Jak dobrze żyć z kotem i jak odpowiednio przystosować swoje mieszkanie?

Początki nie były łatwe i wszyscy musieliśmy wielu rzeczy się nauczyć. Na szczęście wspólne życie układa się nam obecnie  całkiem dobrze i po trzech latach dzielenia tych 50-ciu kilku metrów kwadratowych wypracowaliśmy pewne kompromisy. Zapraszam do lektury, jeśli jesteście ciekawi jak to u nas wygląda i w jaki sposób przygotowaliśmy nasze mieszkanie, by wszystkim żyło się lepiej.

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że kot przemykający ukradkiem, gdy nikt nie widzi, po kuchennym blacie i śpiący czasem na skraju mojego łóżka będzie dla mnie najnormalniejszą rzeczą w świecie, pomyślałabym, że jest jakiś niezrównoważony. No jak to? Ja w życiu nie zaakceptowałabym takiej sytuacji! (że nie wspomnę nawet o mojej mamie, która – zanim zamieszkaliśmy z Rysiem – utrzymywała, że miejsce kota jest na podłodze, haha).

Nooo, może pozwoooli się mu ewentuaaalnie czasem spać na parapecie (rzecz jasna na specjalnie do tego przygotowanym legowisku). Może nawet położy się mu jakiś specjalny kocyk na lodówce, żeby mógł na całą kuchnię spoglądać sobie z góry i czuć się prawdziwym królem. Kot śpiący na kupce świeżo wypranych swetrów? W życiu. Kota trzeba przecież sobie wychować!

 

 Wychowanie kota… czy przez kota?

Po trzech latach mieszkania z kotem zastanawiam się na ile to my wychowaliśmy kota, a na ile kot nauczył nas, jak z nim żyć. Początki były niełatwe. Musieliśmy się ze sobą poznać, przełamać pewne bariery, zaakceptować swoje słabości i zwyczaje.

Przykładowo: kot ma to do siebie, że drapie i będzie drapał, czy nam się to podoba, czy też nie. Po naszej wyłącznie stronie leży zapewnienie mu odpowiedniej do drapania powierzchni. I jeśli kot upodoba sobie do tego jedną konkretną szafkę lub bok kanapy, to najczęściej mamy po prostu pecha. Nie wiem, czy nam trafił się stosunkowo wyrozumiały i ugodowy model, ale poradziliśmy sobie z tym problemem! Rysio przez pewien czas konsekwentnie drapał bok mojej kanapy. Już myśleliśmy, że go tego nie oduczymy, ale doszliśmy do wniosku, że może również i w moim pokoju przyda mu się jakieś specjalne miejsce do drapania. Chcecie wiedzieć co zrobiliśmy? Do boku kanapy – tego, który tak z upodobaniem drapał – przyszyliśmy drapak. Do dzisiaj jesteśmy pod wrażaniem własnej przenikliwości i geniuszu. Mam nadzieję, że Wy również jesteście! ;)

Drapak na kanapie

 

Jak przystosować swoje mieszkanie, by żyło się nam z kotem lepiej?

 • POWIERZCHNIA DO DRAPANIA

Początkowo posiadaliśmy drapak połączony z budką, ale szybko dotarło do nas, że budka dedykowana kotu to coś absolutnie NIEinteresującego i lepszy będzie karton na szafie wypełniony wełnianymi szalikami, samodzielnie przez niego wypatrzony i zaanektowany do własnego użytku. Budkę zamieniliśmy na coś bardziej estetycznego, co fajnie komponuje się z całością kuchni. Drugi z drapaków znajduje się w moim pokoju – pisałam o nim wcześniej. On również sprawdza się w 100%!

Jak dobrze żyć z kotem?

 

• ZABEZPIECZENIE BALKONU I OKIEN

Już na samym początku zdecydowaliśmy, że Ryszard nie będzie kotem wychodzącym. Trzymanie go z daleka od okien i drzwi balkonowych nie miało sensu, dlatego musieliśmy się odpowiednio przygotować. W tym celu we wszystkich oknach zamontowane mamy solidne moskitiery, a balkon w całości zabezpieczony jest siatką. Takie rozwiązanie sprawdza się u nas idealnie, a Rysiek jest przeszczęśliwy, bo przez połowę roku może spędzać większą część doby na świeżym powietrzu. Przez drugą połowę roku – trochę krócej ;)

Zabezpieczenie balkonu dla kota

Dół balkonu zabezpieczony został grubą, plastikową siatką, a od poziomu balustrady aż do sufitu rozciągnięta jest siatka z delikatniejszego tworzywa. Może je kupić np. tutaj.

Zabezpieczenie balkonu dla kota

 

 • WAŻNE: MOŻLIWOŚĆ PORUSZANIA SIĘ NA WIELU POZIOMACH

Dobrze już wiem, że na jednej z komód w moim pokoju nic nie może leżeć, bo w przypadku braku miejsca „startowego” rudemu nie uda się wskoczyć na szafę – jasna sprawa.

 • SPECJALNE KRYJÓWKI

Większość kryjówek kot wybiera sobie sam, ale czasami udaje się go skłonić do korzystania z jakiejś konkretnej. O ile karton na mojej szafie został wybrany przez niego, o tyle przygotowana przez moją mamę półka za lodówką (na poziomie parapetu) spotkała się, o dziwo, z jego pełną akceptacją!

Jak dobrze żyć z kotem?

 

  • KUWETA W ODPOWIEDNIM MIEJSCU

Nie sądziłam, że kiedykolwiek na tym blogu napiszę o kociej kuwecie, ale to jest temat, którego nie można ominąć. Znalezienie na nią miejsca nie jest proste, na szczęście udało się to tak zrobić, że i nam, i kotu to pasuje. Kuweta na razie stoi w przedpokoju (zapewniam, że wysterylizowany kot jest „bezzapachowy”). Zastawiona jest taboretem, na którym można coś położyć, a jego głównym zadaniem jest oczywiście kamuflaż. Sprawdza się bardzo dobrze, bo w pierwszej chwili w ogóle nie rzuca się w oczy. Wkrótce po remoncie i kilku zmianach w domu kuweta ma trafić do łazienki. Ponadto dla kota bardzo ważne jest, by nie umieszczać jego toalety w zbyt bliskim sąsiedztwie „stołówki”, która znajduje się w kuchni.

Miejsce na kuwetę

 

Teraz nie wyobrażam sobie mieszkania bez kota. Już wiem kiedy mogę go wziąć na ręce, a kiedy absolutnie sobie tego nie życzy. Widzę to po sposobie w jaki układa swoje uszy :) Już wiem, że da mi się pogłaskać przez kilka minut, aby dostać swoje ulubione kocie-łakocie (czyli suszonego kurczaka). Już wiem, że aby obciąć mu pazury – nie będąc przy tym ofiarą niebezpiecznego podrapania – moja mama musi ubrać na siebie polar z długimi rękawami, skórzane rękawice i potraktować kota jak naleśnik, zawijając go w kocyk, a ja wtedy wyciągam po jednej łapie. Okej okej :) tak  było faktycznie jeden raz,  przed dwoma laty, kiedy przestał akceptować obcinanie pazurów podczas snu. Teraz robimy to bez problemu gołymi rękami, wystarcza już tylko sam zarzucony lekko kocyk, w którym spokojnie leży, bo wie, że w nagrodę będą przysmaki. Rutyna ;)

Według mnie opiekowanie się zwierzakiem ma w sobie coś z opieki nad dzieckiem. Nie dziwi Cię kot śpiący obok Twojej poduszki, tak samo jak nie dziwi Cię dziecko, które zaśliniło Ci nową bluzkę i fakt, że trzeba mu zmienić pieluszkę. Po prostu musisz to zrobić, bo ono ma do tego święte prawo. Zgodnie z tym mechanizmem nie mam za złe Rysiowi, któremu co jakiś czas (no, może raz w miesiącu) zdarza się wyksztusić gdzieś w kąciku na podłogę połkniętą podczas intensywnej toalety sierść (mimo, że jest regularnie wyczesywany). To moje najukochańsze na świecie futerko i martwię się wyłącznie tym, że boli go brzuszek.

Nie wiem jak to możliwe, że przy tym ogromie „trudnych” kocich zachowań kocham go najmocniej na świecie i nie wymieniłabym na inny model. Kocham za to kocie trącanie mokrym noskiem, gdy wracam do domu, za te spojrzenia głęboko w oczy pełne zrozumienia, gdy mam kiepski humor, za te 10 sekund kilka razy dziennie, w których naprawdę pozwala ponosić się na rękach i mocno wytulić, za szaleńcze pogonie po mieszkaniu, za zaczepki do zabawy, za wchodzenie do pudełka mniejszego od niego samego…

Wiem, że wśród moich czytelników wielu posiada koty i jestem bardzo ciekawa jak Wy przygotowaliście swoje domy, by wszystkim żyło się lepiej? W jaki sposób radzicie sobie z wyrazami ich uporu? ;)

  • Cudny kociak. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie też taki ze mną zamieszka.

  • Czytając o Twoim kocie, miłość do mojego owczarka wzrasta… :D

    • Sandra

      Dokładnie! O miłość psa nie trzeba zabiegać – zawsze jest w nastroju do przytulania, głaskania po brzuszku, leżenia na kolankach :)A jak wracam do domu cieszy się tak bardzo jakby nie widział mnie od tygodnia. Dlatego też nie jestem zwolenniczką kotów :)

      • Julia

        Zabawne, ale to jest właśnie cecha która kociarze uwielbiają – to jest cudowne uczucie jak kot zaczyna ufać i okazywać uczucie właścicielowi.

        • „Psiarze” nigdy „kociarzy” nie zrozumieją :) Nie ma niż milszego niż chodzący swoimi własnymi drogami kot zaszczycający nasze kolana… to chyba działa na zasadzie doceniania pewnych rzeczy bardziej, gdy nie mamy ich non stop :)

  • Myślałam, że tylko ja jestem cwana – obcinam pazury wtedy, kiedy puchaty śpi.

    Mamy swój rytuał wychodzenia z domu: jak wychodzę na dłużej to daję mu kiełbaskę (przysmak z rossmanna – jeden z niewielu, który akceptuje) i wtedy się nie obraża. :P

    Mój kot to też bardzo mobilny kot: uwielbia podróżować i w zasadzie ma dwa domy: jeden u mnie, drugi u rodziców narzeczonego, kiedy ja mam zawalony weekend na uczelni. W pełni akceptuje oba. :)

    Dzięki Leonowi wstaję po 5 rano (na śniadanko) i w nocy dostaję robaczka na pościel – jak jestem grzeczna.
    I też się zastanawiam kto tu kogo wychował, bo przecież… „to nie jest zwykły kot! To Leon!”. Wariactwo. :P

    • „Mobilny” kot to dobra opcja, ale do tego trzeba pewnie przyzwyczajać kota od samego początku. Nie powiem, kusi mnie czasem, żeby zapakować rudego w transporter i zabrać go ze sobą jadąc np. w odwiedziny do rodziny… ale ostatecznie postanawiam mu oszczędzić niepotrzebnego stresu.

  • Z doświadczenia wiem, że ciężko powiedzieć czy to my wychowujemy kota czy on nas. Zależy ba „kogo” się trafi.

  • ona

    Cudowny Rysiu, moja Ruda, by do niego pasowała ;), mam kotkę i kocura, była jeszcze jedna kotka nam zaginęła. Dlatego, że mieszkamy na wsi i nasze koty mieszkają w domu i zagrodzie ;). Jak już wracają do domu uwielbiam je wąchać i wiem kiedy były np. na sianie, lub w lesie, uwielbiam też ich miękkie i puszyste futerko. Jestem taką kocią ,,mamą”od dziecka i nie wyobrażam sobie życia bez kotów. To bardzo inteligentne zwierzęta, Ruda puka łapkami w drzwi, żeby ją wypuścić i odwrotnie, a Korek miauczy :).

    • Milena

      Jakie ładne imię ma Kocurek :)

      • Wąchanie kota… przyznaję się, też to robię :D

  • Milena

    Moja Miśka uwielbia wpadać do mojego pokoju i siedzieć na fotelu w tej chwili, kiedy ja na niego chce usiąść, żeby popracować. Wtedy próbuje usiąść na skrawku fotela, a ona mnie spycha łapkami. Kiedy już dopnę swego i siedzę sobie na fotelu wchodzi na stół i kładzie się na klawiaturze – „dopóki się ze mną nie pobawisz, to komputera nie dostaniesz” :)
    uwielbia też łapać łapami za szyję, tak się przytula, jak ludzie :D dodatkowo wykonuje super masaż połączony z akupunkturą, kiedy leżę na brzuchu wchodzi na plecy i zaczyna swoje przebieranie łapkami :)

  • Marta.

    Również mam podobnego rudzielca, kotkę. Jest ze mną około pół roku, ale już trochę zdążyłyśmy się poznać :-)
    Ma oczywiście swoje ulubione miejsca do spania, najczęściej jest to szafka w regale, w której oczywiście znajduje się ogromny puszysty koc – nie tylko kotki ulubieniec, ale również mój :-)
    Rubinka uwielbia zabawę w berka (a ja głupia myślałam, że biegać da się tylko z psem ;-)). Oczywiście potrafi też się gniewać, ale na szczęście szybko jej to przechodzi.
    Ja osobiście uwielbiam najbardziej czas kiedy jest milutka, łasi się, kładzie się obok i można ją przytulać.

    • Rude kotki to chyba rzadko się zdarzają, prawda? Czytałam kiedyś, że rude są głównie kocury. U nas po pół roku to był jeszcze pogrom :))

      • Marta.

        Hmmm…nawet nie wiem :-) ale jeśli tak jest to czuję się jeszcze bardziej wyjątkowa ;-)

  • Właśnie jestem w trakcie przystosowywania nowego mieszkania na przeprowadzkę moich dwóch kotek. Najbardziej bałam się o kanapę, że będzie jak z trzema poprzednimi – drapią dokładnie to samo miejsce co Twój :D Patent z drapakiem-bezcenny! Dzięki :)

  • Super kociak, wygląda zupełnie jak moje trzy :) (nie w sensie rozmiaru oczywiście, mam trzy takie same rude koty). Moim kotom nie przeszkadza zupełnie bliskie towarzystwo kuwety i stołówki, i tak wszystko zjedzą niezależnie od okoliczności :). Co do przystosowania domu do nowych mieszkańców, to po paru latach zauważyłam cyklicznie rosnącą ilość kocyków w różnych miejscach: na parapecie kuchni, na kanapie, na podłodze koło kominka… chociaż przy tylu osobnikach ta ilość znajduje wytłumaczenie! Również kocham wszystkie moje koty niezależnie od ich różnych charakterów czy rzadkich złośliwości i nie zamieniłabym ich na żadne inne! Pozdrawiam :)

    ps. „Ya otta” to po arabsku „Hej kocie” ;)

    • Mistrzowski masz pseudonim :D

  • Kociaki są kochane. Ja swoich nie mogę trzymać w domu( alergia i zdanie mamy że miejsce zwierząt jest na podwórku). Na szczęście moje mruczki dają sobie radę i jesienią jednak kotka dała nam sześciokrotne szczęście za jednym razem. ;)

  • Ilekroć słyszę, że ktoś obcina kotu pazury, jestem w głębokim szoku. My próbowaliśmy kilka razy i zawsze kończyło się tym samym – zaczynał drapać WSZYSTKO dookoła, żeby jak najszybciej odzyskać swoje ostre szpony…

    Miałam w życiu już kilka kociaków i dochodzę do wniosku, że kota nie da się wychować. On po prostu czasem łaskawie nas posłucha. Ale w końcu i tak kiedyś może zmienić zdanie ;)

    • Karolina

      Obcinanie kotom pazurów w warunkach domowych, gdy nie mają możliwości by naturalnie je ścierać, jest absolutnie obowiązkowe. Nieobcinanie pazurów może spowodować wrastanie ich w opuszki. Zbyt długie pazury są też niebezpieczne, chociażby ze względu na to, że kot może się zaczepić i próbując się uwolnić, nawet złamać sobie łapę.

      Najważniejsze to się nie poddawać i znaleźć odpowiedni sposób. Ja po prostu każdego kota (również obce koty, lub koty znajomych, które zwykły drapać ludzi i gryźć) biorę na kolana, lekko „przygniatam do siebie” i stanowczo chwytam kolejną łapę, ciachając pazury i rozmawiając z kotem tak, by nie miał wątpliwości, kto w tej chwili jest szefem ;)
      Po zabiegu, nagradzam kota jakimś smakołykiem i po bólu :D

      • Hmm, w takim razie mój jest wyjątkowy, albo jakoś je jednak ściera. Nie ma obcinanych, a nigdy z pazurami nie miał problemów – są normalnej długości i nic złego się nie dzieje (po 10 latach chyba byłyby jakieś negatywne efekty, skoro kot wychodzi tylko na balkon). Co ciekawe nie ma też raczej skłonności do drapania wszystkiego dookoła. Wyżywa się czasem na drapaku i jakichś kartonach, sporadycznie drapie starą kanapę ale z tyłu i nie jakoś bardzo destrukcyjnie, więc nie jest to problem.

      • anka

        :-) Moje koty sobie obgryzają – pazurki, rzecz jasna :-)

  • Doris

    Widzę, że co dom i kot to obyczaj. Ja w sumie posiadam koty od 20 lat i powiem Ci, że da się tak wychować kota, żeby nie wchodził na komodę, stoły, blaty itd. Żaden z moich kotów (pierwszy niestety już odszedł od nas, a 3 lata temu wzięliśmy nowego kocurka), a w sumie wychowałam już 3 koty, nie drapał mebli, nie chciał skakać z parapetu itd. Jak raz spadł któryś z nich z parapetu to był po tym tak wystraszony, że już więcej się nie wychylał za bardzo ;) Co do kuwety to u mnie jest kuweta w łazience. Sorry, ale nie wyobrażam sobie, żeby załatwiać się gdzieś indziej :p Do tego moje koty podczas remontów, gdy miały wystawioną kuwetę z łazienki, nie chciały z niej korzystać i nie załatwiały się w ogóle. Do tego powiem ci że zakryta kuweta nie jest dobra dla kota, ponieważ w stresie może on ją potraktować jako kryjówkę i przestanie się tam załatwiać. No ale tak jak napisałam na początku, co dom i kot to obyczaj ;)

    • Karolina

      Nie zgadzam się, jeśli chodzi o kwestię krytej kuwety. Moje kociaki nigdy nie załatwiły się do odkrytej kuwety, gdy miały dostęp do obu rodzajów. W przypadku zostawienia odkrytej kuwety, szukały miejsc „zadaszonych”, więc kuweta kryta wróciła do łask (co ja preferuję bo średnio przyjemny jest widok kupy na wierzchu).
      Koty szukają raczej miejsc intymnych i tak jak człowiek, lubią w czasie załatwiania potrzeb fizjologicznych mieć spokój i komfort. Kot może nie lubić kuwety krytej, gdy jest ona dla niego za mała.

      Przyczyn, dla których kot załatwia się poza kuwetą, może być mnóstwo. Trzeba tylko dobrze znać swojego kota. Koleżanka odkryła kiedyś zapalenie pęcherza u swojej kotki, która nagle przestała sikać do wanny, a zaczęła sikać do kuwety – kto by na to wpadł? Nikt, komu zwyczaje tej kotki byłyby obce, a koleżanka wytropiła od razu. U mnie było podobnie :)

      • Doris

        dlatego właśnie napisałam: co kot i dom to obyczaj :) Ja akurat nie rozumiem obecności kuwety w przedpokoju czy w pokojach, ale skoro człowiekom to nie przeszkadza ;)

  • Dorota

    Wcześniej byłam totalną przeciwniczką kotów, bo zawsze w domu był pies :) Teraz jednak nie wyobrażam sobie życia bez moich kocików. Mam dwóch kocurów. Żyją w zgodzie, choć czasem tak się biją, że futro fruwa ;)
    Rudy-Benek, choć miał być moim urodzinowym prezentem za swego pana wybrał mojego narzeczonego. I tylko jemu pozwala się „miziać”. Bury-Bombur za to wybrał sobie mnie za panią i choć pozwala miziać się każdemu to mruczy tylko mi :)

  • Dobrze jest kiedy kot zgadza się na takie siedzenie w domu :P Swojego też próbowałam przyzwyczaić, ale jako kot urodzony na podwórku w zamknięciu był nieszczęśliwy (mimo że mieszka z nami od 3 tygodnia życia – sam pojawił się pod naszymi drzwiami). Tak wiec mimo że martwię się bardzo kiedy długo nie wraca, to wiem że to dla niego najlepsze wyjście. Czasem liczy się jakość życia a nie długość. A Ryszard piękny, chociaż do swojego czarnego dzikusa mam największą słabość :)

    • Rudy przez jakiś czas usiłował wymykać się na korytarz przy każdym otwarciu drzwi wejściowych do domu, ale już mu na szczęście przeszło :)

  • Koty są urocze, ale póki co oddałam się mojemu szynszylowi Frankowi i nie mam zamiaru go zdradzać ;) Jest uroczy i zachwycający i przede wszystkim nie jest jak inne gryzonie :)

  • illonky

    Ja przygarnelam kocice staruszke z ulicy, chowala sie najperw przede mna i mezem, ale teraz chodzi za nami i po nas, trycha glowa i nosem, czesto lize i nie chowa sie juz. najbardzej lubi spac na fotelu, albo za naszymi plecami ;) mieszkania nie przyotowalam, a mebli nie drapie – ma swoj drapak i upodobala sobie dywan – trudno sie mowi ;)

  • Rysiu w pudle na Twojej szafie jest najlepszy! :D W dzieciństwie miałam koty (rekordem było z 10 naraz) – dachowce, mieszkały na podwórku. Teraz nie mam żadnego, ale wiem, że jak już będę na swoim to koniecznie muszę jakiegoś mieć.

  • Sabina

    Fajniutki ten Twój Rysiek:)Wydaje mi się, że ma dużo wspólnego z moim kocurem. Tak samo nie lubi noszenia i przytulania, a tym bardziej głaskania. Ja mam taki przywilej u nas w domu, że rano, zaraz po przebudzeniu się mój koteł wchodzi mi na kolana i domaga się pieszczot. Po namiętnym drapaniu i głaskaniu, kładzie mi się na kolana, mrucząc <3 Gdzie ja najczęściej nie mam na to czasu, jak to rano bywa.. A więc jest to jedyna chwila podczas dnia, kiedy mogę go dotknąć :P Mimo tego, bardzo go kocham, nie wyobrażam sobie bez niego życia :)
    I może to wydawać się dziwne, ale lubię jego zapach :D

    • Sabina

      A jeśli chodzi o drapanie, upatrzył sobie chodnik w przedpokoju – nam to nie przeszkadza :)

  • Drapak przy grzejniku – rewelacja! To się nazywa przyjemne (dla oka) z pożytecznym :-)

  • kataszka

    Wydala siersc, bo nie ma możliwości zjesc trawy.. może pomyśl o tym, żeby mu ja zasadzic np na balkonie. pozdrawiam :)

    • Czytałam, że koty zjadają trawę nie po to by sierści nie wydalać, ale żeby poprzez podrażnienie żołądka tej sierści się pozbyć. Tyle tylko, że żyjące w naturze koty wymiotują tam, gdzie nikt tego nie widzi. Tak się po prostu dzieje w sezonie ostrego linienia i to jest naturalne. My zamiast trawy dajemy kotu specjalną pastę ziołową redukującą powstawanie tzw. kul włosowych, która zastępuje swoim działaniem trawę.

  • Sonia

    U nas kot nigdy nie miał sztucznego drapaka z jakiś sznurków tylko przytargany z lasu kawałek pieńka, który był wąski i równo ścięty, żeby był stabilny. Super wyglądał i kot był przeszczęśliwy! Zawsze jak ktoś wracał do domu to pokazywał jaki jest grzeczny i jak ładnie drapie pazurki :) Miał to od pierwszego dnia, kiedy u nas był i nigdy nie drapnął niczego innego :)

  • Karina

    U mnie tak kolorowo z ustępstwami nie ma :P. Mam dwójkę małych kociaków (w kwietniu będą miały rok) i gdy były mniejsze to spały na pralce w łazience lub koło pieca znalazły sobie kryjówkę. Niestety teraz nauczyły się otwierać drzwi więc w nocy przychodzą spać do nas na łóżku i często jest tak, że to kot rządzi w łóżku a nie my. Ale i tak je kochamy.

    • Kasia

      moje koty tez nauczyly sie otwierac drzwi z wielkim lomotem oczywiscie, drapania i skakania na klamki mieli dosyc wszyscy domownicy, wiec kazalam powymieniac wszedzie klamki na okragle (galki) i koty znudzily sie skakaniem. Dobrze,ze w lazience od samego poczatku byla klamka okragla :)

  • Pozdrowienia dla Rysia :) Mojemu kotu udało się przemeblować pół domu :) Spory drapak u mnie w pokoju, dwa u taty, a u mamy przynajmniej jeden karton i torba papierowa z Lidla (no ewentualnie dowolna torba papierowa, ale z Lidla są najlepsze :) ). Balkon też mamy zabezpieczony, ale tylko do wysokości balustrady, która jest u nas dość szeroka (przy renowacji i wymianie została uwzględniona szerokość kociego siedzenia) i drewniane, więc Kocio może na nich bezpiecznie przesiadywać. Choć odkąd dorósł i spoważniał (w jego pojęciu :) ) już na balustradę nie wchodzi.

    Na zwracanie kłaczków wypróbuj maść na kulki włosowe (w każdym sklepie zoologicznym).

    • Rysio regularnie dostaje taką pastę, to dla niego najlepszy smakołyk :)

  • Cudowny temat! Kilka lat temu wzięliśmy psinkę ze schroniska, plany były ambitne! Oprócz miłości mieliśmy dac jej wychowanie, bo Korka ma psie ADHD, a jak to się skończyło? Pies robi z nami co chce (oczywiście w granicach rozsądku, nie jest agresywna czy coś), śpi z nami w łóżku, chociaż ma swoje na pół pokoju, ma kilka zabawek do wyboru i z umiarem wciąga to samo jedzonko, co my. Ale miłość do niej rekomensuje nam codzienne sprzątanie, mycie i inne „nieprzyjemności” :) Mówimy, że dzięki zwierzakom, których mieliśmy pod dachem mnóstwo, jesteśmy lepszymi ludźmi :)))

  • U nas to wygląda inaczej, przede wszystkim ze wszystkim jest łatwiej. Miałam koty dachowe, a teraz mam Radgolla. To najcudowniejsza rasa na świecie, całkowicie zależna od człowieka, niskopodłogowa, nie niszcząca. Mój Harry potrafi cały dzień przeleżeć na mnie, to jego ulubiony sport. Jedynym kłopotem jest sierść, ale radzimy sobie z nim tak, że chodzimy do fryzjera i tak właśnie wczoraj byliśmy na zmianie image’u, co moi czytelnicy mogli zobaczyć na Fabebooku :) Dla mnie dom bez kota nie jest domem. To najcudowniejsze stworzenie na ziemi ♥ Z innymi kotami miałam różne trudności, ale jeśli ktoś szuka najbardziej łagodnej rasy na świecie (pozbawionej genu agresji!) to niech zainteresuje się Ragdollami :-)

  • Też uważam, że z kotem można się dogadać :D I mam tak samo jak Ty – myślałam,że wychowam kota po swojemu i,że nie będę mu na wiele pozwalała, ale niestety zdobył moje serce w całości :D Piękny ten rudzielec!

  • Je też nie wyobrażam sobie życia bez mojego kota. Nazywa się Zenek i jest najukochańszym stworzeniem jakie miałam okazję poznać.
    Co najśmieszniejsze mój kot się mnie słucha… Nawet jak chce dostać smakołyk siada jak pies :). Ale i tak go uwielbiam za to jak najedzony przewraca się na podłodze i rozmawia z powietrzem ( miałczy ) jak jest wróci z dworu po całej nocy nie obecności i śpi cały dzień :) Jak zaczepia gryząc w kostki :D

    Koty to kochane stworzenia :)
    Pozdrawiam

  • Świetne zdjęcie! Ja mam jedno ukochane zdjęcie swojego kota, jak odszedł poobklejałam nim całe mieszkanie na pamiątkę

  • Hey Alinko! Jak przystojny jest ten twoj Rysio!:)
    Ja sama mam dwa koty Henry i Frankie, ktore kocham najbardziej na swiecie. Ja rowniez zabezpieczylam okna odpowiednia siatka, kupilam drapak itp. Dodatkowo, zeby uniemozliwic Henremu ciagle otwieranie szafki z koszem na smieci (uwielbia tam szperac w poszukiwaniu jedzenia)kupilam zabezpieczenia do szafek i szuflad takie samo co sie kupuje sie dla maluchow :)

  • Karolina

    Jako hodowca kotów KUDŁATYCH bardziej niż inne ;) dodam jeszcze kilka rzeczy od siebie, tak z przymrużeniem oka również ;)

    1. Danie bez kłaczka, to kiepskie danie ;)
    2. Gdy się w domu pojawia kociak, dobrze jest obserwować, które miejsca lubi drapać (jeśli są inne niż drapak), a potem dobrze jest zastanowić się, jak można to przeciągnąć na naszą korzyść – pomysł z obiciem kanapy drapakiem, jest więc dla mnie genialny i trafiony!
    3. Zabezpieczenie okien lub balkonu, albo jedno i drugie to podstawa. Wbrew temu, co zwykło się mawiać – koty NIGDY nie spadają na cztery łapy, a po prostu na głowę, która jest najcięższa i skręcają sobie kark lub boleśnie łamią kości pyszczkowe.
    4. Jeśli kot często pozbywa się bezoarów (czyli tych cholernych kul włosowych) dobrze jest zadbać o karmę, która sprawi, że kot będzie je usuwał jedynie słusznym otworem – czyli do kuwety :-)

    A teraz kilka LEKCJI OD KOTA:
    – wszystko co leży (czyste ubrania, ręczniki, torebki) generuja kota NA,
    – wszystko co wisi, może zostać zrzucone, a wtedy już leży i patrz pkt 1
    – każdy niedomknięty pojemnik generuje kota, jeśli coś da się wyjąć z czegokolwiek, bądź pewny, że kot to zrobi,
    – jeżeli wydaje Ci się, że na Twoim biurku na nic już nie ma miejsca, to prawdopodobnie nie masz kota, on by Ci pokazał, że masz całkiem sporo miejsca do zagospodarowania,
    – jeśli nigdzie nie widać kota, NIE KŁADŹ SIĘ NA KOŁDRZE,
    – nad łóżkiem nie wieszaj półek, ani szafek z których kot mógłby skoczyć na człowieka,
    – to, co znajduje się w szafie – jest Twoim ubraniem, to co znajduje się poza nią – jest kocim legowiskiem (lub kuwetą) – to nauczyło mnie czystości i odkładania rzeczy na miejsce ;-)
    – nie zostawiaj słuchawek oraz ładowarek bez opieki,
    – zawsze po nocy chowaj pościel, w przeciwnym razie, kot zapakuje się pod kołdrę i nie będziesz miał sumienia go ruszyć,

    Jeśli chodzi o rudy kolor to jest to kwestia genetyki. Żeby urodziła się ruda kotka – muszą się spotkać dwa rude geny – czyli zarówno ojciec jak i matka muszą być nosicielami rudego (przy czym matka nie musi być ruda, a może być np. szylkretką). Dlatego przy pierwszym miocie, określenie płci kociaków rudych i kremowych nie było trudne, ale już w przypadku czarnych i niebieskich miałam problem.

    SZYLKRETOWE są kotki, kocurów nie ma, a jeśli się trafi to jest to, no cóż, taka „wada”, zwie się to chimerą i jest bezpłodne.

    • Twoje „lekcje od kota” to 100% prawdy, każda osoba zastanawiająca się nad przygarnięciem jakiegoś futrzaka powinna je sobie dobrze przyswoić :)

  • paulishta

    Hej :) mam pytanie zupełnie nie na temat :) chciałam zapytać jak zeszłaś z brązu na blond? bo oglądałam Twoje zdjęcie na instagramie i też chciałabym zaryzykować :)
    Pozdrawiam :)

    • Paulishta, zerknij na mój kanał na YouTube, tam jest cały film o moich włosach :)

  • Rysiu jest naprawdę pięknym kotem! Jego kolorek kojarzy mi się z Garfieldem, haha :)

    Ja również mam kota, a właściwie to kotkę. Jest dość „innym” kotem i zaskakuje każdego mojego nowego gościa, bo moja kicia jest Sfinksem Kanadyjskim – (prawie, ma lekki meszek) jest łysa! Tequilla (bo tak ma na imię) ma cudowny charakter – jest spokojna, ale lubi czasem się pobawić, BARDZO towarzyska i niesamowicie wygadana. Jest właścicielką pięknego, kociego głosu, który słychać zawsze i wszędzie w naszym domu, ale to melodia dla naszych uszu. Tequill stawia wdzięcznie łapy i sobie pomrukuje, miauczy, kiedy się z kimś rozmawia – wygląda na to, że próbuje się włączyć do rozmowy, bo siada obok i zaczyna gadać po swojemu :D Do tego jest chodzącym kaloryferem! Chociaż nie ma kociego, milutkiego futerka to posiada aksamitną, cieplutką skórę :D Bardzo się cieszę również, że dogaduje się z moim psem. Śpią ze sobą, dzielą się jedzeniem – niesamowicie rozczulający widok :) No cudowna jest, kocham ją :D Znajomi mówią, że chociaż do mojego różowo-białego pokoju „pasuje” biały pers, to nie wyobrażają sobie mojego domu bez tego łysola :)

  • Agnieszka

    Ja przystawiam swoje usta do ich ciała i wydmuchuję w nie ciepły oddech :D Zastanawia mnie czy taki kot- niewychodzący jest szczęśliwy. Wiem, wiem pewnie mruczy i wydaje się być zadowolony, biega po mieszkaniu, ale co ze stawami. Może wbrew pozorom poczułby prawdziwą radość i wolność po odkryciu nowych możliwości np. wdrapywania się po drzewach i swobodnego biegania po trawniku? Pewnie baliście, że zaginie albo ktoś go ukradnie, ale czy nie lepiej jest się trochę podenerwować na rzecz kota, który byłby w swoim żywiole? Albo ze względu na brak warunków zrezygnować z posiadania zwierzaka. Absolutnie nie chcę Was potępiać ani oskarżać o znęcanie. Wzbudziłaś moją ciekawość i chętnie poszerzę swoją wiedzę. Może znalazłaś przychylne opinie na temat trzymania kotów w mieszkaniach?

    • Nasza decyzja o zamieszkaniu z kotem, nie była podjęta pochopnie. Wnikliwie przestudiowaliśmy temat i dopiero po rozmowie z vetem, po dobrym przygotowaniu teoretycznym, po lekturze wielu wątków na „kocich” forach pojawił się u nas Rysio.
      Teraz już nie wskażę Ci dokładnie tego, co kiedyś czytałam, ale tak na świeżo – proszę bardzo:

      http://www.royal-canin.pl/blog/pl/2/61/Opieka-nad-kotem-niewychodzacym-z-domu

      http://kocietajemnice.pl/news-ekspert/30/ekspert.Krzysztof.html

      http://www.koty.pl/porady/art199,kot-wychodzacy-czy-niewychodzacy.html

      A w kocie futro też uwielbiam się wtulać :))

      • Agnieszka

        Muszę przestać komentować blogi późnym wieczorem. Zapomniałam o istotnym zabiegu jakim jest kastracja kota, która uspokaja jego instynkty. Mam nadzieję, że nie uraził Ciebie mój komentarz i dziękuję za linki do artykułów. Myślę, że można się pokusić o stwierdzenie, że ówczesne koty przestają być zwierzętami łownymi. Mam w domu dwa koty i gdy pojawiła się mysz (co kiedyś było nie do pomyślenia, żeby w domu z kotami były myszy)musiałam chodzić z kotem pod pachą i pokazywać mu gdzie jest myszka, bo sam jej nie wyczuł.

        • Wolałabym się nigdy nie przekonywać jak rudy potraktuje prawdziwą mysz :D

    • MJ

      Wiem, że temat kocich ‚spacerów’ już zamknięty, ale to, co chcę powiedzieć może zaskoczyć Cię jeszcze bardziej ;) Kota mam od około 8 lat, na początku chętnie wychodził na spacery i na smyczce zachowywał się, jak pies. Niestety, kilka razy udało mu się uciec z domu, ostatni raz jakoś 5 lat temu. Nie było go dwa tygodnie. Wrócił zachudzony i z ogromną raną pod pachą, którą zrobił sobie przekładając łapkę przez obróż (nie zdążyłam zdjąć po spacerze, a mały prawdopodobnie próbował zrobić to sam). Od tamtej pory boi się wychodzić na dwór. Próbowałam kilka razy z nim wyjść, ale kończyło się podrapaniami i szukaniem kota po całym osiedlu. Niedawno odważył się wyjść na parapet. Jego jedyny kontakt ze światem zewnętrznym to patrzenie przez okno i wciskanie noska w uchylone okno. Ale nie wydaje mi się żeby był nieszczęśliwy. Z resztą, to jego koci wybór ;)

  • fajny patent z tym drapakiem przy grzejniku :) my mamy kilkupoziomowy drapak pod sam sufit na szczęście koty nie drapią nic poza nim :)

  • 17 lat żyłam z kotem i zawsze mnie rozbawia, jak ludzie, którzy wcześniej z kotem do czynienia nie mieli są nim zdziwieni. Jeden da się wychować, inny wychowuje. Mają swój charakter i za to sierściuszki uwielbiam. W dodatku są przekomiczne. Obecnie kota mieć nie mogę, jednak zapewniam, że warto. Kocia natura jest wybredna, fochliwa, pamiętliwa, wymagająca, ale nic mnie tak nie rozluźniało jak mruczenie przez zaśnięciem. Gdy płakałam jako dziecko, przychodził się przytulać, gdy wyjeżdżałam na dłużej obrażał się na mnie, ostentacyjnie to pokazując, a i tak spał ciągle w moim pokoju. Zawsze się ze mną uczuł, przeszliśmy razem podstawówkę, liceum, pisaliśmy razem magisterkę. Koty są na prawdę cudne, tylko trzeba się nauczyć z nimi żyć :)

  • Moją kotkę trzeba „przeprosić” kiedy trzeba go przesunąć lub wykonać inną czynność, która może mu przeszkodzić w spaniu. Nie lubi jednak być brana na ręce, nigdy nie przychodzi na kolana, można ją tylko ewentualnie głaskać za uchem (najlepiej całymi godzinami. Nadal kocham psy, ale nie żałuję swojego wyboru. Mam cudowną kotkę brytyjską, dostałam ją na 30 urodziny aby godnie wypełniać obowiązki „starej panny”.

  • Alina
  • Sławek

    Hej Alina,

    Czytając Twoją historię, wydawało mi się, że czytam swoją :)) wszystko dokładnie opisane. My dodatkowo parę dni temu, zakupiliśmy drapak – a w sumie drapaki, i zmontowaliśmy z dwóch – jeden, duży – odpowiadający naszemu wystrojowi i pasujący wymiarowo między „łóżko a szafę” dzięki temu nasza kotka, dostała możliwość wchodzenia na szczyt najwyższy – szafę. Na drabinie umyliśmy szafę, daliśmy jej kocyk – i ot stało się. Nasz kić ma nowe, ulubione miejsce do spania.. Śpi na wysokości 2.20 patrząc na nas z góry :)

  • Ja mam psa, ale wbrew pozorom życia z psem też trzeba się nauczyć, bo pies jak kot również swoje upodobania ma.

  • O kurde na ten temat mogłabym długo pisać, ale postaram się streścić :D Gdy miałam kilkanaście lat przygarneliśmy malutkiego, całego białego kota z połamanym ogonem i obrożą z drutu na szyjce. I tak się zaczęło… obecnie liczba kotów w moim rodzinnym domu jest zmienna. 4 są pełnoprawnymi obywatelami,jeden jest mój osobisty – Rudolf (bardzo podobny do twojego Rysia :)) i niebawem przeprowadza się do mnie do Poznania, jeden pozostał po rehabilitacji i raczej już pozostanie (rozważam go jako towarzysza dla Rudolfa). I te kociaki sobie hasają po mieszkaniu jak po swoim pastwisku :D Leżanka na stole, legowisko na kuchennym parapecie, drapaki porozstawiane po kątach i kuleczki do zabawy pełzające po podłogach to standard, tak samo jak kocia sierść na każdej kanapie. Plus szwedzki stół na podłodze w kuchni – przecież każdy lubi jeść co innego ;D Wszyscy się już przyzwyczaili do uroku mieszkania z nimi. Jest wesoło ;] Jeden kot zapoczątkował zmiany nieodwracalene w moim domu i w sumie życiu całej familii… moja Mamuśka zaczęła dokarmiać koty na swojej działce i jeśli widzi, że jakiś zaczyna chorować, to w naszym mieszkaniu pojawia się tymczasowo nowy towarzysz. Nie biega on jednak ze wszystkimi, bo byłby to hardcore, ale mamy „specjalnie” wydzielony do tego pokój :D taki mały szpital dla kotów, gdzie jest ileś tam klatek dla potrzebujących leczenia. W skrócie moge powiedzieć, że koty uzależniają ;] a moja Mamuśka stała się na chwile nawet bohaterem lokalnej telewizji ;)) tu mały przykład, co robi mój Rudolf, gdy domownicy rozstawia swoje laptopy na stole, a on chce koniecznie się tam rozłożyć -> http://padusiowo.blogspot.com/2014/02/dzien-siersciucha.html Takie kocie niespodzianki lubię najbardziej :)))

    • Cudny opis i piękne zdjęcia! :)

  • Iza

    Pomysł z zabezpieczeniem balkonu świetny.
    Ja mam dwa koty, ale mają swoje miejsce w piwnicy, w lecie śpią w komórce pod schodami. Mieszkam w domu prywatnym, więc wszystko dało się zorganizować tak, żeby koty nie musiały za dużo przebywać w domu, a miały swoje odrębne miejsce.

  • Piękny jest Ryszard na tym zdjęciu!Koty są absolutnie cudowne! Bardzo mi się podoba drapak pod parapetem. Niedługo przeprowadzamy się z kotem na swoje, pewnie skorzystałabym z tego patentu, gdyby nie to, że okna będą od podłogi… Muszę je porządnie zabezpieczyć, nie wiem, czy moskitiera da radę :)Jakieś rady?

    • Porozmawiaj o tym najlepiej w miejscu, w którym będziesz zamawiać moskitierę. Rozwiązania są różne więc na pewno doradzą Ci takie najlepsze dla Ciebie.

  • Rysio jest przepiękny, taki rudy marzy mi się najbardziej, ach jak ja pragnę mieć kota, ale studenckie warunki lokalowe nie pozwalają mi na to, no chyba że mogłabym go trzymać w jednym pokoju, ale to chyba niemożliwe :)

  • Miyu

    Gorzej, jak ktoś uwielbia koty, a ma na nie uporczywą alergię :< Mnie to "choróbsko" trzyma już od 10 lat i wystarczy, że raz pogłaszczę kota, niechcący przetrę się po nosie lub oku, zaraz wszystko zaczyna mnie w środku swędzieć, alergiczny katar gwarantowany :( Dlatego nauczyłam się żyć bez tych słodkich istot.

    • A wiesz, że ja też mam alergie na koty? Tylko na mojego nie mam, odczuliłam się, a na całą resztę reaguję nie najlepiej.

  • Bardzo ciekawe instrukcje. Gdybym miał kota, to jak najbardziej skorzystałbym :)

  • Sylwia
  • Julia

    U mnie w domu ‚od zawsze’ były jakieś koty więc ich obecność jest dla mnie naturalna i nawet nie wiem jak to wygląda jak kot pojawia się nagle . Jak przeprowadzałam się na swoje, mój dotychczasowy kot został z mamą i postanowiłam zaadotowac swoje. Wzięłam dwa dorosłe egzemplarze ze schroniska i mimo że słyszałam wiele zniechęcających opinii uważam że to jedna z lepszych decyzji. Nie mam dużego mieszkania więc trochę się obawiałam że będzie im ciasno ( ale z drugiej strony klatka w schronisku i tak jest gorsza)i że będą miały kłopoty z przystosowaniem do nowego właściciela, domu i siebie nawzajem, ale na szczęście dość szybko mnie polubiły i jakoś się podzieliły przestrzenią a że nie ma mnie pół dnia to mają ze sobą nawzajem jakieś zajęcie. Na początku tak jak Ty- obserwowałam gdzie lubią spać i drapać i tam położyłam koce i drapaki i póki co nie odnotowałam większych zniszczeń.

  • Ja mam osobiście dwa i polecam nawet bardziej niż jednego dużo więcej zabawy a takie dwa szczęścia w jednym miejscu to mnóstwo miłości i futerka do pieszczenia.

  • Ania

    miałam kiedyś takie same taborety! :D
    u nas kot znalazł się całkiem przez przypadek i po części został wychowany przez psa. jego ulubione kryjówki to koszyk na lodówce (tam ma też swoją jadalnie) i szafa, gdzie może się wylegiwać na warstwach koców ;) i mimo tego, że całe życie jestem psiarą, nigdy nie chciałam kota, tak teraz nie wyobrażam sobie kota nie mieć. próbuję przekonać też do kota mojego chłopaka, ale ciężko mi to idzie haha :P

  • Klaudia

    Alinko uwielbiam Twoje posty, z reguły nie komentuję, ale pod tym no po prostu muszę!
    Rzczuliłaś mnie totalnie, może właśnie dlatego, że od niedawna mam moją druga połówkę w postaci malej kitki ;)
    Dodatkowo już niebawem przenoszę się do własnego M więc wszystkie Twoje rady dotyczace przygotowania mieszkania są dla mnie bardzo bardzo cenne. Wahałam się czy montować siatkę w oknie, ale teraz już wiem, że to zrobię.
    Zastanawiałam się czy koc na lodowce jest dobrym pomysłem – jest! :)
    I nie mam skrupołów już chyba żeby ozbyć się domku-drapaka z ktorego Karma i tak nie korzysta a zamiast etgo zaoferować jej dodatkowe drapaczki w całym mieszkaniu! :))
    Przede mną jeszcze wybranie miejsca na kuwetę (a właściwie znalezienia kompromisu pomiędy estetyką a zdaniem Karmy…)

    Na szczęście moja kitka uwielbia się przytulać i być brana na ręce. Dodatkowo to taki mój koto-pies: aportuje, umie siadać, prosić, a niedługo zaczniemy tez uczyć się podawac łapki – besta łapie w mig wszystkie sztuczki :D

    • Pozdrowienia dla Twojej Karmy :)
      O siatce w oknie pomyśl koniecznie, a najlepiej to o takiej porządnej moskitierze. Można je zamówić firmach zajmujących się sprzedażą żaluzji itd. i najlepiej powiedzieć, że to zabezpieczenie również dla kota, to z pewnością doradzą Ci najlepsze rozwiązanie.

  • a u mnie właśnie kuweta stoi w kuchni, blisko kociej stołówki, mamy takie specjalne miejsce pod kredensem, gdzie nie rzuca się w oczy, a że żwirek jest regularnie wymieniany, to też nie śmierdzi, więc lokalizacja wcale nie taka zła. co do ulubionych kryjówek, to moja mała kotka uwielbia włazić do komory na pościel w moim łóżku, wiem, którędy się wciska, ale nie mam pojęcia, jak się tam mieści :D ostatnio też, ku mojej rozpaczy, upodobała sobie suszarkę na pranie, wskakuje sobie na moje świeżo wyprane ubrania (zazwyczaj czarne, podczas gdy maluch jest biały!) i sobie leży:D za to mój duży grubas uwielbia szafy, często wskakuje na jakąś wyższą półkę i mości się za ubraniami :D

    jeśli chodzi o porównanie kota do dziecka, to coś w tym jest, ja na swoim blogu pisałam o tym, dlaczego kot jest lepszy od dziecka :D jeśli chcesz przeczytać, to zapraszam: http://m-ortycja.blogspot.com/2014/01/dzieci-sa-dla-ludzi-ktorzy-nie-moga.html

  • Ślicznego masz kotka.
    Ale czemu go nie wypuszczacie?

    Bardzo podobał mi się wpis, bo też jestem kocią mamą. :D
    Pozdrawiam!!

    • Nie wypuszczamy go, ponieważ mieszkamy w bloku i tak jest bezpieczniej.

  • Bardzo przydatny post dla kociarzy, sama nią jestem ;)
    Dodam tyle, że ci co mają tylko jednego kota nie wiedzą co tracą. To jest codzienny darmowy teatr i komedia w jednym. Uwidaczniają się zupełnie inne zachowania do naszej obserwacji. Kocie „rozmowy”, nawoływania, wzajemne czyszczenie futra. Galop wieczorny po całym mieszkaniu ośmiu łap, to nie to co czterech ;)
    Kiedyś miałam jednego kota, teraz mam dwa, a jak zamieszkam w domu z podwórkiem, to nie wykluczam i trzeciego.
    Przyzwyczaiłam się, że w domu jest wesoło i jak mała poszła na zabieg i starsza była cały dzień sama, to zrobiło się tak nagle… smutno i cicho.
    Zdjęcia moich kocic można oglądać w tym albumie KLIK
    Starsza przygarnięta zagłodzona z pod śmietnika, mała ze schroniska. Na początku się docierały, teraz są nierozłączne :)

  • aga

    Hej, ja nie mam kota, ale mój facet w domu rodzinnym ma. Jako osoba, która nigdy nie miałam zwierząt w domu, nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy mówią, że „to nie kot z nami mieszka, to on pozwala nam mieszkać u siebie” itp. Moim zdaniem zwierzę powinno mieć swoje miejsce w domu, pies wychowywany dobrze od małego wie, czego mu nie wolno, że nie ma siedzenia na kanapie i zostawiania sierści, a mój facet namawia mnie na kota. Ja sobie nie wyobrażam, żeby nagle kot miał mi zacząć chodzić po rzeczach, nie dać się pogłaskać po powrocie z pracy. Koty są bardzo specyficznymi zwierzętami, na pewno nie każdy je zrozumie i nie każdy powinien kota w domu mieć, np. ja:)

  • Ja mam dwa futra i kocham je ponad życie! Przyznaję, że czasami potrafią robić sobie ze mną wszystko to na co mają ochotę :)
    Też nie wyobrażam sobie życia bez nich, choć życie z tymi brudaskami nie zawsze jest łatwe :)
    A siatkę na balkon mam taką samą, z tym, że została już dawno poprzegryzana przez moje młodsze „dziecie” i w tym roku nadaje się do wymiany :)

  • Mariola

    Fotka tytułowa z „zakręconym” kotem – genialna :D

  • Gratuluje bardzo ciekawego wpisu. Ja mam psa i również musiałam do pewnych zachowań przywyknąć. pozdrawiam :)

  • „mama musi ubrać na siebie polar z długimi rękawami, skórzane rękawice i potraktować kota jak naleśnik, zawijając go w kocyk, a ja wtedy wyciągam po jednej łapie” – hahahaha! A sądziłam, że tylko u mnie w domu takie „patologie” :D Obcinanie pazurków wygląda u mnie identycznie, czesanie podobnie, bo ubieram skórzane rękawice i na zmianę biegam za Puszkiem i przed nim uciekam.
    Po kilku latach zganiania go ze stołów i blatów dałam sobie spokój – co z tego, że przy mnie nie wejdzie, skoro potem ja wchodząc do pokoju przyłapuję Puszysława na leżeniu albo myciu się w zakazanym miejscu? ;) Po 13 latach życia z kotem widzę, że funkcjonuje on o wiele lepiej, kiedy niczego mu się nie zabrania. Od kiedy nikt nie zgania go ze stołów, to przestał gryźć domowników i z odludka stał się strasznym pieszczochem :)

  • ANS

    Kocham koty, mamy cztery, tylko jeden był przyjęty świadomie, reszta została odratowana lub przyszła sama, w zimie, w noc gdzie było minus 30 stopni. Mamy psa, ale koty nim rządzą ;) Każdy kot jest inny, każdy ma swoj charakter, przyzwyczajenia, nawet i kulinarne. Kocham je bardzo, historie o nich mogę opowiadać godzinami. Wymagają wielu poświęceń, opieki, sprzątania, weterynarza – ale dają nam tyle miłości, przytulając się i śpiąc w nogach lub na poduszce…

  • Ola

    Sama już od jakiegoś czasu myślę o kociaku, jednak pojawi się on raczej w przyszłym roku akademickim po zmianie mieszkania na takie, gdzie właściciel zgodzi się na zwierzaka. Rady naprawdę pomocne ;)

  • Wiem coś o kocim życiu, na przestrzeni lat liczba kotów w moim domu wzrosła aktualnie do 3 – 2 kotki i kocur. Również powierzchnia 50-paru m2. I choć od czasu do czasu jeden z członków rodziny ma ochotę ukatrupić jednego z kotów, to tak na serio nikt nigdy nic nie zrobi, no bo to nasze urocze futrzaki, do tego wszystkie „znajdy”. Najlepsze jest to, że każdy z nich jest zupełnie inny. Jeden woli kanapę, drugi drapak, trzeci jest grzeczny. Jeden się bawi zabawkami, inny gryzie jak mu coś nie pasuje, a następnego można „zatarmosić” na śmierć. Również moje koty nie chadzają sobie na wolności. Ich cały zewnętrzny świat to balkon na 3 piętrze bloku, zabezpieczony siatką owszem – ale raz jedna z kocic chodziła sobie swobodnie po barierce, przyprawiając wszystkich o zawał serca.
    Generalnie chyba nigdy się nie zgodzę, że kota można wychować. O nie! To w końcu my jesteśmy ich „człowiekami” od miziania i dawania żarcia, a one są władcami świata :)
    Pozdrawiam :)

  • Też myślał że miejsce kota jest na podłodze. Pewnie dla tego mój już zdobył karnisz sufitowy, żeby mi udowodnić że nikt mu nie będzie mówił co ma robić…

  • Dzięki za informacje co do siatki. Mój kotek jest mega kapryśny i boje się go wypuścić na balkon bo może uciec, a ta siatka jest mega. A jak ją się przyczepia? głowie chodzi mi o tą siatkę „górną”. Moja Dyzia uwielbia zwykłe reklamówki rozbiega się i wskakuje w nie. ;)

  • Gosia

    świetny post i wiele ciekawych pomysłów, najbardziej jednak spodobał mi się drapak pod parapetem i zastanawiam się jak został przymocowany?
    Poza tym z kuwetom mam ten sam problem, przede wszystkim ciągłe rozsypywanie żwirku przez kociaka dlatego poważnie zastanawiam się nad nauczeniem kota korzystania z toalety, do tego służą specjalne nakładki ale to się wiąże z dostosowaniem drzwi do łazienki czyli zamontowanie małych drzwiczek dla kociaka, zastanawiam się co o tym myślisz? pozdrawiam bardzo inspirujący blog

    • Kiedyś też myślałam o wc-kici ale trafiłam w poszukiwaniu opinii na jakieś KOCIE forum i porzuciłam ten plan. Taka toaleta to wygoda i komfort tylko dla człowieka – z wiadomych względów, natomiast kot stresuje się balansując na krawędzi muszli, no i w końcu dla zwierzaka to tez jest sytuacja intymna :P Poza tym nawet najzgrabniejszemu kotu zdarza się czasem poślizgnąć…
      Przy okazji remontu mamy zamiar umieścic kocią kuwetę w łazience i wtedy zamontujemy w drzwiach taką specjalną klapkę.

      • Gosia

        w takim razie muszę to jeszcze przemyśleć, dzięki za uwagę :)

  • Ankaa

    U nas obcinanie pazurów na pełnym luzie u obu. Niestety najpierw pojawił sie kocur a po prawie roku drapak więc kanapa zdrapana po całości, nasz błąd, Młody przyzwyczjony do drapaka.
    Ogólnie dajemy rade, tylko te kłaki fruwające wszędzie doprowadzaja mnie do szału ;)

    • A wiesz, że kilka dni po opisanej przeze mnie akcji „pazury”, spróbowałysmy wersję łagodną, tzn. ja z cążkami i kot u mamy na kolanach bez żadnego okrycia. No i siedział jak trusia i dał sobie zrobić co trzeba. Może jeszcze parę razy i da sobie z nim radę jedna manicurzystka :D

  • Ja mam dwa takie słodziaki w domu, dwie kocice, ale marzy mi się również taki rudzielec:) Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie kanapowania bez dwóch kotów gdzieś obok i tego szaleństawa podczas otwierania puszki z tuńczykiem:)

  • Jula

    Wiesz, że koty się czesze? Jeśli się ,,zatka” sierścią to może nawet umrzeć…

  • gosia

    Ja odnosze wrazenie,ze wiekszsc wlascicieli kotow jest nienoramlna. jak mozna dac sie zniewolic zwierzakowi? Wzielam kota , zaadoptowalam, bo kotu lepiej w domu, ma kuwete, jedzenie, cale mieszkanie do dyspozycji, ale…nie spie z nim, nie pozwalam wskoczyc na poscielone lozko. Nie reaguje na miauki, jak wiem,ze jest rano a ma wode i karme.. Zaraz mnie kociarze zaatakuja, ja sadze,ze zrobilam dobry uczynek, bo u mnie kotu lepiej niz w ciasnej klatce w schronisku..A kota to nie dziecko, wiec nie jestem na kazde miauczenie, nie dam mu wskoczyc do wyra, bo nie jestem zoofilka.

    • Ooo. A może podrzucisz jakieś wypróbowane sposoby na zminimalizowanie ilości kocich kłaczków w sezonie intensywnego linienia??? Jakiś skuteczny i sprytny sposób np. na wyczesywanie kota, który za tym nie przepada?

      • Ana

        Polecam, a wręcz zalecam odkurzacz z tzw. turbo szczotką, nieśmiertelne rolki do czyszczenia ubrań z Ikei (i zalecam je do kota, nie tylko do ubrań:), zwłaszcza przy egzemplarzach, dla których szczotka to wróg śmiertelny) i jesli jest opcja wypuszczanie kota na balkon przez cały rok, wtedy linienie ma szanse przebiegać jak u wolno żyjących kotów, zgodnie z porami roku, a nie jak u typowo domowych cały rok:)

  • gosia

    Co do kuwety. mam przesiewowa, bardzo duza i wysoka i zadnego zwirku mi kot poza nia nie wynosi, nie rozspypuje. Zwirek bentonitowy jest ciezki, wiec za kotem sie nie ciagnie. A wysoka kuweta nie pozwala, by kopiacy kot wyrzucal zwirek poza kuwete.

  • J,

    Też mam kota Ryszarda :D ale z takim imieniem go dostałam :P

  • w

    Witaj! Masz pięknego kota i bardzo zadbanego. Ja również kocham zwierzęta tyle, że bardziej lubuje się w psiakach. I tak oto z tej miłości stałam się posiadaczką pięknego, uroczego Mopsika :) muszę przyznać, że jest to wyjątkowa rasa, lubiąca się przytulać :)
    Mopsiki to straszne łasuchy, śpiochy i zaczepniki.. ach mogłabym tak pisać bez końca :) Dom na przyjęcie Mopsika też trzeba było przygotować i zaopatrzyć w kilka gadżetów do gryzienia, żeby jakaś przydatna rzecz nie stała się obiektem jego zainteresowania. Z wyjazdami nie mamy problemu ponieważ w mojej rodzinie tak wszyscy pokochali Mopsika, że bez problemu się nim opiekują pod nasza nieobecność.Pozdrawiam

  • Niedługo wprowadzamy do domu kota. Warto dowiedzieć się czegoś o jego nawykach. Zwłaszcza, że Kicia jest już wyrośniętym kotem domowo-leśnym. Zaskoczył mnie patent ze szurkiem obok kaloryfera. W kategorii aranżacji przestrzeni ciekawy przełamujący kanon dodatek. :)

  • Jola

    Mój kot w nosie miał drapaki i inne wynalazki przeznaczone dla futerkowej rasy. Drapał kanapę. A jak zmieniłam ją na nowszy model, też drapał, dokładnie w tym samym miejscu. Za to jest najczyściejszą kotką na świecie. Jak mieszkałyśmy na wsi (dość krótko), wychodziła do ogródka, ale zawsze wracała do domu załatwić swoją potrzebę do kuwety. Moja babcia była w szoku!

    • Znajomi poradzili sobie z drapaniem przyklejając taśmę dwustronnie klejącą w miejsce „upatrzone” przez kota i… poskutkowało :) Po kilku dniach kocisko straciło zainteresowanie drapaniem! Na pewno wypróbuję ten trik, gdy uznam, że gdzieś może się przydać.
      Szkoda, że nowej kanapy od razu nie spryskałaś takim preparatem z kocimi feromonami (dla ludzi niewyczuwalne) – zanim jeszcze kot zaczął ją „oswajać”. U moich rodziców to zadziałało :)

  • Marta

    Nie mam kota, a strasznie chciałabym mieć. Jedynym pocieszeniem jest przybiurowa kotka, którą zajmujemy się w pracy. Najdziwniejszy jest fakt, że można ją tulić caaały dzień i jeszcze się łasi. Chociaż większość kotów, które w życiu spotkałam spokojnie pozwalała się pogłaskać i pobawić i nie uciekały po minucie :p prędzej mi się zabawa nudziła.

  • Też mam kota. Niestety drapie tylko to, co nie jest drapakiem :) nie nabiera się tak jak twój :( A ogólnie to i tak łązi gdzie chce po domu, więc nie ma sensu nigdzie układać mu kocyków itp. Śpi w umywalce w łazience ewentualnie w pudełku na moim łóżku. U mnie możesz poczytać dość sporo z jego życia ;)

  • To drapak, który oryginalnie przykręcony powinien być do kwadratowej podstawy (o, taki http://www.zooplus.pl/shop/koty/drapaki_dla_kota/drapak_maly/100_cm/49253 ).
    Śruba, która przeznaczona była do zamocowania podstawy, jest teraz wkręcona do otworu w słupku i wykręcona na odpowiednią odległość, by dopasować dokładnie wysokość do odległości pomiędzy podłogą a parapetem. Dodane są jeszcze gumowe podkładki, żeby uniknąć „poślizgu”. Mam nadzieję, że coś zrozumiałaś z moich zawiłych wyjaśnień :D
    Marzył nam się zawsze taki drapak-drzewko jak z Twojego pomysłu, niestety brak miejsca nie pozwala. Życzę Ci udanej realizacji :)