Granica prywatności – gdzie leży Twoja?

Mamy profile na Facebooku i na niezliczonej ilości portali społecznościowych. Piszemy blogi. Prowadzimy fanpejdże. Piszemy o tym, co nas kręci, ale nie tylko – piszemy o sobie, swoim życiu i o tym, co nas otacza. Ja nie mówię, że to źle, bo sama tak robię, ale coraz częściej – gdy przeglądam różne strony w internecie – pojawiają się w mojej głowie myśli: „Hej, gdzie podziała się do licha nasza prywatność?!”.

Jeśli zastanawiasz się o co chodzi z tym wpisem – podpowiadam, że to jeden z tych, w których potrzebuję sobie po prostu pogadać. Chcę coś przekazać. Ale pamiętaj: nie staram się nikogo pouczać, ani oceniać. Ciekawa jestem Waszej opinii i chętnie wymienię z Wami uwagi w dyskusji :)

Do tematu zainspirowało mnie kilka różnych spraw… między innymi:

Ludzka ciekawość

A konkretnie – ciekawość niektórych z Was. Lubię dzielić się z Wami moimi myślami, spostrzeżeniami i refleksjami – no i robię to np. właśnie teraz. Lubię pokazywać Wam mój mały świat na zdjęciach, lubię o nim pisać, lubię zamieszczać informacje, które mogą się Wam do czegoś przydać. Nie ma dla mnie nic milszego niż dostawanie od Was mejli „Zainspirowałaś mnie do działania, dziękuję, że podzieliłaś się swoją „historią”, odkryłam/odkryłem nowe pokłady motywacji!”. Całkiem świadomie wpuszczam Was do mojego życia, licząc na to, że to co robię może kogoś zainteresować, a jakieśtam doświadczenie do czegośtam się przydać :) Ale czasami aż chce się człowiekowi wołać: hola, hola! To ja dobieram tematy, nie o wszystkim będę pisać. Nie na wszystkie pytania będę odpowiadać.

Teraz pewnie powiecie mi, że:

Decydując się na działalność w internecie musimy być świadomi utraty pewnej części swojej prywatności

Nasi czytelnicy będą ciekawi czym zajmujemy się na co dzień, jak spędzamy czas, jakie książki lubimy czytać, jak radzimy sobie z ogarnianiem różnych rzeczy i zadań, jak mieszkamy… i tak dalej.

Ale tylko od nas zależy, jak duża to będzie część. Czytam wiele blogów i muszę przyznać, że czasami jestem trochę przerażona. Oczywiście to, że ja jestem (przerażona), nie oznacza, że Wy też będziecie. Może dla innych całkiem okej jest dzielenie się szczegółowym przebiegiem ciąży, dokładne opisywanie choroby kogoś bliskiego, pokazywanie co trzymają w każdej szufladzie w domu i jaką noszą bieliznę. No, spoko. Pokazywanie miliarda zdjęć męża/chłopaka/dziecka, pokazywanie jak 3-letni Antoś (pierwsze imię, jakie przyszło mi do głowy) je pomarańcze, pluska się w basenie, czy biega po domu bez majtek.

Eeee, nie, pokazywanie nagich dzieci nigdy nie będzie według mnie w porządku. Ja wiem, że minka dwulatka eksponującego nad brzegiem jeziora swoją gołą pupcię jest urocza, ale… Nie róbcie tego. Po pierwsze: Wasi czytelnicy naprawdę nie chcą tego oglądać, możecie mi wierzyć. Takie zdjęcia nadają się wyłącznie do rodzinnego albumu i tam jest jak najbardziej ich miejsce. Po drugie: Coś mi podpowiada, że dzieciaki za kilka lat nie chciałyby się dowiedzieć, że co druga mina została opublikowana na zdjęciach, a ich problemy z biegunką opisane.

HEJ! Ale nie zrozumcie mnie źle. Osobiście nie widzę nic z złego w wymienionych wyżej tematach. Sama chętnie czytam np. o ciąży moich ulubionych blogerek i poznaję obserwacje z macierzyństwa innych z nich. Ale po pierwsze – jako autorzy – miejmy wyczucie odnośnie tego, jak bardzo szczegółowymi informacjami się dzielimy, a po drugie, jako czytelniczki – uszanujmy to, że nasze ulubione blogerki/vlogerki pozwalają nam zajrzeć do swojego życia i nie wkraczajmy w nie za bardzo, zbyt osobistymi pytaniami.

Zastawiasz się czasem…

Gdzie leży granica naszej prywatności?

Moim zdaniem powinniśmy ją mieć. Dzielenie się jest super… ale, na litość boską, nie wszystkim.

Do stworzenia tego wpisu zainspirowały mnie również ostatnie wpisy Fashionelki i Jej posty na temat wesela. Przeanalizowałam też trochę dokładniej kilka innych artykułów i dotarło do mnie, że ona wie, „jak to się robi” :) Wie, gdzie postawić granicę i jak pisać na swój temat w taki sposób… by tak naprawdę nie napisać nic, co mogłoby naruszyć Jej prywatność.

Ostatnio powolutku przesuwam moją granicę i coraz mocniej selekcjonuję przekazywane informacje. Zachęcam Was do tego samego, a przynajmniej do zastanowienia się nad tą kwestią. Wasza granica, to Wasza granica. Moja może leżeć w zupełnie innym miejscu, niż leży Wasza. Najważniejsze jest, byście czuli się z nią komfortowo, ale nie tylko Wy –  Wasi bliscy również. Im niekoniecznie musi zależeć na pokazywaniu się na blogu tak bardzo, jak Wam na prezentowaniu ich całemu światu, pomyślcie o tym.

To tyle na dziś – tak zamiast „tygodnia w obiektywie”, który publikuję w każdy poniedziałek. Zrobiłam sobie w tym tygodniu wolne od dokumentowania mojego świata, bo potrzebowałam trochę odetchnąć. Ci z Was, którzy obserwują mnie na instagramie pewnie zdążyli się zorientować ;)

Życzę Wam wszystkim udanego tygodnia!

 

PS. Jeśli zastanawiacie się o co chodzi z tym zdjęciem, to jest to po prostu efekt mojego wcielania się w rolę modelki, fotografa i grafika jednocześnie ;) Zrobiłam je pracując nad wyzwaniem „30 Autoportretów”, którego jeszcze nie udało mi się dokończyć, mam za sobą dopiero 5/30, bo dziwnie się z tym czuję.

  • domi

    Kochana masz w 100% rację! Od niedługiego czasu namiętnie śledzę Twojego bloga i vloga ale nie po to, aby wiedzieć o Tobie jak najwięcej (nie zrozum mnie źle), ale po to aby mile się odstresować od swoich codziennych zmartwień, czasami ciężkich obowiązków i innych przeróżnych rzeczy. Chodzi po prostu o przyjemność, którą czerpię z Twoich wypowiedzi, powiedziałabym przyjemność estetyczną – jesteś tak bardzo poukładana, tak sympatyczna, że pomaga to się odstresować, jest miłe dla ucha i dla oka ;-). Jeśli czasem podzielisz się jakąś ciekawostką ze swojego życia to bardzo miłe ale nie powinno się traktować tego jako zobowiązania do swoich odbiorców. Osobiście uważam, że wypytywanie o Twoje prywatne życie, przekraczanie pewnych granic jest wyjątkowo nietaktowne i najwyraźniej ktoś próbuje zastąpić swoje życie Twoim.
    Trzymaj tak dalej!
    Pozdrawiam gorąco.

    • Alina

      Dziękuję Domi za miłą wypowiedź :)

      • Katinka

        Ooo tak! Podpisuję się pod komentarzem ‚domi’!
        (Choć nie ukrywam, że sama czasami mam takie ciągutki, żeby wiedzieć jak najwięcej! Ot, ludzka ciekawość :P)

  • To prawda, określenie takiej granicy jest potrzebne, także dla własnego spokoju ducha. Sama przeglądając niektóre strony zastanawiam się co kierowało autorem wpisując niektóre zdania lub wstawiając zdjęcia. Myślę też, że do niektórych osób dopiero z opóźnieniem dociera, że pokazali/powiedzieli za dużo.

    • Dlatego według mnie, wielu tych początkujących powinno sobie zadać pytanie na samym początku blogowania ile chcą pokazać i trzymać się ustalonych przez siebie samych zasad. I w sumie nie dotyczy to tylko blogowania, ale zwykłej „prywatnej” działalności na fb na przykład. Nigdy nie wiemy, gdzie to trafi, albo czego będziemy się wstydzić w przyszłości :P

  • Ev

    Masz rację, dla mnie to zawsze był trudny temat. Za to jednak mam pewną obserwację, nie wiem czy w 100% słuszną i w zasadzie ciężko to ocenić… ale zauważyłam (w oparciu o blogerki i youtuberki), że te dziewczyny, które pokazują więcej „siebie”, wstawiają bez oporów swoje zdjęcia (nawet jeśli chodzi tylko o twarz), nie mówiąc bardziej prywatnych sprawach, cieszą się większą popularnością (patrząc chociażby na liczbę obserwatorów). To głupie, bo choć mnie ten fakt odrobinę irytuje, sama wolę czytać właśnie te „sprywatyzowane” blogi. Obecnie pokazywanie swoich zdjęć na blogach np. kosmetycznych wydaje się standardem, ale ja prowadzę bloga 2,5 roku i ani razu nie wstawiłam zdjęcia swojej twarzy „w pełnym wymiarze”. Mam przed tym pewne opory, nawet publikując zdjęcia na Instagramie. Nie mam pojęcia, czy ma to wpływ na popularność mojego bloga, ale myślę, że w jakimś stopniu tak – dla czytelniczek pozostaję nieco bardziej anonimowa od innych, mimo, iż w treści postów nieraz dzielę się bardziej prywatnymi szczegółami z życia – zaręczynami, przygotowaniami do ślubu czy egzaminami na studiach.

    • Alina

      Wierz Ev, ale ja nie widzę nic dziwnego w dzieleniu się swoimi sprawami. Można pisać o zaręczynach, o przygotowaniach do ślubu i egzaminach. Bo dlaczego nie? Można pisać o ciąży, o problemach, o chorobach – i ja sama chętnie takie rzeczy czytam!
      Chodzi mi tylko o to, by robić to z odpowiednim wyczuciem…

      Zgadzam się z Twoimi obserwacjami odnośnie blogujących i vlogujących – ale to jest całkowicie naturalne. Ludzie chcą wiedzieć jak najwięcej o innych. Ja sama chcę wiedzieć jak najwięcej o tych, których czytam i oglądam. Tylko szanuje to, co one same chcą przekazać i nie wypytuję je o zarobki, związki i intymne relacje… ;)

      • Ev

        Podpisuję się pod Twoimi słowami całkowicie :)

  • Paulina

    z wrzucaniem fotek nagich bobasków zgadzam się w 100% :) bardzo ciekawy post :) a zdjęcie super :) śliczna z Ciebie dziewczyna :)

  • Świetne zdjęcie :) !!!

  • Zaciekawiłaś mnie wyzwaniem 30 autoportretów, ale nie o tym. Ostatnio też zastanawiałam się nad tym, a wszystko za sprawą wpisów jednej blogerki, która ogłosiła, że jest singielką. Zaczęła tłumaczenia co, przez kogo, po czym teraz wrzuca zdjęcia nowej wielkiej miłości. Nie jest to atak, ale przykład na to czego nigdy bym nie zrobiła! Jak mógł czuć się były chłopak? Po co wywlekać brudy skończyło się i tyle. Nigdy nie wrzucę też zdjęcia swoich dzieci, absolutnie nie będę chwalić się na prawo i na lewo ciążą, bo moim zdaniem najważniejsze jest dziecko i rodzice, a nie chwalenie się zdjęciem płodu. Zresztą znam przypadki, gdzie dziewczyny wrzucały pierwsze USG po czym był płacz i tysiąc wpisów, bo poroniły.

    • Alina

      Takie podejście, o jakim napisałaś jest BARDZO nie w porządku i zgadzam się z Tobą w 100%.

  • Aga

    Ciekawy temat :) Tak jak napisałas, każdy wyznacza sobie sam swoją granicę i jeśli jest ona zbyt daleko niech nie dziwi się, że różnego rodzaju negatywne komentarze pojawiają się na jego temat czy mega osobiste pytania… Nie mam nic przeciwko pokazywaniu swojego chłopaka, bo sam prowadzi działalność internetową, a poza tym gdyby nie on to nie było by mnie ani na blogu, ani na YT. Dzielę się małymi rzeczami, momentami, poznanymi miejscami, zdobyczami… Ale nigdy nie pokażę i nie napiszę o swojej Rodzinie i problemach wagi cięższej. Nie o tym jest moja działalność. Myślę, że niektórzy traktują blogowanie czy vlogowanie zbyt poważnie i nie wiedzą już, gdzie jest ich granica… Niestety często sami za to odpowiadają. Pozdrawiam i zapraszam na mojego odświezonego bloga, buziaki!

  • Zgadzam się z Tobą, dlatego nie publikuje męża/ rodziny/ znajomych/ dzieci znajomych czy rodziny bo uważam, że nie po to jest mój urodowy blog. Tym bardziej uważam, że jeśliby chcieli to by sami swoje zdjęcia umieszczali. Wyjątek spotkania blogerek, gdzie spotykają się osoby już publikujące wcześniej swoje twarze na swoich blogach. Myślę, że bez tego można i tak wiele o sobie opowiedzieć i nikt nie będzie miał nam tego za złe.

  • Martyna

    Ja lubię czytać blogi, owszem, ale swojego nie prowadzę właśnie z tego względu, że nie chciałabym by obcy ludzie wiedzieli np. jak wygląda moja sypialnia, bliski mi człowiek, co mnie smuci, co jadłam na śniadanie itd. Nie chciałabym pokazywać publicznie swoich zdjęć, swojego mieszkania, miejsc, w których bywam etc. Dlatego dla każdy blog to przekroczenie granicy, która dla mnie osobiście jest nieprzekraczalna. Na szczęście nie każdy ma takie odczucia, bo blogi podglądać i czytać lubię:)
    Mała uwaga – post jest skierowany do osób, które też blogują, wyszło z tego „małe kółko wzajemnej adoracji”.

    • Alina

      Przecież o tym napisałam tego posta. O blogujących, którzy dzielą się swoim życiem. Dlaczego więc kółko wzajemnej adoracji?

  • Fajny temat poruszyłaś :) chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie, bo szukając ostatnio czegoś na youtube, trafiłam na polską vlogerkę, która nieco mnie zszokowała swoją granicą prywatności. Obejrzałam po kawałku kilku vlogów i wyłączyłam, bo czułam się zażenowana faktem, że jestem z nią dosłownie wszędzie, nawet kiedy leży z mężem w łóżku ;).
    To chyba jest tak, że im więcej ktoś pokazuje, tym bardziej nam się wydaje, że tę osobę znamy i przez to tacy vlogerzy/blogerzy mogą wydawać nam się bliżsi, a to skutkuje ich większą popularnością. Ja też w pewnym momencie uznałam, że nie chcę być całkowicie anonimową autorką, że chcę aby moi czytelnicy poznali mnie jako człowieka, dlatego wprowadziłam trochę prywatności na bloga. Ale nie raz zapaliła mi się lampka ostrzegawcza, że np. jakieś zdanie lub zdjęcie jest zbyt prywatne i w efekcie nie zdecydowałam się tego opublikować. Ja sama lubię blogi, które to ziarno prywatności zawierają, chociażby z tego powodu o którym napisałam wyżej – mam wrażenie, że tę osobę lepiej znam, taka blogerka wydaje się być taką „dziewczyną z sąsiedztwa” i takie osoby chętniej czytam, nawet jeśli tematyka ich wpisów nie zawsze mnie interesuje. Ot, jestem ciekawa co tam np. u Ciebie. ALE wszystko ma swoje granice, przecież to co jest w sieci może przeczytać każdy… A już pokazywanie nagich dzieci to dla mnie zjawisko totalnie niezrozumiałe.

    • O, ja mam podobne zdanie :D

      A pokazywanie gołych dzieci jest zwyczajnie nieodpowiedzialne, jaką mamy gwarancje, że to zdjęcie nie wyląduje później u jakiegoś pedofila na dysku, albo na jakiejś stronie z dziecięcą pornografią? O tym też trzeba myśleć

    • Alina

      Czy mój post zabrzmiał, jakbym twierdziła, że pisania o sobie i prywatnych sprawach jest złe? Mam nadzieję, że nie, bo tak zaczęłam się zastanawiać nad tym… Nie to miałam przecież na myśli i byłoby to hipokryzją z mojej strony, bo sama dzielę się z Wami tutaj wieloma sprawami.

      Bardzo lubię poznawać blogerki w ich osobistych wpisach… i bardzo lubię, gdy wiedzą gdzie postawić tę granicę :)

      • Nie, nie odebrałam tak twojego wpisu :) ja też uważam, że pisanie o sobie nie jest złe, właśnie dlatego, że w blogowaniu ważny jest też sam bloger, jego osobowość, a na tę osobowość składa się też odrobina jego prywatności :) i ogólnie każdy w innym miejscu ma tę granicę ile prywatności chce pokazać. Ale jak niektórzy pokazują jej zbyt dużo, to mogą sobie lub komuś bliskiemu zaszkodzić – ja akurat tak myślę i wydaje mi się, że przesłanie Twojego posta jest podobne :) ja przynajmniej tak to odbieram :)

  • Ja też czasami robię wielkie oczy, czytając niektóre posty. Jeżeli chodzi o mnie, to ja pilnuję tego, żeby nie pokazywać zdjęć moich znajomych bez ich zgody (chociaż tak czy siak przewijają się przez mojego instagrama, do którego dostęp ma przecież KAŻDY), nie pisać zbyt szczegółowo o rodzinie. Myślę, że na blogu nie piszę tego, czego nie powiedziałabym dalszym znajomym.

    • Alina

      Dokładnie. Jeśli jakaś sprawa jest zbyt osobista, by powiedzieć o niej jakiemuś zwykłemu znajomemu – to jak możemy pisać o niej w sieci? :)

  • Mimo iż bloguje juz ponad 4 lata nigdy nie zdobyłam się na pokazanie twarzy, I wiesz co? Ciesze sie z tego! Gdyby mój obecny pracodawca znalazł mojego bloga z czasów kiedy psioczyłam na poprzednie miejsce zatrudnienia, kiedy byłam tą parę lat młodsza i głupsza… nie wiem czy dostałabym ta prace. Pracuje w takiej branży w której wizerunek jest bardzo ważny- dlatego dbam o to by blog dalej był prywatny i ukryty gdzieś w sieci. Tak jak napisałaś- nigdy nie wiemy co sie stanie za kilka lat, w jakim miejscu będziemy – a internet nie zapomina!

    • Alina

      Grunt to czuć się dobrze z tym co piszemy i jak piszemy :)

      Znam kilka osób, które dostały pracę właśnie dzięki temu, jakie blogi prowadzą. Blog MOŻE być naszym swojego rodzaju portfolio i pomóc nam w rozwoju kariery.

      Myślę, że warto pisać w taki sposób – wedle własnego sumienia – by nigdy się nie wstydzić tego, co publikujemy :)

  • Dla mnie czym innym jest pokazywanie swojej twarzy (z czym nie mam najmniejszego problemu – nie wstydzę się tego o czym i jak piszę), pisanie o ulubionych filmach, książkach, pasjach, a czym innym wspominanie o prywatnych sprawach. Na moim blogu nigdy nie piszę o tym czym zajmuję się zawodowo, jaki jest mój związek itp. To są sprawy poza blogowe. I dobrze mi z tym :)

  • Ewa

    Ja sama tak dobieram obserwowane blogi, by nie czytać o czyimś życiu. Mnie nie interesuje związek bloggera, jego dzieci ani to czy miał dziś dobry humor czy kiepski. Z każdej lektury, także tej blogowej, chcę coś wynieść. Czy to ciekawy przepis, trafne uwagi na temat rozwoju czy sposób na kolkę u niemowlęcia. Powiem szczerze, że zdażyło mi się zrezygnować ze subskrypcji, gdy ktoś mocno przesunął granicę prywatności. I w związku z tym sama też strzegę tego co tylko moje.

  • Też się zastanawiam często nad kwestią prywatności w sieci. Jestem zdania, że jeżeli prowadzimy bloga na dany temat, to czytelnicy powinni być bardziej zainteresowani naszą działalnością i tym, o czym piszemy niż sferą prywatną. Wiadomo, że rodzinne zdjęcia czy różne informacje odbiegające od tematu bloga zbliżają blogerów z czytelnikami, ale trzeba znać granicę ;)

  • Trzeba znać granice! Nigdy, ale to nigdy nie pozwoliłabym sobie na opublikowanie zdjęć mojej córy np. z kąpieli! Ręce mi opadają, jak widzę chociażby na FB wpisy niektórych matek na temat ilości kupek zrobionych przez ich pociechy, albo jakie dolegliwości mają i na co się właśnie leczą.
    Niektórzy nie znają umiaru…

  • Beatka

    Powiem krótko – dobry temat. Przy publikowaniu swoich treści warto zastanowić się nad tym jak pokazujemy naszą prywatność. Co można pokazać czytelnikom, a co warto zachować dla siebie. Myślę, że powiniśmy być tego świadomi publikując swoje wpisy i zwłaszcza dodając zdjęcia.
    PS. Jestem Twoją nową czytelniczką, chętnie zaglądam. Pozdrawiam :)

    • Alina

      Witaj Nowa Czytelniczko :)

  • Też czasami jestem w szoku. Dokładnie w dwóch sytuacjach i obydwu, które napisałaś. Pierwsza to kiedy czytam różne blogi a na nich dziewczyny pokazują rozmaite zdjęcia ze wszystkich dziedzin swojego życia, spowiadają się gdzie pracują itd. Sama nie wiem, jakbym zareagowała, gdybym miała dziecko, ale póki co z całych sił próbuję siebie przekonać, że bym go nie pokazywała, bo nie ma w tym nic super. Chociaż w sumie, coś jest dla niektórych – rosnące statystyki.

    Druga to kiedy dostaję rozmaite pytania typu z kim pojechałam na wakacje. Ja rozumiem, że ludzie są ciekawi, ale nie zamierzam na te pytania odpowiadać. Na szczęście zdarza mi się to bardzo rzadko, chyba dlatego, że moja granica jest dosyć wyrazista.

    Jest jeszcze druga strona medalu… Są blogerzy, którzy o sobie nie mówią prawie nic, jak i nie pokazują nawet swojej twarzy. Generalnie zależy to od rodzaju bloga, bo na niektórych rzeczywiście to nie jest potrzebne, ale często takie osoby mogą tracić wiarygodność jeśli blog ma budować osobistą markę i być kojarzony z osobą a nie tylko i wyłącznie jego tematem.

    • Alina

      Grunt to znaleźć swój własny złoty środek :)

      Ja pewnie pokazałabym moje dziecko… ale z pewnością ilość takich zdjęć byłaby mocno ograniczona :)

  • Paulina

    Zgadzam się z Tobą w 100% :) zdjęcia małych szkrabów są słodkie i kochane, ale po co umieszczać 30 zdjęć, które różnią się… niczym?. Każdy z Nas ma swoją granicę, granicę prywatności, każdy z Nas sam ją ustala, niestety wielu ludzi – według mnie w ogóle takiej granicy nie mają. Zrobią wszystko, żeby się pochwalić, zarobić, udowodnić innym, że mają lepiej?. Podoba mi się twój blog, lubię go czytać, bo właśnie doskonale znasz tą granicę. Prezentujesz nam fragmenty swojego życia, nie naruszając tej prywatności, jednocześnie nie jesteś jakaś niedostępna. Umieć kontrolować i trzymać się wyznaczonej granicy prywatności to chyba, sądząc po ludziach – nie taka prosta sprawa. Pozdrawiam :)

  • Najbardziej szkoda mi dzieci, ktore sa w okropny sposob obdzierane z prywatnosci przez swoich rodzicow… ciekawe jak beda sie czuc w szkole za kilka lat gdy ktos przyniesie ich wydrukowane zdjecie z internetu z czasow gdy latali po domu w pieluchach. Nikt przeciez takiego bobasa nie moze sie zapytac czy to jest ok ze ich zdjecia w roznych czasami smiesznych sytuacjach sa dzielone z tysiacami czytelnikow i obcych ludzi.

    Wydaje mi sie ze ty, bardzo dobrze chronisz swoja prywatnosc… Przyznam szczerze, ze nawet nie wiem z jakiego miasta blogujesz, chociaz na instagramie przejrzalam wszystkie twoje fotki, bo tak mi sie podobaly.

    • Alina

      Miejsce mojego zamieszkania nigdy nie ukrywałam, po prostu jeszcze się nie natknęłaś (mieszkam w Bytomiu)… dla mnie to nie jest tajemnica, ale ktoś inny mógłby sobie tego nie życzyć :)

  • Jeśli piszesz blog parentingowy, na pewno wielu z jego czytelników (a szczególnie tych, których dzieci cierpią na zaparcia czy biegunki) nie zrazi to, że piszesz o tym ile razy Twoje dziecko zrobiło dzisiaj (i jaką) kupę. A może znajdą tam poradę, która uleczy ich problem. Może dzięki temu wspólnemu tematowi poznacie się, a Wasza znajomość przerodzi się w przyjaźń, która przetrwa lata.

    Jeśli ktoś nie ma problemu z publikowaniem gołej pupci swojego dziecka, znajdzie w sieci na pewno wielu sprzymierzeńców i będą wzajemnie utwierdzać się w przekonaniu, że dobrze robią.

    Nie śmiem jednak oceniać czy i jaką szkodę jest to w stanie uczynić ih dzieciom, które są bohaterami tych publikacji. Sama pamiętam, jak będąc dzieckiem łatwo było mnie zawstydzić. A wydaje mi się, że mimo wszystko moja mama nie miała szansy opowiedzieć całemu światu moich domniemanych problemach ze wspomnianym w powyższej mojej wypowiedzi wypróżnianiem.

    Moim zdaniem grunt to znaleźć swoje grono odbiorców i na odwrót. Gdyby blogerzy i czytelnicy dobierali się w ten sposób, w Internecie mniej byłoby hejterów i innych osób, psujących sobie wzajemnie humor. A może nawet więcej tych, oferujących sobie wzajemnie wsparcie.

    PS Wczoraj kuła mnie w brzuchu Żelikowska, dzisiaj Ty, odzew na swój post znajdziesz także na moim blogu.

    • Alina

      Blogi parentingowe to jest zupełnie inna sprawa… i prawdę mówiąc sama nie wiem w jaki sposób je ocenić. Nie jestem w ich targecie, więc może nie będę ich analizować. Odnosiłam się raczej do ogółu :)
      Najważniejsze, byśmy my czuli się komfortowo z tym dzieleniem swoim życiem w sieci.

      Ja może i nie pisałabym nigdy o tych, heh, kupach, ale gdybym miała jakiś problem z moim dzieckiem i nie miałabym kogo zapytać… na 100% szukałabym informacji w internecie. I cieszyłabym się, że ktoś zechciał się taką sprawą podzielić ;) Nic tu nie jest czarno-białe…

      • Dokładnie! Też się cieszę, jak ludzie opisują swoje dość problemy, jeśli mogą one w czymś komuś pomóc. Wydaje mi się, że duże znaczenie ma tutaj anonimowość. Dlatego np. o tematach jak starania o dziecko nie pisałam na swoim blogu tylko znalazłam odpowiednie forum tematyczne i tam rozpisywałam się pod znanym tylko sobie pseudonimem. Z kupą zrobiłabym pewnie tak samo ;)
        Osobiście natomiast nie miałam problemu z dzieleniem się tym, jakie suplementy przyjmuję w ciąży czy jak samemu zrobić spodnie ciążowe. To wszystko jest zgodne z moimi granicami.
        Prawdziwy problem pojawił się, gdy straciłam to co miałam najcenniejsze, a o tym już nie chciałam pisać ani słowa. Przestałam rozwijać wątek ciążowy. Udawałam, że nic się nie stało. Ale na blogu dalej pojawiały się pytania o „Maluszka”, Czytelnicy pamiętali moją ciążę, a na to już wpływu nie miałam i ot co, tutaj cały zamysł pozytywnego bloga z trzymaniem pewnych spraw tylko dla siebie mi się rozsypał.
        Czas pokaże, czy podjęłam dobre decyzje.

        • Alina

          Mam nadzieję, że będziesz się na swoim blogu znowu czuła tak komfortowo, jak czułaś się wcześniej :* Żelikowska już o tym wspominała, ale na BAM porównywaliśmy nasze blogi do „domów” i coś w tym chyba jest :)

  • wonka080

    Uważam, że nie powinno się włazić z kapciami w czyjeś życie, ale wiadomo, że w każdym człowieku jest ziarenko ciekawości i po prostu chcemy wiedzieć więcej. Mimo wszystko trzeba mieć trochę taktu i wiedzieć, o co można pytać, a jakich tematów nie poruszać. Wydaje mi się też, że czasem same blogerki/vlogerki są sobie winne, że ludzie bombardują je lawiną pytań. Przykłady wymyślone przeze mnie, gdzieś usłyszane/przeczytane: „Jestem taka szczęśliwa, ale nie pytajcie o co chodzi”, „Przechodzę nowy etap w życiu, ale nie mogę powiedzieć o co chodzi” itp. itd. Gdy w jakimś filmie padnie takie zdanie, od razu pojawia się fala pytań..

  • Jestem dokładnie tego samego zdania co TY!
    są pewne granice prywatności, których nie zamierzam przekroczyć, bardzo uważam, żeby na moich zdjęciach nie było szczegółów z mojego życia, domu! nigdy nie zdecydowałabym się pisać o swoich ciążach, rozterkach, dramatach życiowych bo to wyłącznie moja sprawa!

  • Rozmawiałyśmy o tym w busie do Krakowa, ale napiszę i tutaj: nigdy, przenigdy nie wrzucę nagiego zdjęcia mojego dziecka w internet. Z resztą w ogóle moim zdaniem co za dużo, to niezdrowo, dlatego staram się, żeby nawet na blogu nie pojawiało się więcej niż 3-4 zdjęcia w jednym poście, chociaż to i tak dużo, moim zdaniem. Wyjątkiem jest trochę instagram – tam się jaram synem ile wlezie :P
    Opisując swoją ciążę byłoby mi głupio napisac np. „uroki ciąży: wczoraj biegunka, dzisiaj zaparcia” – a zdarzało mi się czytać takie wpisy o blogerek. O ile faktycznie na blogu parentingowym wpis o problemach z dzieckiem typu „kupa nie taka” może pomóc rozwiązać problem, bo czytelnicy chętnie pomagają, o tyle sam sposób pisania o tym też jest istotny. Znam blogerki, które nawet o tej kupie są w stanie napisać tak, że aż miło się czyta i to nie razi w oczy.
    Mam bardzo wyraźną granicę prywatności. Nigdy, przenigdy nie pozwoliłabym sobie napisać rzeczy typu: narzekania na swoje dziecko albo męża, historii z rozwodem moich rodziców w tle, czy recenzji z kłótni z przyjaciółką. W sumie to tak, jak na BAM było mówione – blog to mój dom i goście do niektórych pomieszczeń wstępu po prostu nie mają.

    • Alina

      Amen.

      :)

  • Zgadzam się z Tobą w kwestii tego, że granica każdego jest inna. Jeden dobrze będzie się czuł ujawniając i pokazując szczegóły swojego życia osobistego, włączając w to zdjęcia rodzinne, małych dzieci itp., inny będzie chciał poruszać tylko sferę jego życia związaną z prowadzeniem bloga (blogowe tematy, spotkania z blogerami, konferencje),a jeszcze inny nie będzie czuł się komfortowo nawet z pokazaniem własnej twarzy. To wszystko jest indywidualną kwestią, i to bloger, a nie jego czytelnicy, nie reklamodawcy, powinien ją wskazać i o niej decydować.
    PS Gratuluję świetnego bloga, trafiłam na niego już dawno temu, gdy w wyszukiwarce wpisałam frazę „design your life”, żeby sprawdzić, czy jest już blog o takiej nazwie, gdyż chciałam tak nazwać mój… pokrzyżowałaś mi plany;) Pozdrawiam:)

  • Przerażające jest to, jak wiele informacji o nas można znaleźć w sieci…

  • Wiesz, granice prywatności w różnych kulturach są różne. To jest jak ze zwykłym pytaniem: „Ile zarabiasz?” W Polsce takie pytanie jest niestosowne i nikt nie oczekuje, że dostanie konkretną odpowiedź. W Norwegii każdy czeka na odpowiedź ;)

  • Ela

    Wydaje mi się, że o granicy prywatności w zasadniczym stopniu decyduje tematyka bloga. Tak jak wiele osób wyżej wspomniało – na blogach poruszających sprawy parentingowe, zdjęcia dzieciaków, historie z przebiegu ciąży, porodu, życia rodzinnego będą jak najbardziej na miejscu, bo zarówno autor jak i czytelnicy, potrzebują tego typu tematów. W momencie, gdy na blogu – tak jak u Ciebie Alino – pojawia się tematyka designu, to w żaden sposób zbyt dużą prywatą nie jest to, że pokazujesz nam elementy swojego pokoju, mieszkania. Na blogach modowych nie zdziwi mnie wcale, gdy ktoś pokaże nowo zakupioną bieliznę (no może niekoniecznie na sobie). Jednak, gdyby takie zdjęcia pojawiły się u Ciebie to już bym była mocno zaskoczona ;)

    Poza tym wiele też zależy od tego czym blog jest dla samego autora. Czy miejscem, gdzie chce czytelnikom przekazać wiedzę, informacje, czegoś nauczyć, tak by każdy mógł coś z tego wynieść, zainspirować się, czy odwrotnie – miejscem gdzie to czytelnicy podrzucą pomysły, dadzą dobrą radę, pocieszą…

    • Alina

      Trafne uwagi, Elu :) Tematyka w dużym stopniu determinuje to, czy coś będzie „przegięciem”, a co nie :)

    • Elu, świetnie to podsumowałaś!

  • Z blogiem jest jak z rozmową. W zależności o czym mówimy, granica będzie inna.
    Zależy to też od charakteru. Chyba każdy zna osobę, która jest mega wylewna i po krótkim czasie znajomości opowie nam cały swój życiorys i podzieli się aktualnymi problemami, nawet tymi dość intymnymi. Z drugiej strony są tacy, co przez miesiące albo i lata nic osobistego nam o sobie nie powiedzą. Są też tacy co chyłkiem, czasem wspomną coś osobistego, tak, że nawet się nie zorientujemy. Tak jest i z blogerami ;)
    Wydaje mi się, że kluczem jest jak najprędzej postawić sobie granicę „o tym i o tym nie piszę”, „tego i tego nie publikuję”. I jej nie naginać.

  • Alina – tak, tak, tak!

  • Jak zawsze u Ciebie mądrze!

    Mi się wydaje, że to jest tak że ludzie zamieszczają każdy swój krok w internecie, ponieważ mało kto się nimi interesuje.. Bo np znane osoby, te które mają dość „wcinania się” innych w ich życie nie zamieszczają swoich zdjęć. W pewnym momencie będą żałować informowania wszystkich o każdym swoim kroku…

  • dobrze powiedziane :) „napisane”

  • Mogłybyśmy sobie rączki podać, naprawdę. Podobnie myślę. Niewiele chyba pozostało do napisania, bo widzę komentarze powyżej :)
    Jedno tylko: trzeba pamiętać, że to, co udostępniamy dziś, za kilka miesięcy albo lat może nam się wydać już zbyt prywatne, ale to już przecież poszło w świat.

  • kejt

    Akurat stawianie Fashionelki za przykład to trochę strzał w kolano. Według mnie jej moderacja prywatności polega na tym, żeby wywalić na „stół” wszystko to, czym można się pochwalić, czyli taka trochę idea ‚pokażę wszystkie moje zakupy z metkami i rachunkami, poopowiadam o moim chłopaku który jest strasznie bogaty, mamy mieszkanie tu tu i tu, jedziemy tu tu i tu’ a gdy jakaś zapatrzona w nią czytelniczka spyta czy mogłaby wrzucić jego fotkę, to rzuca się oburzona ‚nie, to przecież moja prywatna sprawa’. Dla mnie jej działanie jest niespójne, i może i ona ma taką listę rzeczy których nie zamierza pokazać, ale ogólnie jest tak pozerską osobą, że wygląda to wszystko na starannie rozplanowane działanie, i robi z niej sztuczną blogerkę z gatunku słupa reklamowego.

    • Alina

      No jasne, mozesz mieć taką opinię i to Twoje święte prawo, jednakże ja nigdy nie zauważyłam tego chwalenia się metkami i opowiadaniem o bogatym chłopaku, o których wspominasz… Ona tylko odpowiada na pytanie ile za coś zapłaciła, gdy ktoś pyta.

  • Co do umieszczania zdjęć swoich dzieci w internecie. To może być po prostu niebezpieczne! Czy te matki, które to robią mają odrobinę wyobraźni? Z internetu korzystają również pedofile i inni zboczeńcy, więc choćby dlatego powinniśmy się 2x zastanowić zanim wrzucimy (szczególnie nagie) zdjęcie naszego dziecka do sieci.

  • Osobiście jestem przerażona tym, co dzieje się na blogach i innych twarzoksiążkach. A co będzie za 20 lat? Już teraz możemy dowiedzieć się, że o tej i o tej godzinie ktoś zjadł 5 kanapek, a zaraz idzie do kibelka. I jeszcze to głupie szpanowanie ajfonami czy kubkiem Starbucksa. No litości…Ale to jeszcze nic, bo jakiś czas temu na pewną stronę trafił skan z fejsbukowej rozmowy dwojga nastolatków dzielących się wrażeniami po seksie. Masakra. Pozdrawiam.

  • Pingback: Pięć plus pięć | Design Your Life()

  • Artykuł dosyć wiekowy, ale jakże aktualny! Ja też często zastanawiam się na ile odsłonić siebie, a co zostawić już tylko dla rodzinnego grona. Niestety zorientowałam się, że robię to dopiero po opublikowaniu artykułu. Jeśli myślę o tym przed napisaniem artykułu i w trakcie to z reguły wychodzi gniot po prostu. Ja najczęściej jestem jak „otwarta księga” czy to w sieci, czy w realu. I o ile Mama Cukiereczka ma dosyć zamknięte grono odbiorców (dzieci z cukrzycą nie ma AŻ tak dużo w Polsce) to przy Pani Swojego Czasu może to już być faktycznie zbyt duża otwartość. Ale myślę, że najważniejsze jest robić tak, by móc samemu sobie i członkom swojej rodziny spojrzeć prosto w oczy i nie mieć żadnych wyrzutów sumienia. Tam dalej w sieci zawsze znajdzie się bowiem ktoś, dla kogo jest to za dużo, lub za mało

  • Nie wyibrażam sobie zdradzania szczegółów z życia bliskich ot tak by sobie pogagać. Jeśli wiem, że chcą żeby jakaś informacja była „publiczna” na przykład w gronie znajomych to to robię. Osobiście lubię się dzielić swoim życiem ale pod warunkiem, że nie naruszam cudzych granic. Nie wyobrażam sobie wstawiania do internetu wstydliwych zdjęć dzieci, czy na przykład fotek w ogóle z kimś bez jego zgody. Są tematy, które wśród znajomych przemilczałam ze względu na kogoś i teraz obraca się to przeciwko mnie w postaci plotek ale trudno, takie jest życie. Nie umiem określić granicy prywatności w internecie, myślę, że to niezła sztuka robić to z pełną świadomością :)

  • Bardzo trafny temat – czytałam z zaciekawieniem.
    Tak łatwo można dzisiaj popaść w pułapkę obnażając swoją prywatność w mediach, że musimy zacząć o tym w końcu pisać i zwracać na to uwagę.
    Sama znam kilka osób, które zakładają fałszywe konta na FB lub IG tylko po to, aby móc obserwować innych i być na bieżąco z ich życiem. Martwi mni eto okropnie i denerwuje jednocześnie.

    A zdjęcie jest fantastyczne! :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

  • Zdjęcie i temat trochę mylą, spodziewałem się tematu bardziej pikantniejszego ale i ten jest bardzo interesujący, moim zdaniem nasza prywatność zależy od tego na ile sobie pozwolimy i czym podzielimy się z innymi np. znajomy na fb tylko rozmawia ze znajomymi, komentuje wydarzenia ale nie udostępnia swoich danych czy zdjęć inny publikuje wszystko co tylko możliwe zdjęcia z kąpieli dziecka, co jadł na obiad czy co teraz robi.

  • IMP

    bardzo ważne jest aby już on najmłodszych lat kształtować u dzieci ich granice, szanować prywatność, ma to niewyobrażalny wpływ na ich przyszłe życie, będą umiały stawiać właściwe granice dla w domu, w pracy, będą umiały chronić się przed próbami ich wykorzystania

  • Prawdziwe, pamiętam czasy jeszcze jak blogerzy ukrywali twarze i realne imiona :) A teraz jak celebryci.

  • Magda W-ska

    u mnie prywatnośc level high w takim razie :) zero zdjęc, zero informacji czy się wydałam za maż,czy mam dzieci, czy pracuję i gdzie aktualnie przebywam i w jakim nastroju …