„Sztuka prostoty” Dominique Loreau. Co o niej myślę?

„Sztuka prostoty” to kolejna książka – zaraz po „Paryskim szyku” i „Lekcjach Madame Chic”, o której naczytałam się recenzji naprawdę sporo. Część z nich w stylu hurraoptymistycznym, część usiłujących zniechęcić mnie do czytania. Jaka naprawdę jest ta książka? Rzecz jasna, o tym musiałam się przekonać samodzielnie.

 

 Moje refleksje po lekturze „Sztuki prostoty”

Minimalizm inspiruje mnie już od dłuższego czasu, więc bardzo chętnie sięgam po kolejne pozycje poświęcone tej tematyce. Na zdjęciu poniżej możecie podejrzeć spis treści, który przybliży Wam podejmowaną w książce tematykę. W dużym uproszczeniu ta książka jest o… wszystkim. O tym co jeść, w co się ubierać, jakich kosmetyków używać,  jaką aktywność fizyczną uprawiać, jakie przedmioty kupować, w jaki sposób wycierać się ręcznikiem i oczywiście – w jaki sposób myśleć. O ile dwa pierwsze rozdziały były dla mnie interesujące, to rozdział trzeci – traktujący o minimalizmie w odniesieniu do naszego umysłu – wolałabym przeczytać w formie kilkustronicowego streszczenia. Stanowczo zbyt wiele było w nim odniesień do wewnętrznej energii, chi i innych tego typu pojęć czy zjawisk.

Sztuka prostoty - Designyourlife.pl

Zgadzam się z Panią Dominique Loreau, gdy pisze, że prostota jest piękna. Mam ochotę przyklasnąć jej, gdy przekonuje, że wyzwolenie się od chęci „posiadania jak najwięcej” pomaga dojrzeć w życiu ważniejsze rzeczy i zrozumieć ich rzeczywistą wartość. Podoba mi się nieuzależnianie własnej samooceny od ilości posiadanych przedmiotów i  poszukiwanie najwyższej jakości w każdej sferze życia – zarówno w odniesieniu do ubrań, spożywanych pokarmów, czy posiadanych relacji z innymi ludźmi. Mam ochotę zgodnie z wytycznymi autorki uprościć otoczenie, pozbyć się kolejnych ubrań, niepotrzebnych przedmiotów i zawsze dbać o nienaganną czystość i porządek. Podobają mi się sugestie autorki w temacie komponowania własnej garderoby, czyli ograniczeniu się do kilku bazowych odcieni i kilku ostrożnie dobranych czystych kolorów, dopasowaniu wszystkich elementów do własnej sylwetki, czy spójności wszystkich posiadanych elementów ze sobą. Autorka, o dziwo, nie sugeruje ograniczenia się do dwóch szarych, bawełnianych koszul, co biorąc pod uwagę całość książki byłoby chyba bardziej w jej stylu ;)

Jednak Pani Dominique totalnie nie przekonuje mnie pisząc, że prawdziwy sens życia odkryję dopiero wtedy, gdy będę jeść skromnie, prosto, regularnie pościć, przekonam się czym jest prawdziwy głód, będę regularnie szorować całe ciało szczotką (na sucho), wycierać się szorstkim ręcznikiem, a twarz, ciało, włosy i paznokcie nacierać tylko i wyłącznie oliwą.

Odniosłam wrażenie, że „Sztuka prostoty” jest nie do końca udanym połączeniem kilku książek, które już wcześniej czytałam:

– w „Lekcjach Madame Chic” rozwinięty był temat minimalistycznej garderoby i oszczędnego stosowania kosmetyków.
– w „The Magic” Rhondy Byrne omówiony był temat kontrolowania naszych myśli i odczuwania wdzięczności za to, co posiadamy.
– w „Skup się” Leo Babauta omówił temat  upraszczania życia, swojego otoczenia, liczby obowiązków, skracania liczby zadań.

I moim zdaniem autorzy trzech powyższych pozycji zrobili to wszystko lepiej niż Dominique Loreau, bo czytając każdą z tych książek nie miałam wrażenia, że ich autorom lekko na punkcie tego całego minimalizmu odbiło. Prostota u Dominique wydaje mi się być potraktowana ze zbyt dużą powagą, jak religia, jak najwyższa wartość.

Sztuka prostoty - Designyourlife.pl

Nie lubię czytać tekstów w stylu „Czi zależy od przedmiotu, na który przechodzi, od jego formy i materiału. Kurz i brud są ulubionym schronieniem energii czi, znajdującej się w stanie zastoju, niszczącej harmonię”. Strasznie działał mi na nerwy również sposób prowadzenia przez autorkę narracji. Wiecie, co mam na myśli? „Zbyt wielka liczba rzeczy zabija pojedyncze przedmioty. Nadmiar stymulacji zwraca się przeciw człowiekowi, który nie jest już zdolny do uruchomienia swojej wyobraźni pod wpływem tego, co proste. Harmonia kolorów oraz szlachetnych materiałów daje odpoczynek oczom i dłoniom.”

„Sztuka prostoty” jest w moim odczuciu mocno przesadzona. Osobiście wybieram prostotę, skromność i minimalizm w wydaniu Jennifer L.Scott (część trzecia „Lekcji Madame Chic”, czyli „Jak żyć z klasą” mówi w dużej mierze o tym samym – o rozwijaniu swojego umysłu, życiu z pasją, walce z konsumpcjonizmem, obcowaniu ze sztuką, czy docenianiu małych rzeczy), albo w wydaniu Styledigger, która nazywa je w swojej bardzo ciekawej recenzji po prostu zdrowym rozsądkiem.

 

Jest to interesująca książka, ale warto zabierać się za nią tylko i wyłącznie wtedy, gdy potrafi się ją potraktować z odpowiednim dystansem. Czytaliście? A może dopiero planujecie przeczytać, żeby wyrobić sobie własną opinię?

  • Geodetka

    Mimo, że z tego co kojarzę książka została wydana kilka lat temu, ostatnio zrobiło się na jej temat dość głośno. Ciekawa recenzja, zachęciła mnie do przeczytania, ale za Twoją radą zachowam dystans :) Chętnie sięgnę także po pozostałe książki, o których tu wspomniałaś.

  • Mnie zdecydowanie zachecilas do kupienia „Paryskiego Szyku”. Mam nadzieje, ze w najblizszym czasie gdzies ja znajde.

  • O tej książce też bardzo wiele słyszałam, nie miałam jednak okazji jej sama przeczytać. Jednak bazując na Twoich odczciach, że książka nawołuje to religi, ducha to ochota na jej przeczytanie mi się automatycznie zmiejsza. Kwestia skromego jedzenie i poszczenia absolutnie do mnie również nie przemawia. Minimalizm minimalizmem ale odpuszczać sobie pysznego jedzenia na samej idei? O to co to nigdy w życiu!

    • Odnosząc się do tego, co napisałaś o swoim podejściu do jedzenia, to spodobało by się się podejście do odżywiania się autorki „Lekcji Madame Chic” :)

  • Zuza

    Zdecydowanie masz rację. Czytałam też sztukę minimalizmu tej samej autorki i tam jeszcze głębiej wchodzi w religijny wręcz aspekt prostoty i porządku. Kilka pomysłów wartych zastosowania, pozostałe jednak są ukazane w tak wyolbrzymiony sposób, że zamiast zainteresować, wywołują… strach?

  • Nie czytałam, zastanawiałam się nad jej kupnem, ale chyba jednak zrezygnuję. Z tego co piszesz wynika, że nie spodoba mi się, przejrzę ją a później będę chciała się jej pozbyć. Ja sobie ze spokojem dążę do minimalizmu w zdrowym znaczeniu tego słowa, sama doskonale wiem co jest dla mnie dobre, nie będę się wpędzać w jakąś paranoję ;)

  • Witaj:-)
    Mozesz napisac jakiej firmy masz czytnik?
    Pozdrawiam:-)

    • Na zdjęciach jest mój iPad.

  • Początkowo byłam pod wrażeniem tej książki, jej idei i filozofii i rzeczywiście odniosłam wrażenie, że w sumie nie potrzebuję np. tony kosmetyków i wystarczą naturalne olejki itp. Oczywiście jestem wielką fanką minimalizmu i tak jakby ta ksiązka wpisuje się w to, ale z drugiej strony po prostu lubię otaczać się ładnymi przedmiotami, których czasami jest po prostu… wiele. :) Myślę, że warto przeczytać, wyłuskać coś dla siebie, dopasować to do własnego stylu życia. Buziak!

  • Książka wydaje się bardzo ciekawa.

  • Język rzeczywiście patetyczny i pompatyczny. Czytałam jakieś trzy lata temu. Wówczas była to pierwsza książka traktująca o prostym życiu. W gazetach nie poruszano, tych tematów, na blogach również. W dzisiejszych czasach rzeczywiście można ją postrzegać jako mało inowacyjną, ale trzeba pamiętać, że była jedną z pierwszych bo wydana w 2011 roku a „lekcje..” w 2013.

    • Sylwia

      Zgadzam się z Tobą, była to jedna z pierwszych książek tego typu. Również czytałam ją w 2011 r. i do tej pory stoi u mnie na półce z książkami. Byłam nią zafascynowana, to w sumie od tej książki zaczęła się moja przygoda z minimalizmem. Oczywiście nie brałam sobie wszystkich rad do serca, wyłuskałam jedynie to co mnie zainteresowało i przekonało. Mam do tej książki wielki sentyment :)

      • Ja też wyłuskałam z niej dla siebie do, to było dla mnie ważne – dlatego nie odradzam nikomu jej czytania, wprost przeciwnie, ale ZAWSZE z dużym dystansem. Co do dat wydania książek – to prawdę mówiąc nie sprawdzałam ich, nie wiedziałam, że „Sztuka prostoty” była pierwszą publikacją tego typu.

  • Ooooo skoro ton w tej książce uznałaś za pretensjonalny to pod żadnym pozorem nie sięgaj po „sztukę minimalizmu”. Jest moim zdaniem, bardziej konserwatywna i jeszcze bardziej (o ile to możliwe) irytująca. Porady w stylu wyrzuć wałek i wałkuj ciasto butelką, oddaj skaner, po to aby za kilka stron przeczytać, żeby ważne rzeczy zeskanować i ich nie przechowywać (zaraz, zaraz, przecież już nie mamy skanera :/) Myślę, że na styl pani Loreau wpływa fakt, że mieszka w Japonii i chyba chce być bardziej japońska, od wszystkich mieszkańców razem wziętych.

    • Ania

      Hihi z tym skanerem to faktycznie niezłe! Cieszę się, że są osoby, które (podobnie jak ja) nie podchodzą do książek bezkrytycznie tylko dlatego, że akurat jest na nie moda.
      Ja kilka podobnych absurdów znalazłam we wspomnianych „Lekcjach Madame Chic”, nad którymi zachwytów zupełnie nie rozumiem (część porad oczywistych, pozostałe niespójne). Każdy ma swój gust i ważne, żeby nie zapominać o tym pod wpływem blogów i książkowych mód.

  • Ja nie czytałam i nie wiem czy do niej zajrzę. Na półce leży „Sztuka sprzątania” i myślę, że po niej dopiero zadecyduję, czy będę czytać inne książki tej autorki. Ale po Twojej recenzji raczej bym po nią nie sięgnęła, bo dla mnie najważniejszy jest umiar we wszystkim co robimy, bez popadania ze skrajności w skrajność.

  • Zamówiłam ją sobie w bibliotece, zobaczę „z czym to się je” :)

  • Gdzieś ostatnio czytałam na jakimś blogu, że ta książka nie należy do udanych, jak widać – też to potwierdzasz. Zachęciłaś mnie do przeczytania Madame Chic :)

  • Sylwia

    Uwielbiam ta książkę, jak każdy poradnik trzeba ja czytać z dystansem. Są lepsze i gorsze wątki poruszone w ” sztuce prostoty”. Jestem z nią szczególnie związana, bo to właśnie od niej zaczęła sie moja przygoda z minimalizmem :) nawet nie wiesz jak sie ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, ze napisałaś o niej recenzje ;)

  • Mam trzy książki z serii „Sztuka…” i każda jest lekko mówiąc nawiedzona. Trzeba potraktować je z dużym dystansem i zaakceptować tylko niektóre rady.

  • Swego czasu dużo czytałam o tej książce i chciałam ją przeczytać. Chwilowa „faza” minęła i jakoś nie jest to już książka, którą muszę już, teraz przeczytać. W zasadzie teraz szukam innych książek, które chce przeczytać a do tej może kiedyś wrócę przy okazji.

  • jamaszka

    Czytałam i mam te same odczucia.

  • Racja, czytając ją ma się wrażenie, że komuś odbiło i ciężko stwierdzić czy autorce, czy czytającemu, że nie traktuje tego tak poważnie.

    Od tej książki zaczęły się moje czystki, a raczej próby robienia czystek wśród rzeczy zbędnych. Zgadzam się – trzeba tutaj wszystko dzielić przez pół, żeby nie oszaleć.

    • Mnie również zainspirowała do kolejnych czystek… to bardzo przyjemne, gdy ilość przedmiotów wokół nas – tych niepotrzebnych – znacznie się zmniejsza.

  • Ewa

    Czytałam ją kilka lat temu. Książkę kupiłam, bo bardzo urzekł mnie tytuł. Pamiętam, że czytałam ją z dużym zainteresowaniem. Trafiłam w niej na kilka bardzo cennych spostrzeżeń, dla których naprawdę warto było ją przeczytać, ale odczucia mam podobne – większość rad mnie nie przekonała i uważam, że bez dystansu nie ma co się brać za tę książkę. Rozdział o ciele bardzo mnie drażnił, a ten o umyśle właśnie nie, wybrałam sobie z niego kilka spostrzeżeń, z którymi się po prostu zgadzam. Oczywiście nie ze wszystkimi. ;)

    Mimo wszystko wciąż trzymam tę książkę na półce, bo do pojedynczych „podrozdziałów” zdarza mi się jeszcze wracać. :)

  • Pisałam o niej nie tak dawno w poście o książkach, które mnie zmieniły. Głównie dlatego, że czytałam ją dobrych parę lat temu. Wtedy minimalizm nie był tak popularny jak dzisiaj i po prostu patrzyło się na tą pozycję z trochę innej perspektywy (zgadzam się z tym, że zalatuje trochę minimalistyczną sektą). Mnie otworzyła oczy, dała wiatr w żagle do zmian. Była tylko impulsem (zgodzę się, że jest zalatuje nieco sektą ;)), który pozwolił mi wprowadzić w życiu wiele pozytywnych zmian (bardzo podoba mi się idea „mniej znaczy więcej” dzięki które ograniczyłam liczbę jednakowych przedmiotów na korzyść ich jakości np. kupiłam porządną, ręcznie szytą, skórzaną torebkę).

    W temacie minimalistycznego jedzenia nie zgadzam się oczywiście ze wszystkim, ale jednak powrót do prostych dań jakie kiedyś się jadało ma w sobie wiele uroku. W zeszłym roku już po raz drugi wprowadziliśmy w domu minimalistyczne obiady w adwent. Zupełnie proste ale treściwe jedzenie, bez ochów i achów (np. ziemniaki podsmażone z cebulą i curry, jajko sadzone i kefir). Uwierz mi, że świąteczne potrawy smakują wtedy o niebo lepiej ;) Pozdrawiam :)

    • Ehhh…..przepraszam za to powtórzenie w tekście. Miałam go oczywiście usunąć….

      • Koncepcja prostego, nieprzetworzonego, czystego jedzenia jak najbardziej do mnie trafia, jednakże alergicznie reaguję na wszelkie rady sugerujące mocne ograniczanie porcji i głodzenie się.

        • Ograniczanie porcji i głodzenie się to nie nie ;) Takie numery to nie ze mną ;)

  • Joanna

    Czytałam, lub raczej starałam się, jakiś czas temu, i zgadzam się, że nie jest to najpożyteczniejsza lektura. Autorka często sobie zaprzecza, książkę od połowy zaczęłam już kartkować i wyławiać tylko interesujące mnie tematy. Nie nauczyłam się niczego nowego, bardziej zirytowałam sposobem prowadzenia wątków. Nie przytoczę teraz konkretnych zdań, ale całość książki pozostawiła we mnie niesmak. Osobiście nie polecam, niewarto. W swoim zdaniu nie jestem chyba odosobniona: http://styledigger.com/2013/11/sztuka-prostoty.html

    • Joanno, zalinkowałaś w swoim komentarzu recenzję, do której sama nawiązałam w swoim poście, bo uważam ją za bardzo interesującą. Trochę nie rozumiem? :)

      • Joanna

        Rzeczywiście, nie doczytałam do końca, już chciałam się podzielić swoją opinią ;) wybacz powtórzenie!

  • Zawsze lubiłam minimalizm, do dnia dzisiejszego nie noszę np biżuterii w ogóle. Ale jakoś nie odczuwam potrzeby czytania o tym. No może pozycja o minimalizowaniu obowiązków… tu jestem na tak ;)

  • Nie przepadam za takimi książkami. Mam wrażenie, że właśnie przez takie radykalne opinie i fanatyczne podejście minimalizm jest postrzegany negatywnie przez bardzo duże grono ludzi, którym wcale się nie dziwię. Bardzo lubię czytać Styledigger, i to określenie, na które zwróciłaś uwagę jest najtrafniejszym na jakie sie natknęłam. Zdrowy minimalizm, który ma służyć człowiekowi w prowadzeniu fajnego zbalansowanego życia jest właśnie tym – używaniem rozsądku przed podjęciem każdej decyzji zakupowej. To właśnie dzięki Asi zreformowałam swoje postrzeganie wielu rzeczy i w tej chwili uważam się za minimalistkę. Pani Dominique ma swoją filozofię bardzo restrykcyjną i ja bym się w jej stylu życia czuła źle. Lubię stonowane kolory, ale jak mi się spodoba jakiś ciuch co kompletnie od tej gamy odstaje, styl też zupełnie inny od reszty, ale wiem, że będę nosić – biorę! Warto pozwolić sobie na takie przyjemności, bo to takie drobne rzeczy właśnie dają nam uśmiech. A zamiast szczotkowania się na sucho lepiej czułabym się w zdecydowanie nieminimalistycznej kąpieli z wodą po szyję i olejkami.
    Po prostu nie dajmy się zwariować, wszystko jest dla ludzi, gdy tylko używamy tego z rozsądkiem i umiarem.
    Tak jak napisałaś – do takich książek należy podchodzić z dystansem i wszystko dostosować pod siebie i własne preferencje. Każdy będzie lepiej się czuł w innych zwyczajach.

  • Czytelniczka

    To jest tablet czy e-book ?

    • To jest e-book na tablecie (iPad).

  • Ula

    Alina, przeczytałam wszystkie twoje recenzje książek i zachciało mi się … czytać (2 lata nie nie wzięłam do ręki nic oprócz poradników marketingowo-blogowych!). ;)

    • Ula, to wielka strata! Też miałam takie czas, że czytałam tylko i wyłącznie różnego rodzaju poradniki. Nie ma to jak przeczytać od czasu do czasu fajną powieść :)

  • dzięki za tę recenzję, bo ciągle zastanawiałam się czy kupić tę książkę. chyba jednak wybiorę coś innego z tej tematyki, a jeśli będę miała okazję to do tej jedynie zajrzę.
    pozdrawiam!

  • Nie czytałam tej książki i… nie zamierzam. Nie podzielam idei minimalizmu więc to nie jest książka dla mnie.

  • znam magię szorowania na sucho (super dla osób walczących z toksynami) ale kurczę, jestem babą i lubię czasem wklepać sobie w tyłek pachnący balsam. Zgadzam się, prostota tak ale… pani Dominique ciut przesadziła i sama przedstawiła w krzywym zwierciadle idee które wyznaje :(

  • szorowanie suchej skóry szczotką jakoś na samą już myśl mnie unieszczęśliwia, grr. ale co do prostoty, wydaje mi się nadal, że faktycznie jest piękna. grunt to nie przesadzać. autorka tej książki chyba to jednak zrobiła. szkoda. pozdrawiam!

  • Jestem zwolenniczką minimalizmu i prostoty przede wszystkim w stylizacjach, ale generalnie chętnie bym przeczytała tę książkę :)

  • Widziałem, słyszałem – Ty przedstawiłaś ciekawą recenzję. Podoba mi się, że chwalisz i lubisz minimalizm. Jestem takiego samego zdania. Czasami mniej, oznacza więcej, a też warto mieć na uwadze, szczególnie w ubieraniu się, że w prostocie leży cała elegancja – to naprawdę wiele mówi….

    Pozdrawiam Cie Alinko

  • Świetna recenzja, nie będę marnowała czasu na czytanie tej pozycji :)
    Nie wiem czy czytałaś, ale mi natomiast nie za bardzo przypadł do gustu, „Minimalizm” Leo Babauta, po prostu prawie żadnej z zasad nie mogłabym wdrożyć do swojego życia. Chyba, że zrezygnowałabym z pracy i z siebie, z potrzeby do otaczania się pięknymi rzeczami, posiadania pamiątek czy wydrukowanych zdjęciami.
    Nie wyobrażam sobie np. zeskanowania wszystkich dokumentów i wyrzucenia ich wersji papierowych.
    Wyrzucenia wszystkich płyt cd czy dvd, nie wspominając o naszej małej ale bardzo klimatycznej kolekcji płyt winylowych, by całą muzykę przechowywać tylko twardym dysku.
    Do usunięcia wszystkich folderów w programie pocztowym i pozostaniu z pustą skrzynką odbiorczą (co akurat lubię w połączeniu z dobrze zorganizowaną resztą) i archiwum w postaci drugiego folderu.
    Ani sfotografowania wszystkich pamiątek i wyrzuceniu ich materialnej postaci.

    • „Minimalizmu” Leo Babauty nie czytałam i z Twoich spostrzeżeń wynika, że mi również nie przypadłby do gustu. Osobiście wolę chyba poprzestać na pozbywaniu się nadmiaru i wprowadzaniu ograniczeń, a nie na pozbywaniu się wszystkiego – bo tak, dla jakiejś zasady.

      • Moja siostra po jej przeczytaniu śmiała się, że wie kto się kryje pod pseudonimem Leo Babuta – nasz kochana Mama ;) ona jeszcze jak z nią mieszkałyśmy uwielbiała wyrzucać wszystko i wszystkim, a jej najlepszy sposób na sprzątanie to wyrzucanie ;) po co Ci bilet na Wieżę Eiffla? Przecież już na niego drugi raz nie wejdziesz, a wspomnienia masz w głowie, masz 5 sukienek? to o 6 za dużo ;)
        Teraz nawet nasza Mama się czasami z tego śmieje, ale tylko czasami ;)

  • Czytałam. Dla mnie strasznie rozciągnięte i powtarzane po kilka razy w książce te same frazy, nawet bez specjalnego układania je w inne zdania. Idea może i fajna, ale jako książka beznadziejna :P

  • Angela

    Widzisz – ile osób tyle opinii ;) Mi książka „Sztuka prostoty” bardzo przypadła do gustu, po jej przeczytaniu bardzo zainteresowałam się feng shui i właśnie tą „czi”. Ale prawdą jest, że autorka traktuje minimalizm trochę zbyt poważnie – jakby było to coś najważniejszego dla niej. No i to szorowanie i smarowanie oliwą też nie jest zbyt zachęcające…
    A teraz pytanie do Ciebie moja droga :) Jak osoba, która ciągle robi domowe DIY, ma piękny pokój z masą dodatków, stojaczków i innych bibelotków odnajduje się w minimalizmie? :D

    • Angela, staram się w nim odnaleźć – powoli, krok po kroku. Pozbywam się kolejnych przedmiotów i staram się zminimalizować różnego rodzaju swoje kolekcje, które nie są mi potrzebne.

      DIY faktycznie wprowadza u mnie ogromny chaos. Jaki mam sposób na ten bałagan? Wszystkie elementy do tworzenia biżuterii przechowuję w plastikowych pojemnikach, które mieszkają w swojej własnej małej komódce z IKEI, a na wszelkie inne przedmioty związane z DIY przeznaczyłam jedną szufladę i kartonowe pudło. To pozwala mi jako-taki nad tym wszystkim zapanować.

      Ilość stojaczków, koszyków i ekspozytorów w moim pokoju mocno ograniczyłam, ale nie zamierzam się pozbywać wszystkiego, bo za bardzo je lubię.

  • Beata

    Ale te stojaczki i dodatki są po to aby wszystko było na swoim miejscu co w efekcie tworzy minimalizm. U mnie panuje jeden wielki chaos, rzeczy mają różne miejsce i robią co chcą, ja podziwiam Alinę i inne osoby, że są w stanie wszystko posegregować i później jeszcze tego wszystkiego pilnować. Ja chyba się tego nie nauczę:(

  • Mnie do przeczytania zniechęcają fragmenty, które zacytowałaś. Książka nie jest napisana w stylu, który by mnie do siebie zachęcił. Nie bije z niego prostota. Oczywiście to tylko moje odczucia po kilku fragmentach.

  • Cytając tą książkę trzeba po prostu zachować zdrowy rozsądek. Wtedy można wyłuskać z niej te rzeczy, które konkretnej osobie się przydadzą. Jak ktoś zrobić wszystko zgodnie z poradami autorki, to przyjdzie mu wyrzućić wszystkie kosmetyki, 3/4 ubrań i rozpocząć kilkudniowy post :) Wszystko trzeba robić z głową, nawet czytać :)

  • Katarzyna

    Czytałam aż trzy pozycje tej autorki… i zgodzę się. mocno przesadzone w wielu momentach. Wart przeczytać, ale wziąć to do siebie ze sporym dystansem.

  • Ja też od jakiegoś czasu interesuję się minimalizmem. Co do książki, nie czytałam jej i chyba nie będę bo ma nie fajne opinie, ale pozostałe trzy, o których pisałaś wcześniej :)

  • Angie

    Hasło minimalizmu padło już z ust kilku blogerów, których regularnie czytam im. od Ciebie ;) Pierwsza moja myśl była taka, ha kolejna, krótkotrwała moda. Z tego też powodu nie interesowałam się wcześniej tym tematem, ale ostatnio zaczęłam odczuwać pewne przytłoczenie przez konsumpcjonizm. Zauważyłam, że sama zaczęłam dożyć do posiadania coraz większej ilości rzeczy (w moim przypadku głównie kosmetyków). Z tego powodu bardzo cieszę się, że opublikowałaś ten post. :) Żadnej z ww. pozycji nie czytałam, ale zdecydowanie zacznę od „Lekcje Madame Chic”. Co do „Sztuki prostoty” to może skuszę się na nią później.
    Dzięki za motywacje do zmian ;)

  • Miałam podobne odczucia po lekturze :-). A czytałaś Projekt szczęście Gretchen Rubin?

  • Miyu

    Już któryś raz z rzędu trafiam na post o podobnej tematyce, co mnie bardzo cieszy, bo bardzo lubię czytać o prostocie, minimalizmie :) Tak trochę nie na temat – spodobał mi się strasznie Twój tablet, aż chyba sama jak będę swój kupować to się zdecyduję na biały ;) Czytam Twojego bloga od kilku dni, ale już wiem, że zostaję tu zdecydowanie na dłużej <3

  • Hmnnnn, przeczytawszy Twoją recenzję chyba jednak będę polegała na Twojej recencji. Mnie też by wkurzały takie teksty. Ograniczenie konsumcjonizmu i docenianie małych rzeczy to też moja dewiza. Porządek w domu, to porządek w życiu (bez ekstremum, tak?) Ale ograniczenie jedzenia? No taka rada to do ludzi, którzy mają 20 kg nadwagi, albo codziennie wyrzucają pół lodówki przeterminowanego jedzenia.

    Aż się zastanawiałam, czy na prawdę wytrzymałaś do końca?

    Ja kiedyś miałam straszne wyrzuty sumienia, gdy nie doczytałam książki. Nie wiem, z jakiego to powodu. Aż koleżanka mnie zapytała: słuchaj, a jak oglądasz mega nudny albo durny film, to tez do końca? No nie. Wzięłam sobie do serca i mój minimalizm to: nietracenie czasu na coś, co mnie męczy :)

    Serdecznie pozdrawiam:)

  • irysowa

    jaki rodzaj ipada masz ? :)

  • Ola

    Zanim minimalizm pojawił się w księgarniach i internetach na szerszą skalę, mnie do pozbywania się zbędnych przedmiotów zmotywowała chęć zwiększenia przestrzeni wokół siebie i uporządkowania jej. Przeprowadziłam się z domu do mieszkania ;)
    W tej chwili muszę jeszce zmienić skład swojej garderoby (w czym pomoże mi poprzedni z Twoich postów) i opanować przepływ książek – nie przechowuję książek (tylko kilka ważnych) – zamiast tego, wymieniam się nimi z rodzinką.
    Co teraz czytam, i co pomaga mi posprzątać także w mojej głowie: „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (Haruki Murakami).

  • Poradnik godny Coelho. Po kilku stronach miałam dosyć :)
    Wydaje mi się, że do podobnych wniosków może dojść samodzielnie rozsądnie myślący szesnastolatek. Porządkowanie przestrzeni, minimalizm – tak.
    Dorabianie do tego ideologii? Nie, dziękuję ;)

  • Słyszałam od znajomej, że” to książka, autorstwa jakiejś totalnej wariatki”. Po przeczytaniu Twojej recenzji utwierdzam się w przekonaniu, że nie mam ochoty ani potrzeby sięgnąć po nią. Mój chłopak od jakiegoś czasu wprowadza u Nas w domu minimalizm ;) i wszystko idzie zgodnie z planem do momenu, gdy nie chce dokonać minimalistycznej rewolucji w mojej garderobie :D Muszę w końcu przeczytać jakąś książkę o tej tematyce, może sięgnę po którąś (najlepiej po wszystkie) z polecanych przez Ciebie :). Jednak zdecydowanie nie będzie to „Sztuka prostoty” :).

  • Magdalena

    Dopiero planuję przeczytać „Sztukę prostoty”, natomiast „Lekcje Madame Chic już prawie skończyłam i muszę przyznać, że rozdział o minimalistycznej garderobie niesamowicie mnie zainspirował. Nie zdawałam sobie sprawy z tego że z tak niewielu ubrań można wyszykować się na zupełnie różne okazje. Mam zamiar zastosować się do tego punktu ponieważ w mojej malutkiej studenckiej szafie którą dzielę z koleżanką nie ma miejsca na wiele ubrań. Od miesiąca regularnie uprawiam jogging oraz ćwiczę w domowym zaciszu także również zgadzam się z tym że po ćwiczeniach człowiek ma lepsze samopoczucie. Minimalizm związany z całą filozofią zen jest troszkę „zbyt sztywny” jak dla mnie dlatego staram się traktować to trochę z dystansem i myślę że z takim podejściem czytanie „Sztuki prostoty” będzie przyjemnością :)
    Pozdrawiam

  • Bardzo przydatny post. Jakiś czas temu miałam wielką ochotę zamówić którąś z książek pani Loreau, ale na szczęście się wstrzymałam. Zrobił się swoisty boom na tę autorkę, ale z recenzji wynika, że albo się ją wielbi albo nie do końca rozumie. Najlepiej przeczytać samemu i wyrobić sobie własne zdanie, ale osobiście jednak nie jestem w stanie przebrnąć przez tego typu poradniki, zwłaszcza jeśli jest napisany w narracji o jakiej wspomniałaś. No nic, przynajmniej kilka dyszek zaoszczędzonych ;)

  • nie czytałam, ale któryś już raz słyszę o tej książce mniej więcej to, co napisałaś, że pewne rzeczy sa jak najbardziej okej, natomiast z niektórymi autorka troszeczkę przesadza i „wczuwa” się.
    Jak dostanę tę książkę w swoje ręce, to sama z ciekawości przeczytam ;)

  • Jestem w trakcie czytania tej książki. Początkowo miałam duży dystans, myślałam, że będzie to kolejny głupiutki poradnik, ale ku mojemu zaskoczeniu okazało się zupełnie inaczej. Podoba mi się to, co pisze autorka na temat wnętrz, garderoby i kosmetyków. Myślę, że warto się zainspirować i zrobić według własnego uznania :)

  • Czytałam kiedyś. Naiwna miejscami, ale idea sama zacna. Popieram. Nic nie będzie wieczne, po co mieć tyle i nieść ze sobą taki bagaż przez życie. A także sama myślenie minimalistyczne. Nie zawsze lepiej jak jest więcej – stając w opozycji do Kalibra 44. :D Pozdrawiam!

  • Shield

    W ramach ćwiczenia angielskiego ;) polecam bardzo ciekawy blog Minimalistów – Ryana Nicodemusa i Joshui Fields Millburna, theminimalists.com

    Ich historia jest bardzo poruszająca, a książka Minimalism: Live a Meaningful Life zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

    Podeszli do sprawy podobnie jak Babauta, z perspektywy krok po kroku, w formie zabawy, głębokich przemyśleń i ulepszania swojego życia.

    Autorka Sztuki prostoty sili się na poradnikowość. Minimaliści z kolei najpierw wszystko wypróbowują, a potem się tym dzielą. Nic nie jest na siłę i nie jest zaleceniem: „zrób tak czy owak”.

    Bardzo polecam!

  • Pingback: Jak przechowywać torebki? Organizacja w szafie. | Design Your Life()

  • Nie lubię tego rodzaju poradników, co nie zmienia faktu że okładka jest świetna:)

  • Karolina

    Widziałam dziś w EMPiKu sporo książek autorstwa Dominique Loreau, ale po Twojej recenzji i opiniach w komentarzach, bałam się w ogóle spojrzeć w ich stronę.

    Zwróciłam jednak uwagę na „Lekcje Madame Chic”, książka mnie zaintrygowała i chyba do niej zajrzę.

  • AnkaSkakanka

    Wreszcie znalazlam recenzje, ktora jest bliska temu co sama o tej ksiazce sadze. Choc dla mnie ta pozycja byla jeszcze bardziej nie do zniesienia. Minimalizm jako jedyna sluszna religia, sekciarskie stwierdzenia i czarymary o energii to nie dla mnie. Zdecydowanie odradzam te ksiazke, strata czasu.

  • Anita

    Po prostu autorka tej książki jest bardzo wpatrzona w „czi”. :D Ja posiadam jej książkę „Sztuka minimalizmu” i czuję się, jakbym czytała recenzję tej książki. Niby fajna, daje do myślenia, ale czasami porównania do buddyzmu sprawiają, że ma się ochotę już wyrzucić tę książkę! Gdybym chciała poczytać o religii zabrałabym się za coś innego. :-) Pozdrawiam!

  • an.

    Mam pytanie: gdzie udało ci się dorwać tę książkę w wersji elektronicznej? Szukałam po różnych empikach, amazonach i nic…

    • Nie pamiętam już niestety :(

  • Ewa

    Zgadzam się z Tobą absolutnie, też uważam, że autorka troszkę „popłynęła” i niektóre rady są dość ekstremalne;) Za to bardzo bardzo podobała mi się jej „Sztuka minimalizmu” – uważam, że to właśnie bardziej wysublimowana, racjonalna i mniej odrealniona wersja „Sztuki prostoty”, nie ma tam żadnych postulatów o odrzuceniu wszelkich kosmetyków i zainwestowaniu w olej z awokado (moja koleżanka próbowała – horror), za to jest bardzo dużo praktycznych porad, jak uprościć życie, otoczenie itd. na co dzień. Polecam:)

    • Karolina

      nie widzę nic złego w stosowaniu oleju awokado – osobiście używam arganowy – do ciała twarzy włosów i uważam, że to najlepszy kosmetyk pod słońcem, cudownie nawilża skórę i włosy (żadne kremy, maseczki czy odżywki nie dawały rady mojej suchej cerze oraz przesuszowi na głowie ;) ) ale o sztuce minimalizmu myślę, aby przeczytać bo sztukę prostoty już czytałam – pozdrawiam :-)

  • Cześć, zapisuję sobię na listę książki, które wymieniłaś.:) Ze swojej strony polecam książkę „Minimalizm po polsku”, który dał mi bardzo do myślenia.:)