Pozytywne zmiany i nawyki, które usiłuję wprowadzać do swojego życia

Dieta

Moje zmagania ze zdrowym odżywianiem to jakaś niekończąca się historia. Sinusoida. Fazy „rozpusty” i fazy „ultra zdrowego stylu życia”. Pisałam już o tym szerzej – pamiętacie mój wpis sprzed roku o tym jak ogarnąć swoją dietę, jeść zdrowo i poczuć się lepiej? Od tamtego momentu zaliczyłam niestety kolejne wagowe wahania, a nieciekawy – pod względem odżywiania – okres trwał od października do lutego. Osiągnęłam wtedy swój osobisty rekord i ważyłam najwięcej w swoim 26 letnim życiu. Wrrrr…

Perspektywa kolejnego lata spędzonego z moimi kompleksami, a zwłaszcza świadomość „uwiecznienia” już na zawsze tych niechcianych centymetrów na zdjęciach ślubnych nie były zbyt kuszące. Jeśli nie postaram się WŁAŚNIE TERAZ o to, by zostać tą najlepszą wersją siebie, to kiedy? A zbędne kilogramy po ciąży pewnie będzie zrzucić jeszcze trudniej… No i coś w końcu w mojej głowie, już w tym lutym, „zaskoczyło”.

Zaczęłam korzystać z jadłospisów Moniki, zmusiłam się do regularnego gotowania i starałam się w tym wszystkim nie zwariować. Później dostałam kolejną dietę od mojego trenera personalnego na siłowni, ale nie byłam w stanie odżywiać się w ten sposób (ryż, kasza, kurczak, brokuły, jajka, płatki, twaróg i tak w koło… ileż można?).

Obecnie działam po prostu intuicyjnie, nie korzystam z żadnej konkretnej dietowej rozpiski. Odmierzam składniki „na oko”, czego nauczyło mnie wcześniejsze trzymanie się ułożonych jadłospisów.

I tak oto udaje mi się trwać w swoich nowych postanowieniach piąty miesiąc, co mnie samą wprawia w zdumienie. Tak długo zdrowego odżywiania nie trzymałam się jeszcze nigdy. Od czasu do czasu zdarzają mi się różne wyskoki, ale po 1-2 dniach szaleństw za każdym razem wracam na właściwą ścieżkę. Nie jem teraz, jak się przyjęło i jak wszędzie każą – 5 posiłków dziennie co 3 godziny. Słucham swojego organizmu. Znalazłam sposób, który uznawany jest niestety przez część osób za dosyć kontrowersyjny. Jeśli interesuje Was, jak udaje mi się wytrwać na diecie, to napiszę Wam o tym w którymś z następnych wpisów. Dajcie znać :) Waga baaaardzo powoli idzie w dół, a ja czuję się z nią coraz lepiej. Nie ma tu jednak i raczej nie będzie żadnej spektakularnej metamorfozy. Zmierzam powolutku w kierunku lepszego samopoczucia, lepszej kondycji i lepszego zdrowia.

Alina Moskwa

Regularna aktywność fizyczna

Sama już nie wiem, co jest dla mnie gorsze. Wytrwanie w zdrowym odżywianiu, gdy tak bardzo lubi się mleczną czekoladę, Oreo, lody McFlurry, makaron w sosie serowo-śmietanowym i kurczaki z KFC? Czy utrzymywanie regularnej aktywności fizycznej dłużej, niż kilka tygodni, gdy potem ciągle coś boli? Jak na złość, mam trochę problemów z kręgosłupem, który zaczyna bardzo upierdliwie się odzywać za każdym razem, gdy zacznę biegać, skakać i nieodpowiednio według niego się ruszać.

Obecnie kręgosłup mam na szczęście pod kontrolą dzięki regularnym wizytom u ortopedy, fizjoterapeuty i treningom na siłowni pod okiem mojego trenera. Wielu ćwiczeń nie wolno mi wykonywać. W marcu wykupiłam karnet i od tego czasu ćwiczę średnio 3 razy w tygodniu. Miałam oczywiście momenty, gdy planowałam ćwiczyć dwa razy dziennie, 6 razy w tygodniu, jak Deynn i Majewski (kto śledzi ich na Snapie :D?), ale doszłam do wniosku, że lepiej wytrwać w tym swoim systematycznym chodzeniu rzadziej, ale na stałe, niż skończyć szaloną, sportową przygodę po miesiącu… czyli jak zwykle.

3majcie za mnie kciuki, błagam! Każde kolejne wyjście na trening to milion wymówek i niekończące się dyskusje z samą samą. „Tyle pracy dzisiaj. Nie zdążę nic na bloga napisać, jak pójdę na trening. Z prysznicem i ogarnięciem się to przecież aż 3 godziny…! No dobra, pójdę. Chociaż nad uczelnią powinnam też ostro przysiąść. Napiszę trenerowi, że nie dam dzisiaj rady. Albo… Dobra, idę.” Znacie to? :)

Bardzo chciałabym się w tym jakoś tak zakochać, uzależnić, by wprost nie móc się doczekać kolejnego treningu. Po ćwiczeniach czuję się za każdym razem naprawdę fantastycznie i cieszę się, że poszłam. Jednak PRZED jest naprawdę ciężko. Podziwiam wszystkich trenujących regularnie przez całe lata. Szacun. Jesteście the best.

Siłownia Katowice

Minimalizm, czyli mieć mniej i… robić mniej

Nie wiem jak mam pisać na ten temat, żeby nie wyszło jakoś do bólu banalnie. Zaczęłam nieśmiało w poprzednim wpisie dzieląc się z Wami moim ulubionym ostatnio podcastem, „The Minimalist Podcast”.

Chodzi o to, że wszystko, co dzieje się obecnie w moim życiu, pomimo że absolutnie wspaniałe, to jest tak bardzo… przytłaczające. Ciągle muszę gdzieś pędzić i pracować coraz więcej i więcej, by sprostać wszystkim zobowiązaniom, których się podjęłam. Zrobiłam sobie rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że z czegoś po prostu MUSZĘ zrezygnować. No bo po prostu oszaleję.

Tylko z czego tu zrezygnować, gdy wszystko wydaje się równie istotne? A jednak to zrobiłam. To była jedna z trudniejszych decyzji tego roku, ale cieszę się, że odważyłam się na jej podjęcie. Nie będę wgłębiać się teraz w szczegóły, powiem tylko, że niesamowicie mi ulżyło. Po prostu… kamień z serca.

Dodatkowo przeprowadzka, którą mamy niedługo w perspektywie, zmotywowała mnie do zrobienia takiego generalnego przeglądu swojego stanu posiadania. Te wszystkie niby przemyślane, jak mi się wcześniej wydawało, zakupy, okazały się nie być aż tak dobrze przemyślane. Wywalam ostatnio wszystko, co zbędne (to znaczy: sprzedaję, oddaję gdzieś lub wyrzucam, jeśli nie nadaje się do sprzedania lub oddania). Zostawiam tylko to, co potrzebne. Bez sentymentów. Staram się uwolnić od potrzeby posiadania więcej i więcej, a także zmienić swój stosunek do RZECZY. Przeczytałam kilka ciekawych książek, obejrzałam sporo filmów na YouTube. Niby to wszystko wiem, a jednak w końcu otworzyły mi się oczy.

W czerwcu postanowiłam zrobić sobie taki „detox” – nie kupuję nic poza jedzeniem, niezbędnymi (!) kosmetykami, chemią do domu itp. Żadnych ubrań, gadżetów, książek, e-booków, słodyczy… NIC.

Jest ciężko. Strasznie ciężko! Ale dam radę.

I nie w tym rzecz, że mam teraz zamiar siedzieć w wysprzątanym, minimalistycznie urządzonym pokoju i nic nie robić. Co to, to nie. Serdecznie dosyć mam jednak tej gloryfikacji „zajętości”, względem której – jak zauważyłam – coraz więcej osób się buntuje. Na wielu blogach pojawiły się takie artykuły i mocno dały mi do myślenia.

sukulenty

To tyle dzisiaj! Dochodzi 14:00, mam zamiar opuścić biuro o 15:00 i wybrać się na trening. Tradycyjnie nie chce mi się ani trochę… :) Dajcie znać, czy mam rozwinąć któryś z rozpoczętych dzisiaj tematów.


  • Ta historia brzmi znajomo ;) Ja również przez jakiś czas szalałam i osiągnęłam najwyższą wagę jaką miałam. Jednak podeszłam do tego rozsądnie, i po prostu odrzuciłam słodycze i jem z głową. Za to nie odmawiam sobie lodów, bo wiem, że w tym nie uda mi się wytrwać. Staram się jeść wszystko z umiarem i odpowiednio ćwiczyć. I również czuję się co raz lepiej. ;)

    • Oj ja też na pewno nie będę sobie przez całe lato odmawiać lodów – UWIELBIAM <3

      • OlciaJ

        Lato bez lodów to lato stracone :)

  • Też tak mam, że ciężko mi się zebrać przed treningiem, potrafię nawet już będąc przebraną na basenie zastanawiać się, czy czasem nie wrócić do domu, wleźć pod kocyk, poczytać coś albo oglądnąć. Ale jak już się przemogę, to jest naprawdę świetnie, więc jest to dla mnie argument – potem będziesz się dobrze czuła, że poćwiczyłaś i że pokonałaś swojego wewnętrznego lenia ;)

    • Haaa, myślałam, że tylko ja tak mam – czasem zastanawiam się, czy by nie uciec z szatni :D

  • nawet nie wiesz jak się ucieszyłam czytając tego posta! :) brawo Ty! wierzę, że decyzja którą podjęłaś była słuszna i skoro sprawiła Ci taką ulgę i poczucie swobody to znaczy, że była dobra :) i daj sobie czasem trochę luzu – w końcu żyjemy tu i teraz – a nie za miesiąc! ja też nauczyłam się jakie to jest ważne, żeby obok naszych planów i pracy (cudownej ale męczącej) znaleźć czas na chwilę odpoczynku :) takie dobre lenistwo jeszcze nikomu nie zaszkodziło – a pęd owszem ;)

  • Piona, piękne zmiany :)! Bardzo mi bliskie zresztą.

    #oreo

  • Marta Zielinska

    Czasem jak się obwieści takie rzeczy światu to człowiek jest od razu bardziej zmotywowany! Także… ćwicz ćwicz, bo będziemy Cię sprawdzać :D
    Minimalizm ostatnio też zaczyna mi być coraz bliższy.. Nasze małe londyńskie mieszkanko jakoś tak… się skurczyło… samo. Trzeba więc coś z tym zrobić.

    • Publiczne zobowiązanie zawsze trochę pomaga :)

  • Dokładnie te same rzeczy staram się wprowadzić w codzienne życie :) Regularna (bo nie codzienna) aktywność fizyczna, zrównoważona dieta (z lekkim przymrużeniem oka na lody) i minimalizm czyli im mniej wokół mnie, tym mniejszy stres. Powodzenia :)

  • Joanna eSz

    Fajnie, że napisałaś o swoich „frustracjach” związanych ze zdrowym stylem życia :) borykam się z tym tak samo jak Ty, zwłaszcza z dietą… Co do siłowni podziałało na mnie wyrobienie sobie nawyku i nie zastanawianie się nad tym. Po prostu – poniedziałek, środa, piątek idę. I tyle – inne aktywności planuję na wtorki i czwartki, nie dając sobie pola do myślenia, że mi się nie chce. Po prostu idę :)
    Co do diety – czy zaczęłaś odżywiać się w systemie IF? Bo to chyba najbardziej kontrowersyjna wersja diety jaką znam ;)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki, żebyś dawała radę ze swoimi postanowieniami… i ja też ;)

  • Natalia

    a gdzie, jeśli można zapytać, chodzisz na siłownię?

  • Sandra

    Hehe, jakbym czytala o swoich problemach :) ciezko wytrwac przy zdrowym odzywianiu i silowni, czemu ta motywacja nie chce sie utrzymywac caly czas na tym samym poziomie :P za porzadek w moich rzeczach tez musze sie wziac, sentymenty i przywiazanie do posiadania trzeba zwalczyc – jakies rady w tym zakresie mile widziane :D

    • Pamiętaj, że wspomnienia nie są w naszych rzeczach. One są w nas :) Widok przedmiotów potrafi je po prostu „aktywować” – ale taką samą rolę spełni np. zdjęcie jakiejś rzeczy :)

  • Zaczęłam chodzić na fitness w lutym, było ciężko bo zbierałam się od zeszłego roku, ale potem okazało się, że jestem w ciąży, po cesarce nie mogłam i tak jakoś zleciało. Potem miałam milion wymówek: nie mam butów, nie mam spodni, więc któregoś dnia wkurzona sama na siebie poszłam z tym, co miałam! I o dziwo, dało się w tym wszystkim ćwiczyć. Miałam zakwasy przez tydzień, ale nie poddałam się i poszłam kolejny raz… najpierw na te spokojniejsze zajęcia, żeby się nie zajeździć, a potem wybierałam coraz to inne.

    Najgorzej było ze spinningiem – nie wiem dlaczego, byłam przerażona wizją samej siebie na rowerze treningowym przez 60 minut! A potem jednak poszłam i zakochałam się na amen! Pierwszy raz był trudny, więcej siedziałam i pedałowałam niż robiłam to co instruktorka, ale następnym razem w niczym nie ustępowałam tym, którzy chodzą latami (no, może pod nogami miałam ciut mniejsze obciążenie). Jak mnie instruktora pochwaliła po kolejnych zajęciach to stwierdziłam, że dałam radę i mogę iść dalej.

    Moja przygoda z fitnessem (przeplatanym ćwiczeniami w domu) trwa już 5 miesiąc, zgubiłam 8 kg, a przede mną bardzo długa i wyboista droga, ale wierzę, że sobie poradzę.

    I też mi się czasem ciężko zmotywować przed wyjściem, ale nauczyłam się nie marudzić i nie nakręcać oraz nie myśleć o tym, jak bardzo mi się nie chce iść, tylko wstać i po prostu iść! Jak już wyjdę z domu to jest z górki :) a w drodze do domu jaka satysfakcja… :)

    • Gratuluję 8kg, ale przede wszystkim – wytrwałości i dyscypliny :) Ja w dalszym ciągu boję się pójść na spinning, te zajęcia wyglądają naprawdę PRZERAŻAJĄCO!

      • OlciaJ

        Koniecznie wypróbuj :) To tylko wygląda tak przerażająco a w rzeczywistości jest rewelacyjne. Zmęczenie milion po takim treningu ale frajda niesamowita. Chyba ta atmosfera i klimat tam panujący sprawiają, że tak miło spędza się czas – przyciemnione światła, muzyka dająca kopa do działania to jest to!:) Na pierwszych zajęciach (warto o tym wspomnieć trenerowi, że jesteś pierwszy raz) nawet nie pozwoli Tobie osiągać takich poziomów jak pozostali uczestnicy. Przede wszystkim będzie będzie kazał trzymać takie tempo jakie dla Ciebie będzie komfortowe. Zobaczysz, że będzie fajnie:)

  • Uważam, że twoje podejście do diety jest trafne, bo nie da się być całe życie na diecie z rozpiski. Lepiej wprowadzić rozsądny sposób odżywiania zamiast ciągłego odchudzania :)
    Co do minimalizmu też staram się walczyć :D Chociaż ciężko mi było, po rozprawieniu się z zawartością szafy, pójść na rozsądne zakupy uzupełniające ;)

  • Mam podobnie! :) W tygodniu super, a później przychodzi weekend i dieto bye bye… ale Monia jest pomocna, podobnie jak Marta Codziennie Fit :) <3 U mnie wloty są zdecydowanie dłuższe, ale jak już przychodzi dół to jest bardzo głęboki i trochę się muszę namęczyć, żeby z niego wyjść :D

    • Martę też czytam i również lubię baaardzo :)

  • Co do aktywności fizycznej, moim zdaniem kluczem jest znalezienie takiej, która będzie czystą przyjemnością. Ja tak miałam z zumbą! Może nie jest to morderczy trening, ale po godzinie jestem porządnie zmęczona i mega szczęśliwa. Zazwyczaj nie mogę się doczekać kolejnych zajęć, a jak idę w wolnej chwili pobiegać to słucham do biegania zumbowej muzyki :)

    Co do przedmiotów- chyba nigdy nie nauczę się minimalistycznego podejścia do rzeczy, ale też dobrze mi z tym. Natomiast zgadzam się z tym, że czasem trzeba z czegoś zrezygnować. Odpoczynek jest równie ważny jak realizacja planów.
    Pozdrawiam.

    • Minimalizm to jedna z możliwych dróg, to narzędzie – i wcale nie u każdego musi się sprawić :) Jeśli dobrze Ci tam gdzie jesteś, to to jest najważniejsze.

  • Najtrudniej jest zacząć, a dieta i ćwiczenia należą do najcięższych. Ja kiedyś miałam gdzieś co ludzie sądzą o moim wyglądzie, aż w końcu zobaczyłam się na jednym niepozowanym zdjęciu i od razu stwierdziłam „dość”. Zdrowe jedzenie szybko wchodzi w krew. Teraz gdy zjem coś mniej zdrowego, bardziej tłustego czy kalorycznego, najzwyczajniej w świecie się po tym źle czuje. Ostatnio skusiłam się na chipsy. Efekt? Ból brzucha przez 2 dni. Teraz omijam w sklepach półki szerokim łukiem ;)

    • Ja tak cierpiałam ostatnio 2 dni po McDonaldzie :D

      • A tu muszę przyznać, że mimo obecności McDonalda pod domem, to nie zaglądam tam :) Jedyny fast food obok którego przechodzę obojętnie ;) :p Trzeba jednak przyznać, że zatrucie się to bardzo skuteczny sposób na powrót do zdrowych nawyków ;)

  • Z tym trenowaniem mam tak samo. Niby ćwiczę wiele lat, a teraz równie mocno mi się nie chce wychodzić na trening, jak kiedyś. Oczywiście, mam czasem dni euforii i myśl o treningu mnie cieszy. Ale tych drugich jest znacznie więcej. Moją metodą jest nie myślenie o tym jak mi się nie chce. Przychodzę z pracy, przebieram się, idę biegać, wracam i jestem szczęśliwa. Ale dopiero po :).

  • Marlena

    Och jakie to wszystko bliskie mojej codzienności . Ostatnio przeczytałam mądre zdanie ,które dodaje mi siły. Właśnie się obudziłeś i zastanawiasz się czy iść spać dalej i śnić a może wstać i iść spełniać swoje marzenia? Co wybierasz trwanie w świecie swoich fantazji czy ich urzeczywistnianie . Zawsze potem mi się chce. Trzymam kciuki aby tych trudnych dni było jak najmniej.

  • Trzymam kciuki abyś wytrwała w treningach! :) Chyba każdy tak ma, że czasem się nie chce, że za mało czasu blabla… Zdecydowanie trzeba się trzymać tego uczucia szczęścia po wysiłku :)

  • Ania Budyta

    hej hej 😉😉😉
    jeżeli nie lubisz ćwiczeń na silowni to może zamien je na inny rodzaj aktywności? no że chyba w ogóle się nie lubisz ruszać. spójrz dalej w przyszłość, jak pięknie będziesz wyglądała w sukni ślubnej, na plaży gdy osiągniesz wymarzoną figurę to powinna być największą motywacja. n
    Największą motywacja powinnaś być Ty sama 😉😉
    5 posilkow dziennie to MIT! a jeżeli chodzi o dietetyka to może miałaś źle ułożona dietę, najlepiej iść do takiej osoby z polecenia która ułoży idealnie spersonalizowane diete dla Ciebie uwzględniając to co Ty lubisz bo to jest najważniejsze.
    ps. trzymam kciuki za Ciebie, pamiętaj że jesteś młoda i powinnaś na spokojnie przeżyć swoje życie a nie ciągle się spieszyć 💪💪💪💪

    • Nie pisałam o diecie od dietetyka, tylko od trenera. Trenerzy personalni mają z tego co zauważyłam dosyć specyficzne podejście do odżywiania się. Sugerują wszystkim podopiecznym by odżywiali się tak, jakby przygotowali się do zawodów sylwetkowych, co nie jest łatwe :P A ja jestem przekonana, że swoje cele można osiągnąć bez przeliczania makro we wszystkich posiłkach :) Dobry dietetyk, tak jak piszesz, na pewno też byt tutaj pomógł. Dlatego tak lubię czytać Dr Lifestyle :)

  • Luk Recjowa

    Ja od fizjoterapeutki dostałam podpowiedź, żeby kupić taką gumową dmuchaną poduszkę-beret (dysk balansowy) i siedzieć na niej w pracy przed kompem (bez opierania o oparcie krzesła). Trochę to trudne, ale faktycznie pomaga utrzymać wyprostowaną postawę ciała i łatwiej się nie garbić. Oczywiście macbooka przeniosłam na podwyższenie, żeby był na wysokości oczy, dodatkowy monitor tak samo. Jak masz ochotę, możesz zapytać swojego ortopedę, czy to dobry patent w Twoim przypadku. Dla mnie to bardziej trening niż siedzenia ;)

  • Mi też się często nie chce ćwiczyć. Tyle, że ja to robię w domu, bo siłownia mi nie odpowiada, a lepsze rezultaty mam właśnie po ćwiczeniach w domu. Tyle, że ciągle odzywa mi się kontuzja kolana i teraz już 2 tydzień nie ćwiczę. I jest mi z tym źle. Więc trzymam kciuki za to żeby Ci się chciało, bo naprawdę warto :)

    • A ja trzymam za Twoją kontuzję, by jak najszybciej udało Ci się jej pozbyć :)

  • Wypadałoby życzyć Ci wytrwałości w zdrowym stylu życia, jednak życzę Ci zaakceptowania siebie/swoich kształtów. Od kilku lat czytam twojego bloga i za każdym razem dziwię się, że nabierasz się na te wszystkie fitcuda (takie mam odczucia). Stawiam na to, że 5 kg w tą czy w tamtą nie zmieni tego ważnego dla Ciebie dnia. I tak będzie jednym z najlepszych w życiu :) Dobrym zdrowiem cieszą się te osoby, u których waga nie podlega znaczącym wahaniom. Można oczywiście dążyć do ideału, ale okresy zdrowego stylu z niezdrowym tylko rozpieprzają organizm. Teoria o 5 posiłkach dziennie co 3 h nie jest obecnie powszechnym standardem, więc może dobrze, że się tego nie trzymasz :) Nie wiem czy znasz, ale za jeden z lepszych obecnie uważa się nurt dietetyki, którego przedstawicielem jest Jakub Mauricz. Polecam pogooglać, w necie jest sporo materiałów, które mogą zmienić myślenie o naszej diecie. Okazuje się bowiem, że tłuszcze nie są wcale złe, a wręcz zalecane, jeżeli chcemy zbić wagę. A aktywność fizyczną lepiej dopasować do swojego trybu życia. Za dużo i za często może przynieść tylko zniechęcenie. Pozdrawiam serdecznie :)

    • Na jakie fit cuda się nabieram?

      Staram się sporo czytać na temat odżywiania i lubię poznawać różne punkty widzenia. Jakuba Mauricza na pewno wygoogluję, dzieki za info :)

  • Kasia

    Hej, a moim zdaniem – jesteś zbyt ambitna i wszystko co robisz, chcesz robić na 200%… Absolutnie nie ma w tym nic złego, że ktoś jest ambitny, ale i w tym trzeba zachować jakiś umiar, żeby nie zwariować :) Nie da się po prostu wszystkiego tak mocno i tak perfekcyjnie robić. Jeżeli chodzi o diety i ćwiczenia – można się tego albo nauczyć i pokochać i wkleić do swojego życia jako normalność albo pojawiają się różnego rodzaju przeszkody, które uniemożliwiają nam płynnego przejścia na dobrą stronę, bo pojawia się jakieś „ale”. A to „ale” to nic innego jak nasza głowa i to, co przez lata w niej urosło :) Co zauważyłam na sobie – zazwyczaj jak na czymś bardzo mi zależy, skupiam na tym całą swoją uwagę, przekazuję większość energii, bo to jest mój numer 1 i po prostu musi być perfekcyjnie, nie przyjmuje innej opcji… Ale wtedy gubię racjonalne myślenie, pojawia się lekki stres i ciągłe przejmowanie się, bo zrobiłam coś inaczej niż zaplanowałam w swoim idealnym planie… A to wpływa na gorsze samopoczucie. A gdy lekko odpuszczam i delikatnie wprowadzam zmiany w życie, jako drobny element, potem kolejny i następny, nagle zauważam, że tak wiele się zmieniło i to bez dużego wysiłku, weszło w nawyk i stało się przyjemnością, a nie obowiązkiem :) Wiele nauczyły mnie problemy z anoreksją i bulimią, ale udowodniłam sobie, że wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

    • Wiesz co Kasiu, masz sporo racji. Cały czas uczę się odpuszczać… :)

      Dziękuję za ciekawy komentarz. Gratuluję poradzenia sobie z zaburzeniami odżywiania! Pozdrawiam Cię serdecznie :)

  • ja do tej pory cwiczylam w miare regularnie ale cwiczenia na silowni nie dawaly mi tyle satysfakcji ile bym chciala… chodzilam tam troche z obowiazku a troche zeby towarzyszyc narzeczonemu; wszystko zmienilo sie gdy ponad rok temu znalezlismy to ‚COS’, dla mnie to bylo pole dance, dla mojego ukochanego kalistenika i dopiero od tego czasu pojawilo sie u mnie to uczucie ze chce isc na trening bo wiem ze bede miala z tego satysfakcje i nie moge sie doczekac kolejnych zajec :))) z tym odzywianiem u mnie niestety troche gorzej, tez mam takie sinusoidy, szczegolnie kiedy w pracy dopada nuda i zajadam ja czyms a potem tego zaluje… podziwiam i powodzenia! :):*

  • Asia

    Doskonale wiem, o czym piszesz. Też przechodziłam przez okresy ścisłej diety & aktywności fizycznej a potem rozpasania. Fajnie schudłam dopiero po przejściu na post przerywany, który bardzo mi odpowiada. Czy czasem i Ty go nie stosujesz?

  • Wszystko rozwiń, bo wszystko jest ciekawe – dobrze poczytać o takiej normalności :)

  • Ja również stawiam na minimalizm – w każdej kwestii. Już jakiś czas temu zauważyłam, że mniej znaczy więcej i tak jak na początku ciężko było mi przywyknąć do ograniczenia zakupów, a zwłaszcza ilości rzeczy w garderobie, tak teraz nie wyobrażam sobie mieć mnóstwa odzieży w słabej jakości. :)

    • Byłam u Ciebie przed chwilą – bardzo przyjemny blog, 3mam kciuki za dalszą działalność :))

      • Dziękuję serdecznie za miłe słowa! :)

  • Espectro

    Super by było gdybyś rozwinęła temat odżywiania, pozdrawiam i trzyma kciuki! ;)

  • Doskonale rozumiem frustrację i stan, w którym się znalazłaś. Zrezygnowanie z czegoś to jedna z lepszych decyzji jaką ostatnio podjęłam. No bo po co nam to wszystko jeśli nie mamy czasu na życie?

  • Chyba każdy z nas próbuje wprowadzić do swojego życia pozytywne nawyki i mu to nie wychodzi. Jeden nie będzie w stanie wstawać wcześnie rano, inny znów ćwiczyć codziennie chociaż 30min. Ja raczej nie mam problemu z tym o czym piszesz. Jeśli chodzi o odżywianie, staram się jeść zdrowo, ale też nie wariuję na tym punkcie. Zauważyłam, że jeśli mam w domu zdrowe produkty nie mam ochoty na słodycze czy chipsy. Ponadto uprawiając regularnie sport nie chcę karmić się niezdrowymi przekąskami. Wolę suszone i świeże owoce lub orzechy. Myślę, że jeśli chodzi o wprowadzanie jakichkolwiek nawyków do swojego życia ważne jest podejście. Zamiast mówić „chciałabym” mówię sama sobie, że „chcę” lub „będę”. Będę jeść chociaż jeden owoc dziennie, uprawiać sport co drugi dzień itp.Zamiast „mam zamiar”/”planuję” po prostu „wykonuję”. Wierzę w to, że wielkie cele wiążą się z tymi mniejszymi realizowanymi codziennie.

    • Masz naprawdę super podejście :)

      Ja też kiedyś oglądałam makijażowe filmiki w ramach nauki angielskiego i naprawdę niesamowici mi to pomogło!

  • Jeśli Cię to pocieszy to powiem Ci, że nie jesteś sama :) Ja też coraz cześciej mam najlepsze na świecie wymówki na to, żeby nie pójść na siłownię. Na szczęście jak już pójdę, to jestem przeszczęśliwa, że dałam radę, że wygrałam z moim lenistwem.
    Życzę Ci (i samej sobie również) wytrwałości i niekończącej się motywacji :)

  • Trzymam kciuki, bo takie dobre zmiany są niezmiernie potrzebne! :) Ja też staram się dbać o siebie coraz bardziej świadomie, powoli oczyszczam swoją przestrzeń z niepotrzebnych rzeczy. To trudny i długi proces, ale jaką satysfakcję daje… :)

  • Najważniejsze to chyba znaleźć to co sprawia nam przyjemność. Jak już odkryje się dyscyplinę sportu to można ciągnąć to latami, nie ma sensu ćwiczyć coś tylko dlatego, że inni coś ćwiczą. A mówi to ktoś, kto przez większość szkoły miał zwolnienie z wf, a od kilku lat nie wyobraża sobie życia bez sportu.
    A zrezygnować ciężko, ale tylko na początku, potem okazuje się, że jednak było warto, bo znajduje sie więcej czasu na to co jest najważniejsze.

  • Swiat Rodzica

    Bardzo lubię Twojego bloga, a zaczęłam go czytam od wpisów z organizacją, po wpisach wydajesz mi się być w tym „mistrzynią”, ale wiem, że to wszytko ładnie wygląda jak „patrzymy z boku”. Tak naprawdę to codzienna walka, ja mam czasami taki mętlik w głowie i nie wiem na czym się skupić, a co „odpuścić”, ale jak piszesz minimalizm i uporządkowanie przestrzeni wokół nas naprawdę pozwala się lepiej skupić na tym co ważne! Pozdrawiam serdecznie

    • Nie jestem żadną mistrzynią i często o tym piszę :) Po prostu walczę każdego kolejnego dnia i nie przestaję zmagać się z samą sobą. Dzięki za komentarz!

  • Ze sportem roznie bywa, co pokazuje takze moje prywatne doswiadczenie. Nienawidzilam zajec wf-u w szkole, unikalam go jak ognia, a ruszalam sie tyle, ile musialam. Pierwszy raz z silownia mialam do czynienia tylko dzieki mojemu juz prawie Mezowi (jeszcze miesiac! 😁), i chyba tak naprawde dzieki niemu odwazylam sie sprobowac treningu silowego. Potem przyszedl czas na inne proby sportowe, a dzis, po tych 8 latach biegam, jezdze wyczynowo na rowerze, rzucam zelastwem na silowni, uprawiam windsurfing, snowboard i… ciagle mi malo, a wcale ale to wcale sie nie zapowiadalo te 10 lat temu… czasem przychodzi do nas taki moment, ze dojrzewamy do pewnych decyzji samodzielnie, a czasem warto odpuscic bo nie wszystko jest dla wszystkich. Powodzenia! :)

    • Wow, ale aktywna z Ciebie babka – gratuluję! Cudownie, że udało Ci się odnaleźć w sobie taką pasję do sportu. Mi kiedyś wyjątkowo podobał się Pole Dance i wspinaczka, ale obie aktywności zmuszona byłam odpuścić ze względów zdrowotnych.

  • Czytam teraz książkę Gretchen Rubin o tworzeniu nawyków, polecam Ci! Co do ćwiczeń to traktuję siłownię jako miejsce, gdzie nadrabian czytanie – mam cel udokumentowania 52 książek w tym roku i to motywuje mnie, żeby iść na siłownię :D

    • Nie czytałam jeszcze – ale w czerwcu nie mogę sobie kupić ze względu na miesiąc detoxu :D Powiedz mi tylko jakim cudem udaje Ci się czytać w czasie ćwiczeń na siłowni?! :) Ja często oglądam filmy na YouTube w czasie „pedałowania” na orbitreku i to już bywa trudne… :)

      • Czytam tylko na rowerku, na crosstrainerze za bardzo trzęsie i wtedy słucham podcastów :D

  • Kinga

    Alina, piszesz w taki fantastyczny sposób, że bardzo chce się czytać Twoje posty. Za każdym razem jestem zawiedziona, że to już koniec, że już przeczytałam Twój wpis. Jesteś dla mnie niezwykłą inspiracją. Dziękuję :)
    I tak sobie myślę – fajnie by było jakbyś napisała kiedyś książkę. Wiem, wiem, teraz jest taka moda, że każdy celebryta, każdy bloger i youtuber piszą książki, aż do znudzenia… Ale śmiem twierdzić, że Twoja byłaby zupełnie inna i z pewnością bym się zachwycała!
    Powodzenia w zmianach! I zazdroszczę Ci strasznie konsekwencji i uporu… Mnie tego brakuje. Pozdrawiam! Kinga

    • Dziękuję bardzo, Kinga! Własna książka to moje wielkie marzenie – za jakiś czas planuję je zrealizować :) Staram się pisać jak najprościej, od serca. Dzielę się z Wami tym, co mi się udaje i… przyznaję się do niepowodzeń. A co do Twojego ostatniego zdania – ja myślę, że Tobie absolutnie niczego nie brakuje, nie myśl tak o sobie. Każdy czasem jest leniwy i nic mu się nie chce. Chodzi po prostu o to, by nad sobą pracować. Nie przestawać.

      • Kinga

        I tą Twoją autentyczność bardzo się czuję w tych wpisach. Po prostu czuć, że piszesz od serca i chce się to czytać i chłonąć! I dziękuję za miłe słowa :) od niedawna podjęłam taką walkę z sobą, na razie jest ciężko, ale małymi kroczkami do celu! Każdy malutki sukces cieszy :)

  • Agnieszka

    Jakie tematy rozwinąć dalej? Myślę, że ciekawy byłby post o minimalizmie w kontekście designu i projektowania – również w Twoim życiu, przy urządzaniu i projektowaniu mieszkania. Albo fitwyzwania i zdrowa dieta w kontekście estetycznym – jak wymyślane są gadżety, stroje, jak urządzane są siłownie i studia sportowe.
    Byłabym też ciekawa, co sądzisz o sportowych sesjach zdjęciowych i fotkach z instagrama, nie wspominając o fotografii produktowej i zdjęciach jedzenia. Dobrze skomponowane zdjęcie pysznej owsianki tak bardzo zachęca do spróbowania! Jeszcze kilkanaście lat temu do ludzi trafiały bardziej argumenty słowne i racjonalne, w reklamach zatrudniano ekspertów i podkreślano ich tytuły mgr ;), teraz kusi się wyglądem.
    Ogólnie rzecz biorąc – lubię Twoje wpisy związane z designem i zawsze będę je z przyjemnością czytała, za to doceniam wyjątkowy charakter Twojego bloga.

  • Cieszę się, że mogę być „przydatna” ;)
    (a bluzka jest z bon-prix)

  • Jakie to książki o minimalizmie? Chętnie przeczytam :) Ja tak zaczęłam chyba już 5 lat temu wszystko wyrzucać – wówczas nie słyszałam jeszcze o takim nurcie, ale miałam taką potrzebę wewnętrzną :P do dziś wyrzucam i jeszcze się z tym nie uporałam ….. znam to uczucie jeśli chodzi o treningi…

    • Ostatnio czytałam „Minimalism” – Joshua Fields Milbourn, Ryan Nicodemus oraz „The simple guide to a minimalist life” – Leo Babauta :)

  • Chętnie dowiem się jaki masz sposób na swoje odżywianie :) Ja ostatnio też zaczynam wreszcie przekonywać się do minimalizmu. Wcześniej jakoś mi w tym nurcie coś nie odpowiadało, ale chyba do tego dorosłam :) Mam nadzieję, że miałaś udany trening :)

  • Trzymam kciuki, aby te nawyki weszły ci w krew:)

  • Bardzo ciężko jest się przestawić na zdrowy styl życia :) Bo przecież nie chodzi tutaj o miesięczną dietę, tylko nawyki na lata :) Sama kiedyś potrafiłam tonami jeść słodycze, ciastka, chipsy, ale od dwóch lat jestem na takim etapie, gdzie wiem i zdaję sobie z tego sprawę, że to nic nie daje, a przyjemność jest chwilowa. Trzymam kciuki, żeby te pięć miesięcy przerodziło się w pięć lat <3

  • kasja.b

    Zmiana nawyków to ciężki i żmudny proces, a oglądając zdjęcia innych osób na instagramie, podziwiając ich dokonania nie widzimy właśnie całego procesu, a efekt. Łatwo zniechęcić się. Sama ograniczyłam napływ inspiracji, trzymam się obranego celu choć to dopiero początek. Żadna motywacja z internetu nie podziała jak uświadomienie sobie do czego tak naprawdę dążę. Z początku „aby innym ludziom kopary opadły”. Zmieniłam tok myślenia. Jest lepiej i….. lżej :) Kiedy masz świadomość, że robisz to dla siebie, nie na pokaz innym. A to co mnie zmotywowało to wspomniany w poście Majewski, jego słowa : „Na początku nie widać efektów. Na początku nie ma efektów!” Trzeba wytrwać. I kolejny inspirator, Krzysztof Gonciarz. Aby wytrwać w regularnej aktywności fizycznej trzeba pamiętać o jednym: musi ona być dla mnie PRIORYTETEM. Film obejrzę później, książka nie ucieknie. Przyjaciele i rodzina nie obrażą się, bo rozumieją, że to dla mnie ważne. Spotkamy się po treningu :) Mocno trzymam za Ciebie kciuki, wytrwałości! Pozdrawiam :)

    • 100% racji. Aktywność fizyczną trzeba zacząć traktować jako absolutnie niezbędny element dnia, czy całego tygodnia, a nie jako dodatkowe zajęcie, któremu poświęcimy czas, gdy już wystarczy go na wszystko inne.

  • Ewa

    Twoja historia ze zdrowym stylem życia brzmi dla mnie bardzo podobnie, też mam takie okresy wzlotów i upadków. Z sentymentem wspominam okres, gdy przez pół roku co tydzień waga była coraz niższa i schudłam w ten sposób najpierw 10, a potem jeszcze 6kg. Próbowałam potem jeszcze kilka razy to powtórzyć i dociągnąć do sumarycznych 20kg, ale nawet z tymi ostatnimi czterema nie dałam rady.
    Teraz właśnie mam kolejny okres „flowu” i naprawdę mam nadzieję, że tym razem się uda :) Kibicuję Ci mocno i bardzo chętniej przeczytam o Twoich zmaganiach i metodach, nawet, jeśli są bardzo kontrowersyjne! :)

    • Zazdroszczę systematycznego spadku wagi – u mnie waga stoi jak zaklęta i tak średnio raz na miesiąc robi lekki skok w dół. Ale bardzo lekki, a ja się wkurzam, że mi nie idzie :D

  • Od długiego już czasu próbuję zmienić styl życia na bardziej minimalny. I też nie mam na myśli spania na materacu i jednego kubka w szafce. Ale moje zamiłowanie do zakupów niestety sprawia, że nie potrafię się ograniczyć :(

  • Z wysiłkiem fizycznym poza lekcjami tanca które prowadziłam i zapewniały mi ruch – też walczę tak jak i Ty. Ciąża ostatnio trochę mi pomaga, zaczęłam chodzić od 3 miesięcy raz w tygodniu na basen i już to napawa mnie dumą, chciałabym aby tak pozostało. Zdrowe odzywanie nie jest jeszcze perfekcyjne, bo pozwalam sobie na czekoladę i inne przyjemnosci, ale na pewno piję wiecej wody, jem więcej warzyw i owoców, zwiekszylam ilosc posilkow do 4-5 sztuk, takze jestem na dobrej drodze.

  • okiemwariata.com

    Jeśli chodzi o zdrowe odżywianie to przestrzegam tylko jednej zasady – jeść rzeczy jak najmniej przetworzone. Oczywiście moja silna wola nie radzi sobie zbyt dobrze z moją miłością do słodyczy…
    Aktywność fizyczna to także temat doskonale mi znany. To co opisujesz przypomina mi moje kolejne podejścia do tematu biegania – mam masę wymówek, jestem po prostu zbyt leniwa, by wyjść z domu. Żeby się usprawiedliwić co jakiś czas pozwalam się skatować Chodakowskiej. We własnym domu. W czterech ścianach, by tej kompromitacji nie oglądali inni.
    Z minimalizmem radzę sobie coraz lepiej – nie pamiętam już kiedy robiłam zakupy ubraniowe, wyjątkiem były spodnie do chodzenia po górach, kosmetyki już dawno udało mi się ograniczyć, problemem pozostały… książki. To moja największa słabość. gdyby nie resztki zdrowego rozsądku, byłabym chyba w stanie wydać na to wszystkie pieniądze, tak więc moja droga – nie walczysz sama. Walczymy wszystkie. Każdego dnia.