Skuteczne sposoby na oszczędzanie pieniędzy, wydawanie i nasze (nie)winne zachcianki

Portfel Fossil

W dzisiejszym wpisie podejmuję temat oszczędzania pieniędzy, nie jest to jednak kolejny tekst z radami w stylu „nie kupuj kawy na mieście”, czy „gotuj w domu”. Jestem pewna, że czytaliście ich już mnóstwo. Jak skutecznie oszczędzać? Jak poradzić sobie z chęcią kupowania kolejnych rzeczy i swoimi zakupowymi zachciankami? Chcę podejść do tematu również od trochę innej strony i zastanowić się nad tym, co nami kieruje, gdy podejmujemy złe decyzje zakupowe. Bo najczęściej to właśnie one – nawet te codzienne, najmniejsze, w pobliskim spożywczaku – stają na drodze do mądrego gospodarowania pieniędzmi, a w rezultacie utrudniają oszczędzanie.

Dziesięć przeszkód w rozsądnym wydawaniu i oszczędzaniu pieniędzy

Zebrałam 10 głównych grzechów/błędów, które stają nam na drodze do rozsądnego wydawania pieniędzy, a także skutecznego ich oszczędzania. Ja sama wciąż walczę z częścią tych punktów i prawdopodobnie jeszcze długo walczyć będę, bo to trudne zagadnienia. Przeczytaj i sprawdź, czy odnajdujesz siebie i swoje zachowania w którymś z nich…

Nie wiesz ile wydajesz

To najczęstszy powód nierozsądnego dysponowania swoimi pieniędzmi. Może Ci się nawet wydawać, że lepiej jest żyć w finansowej nieświadomości, nie ograniczać się i żyć spontanicznie. To byłoby bardzo przyjemne, gdyby pieniądze regularnie wyrastały w domowym ogródku, albo można było je sobie wydrukować na domowej drukarce.

Niefrasobliwe wydawanie pieniędzy może skończyć się naprawdę fatalnie – szczególnie, gdy przydarzy się nam jakiś większy, nieplanowany wydatek: zepsuje się samochód, trzeba kupić jakiś mebel, czy drogie leki. Takie sytuacje mogą doprowadzić nawet do długów. We wpisie o dobrych nawykach i eko-zwyczajach na co dzień pisałam o tym, jak ważna jest świadomość ponoszonych przez siebie kosztów. Co ważne, my sami mamy na wysokość tych kosztów wpływ, a oszczędzać można na wiele różnych sposobów.

Zacznij spisywać wszystkie swoje wydatki jeszcze w tym miesiącu. Nie musisz od pierwszego – na dobry początek dowiesz się ile wydajesz w tygodniu i dojdziesz do wprawy. Spisuj WSZYSTKO. Możesz zbierać paragony, zapisywać sobie wszystko w notesie lub korzystać z mobilnej aplikacji. Jak wolisz. Tylko ZACZNIJ.

Arkusz budżetu domowego

Spisujesz swoje wydatki i myślisz, że to wystarczy

Przez długi czas korzystałam właśnie z aplikacji na telefonie, w której rejestrowałam wszystkie swoje wydatki i byłam z siebie naprawdę zadowolona. Wpisywałam każdy, najmniejszy nawet zakup – jedzenie, ubrania, gadżety, stałe koszty, a nawet opłaty parkingowe. Wszystko pod kontrolą! Tylko czy aby na pewno? Dlaczego pod koniec miesiąca za każdym razem sięgałam do konta oszczędnościowego i wydawałam to, co planowałam oszczędzić na początku miesiąca? Bo gdy brakowało na ważne opłaty – nie było wyjścia.

Teraz wiem, że popełniałam niezwykle istotny błąd: koncentrowałam się wyłącznie na rejestrowaniu wydatków, natomiast nie planowałam gdzie moje pieniądze mają trafić. Nie ustalałam sobie limitów na konkretne kategorie. Do tego służy właśnie budżet domowy, o którym również dokładniej rozpisywałam się w tym wpisie. Rozpoczęcie jego prowadzenia okazało się być dla mnie przełomowe. Teraz w każdym miesiącu staram się jak najlepiej rozdysponować to, co mam i z wyprzedzeniem przewidzieć w której kategorii wydam więcej, a w której mniej. Na przykład w miesiącu, gdy czeka mnie naprawa samochodu odpuszczam zakupy ciuchowe, a fryzjera przeciągam o kilka tygodni. Grunt to nie wydawać środków, których faktycznie w danym momencie nie posiadamy.

Pozwalasz sobą manipulować

Każdego dnia, na każdym kroku i z każdej strony atakują nas reklamy. Czy da się ich uniknąć w całości? Obawiam się, że nie. Rezygnacja z oglądania telewizji, w której pasma reklam zdają się zabierać więcej czasu antenowego niż właściwe treści, to dopiero wierzchołek góry lodowej. Reklamy atakują nas z bilboardów, docierają do naszych domowych skrzynek pocztowych, na mejla w formie newsletterów, dostajemy je „do ręki” na ulicy w postaci ulotek i formie promocji przekonują nas do zakupu w sklepie (nie kupuj tylko jednego balsamu do ciała – kup dwa, a trzeci dostaniesz gratis!). Że nie wspomnę o internecie, wyskakujących banerach i wpisach sponsorowanych na blogach – również na tym, który właśnie czytasz. Na YouTube, na Instagramie i na Snapchacie. Są nawet w moich ukochanych podcastach, w formie sponsoringu kolejnych odcinków.

Nie zrozumcie mnie źle. Tu nie o to chodzi, że reklamy są bezwzględnie złe, niedobre i powinniśmy się od nich totalnie odgrodzić.. To również wydaje się być mało realne. Reklamy są, będą… i będą działać coraz skuteczniej. Siedzą nad nimi potężne sztaby specjalistów od marketingu wszelakiego, które całymi miesiącami planują działania dla firm na wszystkich frontach. Moim zdaniem naszą rolą jest zachowanie zdrowego rozsądku i zwiększenie swojej świadomości, a także filtrowanie komunikatów, które docierają do nas z zewnątrz.

Nie znasz skali swoich (nie)winnych zachcianek

Od wielu miesięcy prowadzę domowy budżet, więc byłam święcie przekonana, że rozsądnie wydaję pieniądze. Bo przecież wszystko regularnie planuję i staram się też w miarę regularnie oszczędzać. Kilka kategorii zaczęło mi się jednak w pewnym momencie wymykać spod kontroli. Musiałam zrobić sobie generalny rachunek sumienia. Przez cały miesiąc wyjątkowo rzetelnie spisywałam wszystkie, te najmniejsze nawet wydatki. Wszystkie kawy kupione w przelocie, butelki wody niegazowanej i… wszystkie cyfrowe produkty kupowane pod wpływem emocji on-line.

Tobie w zrobieniu sobie takiego rozeznania może pomóc specjalne narzędzie przygotowane przez markę AXA. Ten wpis jest elementem naszej współpracy, ale spokojnie, nie będę Ci nic sprzedawać :)

Macbook pro

AXA przygotowała akcję mającą na celu zwiększenie świadomości swoich wydatków wśród konsumentów. Na specjalnej stronie możesz zrobić sobie taki swój własny „rachunek” sumienia. Wystarczy kilka kliknięć i będziesz wiedzieć ile dokładnie wydajesz na te swoje niewinne zachcianki. Ubrania, jedzenie na mieście, kawa, książki, czasopisma, alkohol, słodycze, biżuteria…

To jak, odważysz się? Może nie być przyjemnie, ale pamiętaj, że lepiej wiedzieć :) Ze świadomością swoich wydatków będziesz w stanie podjąć kolejne kroki i np. część niewinnych zachcianek ograniczyć. Na stronie możesz wziąć udział w konkursie i zgarnąć Samsunga Galaxy S6 lub bony do Empiku.

>>> CHCĘ DOWIEDZIEĆ SIĘ ILE KOSZTUJĄ MNIE MOJE NIEWINNE ZACHCIANKI <<<

Macbook pro

Moje takie (nie)winne zachcianki to najczęściej:

  • e-booki (kupuję uczciwie, nie ściągam z Chomika!)
  • audiobooki (bo czegoś trzeba słuchać stojąc w korkach!)
  • e-kursy (bo przecież trzeba się rozwijać!)
  • wspomniane materiały kreatywne typu: fonty, elementy graficzne, mockupy itp. (bo się przydadzą!)

Te wszystkie cyfrowe zakupy wrzucałam w firmowe koszty, więc nie odnotowywałam ich na liście osobistych wydatków. Aż tu nagle trzeba było się zmierzyć z kwotą, którą wydałam na to wszystko przez ostatnie miesiące. Miała o jedno zero za dużo. To zdecydowanie nie były produkty pierwszej potrzeby…

Niewinne zachcianki AXA

Jak obecnie radzę sobie z moimi (nie)winnymi zachciankami?

  • słucham głównie darmowych podcastów, zamiast płatnych audiobooków
  • dałam sobie szlaban na zakup e-booków i książek (opcja „pay with one click” na Amazonie to zło!)
  • w miesięcznym budżecie dokładnie określam kwotę, jaką mogę miesięcznie wydawać na te wszystkie gadżety
  • wprowadziłam zasadę minimum 24h w przypadku wszystkich plików cyfrowych. To znaczy: nie wolno mi nic kupić on-line spontanicznie, chwilę po wejściu do sklepu. Wybrane produkty muszą „poleżeć” w moim koszyku minimum przez 24 godziny, a najlepiej kilka dobrych dni.

Okazało się, że w większości wypadków następnego dnia już nawet nie pamiętam co tak strasznie chciałam kupić… :)

>>> NO DOBRA, NIECH CI BĘDZIE, SPRAWDZĘ <<<

Kupujesz styl życia, do którego aspirujesz

Specjaliści od marketingu już dawno temu odkryli, że aby skuteczniej sprzedawać nie wystarczy, że pokażą nam same PRODUKTY. Lepiej będzie, gdy zaprezentują nam cały styl życia związany z produktem. I to właśnie tego stylu życia będziemy pożądać, naiwnie wierząc, że zakup wymarzonego przedmiotu wszystko odmieni. Dzięki kultowej torebce staniemy się z miejsca tak stylowe, jak zawsze marzyłyśmy. Najnowszy gadżet, który właśnie pojawił się na rynku (telefon, zegarek, komputer) doda nam dziesięć punktów do zajebistości. Sprawi, że staniemy się bardziej produktywni, będziemy robić lepsze zdjęcia, przejmiemy kontrolę nad naszym zdrowiem i aktywnością. Bo te kupione rok, czy dwa lata temu już przecież tej funkcji spełniać nie mogą. Taaak… To jest błędne koło.

Oszczędzanie pieniędzy

Chcesz mieć jak najwięcej

W kilku ostatnich wpisach na blogu pojawił się temat minimalizmu i być może zmartwię Cię, ale pojawi się jeszcze wielokrotnie. Moim zdaniem minimalizm traktowany jako UŻYTECZNE NARZĘDZIE, a niekoniecznie filozofia życia, przyniesie nam wyłącznie korzyści. Po raz pierwszy usłyszałam o tym od Kasi i dosłownie jakaś klapka przestawiła mi się wtedy w głowie. To jest właśnie jeden ze sposobów!

Sposobem realizowania minimalistycznego podejścia będzie pytanie samego siebie przed zakupem: Czy naprawdę muszę to mieć? Czy naprawdę tego potrzebuję? Czy STALE tego potrzebuję? (w sensie: czy nie mogę go np. pożyczać od kogoś w chwilach, gdy okaże się być potrzebny). Czy przyszłam na zakupy z zamiarem zakupu tego właśnie przedmiotu? Czy ten przedmiot jest użyteczny i wniesie jakąś wartość do mojego życia? Czy nie mam już podobnego przedmiotu, który spełnia identyczną funkcję? Jeśli którakolwiek z odpowiedzi brzmi NIE – powinna się nam zapalić czerwona lampka. Czas opanować emocje.

Pora na przykład. Jesteśmy na zakupach w Home&You i znajdujemy przepiękny zestaw kuchennych misek w absolutnie fantastycznej cenie, WOW, no nic, tylko kupować. Tylko czy naprawdę muszę mieć te miski? Czy naprawdę ich potrzebuję – i potrzebuję ich na stałe? Tak, przydadzą się na sałatki, gdy przychodzą goście i gdy mieszam składniki na jakąś potrawę w domu. Do tej dużej miski z zestawu mogę nawet włożyć świeże owoce. Tylko kurczę, miskę na owoce już mam. Nigdy wcześniej nie brakowało mi też miski na sałatki, a przede wszystkim nie przyszłam tu dzisiaj po miski, ale po dozownik na mydło. Mam przecież trzy miski z Ikei, więc te nowe będą dublować już posiadane.

To nie jest rozsądny zakup. To chwilowa zachcianka, o której najprawdopodobniej nie będziemy już pamiętać trzy dni później. Zapragnęliśmy tych misek wyłącznie dlatego, że je zobaczyliśmy i podziałał na nas marketing. Po prostu – miejmy tego świadomość. A jeśli dwa tygodnie później miski będą nam się śnić po nocach – możemy rozważyć ich zakup. Być może faktycznie nam się przydadzą – ale dajmy sobie szansę, by stwierdzić to na spokojnie, na zimno, nie pod wpływem emocji.
Oszczędzanie pieniędzy

Nie zadajesz sobie tych 3 ważnych pytań

Jest jeszcze kilka praktycznych pytań, które warto jest zadawać sobie w chwilach, gdy tak bardzo, bardzo, bardzo chcemy dokonać jakiegoś zakupu. Może nie w tym wspomnianym wcześniej warzywniaku, ale powiedzmy… przy każdym zakupie powyżej ustalonej kwoty (np. 50 czy 100zł), który nie jest nam bezwzględnie potrzebny do życia.

Po pierwsze: Czy stać mnie na ten zakup? Czy dysponuję wolnymi środkami, by to kupić? Czy ten przedmiot znajdzie swoje wolne miejsce w naszym domu? Czy znajdę czas, by faktycznie go używać, zajmować się nim, czyścić, utrzymywać w porządku, czy dobrym stanie?

Po drugie: Czy ten przedmiot jest wart swojej ceny? Czy poświęcenie 5-10-20 albo 200 godzin naszej pracy na to, aby nabyć ten przedmiot jest sensowne? Załóżmy, że mamy ochotę nabyć absolutnie przepiękną, porządną, skórzaną torebkę, która kosztuje 550zł. W swojej pracy zarabiamy 10zł/h. To ponad 55 godzin pracy na torebkę. Czy spędzenie ponad tygodnia pracy tylko po to, by kupić sobie torebkę będzie dla nas OK? Czy może przy takiej wysokości zarobków, na takim etapie życia… jednak niekoniecznie? Takie przeliczanie cen produktów na swój czas pracy wielokrotnie odwiodło mnie od wydania pieniędzy w sposób nie do końca rozsądny.

Po trzecie: Czy za miesiąc ten zakup również będzie dla mnie taki niezbędny? Wystawienie się na próbę czasu ze swoimi zachciankami to naprawę fantastyczny sposób. Ja od kilku lat tworzę sobie specjalne wishlisty. Staram się nie kupować od razu, tylko mam w plannerze specjalną stronę, na którą wpisuję swoje zachcianki. Gdy zaglądam do nich po kilku tygodniach często okazuje się, że połowa pozycji przestała we mnie wywoływać tak żywe emocje, jak miało to miejsce wcześniej.

Ostatnio spotkałam się również z radą, aby nie robić absolutnie żadnych wishlist. Jeśli coś będzie dla nas istotne, to będziemy o tym pamiętać bez względu na to, czy gdzieś to zapiszemy, czy nie. Ciekawe podejście.

Zakupy to Twoje hobby lub forma spędzania wolnego czasu

Kupowanie jest przyjemne i poprawia samopoczucie – to fakt. Ale nabywanie rzeczy to nie jest hobby. Polowanie na wyprzedażach to nie jest sport. Kupowanie to kupowanie. To wszystko. Wychodzenie na zakupy to naprawdę nie jest najlepszy sposób na spędzanie swojego wolnego czasu.

Wierzysz, że wszystko się zmieni, gdy tylko zaczniesz więcej zarabiać

„Rzeczy nie są drogie – to ty zbyt mało zarabiasz” – to zdanie wydawało mi się kiedyś być niezwykle inspirujące. Teraz podchodzę do niego z trochę większą świadomością. Ja w tym miejscu chciałabym tylko uczulić na jedną kwestię.

Mądre gospodarowanie pieniędzmi i oszczędzanie będzie możliwe nie dopiero wtedy, gdy osiągniesz jakiś założony, wyższy poziom zarobków. Zarabiając więcej – będziesz więcej wydawać. Tutaj do głosu dochodzi wariacja na temat Prawa Parkinsona – expenses rise to meet income. Muszę przyznać, że widzę to na własnym przykładzie…

Kiedyś zarabiając najniższą krajową udawało mi się pokrywać wszystkie swoje najważniejsze wydatki – płaciłam za studia, materiały i wydruki na uczelnie, za dojazdy, ubrania, kosmetyki, czy dodatkowe kursy. Udawało mi się nawet regularnie coś odłożyć na koncie oszczędnościowym. Mieszkałam wtedy z Rodzicami. Gdy zaczęłam zarabiać więcej – mogłam pozwolić sobie na wyprowadzkę, co wiązało się z pokryciem wszystkich kosztów życia. Teraz – zarabiając jeszcze więcej – inwestuję we własny rozwój i rozwój mojej firmy. Stałe koszty rosną. Najniższa średnia krajowa nie wystarczyłaby mi dzisiaj nawet na zapłacenie czynszu… :) I, co paradoksalne – zarabiając najmniej – oszczędzałam chwilami więcej, niż miało to miejsce np. rok temu.

Alina Moskwa

Nie edukujesz się w temacie finansów osobistych

Nie jestem specjalistką od oszczędzania pieniędzy i nie znam odpowiedzi na każde pytanie. Staram się jednak nieustannie w tej kwestii uczyć i zdobywać coraz większą świadomość. Pomaga mi w tym lektura blogów finansowych i słuchanie podcastów. Pomagają rozmowy ze znajomymi, którzy mają finanse pod kontrolą. Pomaga prowadzenie domowego budżetu. Gorąco zachęcam Was do dbania o swoją świadomość w tym temacie. Jeśli macie ochotę pogłębić swoją wiedzę na temat oszczędzania pieniędzy i rozsądnego wydawania, to zerknijcie też na bloga AXA. Znajdziecie tam dwa wyjątkowo ciekawe wpisy:

Dziękuję Wam gorąco za lekturę. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis okazał się dla Was przydatny. Skorzystaliście z kalkulatora podliczającego kwotę wydawaną na swoje zachcianki? Zaskoczyła Was? A może macie te wszystkie małe, podstępne wydatki pod kontrolą i jesteście mistrzami oszczędzania? Dajcie koniecznie znać w komentarzach. Wszystkie rady i sugestie odnośnie codziennych oszczędności i stosowanych przez Was strategii są mile widziane :)

Wpis powstał w ramach współpracy z marką AXA.

 

  • Nigdy nie mogłam zrozumieć przeliczania ceny na godziny spędzone w pracy :). Ten przelicznik w ogóle do mnie nie przemawia ;).

    • Ciekawe :-) Dlaczego to do Ciebie nie przemawia ?

      • Nie wiem :). Po prostu jak coś chcę i uznaję, że samo w sobie jest warte takiej kwoty, to nie zastanawiam się ile muszę na to pracować, tylko szukam sposobu jak to zdobyć :). Patrzę bardziej na stosunek ceny do rzeczy samej w sobie (jakości, tego jak mi się podoba), a nie na stosunek ceny do liczby moich godzin pracy :). Jeśli nie mogę sobie na coś pozwolić, to nie dlatego, że muszę na to pracować 50 godziny, tylko dlatego, że mało zarabiam/nie mam oszczędności :). Nie jestem pewna czy umiem to dobrze opisać :D.

        • Dzięki za odpowiedź. Twój punkt widzenia jest interesujący ;-) Przyznam szczerze, że robiąc podstawowe zakupy również nie myślę za każdym razem ile godzin muszę na to pracować. Czasami gdy porównujemy z siostrą , która pracuje w Irlandii, ile musimy pracować ( ja w PL, ona w IRL), aby kupić sobie taką samą rzecz, to robi mi się przykro :-( Z jednej strony zgadzam się z Tobą, bo jeżeli marzy mi się np. Macbook, to nie będę się zastanawiać, ile godzin więcej będę musiała na niego pracować, niż na o połowę tańszy komputer,. Żaden inny komputer w tym wypadku mnie nie zadowoli, chociaż jest o wiele tańszy i mogłabym pieniądze odłożyć na coś innego. Jest jeszcze parę innych takich rzeczy, które nie zamieniłabym na tańsze alternatywy. Jednak taka metoda przeliczania ceny produktu na ilość przepracowanych godzin wydaje mi się mądra, gdy człowiek chce zaoszczędzić na większy cel, np. chcę kupić mieszkanie, ale marzy mi się nowy samochód, czy właśnie macbook. W tym wypadku macbook wydaje mi się mniej ważny i skoro muszę na niego pracować powiedzmy 3 miesiące, a na tańszy komputer półtora miesiąca, to wolę o półtora miesiąca szybciej kupić sobie mieszkanie, niż cieszyć się droższym komputerem. Zgodzisz się ze mną ? Czy widzisz to inaczej ? Jestem ciekawa :-)

          • W kwestii mieszkania i macbooka/komputera – najpierw zastanawiam się czy potrzebuję nowego komputera czy chodzi mi o Macbooka. Jeśli potrzebuję komputera, a Macbook byłby tylko zachcianką, to kupuję komputer (nawet jeśli odkładam na mieszkanie). Ale jeśli Macbook jest moim marzeniem od dawna, to odciągam kupno mieszkania (chyba że to chwilowe chciejstwo i mieszkanie jednak ważniejsze niż Macbook) :). W tej drugiej sytuacji nie potrafiłabym się zgodzić na kompromis – kupuję tańszy komputer, mimo że marzę o Macu, bo odkładam na mieszkanie. Chyba że Macbook to taka zachcianka i dam radę pociągnąć na obecnym komputerze – wtedy odkładam wszystko na mieszkanie, bo niepotrzebny mi ani komputer ani Macbook ;). Podobne dywagacje przeprowadziłabym w przypadku każdej innej rzeczy – drogich wakacji, samochodu czy innych. Po prostu zastanawiam się czy dana rzecz jest warta odciągnięcia mieszkania – jeśli tak, to odciągam; jeśli nie, nie kupuję :).

  • Anka

    Wooow, Alina jesteś mega ! kawał roboty i tyle informacji na raz w jednym miejscu i wszystkie takie do bólu prawdziwe
    Przyznaję, ze skłoniłaś mnie tym wpisem do finansowego rachunku sumienia, czarno na białym widac że sie da :) Teraz tylko pora wprowadzić te wszystkie oszczędnościowe rady w zycie, a najlepsze sa te 3 pytania, które zbyt rzadko sobi zadawałam przy zakupach ;P
    Pozdrawiam Anna

    • Dzięki wielkie Anka! Cieszę się, że artykuł okazał się być dla Ciebie tak bardzo przydatny :)

  • Sylwia

    Jak dla mnie super wpis! Bardzo pomocny :)

  • To już prawie dwa lata jak spisuję swoje wydatki i analizuję je – nie zrezygnuję z tego na pewno, bo mam znacznie większą kontrolę nad swoimi wydatkami. Każdego miesiąca mogę sprawdzić na co i ile wydaję, ile zaoszczędziła, gdzie mogę sobie pozwolić na więcej w następnym miesiącu, a gdzie trzeba zacisnąć pasa. Jednym słowem – bardzo, bardzo warto wiedzieć na co idą nasze pieniądze i mieć je pod kontrolą.

    • Dwa lata to świetny wynik, gratuluję samozaparcia. Mam nadzieję, że sama również nie rzucę tego na bok po jakimś czasie… To naprawdę dużo ułatwia :)

  • Ja już wcale nie kupuję rzeczy pod wpływem chwili, czekam przynajmniej tydzień i zastanawiam się czy nadal to chcę, przy ubraniach zawsze planuję z czym mogę to zestawić. Taka forma sprawdza się u mnie bardzo dobrze, przestałam też chodzić po galerii z nudów, idę tylko gdy coś potrzebuję, wchodzę do konkretnych sklepów i wychodzę.

  • Agata

    najniższa średnia krajowa? albo najniższa krajowa albo średnia krajowa – błąd językowy

    • Zwłaszcza, że to dwie zasadniczo różne kwoty.
      Umknęło korekcie… Nie ma to jak czujni czytelnicy :)

  • Książki i ebooki to mój grzech główny. W tym miesiącu to już lekko przesadziłam i mam szlaban, dopóki wszystkich nie przeczytam ;)

  • Chyba jestem jakaś dziwna, ale mam zupełnie inny problem. Bardzo lubię oszczędzać i nie lubię wydawać pieniędzy. Często planuję zakup przez kilka miesięcy, aż w końcu mój mąż „zmusza” mnie do zakupu, bo ma dosyć mojego zastanawiania się. Ma to jednak swoje zalety, bo oszczędzając na „pierdołach” za te pieniądze kupiłam sprzęt do fotografii i video.

    • Dobrze, że w takim razie mąż czuwa i Cię „równoważy” :) Musi być kiepsko, gdy dwie osoby wzajemnie napędzają się do kolejnych zakupów.

  • jakiej aplikacji do kontrolowania wydatków używałaś/używasz? :)

  • December

    Coraz lepiej idzie mi kontrola wydatków – między innymi dlatego, że obecnie muszę przeżyć z oszczędności w imię poświęcenia swojego czasu i energii we własny rozwój, który zaprocentuje dopiero za jakiś czas :) Mam pulę pieniędzy, które planuję wykorzystać w ciągu najbliższych (ubogich :)) miesięcy i co miesiąc przelewam z niej część na konto, z którego wydaję na bieżąco. W spożywczaku szukam okazji, w kwestii ciuchów i dodatków korzystam z wishlist i rozważam każdy zakup, a także odkryłam parę perełek w second handach. Idealnie jeszcze nie jest, ale widzę dużą poprawę w kwestii wydawania przeze mnie pieniędzy. Mam nadzieję, że po spodziewanym zastrzyku gotówki forsa nie uderzy mi do głowy i nie rzucę nagle oszczędzania :)

  • Anna R

    Ciekawa jestem co jest zlego w minimalizmie jako filozofii zycia :)

    • Absolutnie nic złego. Z tego co widzę/czytam wielu to zniechęca, a bardziej narzędziowe podejście skłania do tego, by spróbować.

  • Monika

    Praktycznie wcale nie zostawiam komentarzy pod postami blogowymi, ale ten temat jest mi bliski, więc się wypowiem :) Dawniej potrafiłam godzinami spędzić na wyprzedaży i zawsze coś upolować, na szczęście teraz mnie to nie rusza i nawet widok biżuterii wywołuje u mnie efekt „meh”. Od marca zaczęłam robić spis wydatków: od zwykłego batonika po bilety na autobusy, pociągi, materiały uczelniane (kierunki graficzne to dość pieniężnochłonne studia…). Pierwszy miesiąc: MASAKRA… zobaczyłam ile kupiłam (nie)winnych kaw z automatu i batoników a’la „coś na ząb”, zaczęłam spisywać co tak naprawdę mi potrzeba. Aktualnie najwięcej wydaję na płótna i jedzenie, i to drugie trochę mnie boli bo mam poczucie, że nie przemyślałam tego co tak codziennie jem (rzadko jem fast foody, ale lubię słodycze). Teraz robię kanapki w domu i staram się kupować ewentualnie obiad, jeśli mam spędzić cały dzień poza domem, wodę przelewam do mniejszych butelek, zamiast batona zabieram owoce/migdały, staram się nie polec na dziale z maskami do twarzy, a to dla mnie baaardzo trudne :D W porównaniu marca a czerwca różnica jest ogromna, nie tylko w ilości wydanych pieniędzy, ale i jakości tego co kupuję. Na pewno będę to kontynuować :)

    • Co do wody to polecam butelkę z filtrem. Co prawda sama jeszcze nie kupiłam ale planuję w najbliższym miesiącu. Ok, jest to kolejny zakup ale jeśli pijasz wodŕ z kranu to jest to zawsze jakaś oszczędność. My mamy filtr w lodówce i powiem Ci, że teraz od kiedy jest ciepło praktycznie nie ruszamy butelkowanej, ja ją tylko w pracy piję bo tej z baniaków akurat nie lubię :)

      • W domu świetnie sprawdzają się dzbanki z filtrem. Z butelki Bobble również korzystam i to naprawdę rewelacyjne rozwiązanie :)

        • no my z racji filtra w lodówce w dzbanek już nie inwestowaliśmy ale faktycznie w lato praktycznie butelkowanej nie pijemy bo i tak przyjemniej nalać sobie od razu schłodzonej :)

    • Gratuluję zmiany podejścia! Co do wydatków na uczelnię to zdecydowanie znam ten ból. Najgorzej zawsze było w czasie sesji – te wszystkie wydruki kosztowały czasem nawet koło 500 złotych!

  • bardzo podoba mi się aplikacja axy i pomysł, ale ja jestem wetaranką, a właściwie jest nim mój mąż – prowadzimy budżet od 5 lat, zanim to jeszcze było modne. Sprawdzasz ile w ciągu 5 lat wydałaś na buty czy kawę na mieście – daje do myślenia.

  • Billy – Asystent zakupów

    Ciekawa ta aplikacja AXA, zapisywanie wydatków jest podstawą do oszczędzania. Ze swojej strony mogę polecić aplikację Billy – Asystent zakupów – „Pierwsza aplikacja na świecie do dzielenia się cenami w sklepach stacjonarnych”, dzięki której nie tylko zapiszemy wydatek w odpowiedniej kategorii (do późniejszej analizy na jaką kategorię wydaję najwięcej) ale jeszcze poinformuję sąsiadów o aktualnych cenach a oni mnie. Dzięki temu wiem, gdzie co, za ile kupię i czy jest dostępne. Mowa tu o sklepach stacjonarnych, sieciach handlowych i produktach FMCG (Czyli tych codziennie kupowanych). Jest lista zakupów, panel wydatków i sortowanie produktów wg alergenów. Zachęcam do spróbowania, bo aplikacja jest bezpłatna. Pozdrawiam. Billy

  • Ja zaczęłam w tym roku zwracać większa uwage na wydatki, ale jeszcze nie zebrałam sie do prowadzenia budżetu domowego. Dojrzewam do stawienia czoła wynikom ;)

  • Zgadzam się w 100%. Jakieś pół roku temu zrobiłam w domu czystki i zaczęłam kupować tylko według listy – jestem zachwycona efektem, nie tylko mam ładniejsze rzeczy lepszej jakości, które do siebie pasują i więcej miejsca, ale też panuję nad wydatkami. Moją słabością dokładnie jak u Ciebie są ebooki…:)

    • Na Wolnych Lekturach jest sporo darmowych ebooków :)

  • Emi

    Takiego wpisu potrzebowałam! Od dwóch miesięcy próbuje monitorować moje wydatki, ale jakoś słabo mi idzie. Skorzystam z Twoich rad, na pewno mi się uda :)

  • Temat oszczędzania to dla mnie temat bardzo śliski. Ponieważ moje zarobki nie są regularne, zawsze kiedy uda mi się zarobić więcej dopada mnie pokusa, żeby od razu ruszyć na zakupy :) Na szczęście nauczyłam się już, że nie wszystko na co mam ochotę jest mi od razu potrzebne, a patrzenie potem na dziesiątą torebkę, albo bluzkę, której ani nie noszę ani nie mam gdzie wsadzić pomaga mi utrzymać się w ryzach :)
    Bardzo ciekawy wpis. Zgadzam się co do tego, że kiedy rosną zarobki, to rosną też wymagania i potrzeby. Dlatego co do zasady, choć oczywiście nie w każdym przypadku, błędnym jest powtarzanie sobie, że zacznę oszczędzać jak zacznę więcej zarabiać.

    • Jestem w podobnej sytuacji, bo u mnie zarobki również są BARDZO nieregularne. Prowadzenie budżetu jest wyjątkowo trudne, ale da się. Pomaga znajomość swoich miesięcznych kosztów i wyciągnięcie średniej np. z minionych 12 miesięcy.

  • Ela Kraj

    Ja z kolei nie mogę nic kupić. Mąż ma ze mnie nieziemski ubaw, gdy chodzimy po sklepach, bo ciągle sobie powtarzam, że „a może jednak tego nie potrzebuję, tyle czasu bez tego żyję, po co nam to teraz” i potrafię wręcz spod kasy wrócić i odłożyć na półkę coś, o czym miesiącami mówiłam, że to moje „must have”. Z jednej strony dobrze – nie wydaję, ale z drugiej – nie mogę się nigdy na nic zdecydować. Tak źle i tak niedobrze ;)

    • To faktycznie jesteś totalnie po drugiej stronie barykady :D

  • Ja wiecznie wydaję na książki i jedzenie na mieście, to moje ogromne grzechy, bo książek mam mnóstwo (w tym nieprzeczytanych), a posiłki w knajpach pochłaniają fortunę i zdecydowanie nie są tego warte. Wiem, na co wydaję najwięcej, ale i tak ciągle nie umiem przestać…

    • Polecam zrobić sobie w ramach eksperymentu miesiąc „postu finansowego” – po czasie o wiele łatwiej jest opanować zachcianki.

  • Swego czasu wydawałam o wiele więcej pieniędzy na niewinne zachcianki, ale od ponad pół roku zaczęłam właśnie zwracać uwagę na to co kupuję i jak kupuję. Udało mi się dzięki temu dużo zaoszczędzić. Generalnie jak chce coś kupić „na już” to jednak daje sobie 1-2 dni i wtedy stwierdzam, czy nadal tego tak bardzo chce i potrzebuję. Zazwyczaj okazuje się, że nie więc pieniążki zaoszczędzone :D

    • Trzeba by jeszcze te zaoszczędzone gdzieś od razu najlepiej odłożyć – jak sama tego nie robię, ale muszę zacząć :)

      • Ja mam konta oszczędnościowe i tam lądują zaoszczędzone pieniążki :D Polecam :) Przynajmniej nie ma pokusy, że „ooo tyle mi jeszcze zostało – kupię sobie coś!” :D

  • Świetny, świetny i jeszcze raz świetny wpis <3 chyba wyczerpałaś temat. Dla mnie oszczędzanie, to wciąż ciężki temat, staram się podchodzić do wydatków rozsądnie, ale czasem chyba mnie rozum opuszcza i później tego żałuję. Z każdym miesiącem mówię sobie, że trzeba do zakupów podejść racjonalnie, przemyśleć itd., ale nie zawsze mi się to udaje, czasem kupię coś, czego zupełnie nie potrzebuję.
    Pozdrawiam :-*

    • Dzięki wielkie Daria, cieszę się, że wpis okazał się być przydatny!

  • No i właśnie dlatego, że nie jesteś specjalistką to Twoje podejście do tematu jest bardziej LUDZKIE! ;) Mi się wydaje, że mam swój budżet pod kontrolą :) ale prawda jest taka, że im mniej się zarabia tym łatwiej to ogarnąć :))))))

    • Dzięki Świnko! :) U Ciebie wszystko zawsze pod kontrolą… :)

      • Staram się! Ale to i tak wszystko dzięki temu, że czytam same fajne blogi, takie jak Twój! ;)

  • Ups! Sprawdziłam i… faktycznie trochę się zdziwiłam! Mnóstwo mądrych rad, na pewno kilka kraków będę musiała wcielić w życie. A niektóre już stosuję od jakiegoś czasu – np tworzenie list i staranie się nie kupować pod wpływem chwili. To sprawiło, że już z wielu zakupów zrezygnowałam ;)

    • 3mam kciuki za poprawę sytuacji :))

    • Nikt nie mówi, że musisz rezygnować każdy kij ma dwa końce. Wystarczy, że zwiększysz dochody. Ja miałem właśnie taki problem i ciężko jest zrezygnować z wielu przyjemności.

      • Hehe, zwiększanie dochodów to akturat nie taka prosta i łatwa sprawa ;P Warto zarządzać dobrze tym, co się ma. A zwiększać to każdy by chciał, wiadomo ;)

        • A próbowałaś zwiększyć? Kto mówi, że musisz pracować dla pieniędzy postaraj się aby to pieniądze pracowały dla Ciebie :) Takie to proste :) Wiadomo gorzej to wygląda w praktyce ale od czegoś trzeba zacząć.
          Na początku daj sobie podwyżkę i zmień pracę :)
          Później poszukaj dochodów pasywnych oraz dodatkowych i na końcu dochodów z inwestycji. Tylko tyle. :) POWODZENIA

  • I to jest właśnie fajne jak się jest w innym kraju- nie znasz języka, więc patrzysz na reklamy jak na ciekawostki. Fajnie, że trafiłam na ten wpis- akurat jestem w Korei, gdzie jest o wiele drożej niż w Polsce, więc każdy „grosz” się liczy:)

    • To faktycznie musi być ciekawe :) Jak dużo jest tam drożej niż w Polsce? Jakieś porównanie cen produktów?

      • Sporo, oni tutaj o wiele więcej zarabiają, więc i ceny są adekwatne, chociaż mają też fajne promocje (coś w stylu Żabki, czyli kup dwa taniej etc. lub po prostu niższa cena)
        Dzisiejsze zakupy:
        ciasteczka bananowe ok. 7zł
        chleb ok. 7 zł
        masło ok. 14 zł (w promocji, normalnie droższe)
        jajka ok. 7 zł
        Niby nic, a jednak przy większych zakupach okazuje się, że płacisz minimum dwa razy więcej za koszyk niż w Polsce, nie wspominając już o cenach wynajmu mieszkania (tu dostajesz prawdziwą „flat”- mini pokoik, mini kibelek, mini kuchnia i mini suszarnia, a w Polsce za ten sam czynsz spokojnie 2-pokojowe, jak nie więcej, mieszkanie). Na razie zbieram rachunki i przygotowuję się do tygodniowej analizy, pewnie niedługo coś z tego powstanie, więc jakby co, to zapraszam:)
        Pozdrowienia z dusznej Korei Płd:)

  • U mnie zwłąszcza najgorzej z punktem pierwszym, kompletnie nie panuję na budżetem, nie wiem do końca ile wydaję, a potem jak próbuję się później doliczyć to aż za głowę się łapię… Zdecydowanie czas to zmienić! Bardzo przydatny wpis:) Pozdrawiam serdecznie.

    • Na dobry początek zacznij może zbierać paragony… :)

    • Polecam korzystać z oprogramowania tzw. budżet domowy. Jest tego pełno na Internecie i za darmo

  • Jak najbardziej zgadzam się z Tobą – nie o to chodzi, by nic nie kupować i wyłącznie się ograniczać. Ograniczając te niepotrzebne umożliwiamy sobie dostęp to tego, na czym zależy nam najbardziej. Gratuluję udanego zakupu! Niech się dobrze nosi :)

  • Nie panuję nad budżetem tylko kiedy gdzieś wyjeżdżam. Po każdym weekendowym wypadzie do Torunia w pociągu podliczam koszty, wpisując na listę każdą głupią butelkę wody i bilet na tramwaj, a i tak jakieś 20 złotych zawsze ginie w tajemniczych okolicznościach…
    Mam taki pomysł, żeby zorganizować sobie portfel z dwoma-trzema kieszeniami, żeby rozdzielać kasę której wydać nie mogę (na bilety powrotne), kasę na jedzenie i np. kasę rezerwową na nagłe zachcianki, bo potem muszę się zapożyczać, żeby w ogóle wrócić :P
    Miski rzadko śnią mi się po nocach, ale pluszowy dinozaur chodził za mną bardzo długo… :D Ostatecznie od kiedy sama trochę zarabiam, i to fizycznie, zaczęłam wydawać jeszcze mniej na zachcianki, bo kurcze, taka jedna książka to cztery godziny stania w robocie. Jak się pieniądze czuje w nogach i kręgosłupie to się inaczej patrzy na produkty ;)

  • Podsunę jeszcze jeden pomysł, jak oszczędzać na audiobookach. W dużych, wojewódzkich bibliotekach można je bez problemu wypożyczyć! A najlepsze jest to, że nie cieszą się one taką popularnością jak książki papierowe, więc dość łatwo jest dorwać nawet nowości.

  • Jasno, prosto i konkretnie! Uwielbiam tak rzeczowo napisane porady o organizacji, tej związanej z budżetem szczególnie :)

  • Marta

    Naprawdę świetny wpis. :)
    Dodałabym jeszcze zliczanie nieprzewidzianych wydatków.
    Dokładnie czasem jest tak, że niby nie kupimy nic konkretnego, a pieniądze nam „przeciekają przez palce”. Jestem na etapie tworzenia arkusza do prowadzenia budżetu. Jeszcze myśle nad ostatecznymi kategoriami. Na razie spisuje od około roku wszystkie wydatki i planuje te na kolejny miesiąc. Ale chcę mieć większą świadomość np. ile faktycznie idzie na nieprzewidziane wydatki (oczywiście mam na mysle te konieczne, nie chwilowe zachcianki).

  • alicja

    Cześć Alina, mam pytanie z innej beczki – gdzie kupiłaś te jeansy z dziurami? ;p

  • sdxds

    a ja mam pytanie co to za e-kursy i gdzie znaleźć jakieś godne polecenia :)?

    • Bardzo wiele kursów jest dostępnych za darmo w Internecie a dokładnie na YouTube wystarczy poszukać co Cię interesuje

  • Ewelina

    Naprawdę świetny wpis! Dużo z niego zapamiętam i wcielę w swoje życie! Ja aby ogarnąć wydatki na kosmetyki zaczęłam kupować je na wirtualnej drogerii rossmanna z odbiorem w punkcie. Jeszcze nic tam nie kupiłam „dodatkowo” bo korzystam z wyszukiwarki i nie widzę milionów zachęcających etykietek :D

  • Pionierka

    Ja jestem mistrzynią oszczędzania :) Moją słabością jest kawa i słodycze, ale to słabostka pod kontrolą. Po prostu planuję pewne drobne przyjemności, żeby uniknąć efektu postu a potem niekontrolowanego kupowania. Poza tym jednak wiele razy zastanawiam się, zanim coś kupię. Szczególnie dotyczy to rzeczy, których potrzebuję sporadycznie. Najpierw sprawdzam, czy mogę od kogoś pożyczyć, potem – czy ktoś przypadkiem nie oddaje, a wreszcie – czy nie mogę kupić używanego, bo nieraz trafiają się naprawdę dobre okazje. W większości przypadków któraś z tych metod działa. Podjęłam też decyzję, że wolę mniej ale lepszej jakości, więc zamiast ulegać zachciankom i kupować jakąś uroczą bluzeczkę za 20 zł czekam, aż uzbieram na wymarzony porządny ciuch.

  • Problem jest taki, że w szkole nie uczą finansów i jeśli rodzice tego nie nauczyli w domu to będzie zonk i większość ludzi będzie cieszyć się, że dostali kolejny kredyt konsumencki. A gorsze jest to, że nadal ta większość ludzi nie ma ochoty zdobywać wiedzy o finansach osobistych. Sprawdzone doświadczalnie w moim otoczeniu.

  • balsamcio

    Większość ludzi nie umie oszczędzać, nie każdy niestety może sobie na to pozwolić bo za mało zarabia. Potem tacy ludzie idą po kredyt i dzięki nim banki zarabiają i wtedy się 2x traci a bo trzeba te pieniądze oddać z odsetkami a wystarczy tylko przejrzeć swoje wydatki i z niektórych niepotrzebnych zrezygnować, zazwyczaj są to wydatki z potrzeby chwili i nie jest ich szkoda.

  • goku44

    prostym sposobem na oszczednosci bez wyrzeczen jest zwykla zmiana dostawcy energii elektrycznej. sam zmienilem dystrybutora na firme Axpo i moge zdecydowanie polecac. przy takim samym zuzyciu pradu rachunki place nizsze. bez myslenia o tym :) samo sie oszczedza:)

  • Aleksandra Nowak

    Oszczędzanie to tylko jedna z możliwości. Niedawno przeczytałam książkę „Sekrety 12 sposobów jak zdobyć pieniądze na firmę” i znalazłam tyle cennych informacji, że szok!

    Co najważniejsze autor opisuje sposoby jak zdobyć środki na dowolny cel, więc nie tylko zakładanie firmy wchodzi w grę, a skoro mi się udało i Wam kochani się uda :)

  • SYLWESTER BRZEŹNICA

    Ja od siebie dodam zmiane dostawcy energii elektrycznej. W moim przypadku po przejsciu do Axpo zaowocowalo to comiesiecznymi nizszymi rachunkami za prad i sporymi oszczednosci w skali calego roku:)