#MyFirst7Jobs – moje pierwsze prace

Alina - Design Your Life

Słyszeliście o krążącym po sieci TAGU #myfirst7jobs? Dotyczy on dzielenia się swoimi pierwszymi próbami zarobienia pieniędzy i swoimi pierwszymi prawdziwymi „pracami”. Ten tag ogromnie spodobał mi się od samego początku – fajnie jest poznać pierwsze zmagania z pracą tych osób, które znam, którymi się inspiruję, które podziwiam. A swoją wlasną odpowiedź postanowiłam przygotować w formie blogowego wpisu. Mam nadzieję, że i Wy również podzielicie się swoimi historiami w komentarzach – byłoby naprawdę super!

Jako dzieci, wraz z moim bratem, otrzymywaliśmy od Rodziców kieszonkowe. Kiedy te drobne kwoty przestały mi wystarczać – zaczęłam kombinować. Od małego rozumiałam, że pieniądze nie spadają z nieba i trzeba sobie na nie zapracować, nastoletnia dziewczyna nie ma jednak zbyt wielu możliwości w tej kwestii. Opieka nad dziećmi, wyprowadzanie psów… takie rzeczy oglądałam w filmach i serialach, niestety nie miały one odzwierciedlenia w mojej ówczesnej rzeczywistości.

Roznoszenie ulotek na festynach, do skrzynek reklamowych i listowych na osiedlach

Nigdy nie zapomnę tych kilometrów przemierzonych wokół stadionu, na którym odbywał się ten czy inny festyn i dmuchania setek reklamowych baloników, które później rozdawałam gościom. Z tego co pamiętam, za taki cały dzień biegania z ulotkami i balonami udawało mi się zarobić 50zł. Byłam zachwycona! Poza letnim sezonem zdarzało nam się wraz z bratem zarzucać na grzbiet wypchane ulotkami plecaki i w czasie zimowych ferii w różnych dzielnicach miasta roznosić ludziom ulotki pod drzwi. Nie było to lekkie zajęcie, bo często trzeba było biegać po schodach, ale do zgarnięcia były dwie stówki, więc… :D

Praca na promocjach jako hostessa

Po ukończeniu 16 roku życia udało mi się znaleźć pracę w charakterze hostessy na promocjach w centrach handlowym. Energooszczędne świetlówki Philips, papier toaletowy Regina, teflonowe patelnie Tefal – swego czasu wiedziałam o nich wszystko! Rozdawałam ulotki, smażyłam naleśniki na specjalnym stoisku i opowiadałam o zaletach super miękkiego papieru toaletowego. Ucząc się w liceum mogłam pracować tylko w weekendy – po szkole w piątek, całą sobotę i niedzielę. Nie pamiętam już niestety dokładnie ile wtedy zarabiałam – za taki 20-godzinny weekend dostawałam chyba koło 150 złotych.

Tworzenie hand made biżuterii

Moja pierwsza styczność z przedsiębiorczością miała miejsce w drugiej klasie liceum. Mieliśmy wtedy przedmiot o nazwie „podstawy przedsiębiorczości”. Osoby, które chciały dostać na koniec ocenę celującą musiały założyć miniprzedsiębiorstwo.

Wraz z grupą kolegów założyliśmy firmę o nazwie „Mirandola” (akurat na polskim omawialiśmy sylwetkę Giovanni Pico della Mirandola i tak jakoś się nam spodobało). Nie mam zielonego pojęcia, czemu wybraliśmy akurat tworzenie hand made biżuterii, w każdym razie ochoczo zajęłam się produkcją. Gotowe produkty sprzedawaliśmy na szkolnych imprezach, w trakcie zebrań dla rodziców itd.

Po skończeniu drugiej klasy liceum znajomi oczywiście porzucili temat, a ja wkręciłam się na amen. Spod moich rąk wychodziły ogromne ilości – wtedy głównie kolczyków – i równie dużo udało mi się ich sprzedawać! Robiłam je koleżankom na zamówienie i pomagała mi wtedy cała rodzina – Rodzice zabierali je do pracy i sprzedawali swoim znajomym. Miałam wtedy nawet swojego bloga, na którym prezentowałam swoje wyroby – możecie go zobaczyć tutaj: http://wizart.ownlog.com

Jeśli chodzi o biżuterię, to miałam kilkuletnią przerwę i do tematu wróciłam na trzecim roku studiów, gdy otworzyłam swoją firmę w ramach Inkubatorów Przedsiębiorczości – stali czytelnicy bloga pamiętają pewnie mój sklep „Lilabox”, pisałam o nim sporo na blogu. A potem… znowu to wszystko porzuciłam i teraz nie wiem co zrobić z tymi kuframi wypchanymi półfabrykatami. Ktoś ma ochotę może odkupić je ode mnie???

Konsultantka Oriflame

Również w liceum miałam wraz z przyjaciółką krótki epizod ze sprzedażą kosmetyków Oriflame. Niezbyt dobrze to jednak wspominam. Szybko zorientowałam się, że nie jestem stworzona do sprzedaży bezpośredniej. Nie potrafię namawiać ludzi do tego, by coś ode mnie kupili, czy werbować ich do działalności, w którą sama nie wierzę i budować własną „piramidę”.

Straciłam na tym znacznie więcej pieniędzy, niż zarobiłam. Mając sporą zniżkę zamawiałam mnóstwo niepotrzebnych kosmetyków. Starałam się też dobrze wyposażyć – kupowałam próbki wszystkich dostępnych zapachów perfum, by móc prezentować je klientkom… a do tych próbek specjalnie etui z logo… i torbę z logo żeby nosić ze sobą wszystkie katalogi i inne gadżety… Kiepska strategia.

Praca jako referent i kasjer

W czasie wakacji, tuż po maturze, zdecydowałam się na podjęcie swojej pierwszej „poważnej”, etatowej pracy. Od października bowiem rozpoczynały się moje zaoczne studia na wymarzonej architekturze wnętrz, dlatego jak najszybciej musiałam zacząć zarabiać. Miesięczne czesne wynosiło wtedy 640zł i zabierało mi ponad 3/4 mojej wypłaty.

Przez rok pracowałam tak w pewnej instytucji finansowej – początkowo jako referent, a po kilku miesiącach jako kasjer. Siedziałam w „okienku” i obsługiwałam klientów – przyjmowałam wpłaty, wypłacałam pieniądze, robiłam przelewy, płaciłam rachunki i nie tylko. Moim zadaniem było też zakładanie lokat (nigdy nie zapomnę ludzi, którzy potrafili przynieść 100 tysięcy złotych w foliowej reklamówce z Biedronki), czy udzielanie chwilówek i kredytów. To była naprawdę odpowiedzialna praca i byłam nią tak strasznie zestresowana, że od pierwszego dnia wiedziałam, że muszę stamtąd uciekać – w innym wypadku osiwieję przed dwudziestką.

To chyba wtedy nabawiłam się wrzodów przez te wszystkie ważne rozliczenia kasowe, które musiałam zgłaszać osobiście szefowej, i przez wszystkie te niezbyt przyjemne rozmowy telefoniczne z ludźmi zalegającymi ze spłatami… :D

Alina - Design Your Life

Praca jako asystent projektanta

Jeszcze na pierwszym roku studiów (dzięki doszkalaniu się na dodatkowych kursach) udało mi się znaleźć pracę, której sama sobie zazdrościłam – bo w branży! Dostałam posadę asystenta projektanta i przez rok pracy w tej firmie nauczyłam się o projektowaniu więcej, niż przez 6 kolejnych lat studiowania.

Na początku nanosiłam poprawki na projektach architektów, robiłam wizualizacje, a po pewnym czasie zaczęłam nawet dostawać własne małe tematy. Byłam niesamowicie zadowolona i uczyłam się jak szalona.

Najczęściej – gdy dostawałam nowe zadanie – kompletnie nie rozumiałam co i w jaki sposób mam zrobić. Kiwałam jednak głową, że wszystko jasne, a potem szybko w łazience dzwoniłam do brata architekta, by wytłumaczył mi co i jak. Na szczęście jestem raczej rozgarnięta :D i zawsze ze wszystkimi zadaniami ostatecznie dawałam sobie radę. To właśnie wtedy nauczyłam się robić dobrą minę do złej gry i doskonaliłam w podejściu „fake it till you make it”.

Projektant mebli

Po roku pracy jako asystent architekta zdobyłam pracę swoich marzeń – zostałam zatrudniona jako indywidualny projektant :) Niby oficjalnie tylko jako projektant mebli, ale do moich obowiązków należało znacznie więcej, bo przygotowywałam też projekty całych wnętrz. „Ogarniałam” też cały salon sprzedaży, robiłam wszystkie zamówienia i koordynowałam realizację projektów od A do Z, więc zarówno jeździłam na pomiary, jak i robiłam zdjęcia gotowych projektów po realizacji.

Ta praca była dla mnie ogromnym wyzwaniem i tutaj również naprawdę dużo się nauczyłam. Jestem wdzięczna za to, iż pomimo, że byłam taką młodą dziewczyną, to zaufano mi i dano szansę się wykazać.

Spędziłam tam ponad 2 lata. W międzyczasie zaczęłam prowadzić bloga, którego właśnie czytacie i miałam wspomniany wyżej sklep z biżuterią. Zwolniłam się z tej intratnej posady by rozwijać to, co zaczęłam i postanowiłam działać jako indywidualny projektant. Chwilę spędziłam na bezrobociu, później działałam przez rok w Inkubatorach, a ostatecznie założyłam własną działalność gospodarczą.

Własna działalność gospodarcza

No i oto prześledziliście ze mną moje ostatnie 10 lat… :) Jak wyglądają sprawy na dzień dzisiejszy? Od 2014 roku prowadzę własną działalność. Stworzyłam markę Design Your Life, która powoli rozrasta się o kolejne projekty: jest blog, kanał na youtube, sklep z autorskimi narzędziami do organizacji czasu, a już niedługo – zobaczycie co jeszcze. Oprócz tego sporo fotografuję, a praca na własny rachunek sprawia mi naprawdę ogromną satysfakcję.

To tyle z mojej strony – teraz Wasza kolej. Mam nadzieję, że podzielicie się własnymi refleksjami i doświadczeniami :)

PS. Zdjęcia, które widzicie w tym wpisie zrobił mi mój nieoceniony… mąż! Tak, tak, już po ślubie! Już niedługo wpis z pierwszymi wrażeniami :)


 

  • To jeden z ciekawszych tagów krążących po siecie. Jest potwierdzeniem, że każdy zaczyna w różnych miejscach i od najmniejszych zarobków. Najważniejsze by zdobywać doświadczenie, nie poddawać się i piąc do góry! Alinko wszystkiego naj naj naj na Nowej drodze Życia! Najserdeczniejsze gratulację:)

  • Sophie Rose

    Super wpis! Mam nadzieję, że teraz, po ślubie (swoją drogą wszystkiego wspaniałego dla Was! :*) wrócisz do regularnego dodawania postów :)
    Pozdrawiam serdecznie!

  • Ten tag dodaje mi otuchy! Każdy gdzieś zaczyna i nie od razy Rzym zbudowano. Często o tym zapominam i chciałabym już pracować w wymarzonym miejscu. Jednak, aby to osiągnąć muszę się jeszcze wiele nauczyć :) Mam nadzieję, że już za parę lat będę mogła napisać swój własny tag i zerknąć na obecne chwile w niezbyt przyjemnej pracy z uznaniem, że czegoś mnie nauczyła i pomogła osiągnąć cel :)
    Miło jest czytać, że robisz w chwili obecnej to, co lubisz i że jesteś otwarta na nowe projekty :) Życzę CI dużo, szczęścia, sukcesów i bardzo dziękuję za zarażenie mnie tematem organizacji :)

    • Na pewno będzie tak jak piszesz – czasem naprawdę trzeba się przemęczyć. Z te najbardziej nielubiane zajęcia często dużo nas uczą :) Wszystkiego dobrego! I dziękuję za życzenia :*

  • Agata

    Ehhh to wszystko wygląda jakby było z góry zaplanowane i idealnie się skończyło a napisało to życie:) A ja jestem w kropce gdzieś bliżej początku niż końca drogi…

  • Fiołek88

    Bardzo imponująco! Super – podziwiam :) Aż sama zaczęłam sobie przypominać gdzie i co robiłam :)
    Pamiętam, że jedną z moich pierwszych „prac” było „klepanie” bloczków :D tzn. numerowanie stron bloczków inwentaryzacyjnych numeratorem… szło to w setkach tysięcy… nie pamiętam ile dostawałam za bloczek chyba 2,50 zł. Suma końcowa zależna od ilości wyklepanych bloczków :D Tak pociągnęłam kilka wakacji. Druga to właśnie tworzenie biżuterii :) Zaczęło się od tego, że nie umiałam nic znaleźć na swoją studniówkę i tak robiłam przez kilka dobrych lat, potem miałam zastój, a od kilku miesięcy próbuję opchnąć to co mi zostało :D Polecam grupy na Fb typu „sprzedam półfabrykaty”. Na tych grupach większość rzeczy posprzedawałam:
    https://www.facebook.com/groups/302972496560413/?ref=group_browse_new
    https://www.facebook.com/groups/przydasiowybazarek/?ref=group_browse_new

    Po maturze, tutaj może wielu powiedzieć, że poszłam może na łatwiznę, bo mój tata prowadzi firmę i zaraz jak tylko zdałam ostatni egzamin poszłam pracować do niego, zajmowałam się przyjmowaniem kasy, wydawaniem kasy, więc raporty kasowane, druki KP i KW nie są mi straszne. Dodatkowo klepałam bilety :P To samo co bloczki tylko tym razem bilety, kserowałam różności i robiłam masę innych rzeczy np. parzyłam kawę albo myłam okna w firmie :D
    I to prawie w każde wakacje. W czasie pierwszego roku studiów, a właściwie pod koniec, za namową taty założyłam własną firmę transportową, oczywiście z jego pomocą i prowadzę ją tak od 8 lat (poza prowadzeniem i naprawami autobusu robię w niej wszystko :D). W czasie studiów pojechałam też do Holandii pracować przy kwiatach :) Po skończonych studiach jednocześnie zaczęłam pracować na zastępstwo za kadrową (czyli kadry, płace i kasa) dopóki nie wróciła z macierzyńskiego, a potem zajęłam się sprawami transportu i zarządzeniem firmą. W tej chwili prowadzę nadal swoją firmę, znów zastępuję kadrową, a jednocześnie zajmuję się sprawami transportowymi i firmowymi :)
    Próbuję sobie przypomnieć takie mniejsze prace jak zgrabienie liści u sąsiadki, koszenie trawy itp. tego też trochę było :)
    Pomijam tutaj dziesięcioletni wolontariat :D
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :*

  • Dicappo

    Wszystkiego Najlepszego!!!! Świetny post pokazuje różnorodność pracy. Mogłaby Pani napisać posta o takich kursach dla architektów, które warto zrobić? Będzie więcej filmów, bo oprócz tego, że lubię czytać Pani posty to najpierw oglądałam filmy i dalej z chęcią oglądalibyśmy jakieś nowe.

  • Smart Lifestyle

    Bardzo ciekawy i jednocześnie inspirujący TAG :) Dla Ciebie to też spojrzenie na kształtowanie kariery z perspektywy czasu. Muszę przyznać, że sporo się u Ciebie działo przez ostatnie 10 lat, ale najważniejsze, że się rozwijasz i pniesz do przodu. Trzymam kciuki za nowy projekt!

  • Bardzo inspirujący TAG i ciekawa ścieżka zawodowa. Dobrze jest zacząć pracować jak najwcześniej, nawet jeżeli nie jest to praca w wymarzonym zawodzie, a dodatkowe zajęcie wykonywane celem dorobienia do kieszonkowego. Ja niestety zaniedbałam swoją ścieżkę w tym zakresie, ale nie ma co narzekać, tylko szukać nowych doświadczeń. Wszystkiego Najlepszego na nowej drodze życia i serdeczne gratulacje! Pozdrawiam

  • Ja swoją pierwszą pracę zaczęłam od zbierania truskawek :-P przez wszystkie wakacje w trakcie gimnazjum, potem w czasach licealnych było roznoszenie ulotek po mieście w weekendy, niestety totalnie mi się to nieoplacalo, mieszkam 30 km od Wrocławia i więcej wydawałam na komunikację niż zarabialam. Następna praca była w barze na hali sportowej przy szkole. Więc obsługa dzieciaków niewiele młodszych ode mnie :-P w tym także robiłam za kelnerke na różnych imprezach. Następna praca już przywiazala mnie sznurem do siebie. Nie lubię jej, ale póki co nie mam innego wyjścia. Praca przy produkcji kosmetyków. Tkwie tam już kilka dobrych lat. Na Początku była dobra, bo szła na rękę ze studiami. Dojezdzalam do Nysy już w piątek i wracałam w niedzielę, studiowałam Architekturę :-) potem zostałam bo ślub, pieniądze potrzebne itd. Teraz muszę zostać ponieważ mam już umowę na czas nieokreślony a zbliża się kredyt na nasze upragnione mieszkanie :-) i tak tkwie tu… Ale w międzyczasie robię indywidualne projekty wnętrz (właśnie jestem na etapie sklepu z kosmetykami 😊) i zajmuje się szyciem pościeli dla dorosłych, dzieci co sprawia mi przeogromna radość 😁 w planach mam także zacząć szyć kocyki dla maluszków i poduszki, przytulanki, jeśli wszystko się powiedzie chce otworzyć swoją firmę 😊 taka moja historia ;-) Pozdrawiam, zawsze się Ciebie przyjemnie czyta :-)

    • Ciekawa historia! Jeśli praca pozwala Ci na realizowanie tylu innych projektów obok, to super. Na wielkie zmiany też przyjdzie czas. Ja mogłam sobie pozwolić na częste zmienianie pracy, bo nie musiałam się martwić kredytami, dziećmi na utrzymaniu itd. Wszystkiego dobrego! Dziękuję za miłe słowa.

  • Ale jako autor wciąż widnieje Alina Moskwa :P Kawał historii, fajnie, że się podzieliłaś :)

  • ortholove

    Super wpis! Też podzielę się swoją drogą zawodową, a co!
    Zaczęło się w gimnazjum. Jako piętnastoletnia dziewczyna wyjechałam nad morze, żeby zasuwać na zmywaku w stanicy harcerskiej. Środek lasu, latryny, namioty wojskowe, kąpiele ze ślimakami – totalny odjazd :D Ponieważ była to praca za pobyt – nie ujrzałam ani grosza. W ogóle mi to nie przeszkadzało. Gdy zrobiłam swoje miałam wolny czas, do morza było jakieś 400m a ludzie byli wspaniali <3 Było tak świetnie, że jeździłam tam rok w rok 4 lata. W międzyczasie na jednym z turnusów byłam opiekunem grupy zuchów (nigdy więcej).
    W trakcie liceum zaczęłam moją pierwszą pracę za pieniądze – udzielałam korków z chemii, głównie ratując znajomych przed poprawkami (ale też pomogłam jednemu dostać się na studia :)).
    Pod koniec liceum miałam trochę za dużo czasu i złapałam pracę w kinie na kawiarni. Początek bardzo fajny, ale czym dalej w las tym mniej ludzi w kinie i stanie po 8-12h udając że się przeciera czterdziesty raz ten sam blat zaczęło mnie trochę przerastać.
    Postanowiłam więc znaleźć sobie drugą pracę w tym samym czasie!
    Tak trafiłam do galerii handlowej do sklepiku z wypiekami oraz goframi, kanapkami i lodami. Pierwszy raz spotkałam się tam ze wstrętnym szefostwem i na szczęście szybko się z nimi pożegnałam (z resztą po roku zamknęli punkt).
    Wciąż pracując w nudnym kinie (początek studiów) znowu znalazłam drugą pracę w tym samym czasie.
    Był to bardzo znany w Kato bar wegetariańsko-wegański ;) Praca, którą wspominam najgorzej i najlepiej zarazem :) Można śmiało nazwać to miejsce legalnym obozem pracy :D Dzisiaj wiem, że jedynymi powodami dla których tam pracowałam (bo przecież nie pieniądze :D) były wszystkie pracujące tam osoby oraz możliwość językowego rozwijania się. Ilość przeprowadzonych rozmów sprawiła, że nie wiem czym jest bariera językowa (+ znam takie ang. słowa jak botwina, jarmuż czy kalarepa xD).
    No i ostatni przystanek w mojej obecnej historii – czyli jak złapałam Pana Boga za nogę ;)
    W trakcie studiów obowiązkowo musieliśmy odbyć praktyki (technika dentystyczna). Jako że do drutów (:D) ciągnęło mnie bardziej niż do protez uparłam się że chcę iść tylko do labu ortodontycznego. Zapytałam moją nauczycielkę czy zna miejsce w którym mogłabym zrobić praktyki, na co ona odpowiedziała, że w sumie to mogę u niej. Nie wiedziałam w ogóle że miała swoją pracownię, ale od razu "zaklepałam sobie miejsce" haha. Po praktykach i po wakacjach została mi zaproponowana dalsza współpraca, która ciągnęła się przez kawałek 2 i 3 roku. Współpraca ta ciągnie się do dzisiaj i zmieniła nazwę na Ortholove ;)

    Jerooona ale się rozgadałam!
    Jak widzisz, ja również zaczęłam od zera – i to dosłownego :D
    Pozdrawiam i mocno ściskam,
    Ola :)

    PS Czekam na wrześniowy planner!

  • To niesamowite, jak z perspektywy czasu widać, że nawet takie prace, które nie na pozór nie przyczyniały się do podnoszenia naszych kwalifikacji, jednak zaowocowały cennym doświadczeniem. Widać, że najpierw trzeba popracować w kilku miejscach żeby dojść do tego kim chcemy być.
    Ja pamiętam, że już w liceum w każde wakacje pomagałam tacie w jego firmie. Jeździłam na spotkania, załatwiałam różne sprawy, czy prowadziłam stronę internetową. Niestety branża, ani obowiązki średnio pokrywały się w profilem moich studiów, więc jednocześnie studiując zahaczałam się w różnych instytucjach żeby zdobyć doświadczenie. Dodatkowo w weekendy dorabiałam jako kelnerka, jednak szybko uciekłam z gastronomii. Przerażał mnie poziom, którzy reprezentowało większość pracujących tam osób, kompletnie tam nie pasowałam. To mnie zmobilizowało to tego żeby zrobić wszystko żeby więcej tam nie wrócić ;).

  • Ja może nie będę opowiadać wszystkiego dokładnie, bo dużo tego. Pierwszą pracę miałam w wieku 15 lat. Składałam pewne zabawki na magazynie, za 20zł za dzień. To była praca przez wakacje. Później przez każde kolejne wakacje aż do wieku 20 lat z tej samej firmy sprzedawałam te zabawki na ulicach rożnych miast. Ta były takie „piłeczki tenisowe na gumce” Może kojarzysz? Różne młode osoby sprzedawały te zabawki w Bytomiu, Katowicach, Sosnowcu, Gliwicach, Zabrzu i w wielu innych miastach Śląska i Polski. Udawało mi się tam zarobić kupę kasy (i nie wciskałam nic ludziom). Nawet 3 tysiące złotych na miesiąc. Jako asystent projektanta miałam 3 razy mniej… a nawet więcej niż 3 razy… eh, ale to już inna długo historia :) Miło było przeczytać jak ta długa droga wyglądała u Ciebie :) Pozdrawiam

  • klauduch

    zdjęcie z obrączką <3 gratulacje i wszystkiego dobrego na nowej drodze życia :)
    Szczęścia i radości dla Ciebie i Męża :)

  • Jak nie lubię TAGów blogowych, tak ten czytało mi się świetnie :) Chyba sama go przygotuję :D Jeśli chodzi o te pierwsze prace to mamy sporo wspólnego. Też roznosiłam ulotki, byłam hostessą (ahh to tiramisu) i konsultantką Oriflame, gdzie więcej dokładałam, niż zarabiałam :D

    PS. Świetny pomysł z tym założeniem mikroprzedsiębiorstwa na PP! Szkoda, że u nas w szkole nie byli tak kreatywni :)

  • Ten TAG to świetna sprawa, bo każdy od czegoś zaczynał… Można się nieźle zmotywować! :)

  • Każde doświadczenie z poprzedniej pracy, gdzieś tam w nas zostaje, więc nawet jeżeli są to negatywne wspomnienia, to przynajmniej pomagają one docenić naszą obecną pracę. :)

  • Uwielbiam ten TAG i artykuły na jego temat czytam z ogromną ciekawością ;) Moją najbardziej niecodzienną pracą było malowanie portretów w Barcelonie. Nie zdążyłam nic sprzedać, bo katalońska policja była czujna i w porę zabrała mi mój portretowy dobytek :P
    Tak sobie myślę, że chyba również stworzę artykuł na ten temat, bo aż zaczęłam się śmiać jak sobie to przypomniałam. To może być fajna wycieczka w przeszłość.

  • Ja też zaczynałam od hostessy, potem nagle przeskoczyłam do korporacji i wylądowałam w całkiem ciekawym miejscu. Podejrzewam, że też zacznę pracować tylko na siebie, bo możliwości jest wiele.

  • Ania

    Hej:) o jakich kursach wspominałaś przy pracy w biurze architektonicznym na 1 roku ?:)

  • księżycowa róża

    Uwielbiam ten tag :). Ja pracuję od 4 lat i na swoim koncie mam 4 prace :)

  • Widzę, że sporo korzystałaś z Inkubatorów. Muszę zgłębić ten temat :)
    A zdjęcie jest mega – wygląda jak z reklamy. Fajnie mieć takiego zdolnego męża :D

  • jestem konsultantką Oriflame i nie popełniam tych błędów co ty :) daje mi to mały zarobek, ale zawsze jakiś :)

  • Wow, Alina, ale masz bogate CV.