Zastanów się dobrze przed ślubem, czy musisz…?

Jesteś właśnie w trakcie organizacji ślubu i wesela? Jeżysz się na te wszystkie „trzeba”, „powinno się”, „bo tak wypada”? Zebrałam specjalnie dla Ciebie kilka zagadnień, które warto intensywnie przemyśleć przed organizacją tego wyjątkowego dnia w swoim życiu – a czasem nawet podjąć decyzję na przekór wszystkiemu, co dyktuje bliższe i dalsze otoczenie…

W dzisiejszym wpisie nie mam zamiaru przekonywać kogokolwiek do mojego własnego zdania i moich własnych wyborów. Nikogo nie zamierzam też oceniać i mówić co jest dobre, a co złe. Wiem, że temat jest bardzo delikatny i absolutnie nikogo nie chcę urazić! Jedyne, co mam na celu, to skłonienie planujących swój ślub i wesele do zastanowienia się na „spokojnie” nad kilkoma kwestiami. Wydaje mi się, że wielu młodych ludzi może mieć tutaj niekoniecznie dobre skojarzenia, głównie z uwagi na niektóre okołoweselne zwyczaje i tradycje. Jeszcze nie dotarło do nich, że mają prawo je pominąć i zrobić tak, by potem wspominać wszystko bez zażenowania.

Zastanów się dobrze przed ślubem, czy musisz…

Zacznę z grubej rury – wiem, że to zdecydowanie najbardziej delikatna część.

…BRAĆ ŚLUB KOŚCIELNY?

Jeśli jesteś wierzący, a Twoja wiara jest dla Ciebie bardzo ważna – nie musisz czytać dalej. To oczywiste, że weźmiesz ślub zgodny z Twoim wyznaniem.

Mam jednak wrażenie, że dla większości par ślub kościelny stał się oczywistą oczywistością – bez względu na to, czy są wierzący, czy też nie. A bardzo często jedyne kierujące nimi powody to „dziadek zagroził, że nie przyjdzie na ślub, jeśli nie pobierzemy się w kościele”, albo „rodzice nie dadzą kasy na organizację, jeśli zdecydujemy się na ślub cywilny”. Słyszałam takie teksty od wielu par w moim otoczeniu, SERIO. Bierzesz ślub kościelny tylko dlatego, że wszyscy tak robią? Bo chcesz założyć długą suknię z gigantycznym trenem? Bo chcesz mieć takie piękne, robiące wrażenia zdjęcia z przysięgi w pięknym kościele?

Nie chcę Cię do niczego namawiać – odpowiedz sobie po prostu tak całkiem szczerze DLACZEGO to robisz. Jak będziesz się czuć ściemniając u spowiedzi, że wcale nie mieszkasz od pięciu lat lat ze swoim narzeczonym, a ostatnim razem u spowiedzi wcale nie byłeś w szóstej klasie podstawówki? Dodając na końcu, że żałujesz i obiecujesz poprawę? Bo musisz przecież dostać po fakcie od księdza potwierdzający podpis…

Ślub cywilny to nie jest jakiś „gorszy ślub” i nie mówię tego tylko dlatego, że sama taki brałam, a teraz szukam usprawiedliwienia. Po prostu bądź uczciwy. Nie zaczynaj wspólnej drogi od jednej wielkiej ściemy. Nie rób tego tylko po to, by uszczęśliwić któregoś z członków swojej rodziny. Bądź szczery sam ze sobą. Możesz zorganizować sobie dokładnie taki ślub i wesele, o jakich marzysz, bez względu na to, czy będzie to ślub brany w kościele, czy poza nim.

…KUPOWAĆ TĘ ABSURDALNIE DROGĄ SUKNIĘ W SALONIE SUKNI ŚLUBNYCH?

Szczególnie, gdy nie masz wielkiego budżetu na organizację, albo za wszystko płacą Wasi rodzice, którzy musieli z tej okazji wziąć kredyt. Zastanów się po prostu, czy strój kosztujący często wiele tysięcy złotych, który zakładasz ten jeden, jedyny raz, to aby na pewno sensowny wydatek.

Nie ma nic gorszącego w wydawaniu wielkich pieniędzy na ślub – pieniędzy, które SIĘ POSIADA. Tak naprawdę, to nic mi do tego, na co je wydajesz. Po prostu: pomyśl jeszcze raz, czy targowanie się (bo budżet się nie spina) ze swoim fotografem ślubnym i DJem o kilkaset złotych – za ich ciężką pracę – jest w porządku, gdy nie jest Ci szkoda dorzucić tysiaka na koronkowe bolerko, które założysz na pierwsze dwie godziny imprezy.

Suknia kupiona w salonie sukni ślubnych nie jest jakaś „bardziej” ślubna :) Fantastyczne sukienki możesz uszyć u krawcowej, zamówić na Zalando, albo… znaleźć na wyprzedaży w H&M. Suknia ślubna nie musi mieć metra średnicy i piętnastu halek. Nie musi nawet być biała! Zastanów się po prostu, czy ten cały przepych i przebieranie się za księżniczkę jest na pewno w Twoim stylu. Jeśli tak – szalej. Jeśli od zawsze nie do końca Cię to wszystko przekonywało, ale tak wypada, to – po prostu zastanów się jeszcze raz.

…ZAPRASZAĆ TYCH WSZYSTKICH LUDZI, KTÓRYCH IMION NIE PAMIĘTASZ?

Organizacja ślubu i wesela wiąże się ze sporym stresem i wieloma emocjami. Zastanów się tak szczerze, przed sobą – czy nie byłoby fajnie, by w Twoim wyjątkowym dniu otaczali Cię wyłącznie ludzie, których uwielbiasz? Którym zależy na Twoim szczęściu? Osoby, przed którymi nie musisz się stresować małymi wpadkami i tym „co ludzie powiedzą”?

Nie słyszałam jeszcze od nikogo, by żałował, że nie zrobił większego wesela. Wiele razy natomiast słyszałam w rozmowach słowa od małżeństw, że gdyby dzisiaj raz jeszcze organizowali wesele, to zdecydowaliby się na coś znacznie mniejszego i bardziej kameralnego. Jeśli masz dużą rodzinę – lista zaproszonych gości z automatu będzie dłuższa, jasna sprawa. Zrób sobie po prostu mocną selekcję i nie kieruj wyłącznie tym, że dziesięć lat temu ktośtam, kogo nawet nie pamiętasz, zaprosił na wesele Twoich rodziców, więc i na Twoim weselu też być muszą.

…CZY PODOBAJĄ CI SIĘ WESELNE ZWYCZAJE I ZABAWY?

Nie jesteś fanem tańców „z balonem”, czy biegania w czasie piosenki wokół ustawionych w okrąg krzesełek? Nie przekonują Cię te wszystkie zabawy polegające na rozbieraniu się na parkiecie, czy tańcach w pozycji leżącej? Sprawa jest prosta – wcale nie musisz ich mieć na swoim weselu i to naprawdę nie oznacza, że Twoi goście będą się na imprezie gorzej bawić. Pamiętaj o tym, że TY NIC NIE MUSISZ. Serio. Powtarzaj to sobie często. Po prostu zorganizujcie taką zabawę, na którą strasznie chcielibyście zaprosić swoich gości. Fajną imprezę, z fajnymi ludźmi, przy fajnej muzyce. Nie musisz zamawiać wielkiego tortu i kroić go drżącą ręką o północy, jeśli nie cierpisz tortów. Nie musisz rzucać bukietem i naprawdę możesz zapomnieć o oczepinach, bo nawet nie wiesz o co tu chodzi i po co to wszystko.

Mam nadzieję, że chociaż kilka par na chwilę zatrzyma się nad tymi ważnymi kwestiami. Jeśli ślub i wesele już za Wami – to może ktoś ma ochotę dodać coś jeszcze do mojej listy, również „do zastanowienia”? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!


♥ Znasz już pozostałe wpisy w mojej ślubnej serii? ♥


 

  • Brawo! Ja do tej listy dodałabym jeszcze tylko „zastanów się, czy w ogóle musisz brać ślub” ;) :D

    • Ha, no nie pomyślałam o tym, by dodać taki punkt :D

    • Bardzo słuszne pytanie;) Właśnie też miałam o tym napisać ;)

  • Bardzo spodobał mi się ten wpis. Kiedyś marzyło mi się duże wesele, na konkretnej sali w okolicy (aktualnie najpopularniejsza, więc terminy sięgają 2 – 3 lat), oczywiście piękna suknia, wszystko dopracowane do perfekcji. Ostatnie miesiące utwierdzają mnie w przekonaniu, że nie to jest ważne, że małe wesele, obojętnie jaka sala czy sukienka mogą być spoko, ważne jest to, żeby brać ślub z kimś, z kim naprawdę chce się spędzić życie. I żeby cała weselna otoczka nie przesłoniła tego najważniejszego celu.

  • Doskonale powiedziane, wszystko! Ja kiedyś marzyłam o wielkim weselu, księżniczkowej sukni i welonie, ale to było w okolicach podstawówki. Teraz chciałabym, żeby wszystko było minimalistyczne, kameralne, a zamiast weselnej imprezy – pyszny obiad w niewielkim gronie najbliższych. Bez zadęcia, lekko i po naszemu. :)

    • Tak naprawdę nie ma nic złego w marzeniach o takim wielkim, uroczystym weselu i sukni, jakie miałaś… jeśli tylko to cały czas jest zgodne z nami, a nie tylko dziecinnymi wizjami. Ktoś przecież może tego dalej naprawdę mocno pragnąć i nie powinien się z tego względu czuć źle. Najważniejsza ze wszystkiego jest ta organizacja W ZGODZIE ZE SOBĄ :)

  • Emilia Maciejewska

    Ze wszystkim się zgadzam :) Dodam tylko, że ostatnio koleżanka mnie uświadomiła, że istnieje coś takiego jak ślub kościelny z niewierzącym. Para bierze ślub „normalnie” tylko strona niewierząca nie uczestniczy w spowiedzi i komunii a podczas przysięgi pomija słowa o Bogu. Niestety osoba niewierząca musi uczestniczyć w naukach przedmałżeńskich oraz zadeklarować, że nie będzie stronie wierzącej broniła wychowywać dzieci w wierze katolickiej. Wymaga taki ślub zachodu, ale jest to do zrobienia.

    • Dzięki za ciekawy komentarz, może komuś się przyda :)

    • KarMagKat

      Jak najbardziej jest coś takiego. Tak samo jak można wziąć ślub z osoba innego wyznania. Moja znajoma brała ślub z ewangelikiem – sakrament i jego zobowiązania dotyczą tylko jednej osoby.

      • Faktycznie! Mama właśnie opowiedziała mi, jak jej koleżanka brała dwa śluby – jeden w swoim kościele katolickim, drugi w ewangelickim. Był rok 1983. Małżeństwo trwa do dziś, jak widać dla miłości nie ma przeszkód :))

        • Kasia

          No właśnie, ceregiele. Moim się nie chciało i pobrali się w cywilnym pałacu ślubów. Dzisiaj jest tam mBank…

  • Aż mi się ślub moich rodziców „przypomniał” (no cóż… nie byłam na nim, ale wiadomo o co chodzi :)). Mama w krótkich, prawie czerwonych włosach i srebrnej sukni z zasłon, a zamiast wesela obiad w chińskiej knajpce. No może kiedyś zobaczymy, czy odziedziczyłam skłonności do „dziwactw” ; ). Gena nie wydłubiesz

    • Srebrna suknia z zasłon? Chciałabym to zobaczyć :D Nasze mamy to musiały być kurcze pomysłowe :))

      • No cóż… Muszę przyznać, że była piękna. Moja mama to przede wszystkim miała ogrom odwagi, żeby przed księdzem i rodziną męża tak wystąpić, na szczęście miała wsparcie ; )

  • Justyna

    Jeden z lepszych postów. Kiedy czytałam o ślubie kościelnym to jakbym czytała swoje myśli ;) Niby teraz każdy ma bardziej luźne spojrzenie na ślub cywilny aniżeli w czasach kiedy brali ślub nasi rodzice to jednak jak mówię komuś, że planuję tylko cywilny to patrzą na mnie jak na ufoludka. A dla mnie po prostu obłudne byłoby branie ślubu kościelnego kiedy do kościoła mi nie po drodze.

    • Agnieszka

      No tak. Ale patrz z innej perspektywy: masz dzieci, posyłasz je do szkoły. Wszystkie koleżanki i wszyscy koledzy Twojego dzieciaka chodzą na lekcje religii, a Twoje w tym czasie siedzi na świetlicy ze świadkami Jehowy. Koleżanki będą mieć komunię w pięknych kiecuszkach, a Twoja córka nie. Wszyscy będą mieć świece i dostaną prezenty od chrzestnych, a Twoje dziecko nie.
      Podobne spojrzenie jest na ślub kościelny; w przypadku par, które chcą w przyszłości stworzyć rodzinę, ślub kościelny to niejako „ułatwienie”, by w przyszłości przyodziać swoje potomstwo w białe kiecki/komunijne… sukmany. Czy jak to tam. Żyjemy w kraju, w którym blisko 100% społeczeństwa deklaruje, że są katolikami – bo rodzina, bo tradycja, bo chrzest i komunia, bo chodzili na roraty i choinkę stroi się na święta.
      Mimochodem.

      • Kasia

        Zapewniam że siedzenie w świetlicy zamiast na religii z rozczochrana katolicka katechetka było powodem do zazdrości pośród moich podstawowkowych pobratymców. Bardzo serdecznie polecam!

  • Andzia

    Piękne :) To mój ulubiony temat, bo jak mówi moja znajoma – poszłam po bandzie ze swoim ślubem :D

    Dodam od siebie – czy faktycznie musisz ludzi ZAWIADAMIAĆ? Sama nazwa tego procederu mnie przeraża. A co ja kurna jestem przybytek publiczny, żyjący z cudzych podatków, że mam zawiadamiać, że biorę ślub? Bo co? Bo ktoś może by miał coś przeciwko albo chciałby mi coś powiedzieć z tej okazji? Mój ślub – moja sprawa. Ja nikogo nie zawiadamiałam, bo wyszłam z założenia, że skoro od lat nic o sobie nie wiemy, to co to zmienia, że ktoś się nagle dowie, że biorę ślub.

    Ale fakt – jestem ciężkim przypadkiem z wielu względów, bo niestety nie wywodzę się ze wspierającej i kochającej rodziny, więc chciał nie chciał mój ślub odbył się w najcudowniejszym na świecie gronie przyjaciół, a z rodziny tylko teściowie :) Było cudownie, wspaniale, och i ach :) nic bym nie zmieniła, no może zamówiłabym barszczyk do menu ;)

    • Dobra, ja nawet nie ogarnęłam, że powinnam kogoś o tym fakcie ZAWIADAMIAĆ :D W sensie, że listownie? I kogo? :)

      • Kes Qu

        Nie mam nic przeciwko zawiadamianiu ludzi którzy są dalszymi znajomymi, koleżeństwem z grupy, pracy czy miłymi sąsiadsmi itd. Wiadomo ze ich nie zapraszamy na samo wesele ale czemu nie mieliby uczestniczyć w ceremonii? Ja zawiadamiałam mailowo/messengerowo ;)

        • Wychodzi na to, że ja zrobiłam podobnie – po prostu wszyscy, z którymi mam jakikolwiek kontakt wiedzieli, kiedy się pobieramy. I wiedzieli, że to będzie niewielka, skromna uroczystość :)

      • Andzia

        Tak, nawet można kupić gotowe kartki, takie jak zaproszenia, ale mają na okładce zamiast „zaproszenie” napis „zawiadomienie” :D moje koleżanki wysłały takich tysiące :O

    • Możesz zawiadomić o ślubie osoby, które lubisz a np. nie masz możliwości zaproszenia ich na wesele. Działa od dawien dawna i nie jest dziwne ;)

  • jessi on

    Zgadzam się w 100%.. Na swoim weselu też zamierzam pominąć oczepiny, bieganie wokół krzeseł i inne zabawy :)

  • Bardzo dobry wpis :) jako kato-narzeczeni nie mieszkający przed ślubem ze sobą, nie mieliśmy wątpliwości. Ale ileż naszych znajomych miało 😱 jeśli zaś chodzi o imprezę, to prawda, że jeśli rodzice „płacą i wymagają”, to zupełnie inaczej patrzy się na całą organizację. Na szczęście nasi rodzice chcieli tego co my – ślubu w kościele i epickiej imprezy z muzyką z lat 80.i wódeczką :P

  • Już dawno postanowiliśmy, że jeśli będziemy brać ślub, to tylko cywilny. Ze względu na przekonania właśnie – po co kłamać w żywe oczy księdzu, drugiej połowie i gościom, że przysięga się przed Bogiem, jeśli to nie prawda? Ślub cywilny też można wziąć w pięknym miejscu :) Podobne odczucia mam z chrzczeniem dzieci, ku rozpaczy niektórych ;) dawno też uznałam, że wydawanie miliona monet na sukienkę na jeden wieczór to absurdalny pomysł i na pewno wolałabym tego uniknąć ;))

  • sophie czerymoja

    Podpisuję się rękami obiema ;d Nasz ślub był bardzo skromny, bez wesela i cywilny plenerowy, tak jak wasz :) przez to, że nie był kościelny część rodziny się od nas odwróciła, ale nie jest mi szkoda, bo straty kogoś takiego nie ma sensu żałować:)

  • Monika

    Ponieważ pochodzę z okolic Zakopanego, a nie czujr się goralka, u mnie takim zastanawianiem się był korowód druhen u druzbow ubranych w góralskie stroje. Ani mi się to nie podoba, ani nie spełniają żadnej funkcji, a tylko zwiększają koszty. Poza tym odeszlam od tradycyjnego osobnego stołu dla młodych i rodziców oraz swiadkow, i mieliśmy stół razem z innymi goscmi. Na suknie nie wydalam majątku (za dużo jak na jeden dzień, ale prawie 3 rwzy mniej niż myślałam, że muszę dać za suknie), za to zainwestowalam w czerwone buty, w których obskoczylam juz nie jedna imprezę :-) wkurzalo mnie taki gadanie ze ślub I wesele ma być pod gosci. W końcu to nasz dzień i był taki jak my chcieliśmy :-D

    • Faktycznie często się słyszy, że wesele jest dla gości, pod gości. Ja „pod gości” ułożyłam chyba tylko w dużej części menu :) Działajmy wszyscy w zgodzie z sobą i będzie najlepiej <3

  • U nas 1 punkt był akurat bardzo ważny, natomiast pozostałe zgodnie Twoimi przemyśleniami. Tu się zgadzamy, bo suknia tanio odkupiona od innej dziewczyny, wesele kameralne, bez oczepin i głupich zabaw!

  • Magda Kozlowska

    Wszystko co piszesz jest prawdą, mam tylko jedną uwagę. Ksiądz po spowiedzi powinien dać podpis niezależnie od tego czy dostaniesz rozgrzeszenie czy nie, inaczej byłoby to złamanie tajemnicy więc nie ma co ściemniać. Co nie zmienia faktu, że branie ślubu kościelnego, bo tak się robi jest bez sensu-tu się zgadzam :)

  • Maja Łazarska

    Ja ani nie po ślubie, ani nie przed (przynajmniej przez najbliższe lata), ale z obserwacji i doświadczeń:
    1. kiedy kuzynka wychodziła za mąż postanowili, że chcą wziąć ślub cywilny (bo niby są wierzący, ale nie aż tak), jego rodzice powiedzieli, że jak tak to oni do urzędu nie przyjdą – przyszli dopiero na wesele… Na którym ani oczepin, ani żadnych (dla mnie często żenujących) zabaw nie było, a bawiliśmy się świetnie do rana
    2. moja siostra po 10 latach związku, w tym 5 narzeczeństwa w zeszłym roku w końcu zdecydowała się na ślub pod warunkiem, że nie spraszają żadnych wujków, ciotek i ludzi których nie widzieli przez lata – summa summarum były najbliższe rodziny (rodzice i rodzeństwo z przyległościami) i ich najbliżsi znajomi na miejscu (mieszkają we Francji), „wesele” zrobili u siebie w mieszkaniu (ok. 50 metrowym chyba) – bawiliśmy się wszyscy do 4 nad ranem, sukienkę kupiła w zwykłym butiku za jakieś 100€, piękną i myślę, że jeszcze nie raz ją założy.
    3. znajomi zaręczyli się jakiś miesiąc temu, ślub we wrześniu br., wszystko organizują sami i za własną kasę bo chcieli uniknąć wtrącania się rodzin, wesele planują na ok. 100 osób (w większości znajomi, bo rodziny w sumie niewielkie)
    4. koleżanka zaręczyła się 2 lata temu, wesele i ślub organizują od początku zeszłego roku (impreza we wrześniu br.), jak z nią ostatnio rozmawiałam to miała ochotę rzucić to wszystko w cholerę i całą organizację zostawić rodzinom, które uważają, że wiedzą najlepiej…

    Podsumowując tą moją paplaninę: ja swoją wizję ślubu mam i jak już znajdę kogoś z kim go będę chciała brać to zbierzemy swoje wizje i coś wspólnie ustalimy. Jednego jestem natomiast pewna – zrobię wszystko, żeby był to NASZ dzień. Nie taki jakiego chcieliby rodzice czy ktokolwiek inny. I to jest moim zdaniem najważniejsze – jeśli ma to być najpiękniejszy (bądź jeden z najpiękniejszych) dni w życiu, to ma przede wszystkim być radością i frajdą dla nowożeńców :)

  • Zosia Momot

    Dlatego też:
    1. Wzięliśmy z ulgą ślub cywilny (mąż rozwodnik, więc rodzina nie miała argumentów i nie musieliśmy walczyć o swoje)
    2. Kupiłam sukienkę w sieciówce za 200 zł (później widziałam prawie identyczną w sklepie Anna Kara za 6000 zł)
    3. Na przyjęciu mieliśmy 27 gości, wszystkich tych, których kochamy/lubimy i są dla nas ważni
    4. Nie mieliśmy orkiestry/didżeja/wodzireja, a muzykę puszczaliśmy z YouTube :) Nie planowaliśmy też pierwszego tańca, ale jakoś tak spontanicznie wyszło (mąż na koniec wykonał „taniec robota” który zrobił furorę)

    I za wszystko zapłaciliśmy oczywiście sami.
    Mój brat w tym roku robi wesele za kasę rodziców na 180 osób i niestety musi się dostosować do ich gustu :)

    • Zosia Momot

      Aha, i sukienka „ślubna” już czeka na piękną pogodę, bo oczywiście zamierzam w niej chodzić ;)

      • Ja miałam akurat typową ślubną sukienkę, ale w „ślubnych” butach w kwiaty obskoczyłam już niejedną imprezę, a pod koniec lata śmigałam w nich po prostu na co dzień :)

  • Świetny wpis i mimo że ja akurat miałam „princeskę” (dałam coś ponad tysiaka więc tez nie przepłaciłam ;) i miałam zabawy na weselu i wzięłam ślub kościelny – to mam to samo zdanie co Ty! Nic na siłę! Wesele powinno być takie jakie my sobie wymarzymy a nie nasi najbliżsi. Moja mama do dziś nie umie przeboleć że nie miałam welonu :D Jak tak wracam pamięcią wstecz do tego momentu to jedyne co bym zrobiła inaczej to jednej osoby nie zaprosiła. Pal licho że to chrzestna ;)

  • Mi do organizacji ślubu jeszcze daleko- na horyzoncie nie ma jeszcze żadnego sensownego kantata ale podpisuję się pod twoim wpisem rękami i nogami.

  • Karyna

    bardzo lubię serię ślubnych postów na Twoim blogu :)

  • Ja się zastanawiam, czy warto inwestować kasę w te wszystkie dodatki typu: pudełko na obrączki, pudełko na koperty, osobne zapytanie dla świadków, czy chcą nimi być. Czasami mam wrażenie, że jestem jakąś oderwaną od rzeczywistości przyszłą panną młodą, bo zupełnie nie czuję tych wszystkich rzeczy. Czy bez tego ślub będzie gorszy? Możliwe, że te rzeczy dopełniają całość, ale chodzi mi o takie skupianie się nad tym i nerwowe szukanie wszystkiego. W ogóle jakbyś weszła na grupy ślubne na FB to byś momentami nie wiedziała, czy śmiać się czy płakać. Dochodzi do tego, że dziewczyna ma zamiar na siłę forsować swoją wizję dekoracji kościoła, bo jakieś kwiatki są dla niej ohydne. Cyrk na kółkach.

    • Gabrysiu, na to nie ma jednej odpowiedzi, rób jak czujesz. Uważasz, że wydawanie kasy na pudełko do głupota, to nie wydawaj. Nasze koperty i prezenty trafiały do drewnianej skrzynki, którą kupiliśmy w OBI przypadkiem, akurat byliśmy po coś innego. Mąż wozi ją od tego czasu w bagażniku, żeby mu się drobiazgi nie walały po całym samochodzie.

      Ja celowo nie zaglądałam na żadne ślubne grupy na FB, bo nie wczuwałam się aż tak bardzo w organizacje. Było kilka rzeczy, na których mi najbardziej zależało: piękny wianek i bukiet, dobry fotograf, kwiatowe dekoracje. Generalnie wydaliśmy sporo kasy na kwiaty. Chciałam też mieć koniecznie słodki stół. Z tego względu nie wydaliśmy miliona monet na ubrania (chociaż i tak sporo), czy DJa i inne atrakcje typu fotobudka itp. :)

  • O rany… W nieskończoność można ciągnąć te przykłady. :) W czerwcu będę rok po ślubie i z gęsią skórką wspominam oczekiwania, jakie wobec mnie stawiała rodzina… Co było o tyle bolesne, że ani nie lubię się stroić, ani wymyślać czegoś pod kolor przewodni ani w o ogóle myśleć o czymkolwiek materialnym w momencie, gdy chodzi o bardzo podniosły i ważny EMOCJONALNIE dzień. Od siebie dodam może trzy podpunkty, czyli „zastanów się, czy musisz…”:
    – męczyć się w obuwiu, którego nie lubisz (ja na pierwszym tańcu miałam białe conversy, a potem nosiłam je przez 3/4 wesela, bo już nie mogłam zdzierżyć obcasów:) )
    – mieć wypasiony tort z bazylionem pięter i ozdóbek za miliony złotówek (my mieliśmy tort z lokalu, bez udziwnień i wszystkim smakował)
    – chodzić na przymiarki, których nienawidzisz, tylko dlatego, że ktoś z rodziny sobie tego życzy (jest mi smutno, kiedy słyszę, jak mamy, babcie i ciocie szantażują panny młode tekstami, że przymierzanie z nią sukni to ich „życiowe marzenie”, a jak już narzucają zdanie co do kroju, to mi smutno do kwadratu)

  • Gosia Zieba

    ‚Nie zaczynaj wspólnej drogi od jednej wielkiej ściemy’- nareszcie ktos to ‚glosno’ napisal :)
    Najgorsze jest to,ze te ‚sciemy’ to kredyty zaciagniete na lata, stres i nieprzespane noce.
    Fantastyczny post! x

    • To jest dla mnie zdane tego tygodnia – tyle szczerości w 8 słowach :)

      • Gosia Zieba

        dokladnie tak! pozdrawiam x

  • A ja przestrzegam Was przed DJ-ami. Albo sie znają na swojej pracy albo są do niczego. Mi się niestety taki 2 trafił (i to jeszcze z polecenia! ), że ani czytać ze zrozumieniem nie umiał ani jak miał „po polskiemu” wyjaśnione to nie dotarło. Dostał od nas wszystkie piosenki na płycie (wybierałam pół roku muzyke z całego świata) oraz rozpiskę jaką piosenkę na wejście, na 1szy taniec, tort itd. Wszystko pomieszał! Ponadto nie życzyłam sobie Disco Polo, ale on wiedział lepiej przy czym sie goście DOBRZE bawią. Wesele było kaneralne i byli praktycznie goście do 30tki! Dobrze się zastanówcie czego pragniecie WY a nie rodzina, z którą się głównie dobrze na zdjęciu wychodzi. Ja nie zapraszałam nikogo z kim się X czasu nie widziałam, bo przeważnie spotykają się na weselach i pogrzebach…
    Alinko świetny post. Pięknie wyglądałaś w dniu Ślubu😚

  • Agnieszka

    Ja już dawno wymyśliłam „wesele” swoich marzeń. Moja ulubiona knajpa znajduje się na rynku w Gliwicach, Urząd Stanu Cywilnego też. Zaprosimy rodziców&rodzeństwo + świadków, po ślubie zabierzemy ich na obiad i drinka… a potem niepostrzeżenie uciekniemy i będą musieli zapłacić rachunek sami. Wytłumaczeniem będzie niemożliwa do powstrzymania chęć przeżycia nocy poślubnej teraz, już i zaraz.

  • Paulina

    Po za pierwszą kwestią ze wszystkim się zgadzam :) Nie przemawiają do mnie tłumy gości, którzy na ślub przychodzą z przymusu a później wszystko krytykują zamiast cieszyć sie szczęściem młodej pary.. Razem z narzeczonym jesteśmy w trakcie przygotowan wesela i oboje co raz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że cała ta „otoczka” nie jest nam do szczescia potrzebna :)

    • Ale z czym się nie zgadzasz w pierwszej kwestii? Uważasz, że branie ślubu kościelnego, gdy się nie wierzy „dla tradycji” jest OK?

      Bo ja nie przekonuję nikogo do brania jednego ślubu, zamiast drugiego. Tylko do podejmowania decyzji będąc szczerym sam ze sobą :)

      • Paulina

        Źle odebrałaś mój komentarz :) miałam na myśli moje osobiste przekonania. Jestem osobą wierzacą i nie wyobrażam sobie swojego ślubu bez przysiegi w kosciele :) Absolutnie nie wnikam w decyzję innych osób. Każdy kieruje się według własnych wartości życiowych ;)

  • Aleksandra Konieczka

    Miałam wesele, prawdziwe wesele na wielkiej sali, gdzie przystrojeniem zajęła się wynajęta do tego firma. Był dj i było kilka fantastycznych zabaw, ale nie obciachowych i uwaga. Przy tym wszystkim razem z nami było 39 osób. Zaprosiliśmy tylko rodziców, rodziców chrzestnych, rodzeństwo i dzieci chrzestnych i całe mnóstwo przyjaciół. Do dziś a mineło 7 lat wszyscy wspominają to piękne wydarzenie.

  • eV

    Moim wymarzonym weselem jest brak wesela. Zaoszczędzoną kasę (jeśli kiedyś rzeczywiście będę mieć wolne ponad kilka tysięcy) przeznaczę na podróż dookoła świata.

  • Mój ślub i wesele co prawda już był ponad 7 lat temu, ale pamiętam te dylematy jak dziś. Dla dość śmieszne i takie dziwne było to, że jest tyle przesądów dotyczących ślubu i osoby, które normalnie sprawiają wrażenie niezwracających super uwagi na przesądy, wtedy nie dawały mi spokoju. A dla mnie to było ogólnie rzecz biorąc śmieszne. Teraz mam wrażenie, że kwestia ślubu cywilnego zelżała bardziej, ale jeszcze te kilka lat temu nie było aż tak dużo ślubów cywilnych przynajmniej w moim otoczeniu. A teraz i tak jestem zagranicą i oczywiście w ogóle nawet nikt nie zwraca uwagi na takie sprawy i to mi się podoba :)
    A ja sukienkę też miałam super tanią i nie z salonu itp bo jakoś mi się w głowie nie mieściło, żeby chcieć wydać tyle kasy tylko na jeden raz. Co prawda się wtedy nasłuchałam, że inni by tak nie mogli itp, ale dla mnie było super!

  • Asia

    Te wszystkie sprawy i oczekiwania sprawiają, że w ogóle odechciewa mi się ślubu, pomijając fakt, że już dawno „powinnam” być po…

  • Agata

    Dobrze, że o tym piszesz. Przed swoim ślubem również przemyśleliśmy te kwestie razem z narzeczonym i wszystkim doradzam zastanowienie się nad nimi, to najważniejsza powinność. Wnioski, które z przemyśleń wyciągnęliśmy pozytywnie przeszły weryfikację w dniu ślubu. Najbardziej cieszyłam się, że dzielimy się tym dniem z ludźmi, którzy są naprawdę ważni w naszym życiu. Wśród 130 gości nie było ani jednej przypadkowej osoby, wielu przebyło bardzo długą drogę by dotrzeć do Krakowa. Zaproszeniu odmówili tylko Ci, którzy naprawdę nie mogli przyjść akurat w dniu ślubu. Brakowało nam tych dziesięciu osób, jednak spotkaliśmy się w późniejszym terminie.

  • Ja przy organizacji ślubu dostałam całą listę tego co muszę zrobić czy kupić. Lista poszła do kosza, a ślub był dokładnie taki, jak sobie z mężem wymarzylismy.
    W pięknym otoczeniu, z najbliższą rodziną i urzędnikiem plus zupełny brak typowo weselnych siupow.
    Nic na siłę 😊
    Do tej pory śmieszy mnie to, źe więcej zapłaciłam za fryzjera niż suknie ślubna 😆 Gorąco namawiam wszystkie przyszłe nowe pary, żeby nie uległy presji otoczenia bo w końcu to ICH dzień 😊

  • Tak bardzo się z Tobą zgadzam! Mnie do ślubów bardzo daleko, ale samo słuchanie znajomych, którzy mają tych pięć tysięcy rozkmin na sekundę jest męczące. Wyobrażam sobie, że zastanawianie się przez tydzień nad tym, które kwiatki do kościoła wybrać: te co podobają się mamusi, czy te co podobają się przyszłej teściowej może doprowadzić do odwołania całej imprezy…

  • Przy wszystkich tych punktach powinno się liczyć jedynie ze zdaniem partnera – to jedyna osoba, z którą można iść na ewentualne kompromisy w sprawie ślubu i wesela.
    Ślub kościelny – podpisuję się rękami i nogami. Sama nie zniosłabym hipokryzji – nawet jeśli mój partner byłby wierzący i chciał wziąć ślub zgodny ze swoim wyznaniem, wzięłabym go z pozycji osoby niewierzącej – musiałabym tylko dowiedzieć się na czym to dokładnie polega. Na szczęście to nas nie dotyczy, więc nie muszę ;) A gdy słyszę te lamenty, że „babcia by dostała zawału na wieść o cywilnym ślubie” od par, które mieszkają ze sobą już ładnych parę lat bez ślubu… Nóż mi się otwiera w kieszeni. Choć też zdaję sobie sprawę, że łatwo mi mówić, bo sama nie jestem w sytuacji, w której rodzina grozi mi wydziedziczeniem za brak przysięgi przed bogiem.
    Za to przeprawa może mnie czekać z weselem. Najchętniej zrobiłabym małe, kameralne, albo w ogóle tylko obiad dla najbliższej rodziny i przyjaciół. Partner jednak widzi większą zabawę. Trzeba się będzie dogadać :)

    • U mnie sytuacja jest podobna, ja chcialabym małe, kameralne przyjęcie, a narzeczony marzy o wielkim weselu z całą rodziną. Poszliśmy na kompromis i wesele będzie, ale za to robimy „po mojemu” w innych kwestiach związanych ze ślubem. choć mnie bardzo męczy działanie wbrew sobie, czasem nie ma wyjścia i jakoś trzeba pogodzić dwie różne wizje :)

  • Agnieszka

    Tak, na serio.

    • Argument o posyłaniu dzieci na religię, sukienkach komunijnych i prezentach jest bardzo nietrafiony.

      Na tej samej zasadzie – nie biorę ślubu kościelnego, bo nie jestem hipokrytką – nie poślę dzieci do chrztu, na religię i do komunii, bo NIE JESTEM HIPOKRYTKĄ (i nie chcę, żeby im ksiądz czy katecheta kładł głupoty do głowy, ale to inny temat). A jeśli chodzi o ich poczucie odstawania od reszty – trzeba z dzieckiem rozmawiać i tłumaczyć, a nie iść na łatwiznę i posyłać na religię „dla świętego spokoju”. Tak, to trudne, tak, pewnie będzie bunt i płacz, i co z tego?
      Wychodzę z założenia, że nie będę dziecku narzucać wiary i przynależności do kościoła, tylko dlatego, że „tak się robi”. Dorośnie, to samo zdecyduje o swojej wierze, jeśli będzie miało taką potrzebę. Moi rodzice mnie ochrzcili i teraz figuruję w kościelnych spisach jako katoliczka, co nijak ma się do prawdy, a ja muszę się gimnastykować z apostazją.

  • Anna Maria Piechocińska

    Jeszcze niedawno bałam się przyznać swojej mamie i babci o tym, że nie chcemy ślubu kościelnego. Dziś już nie mam wątpliwości i uświadomiłam już je o tym, że jak ślub to tylko cywilny. Co do wesela to nie cierpię tańczyć i żenujące jest to całe robienie z siebie pajaca. Nasza wizja ślubu to cywilny, a potem obiad. Tylko najbliższa rodzina i przyjaciele jako goście. Zdecydowaliśmy się na zorganizowanie tego nie w mieście gdzie mieszkamy, ale w mieście gdzie studiowaliśmy, bo tam mają najbliżej goście. Ja w gorsecie, on w jeansach. Wszystko na luzie i bez spiny. Wszyscy muszą to zaakceptować.

  • Zacisze Lenki

    Prawie pięć lat temu braliśmy ślub konkordatowy. Miałam piękną sukienkę, choć wypożyczoną. O ślubie nie zawiadamialiśmy, bo zależało nam tylko na gronie najbliższych. Nie mieliśmy tradycyjnego wesela, ale kameralny obiad+deser i kolację. Zamiast tradycyjnego białego tortu mieliśmy brązowy tort czekoladowy, a na nim kwiaty podobne do tych z mojego bukietu, tort zrobił furorę. Wszystko było NASZE, tak jak chcieliśmy, bo to był nasz dzień.

    • Kasia

      Wow, są tradycje dt koloru tortów??? Matko kochana…

  • PP

    Zgadzam się w 100% z tym co napisałaś, to wszystko powinno zależeć tylko od nas/młodych. My mieliśmy ślub kościelny, duże wesele, była sukienka ślubna (nie do końca tradycyjna, bo skromna i krótka, ale wymarzona), był zespół grający na żywo (bo to było marzenie męża), były atrakcje w postaci przebieranek (ale to taka tradycyjna rodzinna niespodzianka na imprezach okolicznościowych- 40 osób tańczących poloneza rodem ze studniówki w strojach ludowych – wierzcie mi robi wrażenie, nawet obsługa sali dopytywała skąd wzięliśmy ten „zespół mazowsze”, nikt nie wierzył, że to nasi goście w roli głównej). Nie wyobrażałam sobie nie mieć wesela, bo nasza rodzina najzwyczajniej lubi i umie się bawić, jeśli nie byłoby wesela na pewno skończyłoby się to przyjęciem niespodzianką dla nas (tylko gdzie na naszych skromnych 60 m pomieściłabym tych wszystkich ludzi?), więc chcieliśmy zrobić to po prostu dla naszych przyjaciół i rodziny i dla samych siebie. Wiedzieliśmy, że koszty są przerażające, ale nie żałujemy decyzji. Wspomnień nam nikt nie zabierze, a na tym zależało nam najbardziej.

    • Zrobiliście tak jak sobie wymarzyliście i przecież o to chodzi! Ja nikogo nie przekonuję do brania cywilnego ślubu w krótkiej, zielonej sukience, z szybkim obiadem zamiast wesela – chodzi mi wyłącznie o to, by być uczciwym samym ze sobą i robić tak, jak się czuje, a nie dlatego, że ktoś nam coś narzuca, bo tak trzeba <3

  • Mi do organizacji ślubu i wesela jeszcze daleko, ale ostatnio sama zastanawiałam się nad kwestią listy gości. Często się słyszy „zapraszamy tych, to tamtych nie wypada pominąć”. No ale z drugiej strony… Ja z częścią swojej rodziny w ogóle nie mam kontaktu, widzimy się raz na… ileś lat, a nawet jak się widzimy to i tak nie rozmawiamy bo nie ma o czym i tak naprawdę się nie znamy, chociaż teoretycznie jesteśmy „bliskimi”. Po co więc zapraszać kogoś, skoro jego obecność czy też nieobecność nic nie będzie dla mnie znaczyć?

    • Jestem na etapie pomocy w planowaniu ślubu mojej siostry – panna młoda i pan młody nie znają połowy gości, bo to „pociotki”, które ostatnio widziane były podczas chrztu :( Zupełnie tego nie rozumiem!

      • Każdy ma do sprawy zupełnie inne podejście. Nie wiem, jak to jest u Twojej siostry, ale niektórzy chcą po prostu mieć huczne weselisko i dlatego zapraszają taką ilość osób. Ja osobiście też patrzyłabym na kwestie finansowe, w końcu wesele to nie mały koszt a pieniądze, które zostałyby jeśli by się pominęło niektórych gości można by przeznaczyć jakoś inaczej.

  • Ania

    Hej Alino,
    Dziękuję Ci bardzo za ten wpis. Zgadzam się z Tobą w 100%, sami zdecydowaliśmy się na ślub cywilny. Było na nim 35 najbliższych Nam osób, z wszystkimi mogłam porozmawiać i cieszyć się tym dniem. Nie zmieniłabym nic :) Oczywiście było parę pytań, czy później będziemy organizować drugi kościelny ślub (u nas cywilny to była spontaniczna decyzja, wszystko zorganizowaliśmy w 1,5 miesiąca i dla niektórych był to niezły szok mimo, że razem byliśmy już 7 lat) ale się tym nie przejmujemy, jeśli już to to również będzie skromna uroczystość.

  • KarMagKat

    Amen. Za pierwszą część lubię cię jeszcze bardziej :)

  • Motywacja i Organizacja

    u mnie podstawową sprawą było zastrzeżenie krępujących zabaw, widziałam różne zabawy na weselach i niektóre naprawdę były niesmaczne, dlatego fajnie jest ustalić konkretnie czego się oczekuje, a czego nie chce :) bardzo fajny wpis!!!

  • Jak zwykle poruszasz świetne tematy! :) Na razie nie mam w planach ślubu ale jak już będę miała to z pewnością rozważę te kwestie :) :*

  • Ze wszystkim się zgadzam w 100%! Ślub to przecież dzień państwa młodych i niech to dla nich będzie szczęśliwy dzień. Nie uszczęśliwimy wszystkich dookoła. I najważniejsze zdanie tutaj: nic nie musicie :)

  • U nas też było po naszemu-slub cywilny, obiad bez wesela i moja teściowa robiła o to karczemne awantury bo inaczej się tego nazwać nie da. Nieładnie…

    3 lata później ciągle ma nam to za złe, a my wspominamy nasz kameralny ślub z radością, nic byśmy nie zmienili :)

    • O kurczę, to przykro. Dobrze, że Wy macie takie podejście! :)

      • Jak napisałaś w swoim poście o zmianie zdania – trzeba żyć po swojemu, nie bać się odważnych decyzji :).

        A do teściowej karma wróci ;)

  • Bardzo dobrze, że napisałaś ten tekst, jednak nie ze wszystkim się zgadzam. Faktycznie – ślub cywilny to nie jest gorszy ślub. Dla mnie ślub kościelny to po prostu uroczystość o charakterze religijnym i tyle. Jestem osobą wierzącą, dlatego taki chcę. Ale cywilny też uważam za równie dobry i uroczysty. Zaproszenia na ślub- wychodzę z założenia, że tego dnia chcę mieć przy sobie ludzi z którymi będę się dobrze bawić, a nie takich którzy sami z sobą będą się u mnie bawić. Podobnie z zabawami na weselu – nie wszystkie muszą mieć miejsce. Nie do końca zgodzę się jednak z kwestią sukni ślubnej. Uważam, że powinna być ta wymarzona. Ja znów nie wyobrażam sobie- mając ograniczony budżet – by kupować suknię która mi się niezbyt podoba, tylko dlatego, że DJ bądź fotograf nie chcą zejść z ceny. W takim przypadku rozwiązanie jest dla mnie proste – oni mogą znaleźć zlecenia na innym weselu, gdzie ciężka praca będzie doceniona, a ja mogę zatrudnić kogoś innego. Albo nie muszę korzystać z usług firmy organizującej wesela oraz animatorki dla dzieci, dzięki czemu budżet będzie mniej nadszarpniety. Doceniam pracę każdej osoby, ale w dniu ślubu to Para Młoda jest najważniejsza, dlatego nie wyobrażam sobie rezygnować z inwestycji w mój wymarzony wizerunek, tylko dlatego, że zespół nie chce zagrać za kwotę o 150 zł niższą.

  • Zgadzam się z tobą w 100%, bez sensu brać ślub na pokaz, lub dlatego że już pora. Mam 25 lat i czesto słyszę pytanie a kiedy ślub? Bardzo mnie to irytuje , bo to przecież tylko i wyłącznie moja decyzja, nie rozumiem dlaczego niektórzy myślą że w danym wieku powinno się już mieć męża i dzieci, przecież to bardzo indywidualna kwestia. Spotkałam się nawet z tym że kobieta została przypięta do muru przez matkę i wzięła ślub z przymusu, gdyz była w ciąży, chłopaka znała kilka miesięcy. Posłuchała rady i ślub wzięli zaledwie po miesiącu, teraz jest w separacji i ucierpiała nie tylko ona ale i dziecko. Dlatego myślę że decyzja o slubie powinna być w 100% decyzją pary a nie otoczenia czy okoliczności.

    • Całe szczęście, że takie sytuacje przymuszania do ślubu z powodu ciąży zdarzają się dzisiaj coraz rzadziej! Dobrze, że wszystko się zmienia :)

  • Patrycja

    Ok, nie przeszkadza mi to, że ktoś nie organizuje wesela, nie zaprasza mnie na obiad poslubny itp, to każdego indywidualna sprawa jak ten dzień chce spędzić. Uważam jednak, że są osoby które wypada zaprosić na samą uroczystość w kościele czy urzędzie, bo jednak trochę niezręcznie jest się później spotykać na świętach u babci z żoną brata ciotecznego, który swój ślub brał w obecności rodziców z kilka miesięcy wcześniej poznana kobietą. Ona weszła do naszej rodziny, ale trochę jednak trudno ją tak traktować od pierwszego poznanego dnia, tylko dlatego że to jego żona.. Unikać tematów weselnych, żeby nie pomyśleli, że ktoś ma do nich żal o brak zaproszenia itp.

    • Dlaczego niezręcznie i dlaczego trzeba z nimi unikać tematów weselnych? :) Chcieli mieć totalnie kameralny ślub, to mieli i pewnie z przyjemnością o nim opowiedzą.

  • Dzięki Magda!

  • Karolina Dyszy

    8 par na 10 moich znajomych rozwiodło się po średnio po 2 latach małżeństwa…

    • Cytrus

      Wśród moich znajomych proporcja jest odwrotna :-)

  • Odważny i bardzo potrzebny post. Brawo Alina! Całkowicie się zgadzam. Trzeba mieć odwagę przeżyć życie po swojemu.

  • Cytrus

    Zastosowałam się do wszystkich powyższych wytycznych przy organizacji własnego ślubu i nie żałuję :-) ślub cywilny, wesele, a raczej przyjęcie na 40 osób, suknia uszyta przez krawcową, brak wodzireja i głupich zabaw weselnych. Polecam!

  • Monika P-B

    To, co napisałaś, jest dla mnie tak „oczywistą oczywistością”,że aż mnie dziwi, że takie teksty są komukolwiek potrzebne. :) Ślub to sprawa tak osobista, a nawet intymna, że nie wyobrażam sobie, żeby był inny, niż sobie wymarzyłam.
    A byłam znacznie bardziej radykalna. Uroczystość cywilna zaledwie dla kilku osób, absolutnie najbliższej rodziny. Błękitna suknia ślubna, we włosach własnoręcznie zrywane konwalie. Sami wszystko sfinansowaliśny i zaplanowaliśmy. A rodzice byli tak kochani, że nie naciskali na nas w najmniejszym stopniu. Znają nas przecież i wiedzą, że nie sposób mnie zmusić. ;)
    Życzę wszyskim parom planującym ten dzień, by był ich wymarzonym, najbardziej „ich” jak tylko można. Czy to maleńką uroczystością, czy ogromnym weseliskiem na 3 dni. :) Pozdrawiam.

    • jn hjvju

      Uwierz mi że są bardzo potrzebne. Znam wieleeee par, które mimo już ślubu cywilnego, zadłużali się na potęge i wyciągali od rodziców pieniądze na potęge tylko dlatego, że matrona roku (czytaj babcia panny młodej) zażyczyła sobie, że jedyny ważny ślub to ten w kościele, a bawić ma się CAŁA rodzina. Osobiście widziałam, jak panna młoda na ogromnym weselu dopiero poznawała się z rodziną pana młodego. Był wiejski klimat i wszystko na siłe i wiesz co? Nuda, sztywno było (panna młoda nawet nie usiadła i nie wypiła i nawet nie zjadła), ludzie po 12 zaczęli wychodzić tłumnie, a ona siedziała w łazience i płakała… Także tak.

  • Chociaż na razie nie planuję ślubu, to chcę, żeby to dzień taki maksymalnie wyjątkowy, ale nie opiewający w dobra materialne, bo to dla mnie zawsze rzecz drugorzędna, ale takie głupie pragnienie, żeby była ze mną w ten dzień przyjaciółka, która jest dla mnie drugą najważniejszą osobą w życiu i wiem, że ona w połączeniu z myślą, że za chwilę stanę się żoną ukochanego mężczyzny powoduje, że mam dreszcze i że to będzie podwójnie wspaniały dzień :)

  • maryjane

    My do ślubu nie zrobiliśmy nic czego byśmy nie chcieli i wszystkim polecam iść tą drogą. Ślub kościelny był, bo wierzący jesteśmy, suknia była i to wypasiona (koło, halka, tiule, zdobiony gorset), ale tylko dlatego że udało mi się ją wyrwać na wyprzedaży za 300zł, bo postanowienie było takie, że jak nie znajdę nic w normalnej cenie to kupuję jakąś długą, białą prostą w sieciówce albo taką szyję u krawcowej. Przed ślubem oburzenie wzbudzał fakt, że zdecydowaliśmy się na ślub w południe, wczesny obiad i imprezę nastawioną na rozmowy, a nie tańce i pijańce. Na stołach stało jedynie wino, na wódkę się nie zgodziliśmy. orkiestry nie było, muzyka leciała z mojej playlisty. Pół rodziny deklarowało, że nie przyjdą jak nie będzie orkiestry / dja, wódki i poprawin. Wszyscy przyszli i byli zadowoleni, bawili się do 2 w nocy (co od 12 było dość długim dystansem), tańce się same rozkręciły. później moi rodzice u siebie w domu afterparty, my już udaliśmy się konsumować małżeństwo. Także młodzi róbcie to co wam w sercu gra, a nie to co wypada ;)

  • Masz sporo racji, sama organizuję teraz ślub i wesele i niektóre kwestię spędzają mi sen z powiek, a wiem że za parę lat będę się z tego śmiała…ehh