Grudniowa wishlista

W tym roku nie planuję pisać listu do Świętego Mikołaja – zostanę nim ewentualnie dla siebie sama ;) Wraz z rodziną zdecydowaliśmy, że w te Święta przeprowadzimy mały “eksperyment” i zrezygnujemy z dawania sobie świątecznych prezentów. Skupimy się na tym, co jest najistotniejsze, czyli po prostu: spędzimy razem czas. Nie ma nic złego w dawaniu sobie prezentów, ani ich otrzymywaniu, ale przyznajcie szczerze: czy nie robicie tego czasami tylko dlatego, że trzeba? Że dziadek coś dostać musi, więc niech ma jakiśtam nowy krawat, czy skarpety? Cioci też wypadałoby coś dać, to może, hmm, pachnącą świeczkę, z braku laku… A co u licha podarować bratu, który wszystko już ma i jest ekstramalnie wybredny?!

 

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie w takim wymyślaniu prezentów na siłę nie ma nic fajnego. Więc dlaczego by tym razem sobie tego nie odpuścić? Upieczemy z myślą o bliskich więcej ciastek i po prostu bądziemy ze sobą :) Możliwe, że w przyszłym roku wrócimy do stałego zwyczaju, ale spróbować czegoś innego nie zaszkodzi.

 

Nie mam w tej chwili jakiejś szczególnie długiej listy zachcianek, część z rzeczy po prostu potrzebuję, bez części bez problemu mogłabym się obyć (patrz: świeca). Co mi chodzi po głowie w grudniu?

1. Nowe buty sportowe. Stare umarły i nie nadają się już do niczego, a w tych się po prostu zakochałam. To model Nike Free Tr Fit Print, czy jakoś tak i ogromnie spodobało mi się połączenie wzoru z panterkę w szarościach z łososiowym wykończeniem.

2. Nowy zegarek <3. Mój poprzedni  “zamęczyłam” – po roku intensywnej eksploatacji poprzednika utwierdziłam się w przekonaniu, że zegarek jest mi niezbędny i jest to element, w który warto będzie zainwestować. Już nie mogłam ostatnio patrzeć na tę moją nieszczęsną podróbkę Korsa :) Na wspomnianego Korsa szkoda mi pieniędzy (kosztuje tysiąc złotych), ale znalazłam model, który zachwycił mnie jeszcze bardziej i powiedzmy, że jest w moim zasięgu. To Fossil es3062, jak dla mnie – CUDO. Mierzyłam go ostatnio w sklepie i zakochałam się bez pamięci. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła się Wam pochwalić zakupem… <3

3. Książka “Paryski szyk” Inès de La Fressange. Nie wiem co robić! Przeczytałam już kilka negatywnych recenzji, ale w dalszym ciągu chciałabym ją mieć. Nie muszę Wam tłumaczyć, jakiego świra mam ostatnio na punkcie paryskiego stylu ubierania się, stylu życia i JAK BARDZO marzę o wycieczce do Paryża…

4. Mała-czarna. W ramach mojej akcji Design Your Style nieustannie rozglądam się za klasycznymi, bazowymi elementami i wpadła mi w oko ta sukienka z Zary. Muszę przymierzyć ją przy najbliższej wizycie w sklepie, wydaje się być idealna dla mnie.

5. Świeca i świecznik z Bath and Body Works. Wyleczyłam się z Yankee Candle, już mnie nie interesują… wszystko dlatego, że ostatnio będąc w Warszawie odwiedziłam Bath and Body Works! Ich świece wraz z całą kolekcją srebrnych świeczników/osłonek są po prostu przepiękne! Nie zdecydowałam się na zakup, bo staram się nie podejmować decyzji pod wpływem emocji, ale może następnym razem…

 

A teraz przyznajcie się – co Wam się marzy? No i czy bylibyście w stanie zrezygnować ze zwyczaju dawania sobie prezentów, czy uważacie to za nieodłączny element Świąt Bożego Narodzenia?