Kilka dni temu na Stories pochwaliłam się Wam, że moja waga wskazała nareszcie -15kg względem ubiegłorocznej „szczytowej formy” :D Odkąd zaczęliście już wiosną dostrzegać zmiany w moim wyglądzie jestem zasypywana pytaniami o szczegóły tej redukcji. 

Mam wrażenie, że wielu z nas wciąż podejrzewa jakieś tajemnicze, niesamowite siły stojące za tyciem i chudnięciem. Że konieczne jest odkrycie jakiegoś nieznanego wcześniej sekretu, dzięki któremu można osiągnąć formę życia. Tymczasem całą tajemnicą jest bazowanie przede wszystkim na zdrowym rozsądku, umiarze, metodzie małych kroków, a także: odrzucenie wizji perfekcyjnego fit życia. 

Nie wiem jak to wygląda w Waszym przypadku, ale ja naprawdę długo wierzyłam, że najistotniejsza jest kwestia znalezienia odpowiedniej diety. I wciąż uważałam, że jeśli już staram się żyć zdrowo, to tylko i wyłącznie na 100%! Ewentualnie z jednym cheat mealem tygodniowo… No i trach! Okazało się, że w zupełności wystarczy 70 czy 80% skuteczności, wyobrażacie to sobie?! Zachodzę w głowę dlaczego jeszcze nie odniosłam tego do innych sfer życia – żyłoby mi się znacznie łatwiej… :)

Ten wpis pojawia się na blogu w szczególnym czasie. Nie mógłby powstać, gdyby nie Dr Lifestyle, jej „Korepetycje z odchudzania” i potężny kop motywacjo-świadomościowo-wiedzowy :D, jaki dzięki Niej otrzymałam. Monika zaraziła mnie na amen swoim zdroworozsądkowym podejściem do zdrowego stylu życia i tłumaczyła, żebym zrobiła to wszystko na spokojnie, powoli, dla siebie. Że jeśli „teraz” mój styl życia jest jedynie w 20% zdrowy, to mogę powoli zwiększać tę wartość, skoro wiem, że wielokrotnie w przeszłości nie dawałam rady utrzymać tych stu procent. Że w zdrowej diecie jest miejsce na wszystko, co lubię (Bounty, białe wino i sosy śmietanowe <3), jeśli tylko pozbędę się podejścia „wszystko albo nic”. 

Dzięki Korepetycjom nabyłam potrzebną i praktyczną wiedzę: potrafię z grubsza ocenić kaloryczność potraw i produktów „na oko”, wiem w czym jest dużo białka, a w czym tłuszczu i ile mniej więcej węglowodanów zawiera mój codzienny jadłospis. Ale kiedy jadłam dzisiaj rano chrupiącego tosta z rozpływającym się żółtym serem i szynką, nie zastanawiałam się nad wagą kromki chleba i rozkładem makroskładników. Po prostu w ramach dodatku użyłam ketchupu, a nie majonezu, jak kiedyś miałam w zwyczaju i obowiązkowo jeszcze zjadłam sałatkę z pomidorów z cebulką :)

Treści publikowane przez Monikę (oraz produkty) polecam od lat, często i właściwie wszędzie, więc bardzo możliwe, że już Ją znacie, w końcu dwa razy była gościem na moim blogu :) 

Tymczasem – zapraszam Was na obiecane INSTA Q&A: zdrowy styl życia, dieta i jak schudłam 15 kg. Zebrałam wszystkie pytania, które dodaliście na Stories i oto moje odpowiedzi! Mam nadzieję, że znajdziecie w nich coś, co Was zainteresuje, zainspiruje lub zmotywuje do jakiejś zmiany.

Czy to tylko czasowa dieta, czy przejście na zdrowy styl życia?

Nie traktuję tego tymczasowo, bardzo chciałabym, aby aktualny tryb życia został ze mną na zawsze. W tym momencie szansa, że tak będzie jest znacznie większa, niż na początku drogi, bo każdego dnia widzę KORZYŚCI, jakie ze sobą niesie. Lepiej się czuję, lepiej wyglądam, lepiej o sobie myślę. Udowodniłam sobie, że potrafię. 

Z dodatkowymi kilogramami czułam się ze sobą naprawdę źle – zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie podobałam się sobie tak jak wcześniej, gorzej o sobie myślałam. Nie miałam siły na nic, nic mi się nie chciało. Ciągłe przesiadywanie na kanapie, oglądanie seriali i spędzanie wieczorów na jedzeniu, dzień po dniu odbierało mi energię i chęci do robienia czegokolwiek. I również dlatego wciąż siedziałam i jadłam… Bo nie miałam energii i chęci do robienia czegokolwiek.

To złożony problem i zamknięte koło, z którego udało mi się wyrwać. JAK? No więc… muszę Was zmartwić – chęci nie przyszły. Nie zachciało mi się nagle wstać, iść na trening, a czekolada i chipsy nie zaczęły mi śmierdzieć, czy coś w tym stylu. Ale skupiłam się na wprowadzaniu zmian krok po kroku. To były małe kroczki, bardzo malutkie – zaczęłam od diety, nie ćwiczyłam od samego początku! Starałam się być tylko na co dzień jak najbardziej aktywna: więcej chodzić, zawsze wybierać schody zamiast windy, a czasem przez kwadrans porozciągać spięte mięśnie na macie do jogi. Gdy lepsze wybory jedzeniowe zaczęły mi przychodzić łatwiej – dołączyłam treningi.

Od jakiej wagi zaczynałaś, a do jakiej doszłaś?

Najwyższa waga jaką osiągnęłam wynosiła 78 kg z małym hakiem. Wczoraj ważyłam równe 63,0 kg, a dzisiaj już 63,4 kg (bo zjadłam dużą i późną kolację). 

Od bardzo dawna ważę się niemal codziennie rano, więc jestem przyzwyczajona do różnic w wynikach, wiem od czego zależą: to ile zjadłam poprzedniego dnia, ile wypiłam wody, czy zatrzymała mi się woda w organizmie ze względu na przetworzone jedzenie lub fazę cyklu itp. Po prostu, gdy czwarty czy piąty dzień z rzędu wynik na wadze jest coraz wyższy – to dla mnie sygnał, że jem trochę za dużo i wtedy trochę się ograniczam, z czegoś rezygnuję.

Wiem, że nie poleca się codziennego ważenia, wiele osób nie może tego robić, bo zaczynają się na niej za bardzo fiksować – mnie to akurat służy. Ja za to nie mierzę się centymetrem i nie robię zdjęć kontrolnych, bo to one źle na mnie wpływają. Bo siedzę potem i robię jakieś kolaże w aplikacjach do obróbki zdjęć i porównuję aktualny wygląd brzucha z tym sprzed miesiąca. I frustruję się, gdy różnicy nie widać. 

Ile miesięcy zajęło Ci zrzucenie 15kg?

Najwyższą wagę miałam na przełomie października/listopada 2018, więc proces zajął koło 11 miesięcy. Do marca 2019 zeszłam do 72kg i od tego momentu zabrałam się na swoje odżywianie z większą uwagą. Jakoś w lipcu dodałam regularną aktywność fizyczną, a we wrześniu 2019 zanotowałam po raz pierwszy na wadze 63kg :)

Wiesz może czemu przytyłaś? Pewnie już o tym mówiłaś, ale mi umknęło.

Co się stało, że przybrałaś na wadze? Hormony, brak ruchu, złe odżywianie?

Mój powód jest taki sam, jaki każdej innej osoby, która przytyła – przez długi okres czasu generowałam nadwyżkę kaloryczną. Po prostu: za dużo jadłam.

I nie ruszałam się. Bo nie miałam na to siły, ani ochoty, ani wystarczającego powodu, aby to robić. Zajadałam swoje emocje. Traktowałam jedzenie jako nagrodę, zbyt często i za bardzo sobie nim dogadzałam. Nie chciało mi się gotować, bazowałam na mocno przetworzonej, gotowej żywności. Wydawało mi się, że aby być szczupłą muszę sobie nieustannie czegoś odmawiać, a zdrowa dieta to dla mnie zbyt wiele wyrzeczeń.

Jesteś osobą zdrową, czy musiałaś dostosować dietę pod schorzenia?

Aktualnie jem wszystko, niczego całkowicie nie wykluczam. Zwracam uwagę tylko na ilości i częstotliwość spożywania krowiego mleka i śmietany, nie mogę z nimi przesadzać (ale nie mam żadnej nietolerancji itp.).

Po jakiej części ciała zauważyłaś pierwszy spadek wagi?

Wydaje mi się, że po brzuchu – przestał wychodzić górą ze spodni :D Zaraz potem w biuście… Dopiero później zauważyłam zmianę w wielkości pupy, czy ud, w końcu po twarzy, a na samym końcu – po ramionach. 

Co sprawiło Ci największą trudność w diecie, a raczej rezygnacja z czego?

Nie istnieje produkt, o którym powiedziałabym, że nie wolno mi go zjeść, czy coś w tym stylu. Prawdę mówiąc nie zrezygnowałam z niczego konkretnego! Dalej jadam wszystkie pyszne rzeczy, jak czekolada, śmietana, masło i tak dalej, wprowadziłam jednak innego rodzaju ograniczenia: ILOŚĆ i CZĘSTOTLIWOŚĆ.

Stosuję je zamiennie i na bieżąco decyduję które z nich wiąże się w danym momencie z mniejszym poczuciem straty:

  • Czy wolę zjeść czegoś dużo, ale zjeść to rzadziej?
  • Czy wolę zjeść czegoś mało, ale zjeść to częściej?

Jak bardzo zmniejszyły się porcje jedzenia od tych sprzed diety?

Porcje posiłków (a raczej ilość jedzenia) nie zmieniły się właściwie wcale, bo zawsze lubiłam uczucie sytości. Zmieniło się przede wszystkim to, że jem wyłącznie w porze posiłków, a nie przez większą część dnia. Wcześniej chwilami miałam wrażenie, że cały mój dzień jest jednym wielkim posiłkiem: tu coś skubnę, tu przegryzę, wiecie jak jest. 

Czy ograniczałaś mięso?

Nie, nie ograniczałam mięsa i w dalszym ciągu jakoś znacznie go nie ograniczam, dopiero do tego dojrzewam i zaczynam podchodzić do tematu z większą świadomością. Robimy sobie z mężem dni z wege obiadami, chętnie jadam w wegetariańskich i wegańskich restauracjach, bo pozwalają mi poznawać nowe smaki i połączenia, na które sama pewnie bym nie wpadła. Mam zamiar stawiać powoli kolejne kroki i dodawać do swojej diety jak najwięcej produktów nieodzwierzęcych, ale na ten moment żadnej wielkiej rewolucji. Przekonałam się już wiele razy, że to po prostu u mnie nie działa.

Co z Colą?

Wnioskuję, że to pytanie pojawiło się ze względu na moje dawne wyznania… Piję jednak wyłącznie jej wersję bez kalorii – Cola Zero, czy Pepsi Light z limonką (najlepsza!). Zdecydowanie zbyt często i zbyt dużo, mam niestety skłonność do przesady we wszystkim, nad tym również uczę się panować :P

Stosowałaś jakieś superfood? Czy możesz coś polecić?

Powiem szczerze, że nie wgłębiałam się jakoś szczególnie w ten temat. W mojej diecie pojawiają się przede wszystkim „normalne”, ogólnodostępne produkty uznawane powszechnie jako zdrowe: warzywa, owoce, kasze, orzechy, od czasu do czasu kiszonki itp. Myślę, że będę musiała się bardziej zainteresować tematem superfoods – chętnie poznam Wasze sugestie i polecenia :)

Czy stale liczysz kalorie?

Powiem tak… Nie liczę kalorii, ale wiem, że wszystkie kalorie się liczą. Aktualnie jem intuicyjnie i swój jadłospis bilansuję sobie w obrębie dnia i tygodnia.

Dzięki liczeniu kalorii w przeszłości (polecam w tym miejscu gorąco aplikację Fitatu!) wiem już mniej więcej na pamięć na ile kaloryczne są poszczególne produkty. Dzięki Korepetycjom z Odchudzania nauczyłam się liczyć kalorie „na oko”. Chociaż jedzenie zgodnie z rozpiską w postaci jadłospisu na cały dzień, cały tydzień, cały miesiąc nigdy mi za bardzo nie szło i szybko z tego rezygnowałam, to dzięki wszystkim poprzednim podejściom do nich zyskałam wyczucie, które pozwala mi określać, czy mieszczę się mniej więcej w tych kaloriach, czy może trochę przegięłam :)

Jak się zmotywować?

A czemu tak bardzo Ci zależy nad tym, aby coś zmienić? Czy dlatego, że nie za dobrze się ze sobą czujesz? Masz problemy ze zdrowiem? Brakuje Ci sił witalnych? Nie podobasz się sobie? Wydaje Ci się, że powinnaś coś zmienić, że się tego od Ciebie oczekuje? Jak nic nie zmienisz, nic się nie zmieni. Ale pamiętaj, że nie musisz robić wszystkiego naraz, zaraz, na hurra. Weź to sobie na luzie. 

Ile jadasz posiłków dziennie? O której ostatni?

Jesz regularnie? Jak często i ile posiłków zjadasz w ciągu dnia?

Jadam zwykle 3-4 posiłki dziennie. Ostatni posiłek jem koło 22-23.  To dla mnie układ idealny, który najlepiej pozwala mi kontrolować pochłaniane w ciągu dnia ilości. Jem lekkie śniadania po kilku godzinach od wstania, rano nie czuję głodu tak bardzo, jak w ciągu dnia.

Jak planujesz posiłki? Z wyprzedzeniem? Jak wyglądają Twoje śniadania, a co jesz na kolacje?

Z wyprzedzeniem planuję wyłącznie obiady. Poza tym staram się mieć w domu określone produkty i jem je wymiennie na śniadania oraz kolacje – kanapki, sałatki, zupy, koktajle itp.

Gotujesz codziennie czy na zapas?

Z tym gotowaniem tu u mnie bardzo różnie bywa… Nigdy nie byłam jego wielką fanką i nierzadko korzystaliśmy z mężem z jedzenia z dostawą, czy na wynos. Teraz gotuję raczej regularnie, na 1-2 dni, ale często robię większe ilości na zapas i zamrażam. Staram się mieć zawsze kilka zamrożonych dań typu leczo, bolognese, żur, rosół, gotowe do ogrzania klopsiki itp. 

Ile mniej więcej kcal spożywasz, że tak fajnie leci waga?

Wydaje mi się, że w skali tygodnia trzymam max 1800 kalorii. Mam dni, gdy pochłaniam 2500 kalorii, w inne może 1200? Nie skupiam się nad tym zupełnie, swoją dietę bilansuję bardziej w skali tygodnia. Jednego dnia zjem za dużo, innego za mało, w efekcie otrzymuję deficyt potrzebny do redukcji w tempie 1-2kg miesięcznie.

Wiadomo, że kluczowy jest deficyt, ale czy bardzo sumiennie pilnowałaś makro?

Absolutnie nie – po prostu pamiętam o tym, że trzeba spożywać konkretne grupy składników. Mam świadomość tego ile tych węglowodanów, białek i tłuszczy powinnam jeść i jak się te ilości mają do „wzorcowych jadłospisów” z rozpiski. Po prostu jeśli wieczorem orientuję się, że jadłam bardzo mało białka, to zjadam sobie Skyr, jeśli było mało zbóż to robię sobie kanapkę, a jeśli wprost przeciwnie, to sałatkę itp. itd. Tak jak z kaloriami robię to wszystko „na oko”.

Boisz się efektu jojo?

Nie, zupełnie nie zawracam sobie nim głowy. Traktuję to wszystko długoterminowo, nie planuję nic zmieniać w formie odżywiania się, którą stosuję obecnie. Gdy nie będę oczekiwała na kolejne spadki wagi, to pewnie dodam do jadłospisu jakiś mały, dodatkowy posiłek albo będę sobie pozwalała na nieznacznie większe ilości. To, czy będę miała efekt jojo czy nie, będzie skutkiem wyłącznie moich wyborów. Nie jestem teraz wygłodzona i sfrustrowana, nie muszę więc sobie niczego świadomie lub nieświadomie odbijać, jak to bywa PO zakończonej diecie… Wiem, że będę musiała po prostu bazować na zdrowym rozsądku i dyscyplinie, tak samo jak teraz. 

Czy korzystałaś z usług dietetyka?

Tak – od dawna jestem pod opieką Moniki Ciesielskiej. Przyjaźnimy się i wiele godzin przegadałyśmy na temat zdrowego stylu życia i odżywiania, niestety jednak od gadania nie bardzo się chudnie. Dopiero gdy sama podeszłam do zmian w moim stylu życia na poważnie, zaczęły pojawiać się prawdziwe efekty.

Kopem motywacyjnym, by zacząć coś zmieniać w swojej diecie NA SERIO były Korepetycje Z Odchudzania, na które zdecydowałam się na początku tego roku. Jeśli nie wiecie od czego zacząć, gubicie się w informacyjnym gąszczu, gdziekażdy poleca coś innego… Polecam się zainteresować :)

Ile razy w tygodniu wykonujesz większą aktywność fizyczną?

Aktualnie staram się robić taki bardziej „konkretny” i bardziej intensywny trening na siłowni 3 razy w tygodniu. Oprócz tego normalna, codzienna aktywność (tak jak wspominałam – jak najwięcej chodzenia, szukanie sobie powodów do ruchu, schody zamiast windy itp.) oraz spokojna, łagodna joga. Na macie zbyt wielu kalorii raczej nie spalam, ale pracuję nad elastycznością i napięciami w ciele.


To już wszystkie odpowiedzi na Wasze pytania, które wysyłaliście do mnie na Instagramie. Jeśli jeszcze coś Was interesuje – dajcie znać w komentarzach!