tak było u mnie. Dlatego od tamtej pory często mówię o tym jak walczyć ze stresem. :)

  • Odważne pisanie o zmianach wizji życiowej to jest to! Bardzo mi tego brak – sama często zmieniam przynajmniej różne kawałki wizji, i trudno to poukładać z samą sobą, a co dopiero konfrontacja z wszystkowiedzącym światem… Czekam z nadzieją na Twoją opowieść. I powodzenia!

  • Magda

    Mam 23 lata, jestem na I semestrze magisterki na architekturze. Od ponad 2 lat pracuję w niewielkim biurze gdzie obecnie jestem odpowiedzialna za połowę projektów budowlanych. Rok temu się przeprowadziłam, próbuję ogarniać mieszkanie a w kwietniu wychodzę za mąż. Próbuję studiować dziennie, pracować na cały etat i w między czasie projektować zaproszenia na ślub i zjeść coś bardziej sensownego niż makaron z majonezem. Aa no i codziennie spędzam jakieś 3h na transporcie dziennie. Mało snu, mało zdrowego jedzenia, mnóstwo stresu. Z jednej strony tyle szczęścia (bo przecież mam własne mieszkanie, prawie skończone studia z wieloma sukcesami, dobrą pozycję w pracy i cudownego narzeczonego) z drugiej kompletne wykończenie (nienadążanie za przelądami na studiach, bałagan w domu, zwrotki z urzędu bo w PB są błędy a z budowy ktoś dzwoni że coś się nie zgadza, no i tak rzadko chodzenie spać o tej porze co mój przyszły mąż….).
    Jest źle.
    A przecież wszystko jest ważne, zrobienie papierka, żeby mieć magistra, praca i rozwój, ślub, mieszkanie, dieta itd itp……..
    Chętnie poradziłabym ci coś konstruktywnego, mogłabym napisać, że jeśli wszystko jest ważne to nic nie jest ważne. Ale sama tego nie czuję.
    Życzę tobie i sobie więcej czasu i spokoju :)

    Pozdrawiam z Gliwic :)

    • Wiesz Magda, czytając Twój komentarz poczułam jakiś uścisk w żołądku. I chociaż uśmiechnęłam się szczerze do fragmentu o makaronie z majonezem (uwielbiam i jadałam stanowczo zbyt często), to… Sama dobrze wiesz, że musisz trochę wyluzować. Odpuść coś sobie. Olej projektowanie zaproszeń i zamów już gotowe. Poproś kogoś o pomoc. Zaoszczędź na czymś innym i stołuj się przez jakiś czas w jakiejś np. stołówce? Ja przez pewien czas w najgorszym okresie testowałam catering pudełkowy, to było cudowne odciążenie, aczkolwiek bardzo kosztowne. Dziękuję za życzenia i również życzę jak najwięcej luzu i spokoju! :*

  • No żyjemy w pułapce takiego intensywnego życia! Mam to samo! ;) I ciągle mi się wydaje, że jestem superwoman! :) Może nie warto? Dlatego zamykam już komputer i życzę Ci dobrej nocy :D

  • Anna Kowal

    Najważniejsze, to zdać sobie sprawę w odpowiednim momencie, że życie podąża nie w takim kierunku jak byśmy oczekiwali, niż brnąć w nim próbując coś udowodnić sobie i innym.
    Osobiście rok 2016 pożegnałam z dużym żalem; mam wewnętrzne przekonanie, że równie dobry rok pod względem zawodowym już mi się nie przytrafi … koszty to rodzina, która do granic możliwości była wyrozumiała i zdrowie (rozpadło się na tysiące kawałków po skończeniu ostatniego projektu w tym roku);
    Po raz pierwszy w życiu wyznaczyłam sobie 11 mierzalnych celów na 2017 rok i zaczynam je realizować. Dziś jak na nie patrzę, martwię się tylko, że przeholowałam …

    • 11? Sporo, sama widzisz, szczególnie jeśli są rozbudowane/czasochłonne… Może jednak ograniczysz swoją listę? Żebyś pod koniec roku nie musiała pisać jak ja wczoraj :D

  • Przyznam, że nie do końca zrozumiałam punkt pierwszy. Ale domyślam się, że napiszesz jeszcze coś więcej w tym temacie?

  • Jestem bardzo ciekawa jak zmieniły się twoje plany zawodowe! Myślę, że zmiana zdania czy kierunku, nawet w połowie drogi, to nie jest nic z złego. A życie jest za krótkie, żeby marnować czas na coś, co nie przynosi tego, czego oczekujemy.
    Nie wiem czy widziałaś TED Talk Emilie Wapnick o ludziach „multipotencjalnych”, ona tam w bardzo fajny sposób tłumaczy, że właściwie nie każdy musi mieć swoje jedno powołanie. Że to coś czego się od nas oczekuje, bo już kilkulatkom zadaje się pytanie : kim chcesz być jak będziesz duży, oczekując w domyśle jednej odpowiedzi.
    Mój 2016r zrzucił na mnie dużo niespodziewanych zdarzeń, dlatego moją cenną lekcją wyniesioną z niego, jest to, że na pewne rzeczy nie mamy wpływu, jedyny wpływ mamy na to jak na nie zareagujemy.
    Powodzenia w nowym roku, dużo spokoju, odpoczynku i dbałości o siebie!

    • Na pewno obejrzę ten TED talk w wolnej chwili, bardzo ciekawie się zapowiada :) Dziękuję za życzenie – i w sumie to życzę Ci dokładnie tego samego :*

  • Klaudia

    Ha, bardzo ciekawe. Trochę sceptycznie podeszłam do wpisu, bo mówię sobie – toż za mąż wyszła, mieszkanie kończą, o biurze pisała… A potem czytam i widzę siebie. Końcówka roku to zupełna pomyłka, za dużo rzeczy na raz chciałam zrobić i nie dałam rady. Jeśli chodiz o zdrowie to z tego wszystkiego urlop zmienił się w L4, jakieś zapalenie gardła, antybiotyk, jutro wracam do pracy, gorączki nie ma, ale mówić nadal nie mogę… ;) Tak, myślę że to bardziej stres niż wirus, bo ten pierwszy od kilku tygodni nie chce się odczepić.
    Pozostaje czekać, aż pochwalisz się planami zawodowymi i życzę powodzenia!

    • Nie dziwię się, że podeszłaś sceptycznie :) Długo zbierałam się do napisania tego podsumowania. Nie chciałam by wyszło, że jestem jakaś niewdzięczna i się nad sobą użalam. Musiałam po prostu sama przed sobą przyznać się do błędów – a zrobienie tego, w szczególności publicznie – ściąga nam z pleców przeogromny ciężar. Wszystkiego dobrego w 2017!

  • Kes Qu

    Ah ten stres… mam namacalne dowody na to jak potrafi być destrukcyjny… przez 4 lata studiów medycznych, z dwójka małych dzieci, mężem na misji wojennej w warunkach na codzień zagrażających jego życiu byłam z zatrważająca reguralnoscia, praktycznie permanentnie rozchorowana, nie pamietam jednego miesiąca bez ataków kaszlu czy gorączki już nie wspominając o stanie psychicznym…ale przetrwałam to choć zdecydowanie doceniam obecne doświadczenia, czasami może nawet monotonne lecz życie w równowadze sprawiło, ze choruje może raz w roku…nadal nie nadążam za wszystkimi swoimi celami, obowiązkami, ale obecnie mogę sobie pozwolić na chwile niedoskonałości aby cieszyć się tym co w życiu ważne!

    • Dużo spokoju, pozytywnej rutyny i poczucia bezpieczeństwa w Nowym Roku :* Pozdrawiam CIę serdecznie!

      • Kes Qu

        Dziękuję za odpowiedź i trudy które podejmujesz aby dzielić się z odbiorcami pozytywnymi i mądrymi treściami. Rozradowanego serca życzę !!!

  • Też nie skończyłam studiów :( nawet prace mam w fazie poprawki od wielu miesięcy. Najpierw za późno się za to zabrałam, potem sesja letnia-odpuściłam, bo przecież w wakacje się tym zajmę i obronię we wrześniu. Zaczęłam pisać w sierpniu, poprawki, poprawki…. potem przyszedł czas przygotowywania się do wyjazdu. Dziś siedzę na Islandii, a zegar tyka, termin oddania- koniec stycznia, zbliża się. To są dwa dni roboty i mam zamiar to zrobić jeszcze w tym tygodniu. Ale jestem zła na siebie, że tak to koncertowo zawaliłam :(

    • Jak już się pozłościsz, to przebrnij przez te 2 dni i daj znać, że szczęśliwa masz już to z głowy :))

  • Bardzo szczery i odważny post, co już jest trochę na wymarciu w internecie. Ludzie starając się „sprzedać”, pokazując tylko swoje sukcesy i ukrywając porażki, wmawiając innym, że to przecież tylko kwestia pozytywnego myślenia.
    Przekwalifikowanie się w takim wieku (tak naprawdę na początku zawodowej ścieżki) nie jest niczym złym, ale wymaga sporo odwagi.

  • Jak czytam o tych kierunkach zawodowych to jakbym widziała siebie. W połowie roku stwierdziłam, że coś co robię już tak długo zupełnie nie daje mi satysfakcji…

  • Milena, nie jesteś beznadziejna. Jesteś zdrową, młodą kobietą, która szuka siebie. Rozglądnij się, ile osób rzuca studia, pracę, zmienia miejsce zamieszkania, bo szukają swojego miejsca na ziemi! Rozumiem strach przed poinformowaniem bliskich o swojej decyzji. Pewnie tego nie zaakceptują, ale w końcu to nie ich życie. Czasem lepiej nic nie mówić, ale też nie ukrywać i gdy dowiedzą się przypadkiem to przytaknac i się uśmiechnąć, mając pewność że się dobrze zrobiło. Też rzuciłam kiedyś studia, teraz rzuciłam pracę, wciąż szukam swojego miejsca a mam prawi trzydzieche na karku. Co tam! Ważne, że robię to, co mi podpowiada serce. Raz się żyje ;)

    • Milena

      Ogromnie Ci dziękuję za ten komentarz, nie masz pojęcia jak wspaniale jest „usłyszeć” coś takiego od kogoś nieznajomego, to ogromnie motywujące i budujące! :* :)
      Życzę znalezienia nareszcie swojego miejsca na ziemi, ja wciąż szukam. ;)

  • Kasia Szewczyk

    Och, jak dobrze znam te dylematy i lęki zawarte w pierwszy punkcie. Tylko, że ciągle zwycięża zdrowy rozsądek i pragmatyzm. Prowadzę własną działalność, co jak wiadomo nie jest taką prostą sprawą. Jak na złość ciągle napływają do mnie zlecenia z tego obszaru moich usług, który mnie najmniej interesuje…ale przecież muszę zarabiać, więc biorę te zlecenia i koniec końców strasznie się z nimi męczę. Od dawna chciałabym iść w tym kierunku, który interesuje mnie najbardziej jednak rynek na którym pracuje jest bardzo oporny w tej kwestii (mieszkam i pracuję w małym mieście) Na ten rok podjęłam postanowienie aby mimo wszystko zmierzać w tym „moim” kierunku, bo jeszcze wiele lat pracy przede mną i chciałabym czerpać z niej satysfakcję, a niestety ostatnio było całkowicie odwrotnie :(

    • Tak dobrze Cię rozumiem w tym komentarzu, wiesz? <3 Mam nadzieję, że mój następny wpis rozwijający temat z 1 punktu jakoś Ci pomoże, bo ja te decyzje, które Ty masz przed sobą już ogarnęłam :*

  • Na szczęście „nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło” i dzięki nauczkom, które dostałaś od życia/losu w ubiegłym roku, po wcieleniu w życie nowych „nawyków” będziesz miała duuużo mniej stresu. :) Życzę Ci tego (i także jak najszybszej przeprowadzki)! :)

  • Anna Polens

    Bardzo motywujący mimo wszystko wpis. To bardzo ważne, aby podsumować rok, ubiegłe wydarzenia i wyciągnąć z tego wszystkiego wnioski. W innym przypadku będziemy powielać nasze błędy, a przecież właśnie tego nie chcemy.
    Rok 2016 był również dla mnie bardzo trudny. dwa kierunki na głowie, praca, problemy w domu. I również muszę przyznać, że bardzo odbiło się to na moim zdrowiu. Nigdy wcześniej się tak nie stresowałam, zawsze lubiłam wyzwania i to, kiedy dużo się dzieje, jednak również stanowczo za dużo wzięłam na swoją głowę myśląc, że podołam temu wszystkiemu. Najgorsze było to, że zachorowałam w momencie największej kulminacji wszelkich zaliczeń na obu uczelniach, natłoku w pracy i problemów w domu i nie miałam absolutnie czasu na to, aby chorować. Jeszcze finansowo ratowałam się jak mogłam, bo niestety jak nigdy spłukałam się do cna.
    Nowy rok to nowy czas, nowa energia, choć nie do końca zaczęłam kolejny rok tak jak chciałam najważniejsze to mieć pozytywne nastawienie i wierzyć w siebie. W zeszłym roku zwątpiłam w samą siebie i również to przyczyniło się do tego, że było jak było. Czekałam z założonymi rękami i liczyłam na to, że „Jakoś to będzie”. A nie było. Jeśli sami nie weźmiemy się szczerze do pracy i nie skupimy się konkretnie na jednej ważnej dla nas rzeczy, to nic z tego nie będzie. Nie ma się co łudzić. Możemy łapać kilka srok za ogon, ale na dłuższą metę musimy liczyć się z tym, że długo tak nie pociągniemy.
    Alino życzę powodzenia w Nowym Roku, aby wszystkie przeciwności losu budowały Ciebie i Twoją wytrwałość. Abyś im się nie poddawała! A wtedy wszystko będzie lepsze :)

    • Dziękuję Aniu za bardzo wartościowy komentarz! Wszystkiego dobrego w 2017 :)

  • Wiesz Milena, chcę napisać o tym niedługo posta. Przyznawanie się do błędów – i przed samym sobą i przed innymi – jest trudne, ale gdy już to zrobiło to normalnie jakby ktoś ściągnął nam z pleców ogromny ciężar! Dużo odwagi w 2017 roku życzę :*

  • Alina – odwagi w zmianie zdania! ☺ To dobre choć momentami przerażające. Dobrego 2017 i mniej stresującego. Jesteś superbabka niezależnie od tego ile realizuje i bierzesz na barki. Mi ten 2016 dokładnie to przyniósł. ☺

  • Wpływ stresu na nasze zdrowie…… Coś o tym wiem :(

  • Ja z chęcią przeczytać nieco więcej na temat punktu pierwszego, ciekawie mnie Twój punkt widzenia. Trzymał kciuki za 2017! :)

  • aaaajjjj :) dumna jestem z Ciebie wiesz! :*

  • W końcu przeczytałam wpis, jakiego potrzebowałam przeczytać! Bo w wielu miejscach zbyt różowo i pięknie, jakby ludzie nie popełniali błędów i robili wszystko idealnie. Cenne lekcje wyciągnęłaś! Mnie 2016 rok nauczył odwagi – za długo się ociągałam z pewnymi rzeczami, bo bałam się, że: a) są za mało dobre; b) kim ja jestem, żeby o tym pisać; c) co powiedzą inni. Obecność w sieci to dla mnie było spore wyzwanie, które pozwoliło mi się rozwinąć, zrobić rzeczy, które średnio były dla mnie wygodne, ale w gruncie rzeczy wyszły mi na dobre :) Oprócz tego – podobnie jak Ty, nauczyłam się, żeby zwłaszcza na samym końcu dawać z siebie 120% i że czasem do „lepszego” życia może zabraknąć 0,02 (stypendium rektora) i z tego powodu nie należy załamywać rąk.
    Ciekawa jestem Twojej zmiany i oczywiście wspieram Cię i trzymam kciuki!

    • Dziękuję serdecznie Samanto i również trzymam za Ciebie kciuki :*

  • Magda

    Bardzo Ci dziękuję za taki wpis :) moje podsumowanie roku wygląda identycznie,a wniosek jest jeden – lepiej robić mniej a porządnie, dlatego moje cele na 2017 są mądrzejsze i zdecydowanie bardziej realne niż na 2016 :)

  • Alinko, bardzo dobry rok za Tobą i wspaniałe i mądre lekcje! :) jak najwięcej spełnienia w 2017!

  • Mam wrażenie że my, kreatywne kobiety, mamy jedną wspólną, dość niepokojącą cechę – skłonność do autodestrukcji. Musimy całkowicie paść na twarz, zachorować lub przejść kilkumiesięcznego doła (tak było w moim przypadku), żeby zauważyć, że nie jesteśmy nieśmiertelne i też mamy swoje ograniczenia. Kiedy ambicje przewyższają możliwości fizyczne, my próbujemy całemu światu ze sobą włącznie udowodnić, że tak wcale nie jest. Trochę mnie to przeraża. Studiuję na dwóch kierunkach dziennych, jednym zaocznym, działam w 2 stowarzyszeniach i od niedawna piszę bloga. Na co dzień jest spoko, ale jak przychodzi czas sesji to nie wiadomo w co ręce włożyć. Przychodzi presja, stres i organizm mówi dość. Na szczęście to już ostatni rok. Po wakacjach zdecydowanie ograniczam ilość obowiązków.

    Chciałam jeszcze napisać odnośnie Twojego pierwszego punktu. O ile zgadzam się z tym, że jak znajdziemy powołanie w czymś innym, niż do tej pory robiliśmy, nie jest łatwo zmienić drogę, ale warto zaryzykować, o tyle nie do końca zgadzam się z kwestią powołania. Wydaje mi się, że człowiek nie ma jednego powołania, jednej właściwej drogi. To tylko kwestia tego, co w danym momencie życia daje nam radość i satysfakcję. Dziś mogę uwielbiać fotografię, a za dwa lata zajmę się projektowaniem wnętrz. Tak jak dyplom nie określa naszej przyszłości, tak i nasza droga może się zmienić. To nic złego, ani dziwnego. To tylko kwestia tego czy posłuchamy głosu serca i odważymy się spróbować czegoś nowego. :)

    • Zgadzam się w 100% z Twoim drugim akapitem (z pierwszym też) – czuję podobnie, dlatego w sumie napisałam „powołanie”, a nie po prostu powołanie. Pozdrawiam Cię serdecznie i dużo spokoju w 2017 życzę!

  • Agata

    Człowiek z upływem czasu i zbierania doświadczeń zmienia się i to nie jest tak, że jakieś założenia co do tego co będziemy robić w przyszłości muszą być błędem. Po prostu, to co było aktualne gdy mieliśmy po np. 23 lata, nie musi takie być gdy mamy ich 27. I pewnie nie będzie gdy będziemy mieć 35 lat. Ważne byśmy zauważali, że zmienia się to coś w nas. :-) Pozdrawiam

  • Monika Karina Nagay Marletti

    Jakbym czytala wlasne slowa…sama jestem w truche dolowatej formie w ostatnich miesiacach a to z wielu czynnikow i takze miedzy innymi dlategi ze wzielam na siebie wiele zadan (zwlaszcza jesli chodzi o sprawy zwiazane z nowym mieszkaniem) plus jak sie czlowiek tak zatrzyma i chwile pomysli to sie okazuje ze nie wie co dalej i…ja tak wlasnie mam. Wzielam na siebie wiele, po malu sie to uklada ale dociera do mnie jaka jestem tym wszystkim zmeczona i druga sprawa czuje sie jakbym utknela bo tak jak mowisz nie wiem co przyniesie przyszlosc, kim hce byc i co w zyciu robic a jak wiadomo czlowiek jest istota myslaca ktora potrzebuje celu, nie moze tak po prostu z dnia na dzien…no bynajmniej ja tak nie potrafie…i jestem w kropce i to czarnej…napisz jeszcze Alina, moze cos mi si w glowie rozjasni. Toje slowa jak cieple promienie ogrzaly mi serce, nie zostawiaj nas na dlugo znow :)

    • Napiszę, napiszę :)) A Ty pisz zawsze tak cudne, motywujące komentarze jak piszesz <3 Takie paskudnie okresy też są potrzebne, człowiek potem podnosi się i docenia jak może być cudownie i lekko, gdy odpowiednio zadba się o siebie i swoje priorytety… Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Monika! :*

      • Monika Karina Nagay Marletti

        Dziekuje i wzajemnie :) Dajesz sile, naprawde!! Jetes tak pozytywna osoba ze wystarczy ze o Tobie pomysle i juz mi lepiej :)
        W zeszlym roku mialam okazje byc w Rzymie, mielismy z mezem tylko jeden dzien i udalo sie zaliczyc najwazniejsze miejsca i powiem Ci ze jak mijalismy ta lodziarnie cala zielona z Vespa zaparkowana przed wejsciem to specjalnie dla Ciebie zrobilam zdjecie i powiedzialam na glos ‚Alina tu byla’ :) haha i ja ju bylam, wiec to troche tak jakbysmy byly blizej przez ten moment. Jakbys sie kiedys wybierala na zwiedzanie Berlina to daj znac :) polecam lato :)

  • Beata B

    Ja boję się 2017 r. Od miesiąca mam nową pracę, a do tego jestem w drugiej ciąży. Myślałam – spokojnie, to nie problem bo przecież popracuje co najmniej do kwietnia (termin na czerwiec), jeszcze spokojnie zdam sobie ostatni egzamin na studiach, napiszę i obronię pracę, żeby w końcu być mgr prawa. Tylko że mamy styczeń, a ja czuję się fatalnie jak nigdy dotąd. Na razie jeszcze nie zmieniam planów :D

    • Beata, magister nie ucieknie, nie dołuj się tym za bardzo, nie staraj się być superwoman, zajmij się PRZEDE WSZYSTKIM dbaniem o siebie i dziecko! Jak przy tym wszystkim uda Ci się ogarnąć studia to wspaniale, jeśli nie – nie miej do siebie żalu :* Są rzeczy ważne i ważniejsze :)

  • Zgadza się… Ja mam 27 lat od niecałych dwóch miesięcy i czuję się jak wrak człowieka… nie umiem odpoczywać, nie mogę się skupić i nie śpię po nocach, bo prześladuje mnie fakt że ciągle coś muszę…. na dodatek nic za bardzo z tego nie wynika :( szkoda mówić.
    Trzymaj się w tym nowym roku i ciekawa jestem tej zmiany planów :)

    • Oj Ewelino widzę, że Ty też musisz coś u siebie zmienić :) Mam nadzieję, że moje następne posty zainspirują Cię trochę do wzięcia pewnych spraw w swoje ręce :)

      • No dokładnie….. W takim razie jestem ciekawa :) czekam z niecierpliwością o czym to będzie <3

  • Stres jest bardzo niebezpieczny dla naszego organizmu. Tylko czasami tak ciężko się odciąć od tego wszystkiego i zwyczajnie się nie przejmować…

  • Zuza

    Podobno nie sam stres szkodzi, a wiara w to, że szkodzi. Są nawet badania na ten temat. Jak jest na prawdę? Kto wie.

  • creepywallet

    Fajnie, że nie kolorujesz swojego życia i potrafisz przyznać się do słabości bo teraz jest trend właśniesuperwoman i muszę być wspaniała pod każdym calem albo jestem do kitu.
    Moim jednym z głównych celów jest właśnie świadome odpoczywanie i zadbanie od zdrowie bo niedługo się to odbije na mnie – jestem w Twoim wieku :)

    • Łatwe to wcale nie było, ale z biegiem czasu oswoiłam się z tym wszystkim i dałam radę zdobyć się na odwagę i napisać w 100% szczerze. Dzięki za miły komentarz!

  • To zaskakujące, w obecnych czasach kultu sukcesu, żeby tak się przyznać, że coś nie wyszło. Brawo za odwagę :) Podejrzewam, że inni na Twoim miejscu podsumowanie roku zrobiliby przez pryzmat ślubu. Dobrze czasem przeczytać wpis, żeby zrozumieć, że nie wszystko zawsze jest takie różowe i nawet blogerom bywa ciężko :)

    • Nie samym ślubem żyje człowiek :D Było cudnie, ale moje życie i cały miniony rok to coś więcej niż tylko ślub :)) Dzięki za sympatyczny komentarz komentarz :)

  • Dzięki! Dużo zdrowia życzę :))

  • Ojj Justyna, widzę, że jedziemy na tym samym wózku… :) Musisz sobie bezwględnie zarządzić PAUZĘ i na spokojnie zastanowić co dalej i czego oczekujesz od siebie w 2017 roku. Dużo spokoju życzę kochana!

  • okiemwariata.com

    Najważniejsze, że umiesz wyciągać wnioski. Wszyscy popełniamy błędy, nie wszyscy potrafimy potraktować je jak lekcję. Ja – osoba, która przez lata dążyła do perfekcjonizmu, dziś wiem, że ideałów nie ma, a idealnych planów zazwyczaj nie udaje się idealnie zrealizować. Sporo czasu zajęło mi przekonanie samej siebie, że mogę pozwolić sobie na nieco luzu i że świat się w związku z tym nie zawali. Opanowałam już jako tako kwestię zaskakującego życia, konieczności posiadania celu i brania na swoje barki zbyt wielu obowiązków. Muszę jeszcze popracować nad Twoją lekcją 4 – po sześciu miesiącach zaniedbania mój organizm zaczyna odmawiać współpracy. To z kolei oznacza, że muszę też popracować nad swoją słabą silną wolą… Pozdrawiam :)

  • Też zaniedbywałam zdrowie przez kilka lat, bo ślub, długie dojazdy do pracy, i po prostu z niewiedzy. Teraz walczę z chorobami; borelioza, przedtem chora tarczyca. Nie ma żartów! Odpoczynek i dbanie o siebie to najważniejsza sprawa w życiu.

  • Każdy z nas ma takie momenty w swoim życiu. W połowie minionego roku bardzo długo odwlekałam podjęcie pewnej decyzji histerycznie bałam się że to będzie koniec świata. Okazało się jednak że był to zdrowy kopniak, który pozwolił na uwolnienie się od leków które kroczy za mną krok w krok przez kilka lat. Czasem bardzo potrzebne są takie kopniaki, by uświadomić sobie na czym tak naprawdę nam zależy więc uszy do góry i do przodu.

  • Alina

    Dla mnie rok 2016 również był słodko-gorzki. W zasadzie mogłabym postawić znak równości między tym słodko-gorzko. Spotkało mnie tyle samo dobrego co złego. Można powiedzieć że w wielu kwestiach spadły mi klapki z oczu i dopiero właśnie teraz czuję że dojrzałam (mam 30 lat). Wiele dowiedziałam się o o życiu i ludziach, którzy mnie otaczają i o sobie samej. Zawsze chciałam się odchudzać, ale nigdy nie starczało mi na to zapału i silnej woli. Potem wystarczyło parę miesięcy stresu i zabiegania. I czym to się skończyło? Małą depresją i utratą w krótkim czasie 5 kg. Musiałam bardzo się postarać, żeby wrócić do formy psychicznej, ale stwierdziłam że nie dam się. Postanowiłam ogarnąć się i spróbować coś zmienić w swoim życiu. Zaczęłam od poszukiwań jak lepiej się zorganizować. Tak trafiłam na Twojego bloga :)

  • Nigdy nie będzie na sto procent różowo. Najważniejsze, to znaleźć w sobie siłę na kolejną próbę i dalsze działanie. Nawet jeśli będą się wiązały ze zmianą pewnych decyzji, czy planów. Potrafiłaś o tym napisać, poradzisz sobie. Trzymam kciuki za 2017 i każdy kolejny rok. :)