Praca na etacie, czy praca na własny rachunek? Pierwsze refleksje.

Mijają właśnie trzy miesiące od momentu, w którym zostałam swoją własną szefową. W połowie maja zdecydowałam ostatecznie, że czas najwyższy na zmiany (pisałam Wam o tym więcej w tym poście) i po czterech latach rzuciłam swoją pracę na etacie. Nie chciałam wyskakiwać z tym postem zbyt wcześnie, bo musiałam się wiele, wiele na ten temat nauczyć. Myślę, że teraz mogę się już podzielić z Wami moimi wrażeniami i przemyśleniami na ten temat – jak skutecznie zarządzać swoim czasem, jak pracować bez presji szefa „nad głową” i jak się w tym wszystkim ani nie rozleniwić, ani nie zapracować na amen.

 

WAŻNE, na wstępie

Nie chcę nikogo zachęcić do postępowania tak jak ja – bo każdy z nas czym innym się zajmuje, ma inny zawód, inny charakter i inne cele w życiu – i to, co sprawdziło się u mnie nie musi sprawdzić się u Was. Nie zachęcam nikogo do podejmowania ryzyka w sposób nierozsądny. Każdy czas w życiu rządzi się swoimi własnymi prawami. Mając na głowie zobowiązania finansowe nie możemy zacząć wszystkiego od nowa z dnia na dzień. Sama do swojej decyzji przygotowywałam się przez wiele miesięcy – starałam się spłacić kredyt, uwolnić od opłat za studia, odłożyć coś na czarną godzinę itp.

 

Dlaczego postanowiłam rzucić swoją wygodną pracę na etacie?

Wiele z osób, którym mówiłam o swojej decyzji o odejściu z pracy starało się mi wytłumaczyć, że to bardzo, ale to bardzo głupi pomysł. Że nie rzuca się porządnej i wygodnej posady, z umową o pracę i o stałych godzinach. Dlaczego więc to zrobiłam? To banalne, ale po prostu: nie czułam się szczęśliwa. Bo każdego dnia – począwszy od tego najbardziej pierwszego, w pierwszej poważnej pracy, zaraz po maturze – towarzyszyło mi uczucie, że etaty nie są dla mnie. I nie interesowało mnie, że „wszyscy” właśnie o takiej pewnej pracy marzą, o 8 godzinach za biurkiem, z wypłatą każdego 10 dnia miesiąca. Ja lubię działać po swojemu. Inaczej. Czasami wbrew wszystkiemu i trochę wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale nic nie poradzę na to, że to mnie właśnie uszczęśliwia.

Co mi tak bardzo przeszkadzało? Że najlepszą część dnia spędzam nie tam, gdzie bym sobie tego życzyła. W czasie, gdy mam ochotę działać i robić wszystko na raz – nie mogę się zajmować tym, na co mam ochotę. Nie mogę się zajmować swoimi własnymi projektami, nie mogę przygotowywać swoich DIY, nie mogę robić zdjęć w czasie, gdy mam najlepsze, naturalne światło… :) Nie zrozumcie mnie źle – w pracy nauczyłam się większości tego co wiem i potrafię, i jestem za to doświadczenie bardzo wdzięczna. Ale nie mam zamiaru bez końca czekać, aż wszystkie moje marzenia spełnią się same.

 

Plusy pracy na własny rachunek

Po pierwsze: sama decyduję o zleceniach, które przyjmuję, projektach, w które się angażuję. Będąc zatrudnionym u kogoś nie mamy na ten temat nic do gadania.

Po drugie: sama decyduję o własnym czasie i dysponuję nim wedle własnego uznania. Mogę wstawać, o której mi się podoba, pić tyle kaw w ciągu dnia, na ile będę miała ochotę i robić sobie przerwę wtedy, gdy uznam to za stosowne. Mogę wyskoczyć na zakupy w samo południe, lub umówić na śniadanie na mieście. Nie muszę tłumaczyć się przed szefem, że muszę pójść do dentysty i nie muszę brać urlopu, by wyjechać gdzieś ze znajomymi na długi weekend. Taaaak. Niezależność i możliwość samodzielnego dysponowania czasem to dla mnie chyba jeden z najbardziej istotnych plusów.

Po trzecie: mam czas na to, co lubię – również w ciągu dnia! :) Mogę nakręcić o 10 rano nowy film na youtube i zajmować się fanpage’m wtedy, gdy ludzie są najbardziej aktywni. Mogę robić zdjęcia w dobrym świetle i żaden z obecnych w domu… domowników mi w tym nie przeszkadza.

 

Minusy pracy na własny rachunek

Po pierwsze: brak regularnego wynagrodzenia i niepewność tego, co będzie jutro. To chyba jeden z największych minusów, ale nie na tyle duży, bym nie była gotowa, by podjąć ryzyko. Bo plusy to wynagradzają :)

Po drugie: trudność ze zmotywowaniem się do wczesnego wstawania i efektywnej pracy.

Po trzecie: jeśli naszym miejscem pracy staje się dom, to można w samotności zwariować. Ale wtedy zaczynamy częściej wychodzić z domu, by pospotykać się z innymi ludźmi, więc to właściwie plus, a nie minus.

No i jak widzicie, o minusach zbyt wiele tutaj nie ma. Napisałam je trochę na siłę, spoglądając na sprawę obiektywnie i z dystansu.

 

Praca w domu - moje refleksje

 

Czego nauczyłam się na temat pracy w domu?

Na początku było mi bardzo, bardzo trudno. Czerwiec nie był dla mnie najłaskawszym z miesięcy, bo musiałam się jeszcze wiele nauczyć. Ale mam dla Was kilka rad :) Na razie temat traktuję tak bardziej „z grubsza”, a jeśli przypadnie Wam on do gustu, to przygotuję bardziej szczegółowy post na temat pracy w domu.

 

Po pierwsze: nie można spać zbyt długo.

To kusi – baaardzo. Fakt, że nie musimy zaczynać naszej pracy o konkretnej godzinie nie działa na naszą korzyść. O wiele łatwiej wstaje się o 6 czy 7 rano, gdy po prostu MUSIMY być w pracy o 8. Gdy nie musimy, to domyślacie się na jakimś poziomie jest nasza motywacja do wyjścia spod ciepłej kołderki. ALE! Długie spanie to zło. Zauważyłam, że  wstając zbyt późno – np. o 9 – przez cały czas towarzyszy mi uczucie, że coś zawaliłam, że zmarnowałam najfajniejsze, poranne godziny i dzień będzie teraz zbyt krótki.

Moja optymalna godzina to obecnie 7:30 i właśnie tak staram się codziennie wstawać, koło 8 zjadam śniadanie i zabieram się do pracy. Oczywiście każdy musi znaleźć swój własny złoty środek. Osobiście mimo najszczerszych chęci nie potrafię – i nawet nie chcę – zrywać się z łóżka o 6 rano, jak wcześniej. Skoro ja tu rządzę, to chcę mieć chociaż coś od życia! ;)

 

Po drugie: trzeba wyszykować się rano tak, jak gdybyśmy się gdzieś wybierali

Świetnie chodzi się w piżamie do południa, ale tylko w sobotę i nie częściej niż raz w miesiącu. Na co dzień to się nie sprawdza. Jeśli siedzę w domu taka „rozmemłana”, to praca automatycznie jakoś gorzej i wolniej mi idzie. Pojawia się nam milion wymówek, by czegoś akurat dzisiaj nie załatwić i by nigdzie się nie ruszać. Nie chodzi mi o to, by wbijać się rano w elegancką sukienkę i szpilki, ale zrobić sobie normalny, codzienny makijaż, doprowadzić do porządku włosy i założyć wygodne, ale ładne ciuchy. Stary i rozciągnięty dres do również zło! Osobiście preferuję tuniki + legginsy. I nie wstyd mi otwierać drzwi przychodzącemu po przesyłki ze sklepu kurierowi, a gdy koleżanka zapyta, czy nie mam ochoty wyskoczyć na szybką kawę – to nie wykręcam się mówiąc, że siedzę taka nieogarnięta i może jutro… Tylko wskakuję w balerinki i idę korzystać z tego, że… MOGĘ :)

 

Po trzecie: dobrze jest ustalić sobie godziny pracy

W byciu swoim własnym szefem czyha na nas pewna niebezpieczna pułapka, mianowicie: praca przez okrągłą dobę. Muszę Wam przyznać, że cały czas z tym walczę i to chyba mój największy problem. Ciągle siedzę kończąc coś po nocach, bo w ciągu dnia tak świetnie rozmawiało mi się z kolegami na fejsie. I obawiam się, że nigdy nie zwalczę tego w 100%, bo to, co robię sprawia mi tak dużą radość, że nie jest istotne, czy piszę coś/edytuję/projektuję o 10:00 czy 22:00…

 

Po czwarte: organizer to absolutny must have

Nie byłabym wstanie bez niego funkcjonować. Zapisuję wszystko – w tym swoim idealnym, wiecie jakim :) – i dzięki temu nie gubię się w panującym dookoła mnie chaosie. Łatwo jest zrobić sobie wolne i stracić czas przed telewizorem czy przy innej rozrywce, którą lubimy, jeśli nie mamy gdzieś czarno na białym napisane CO MAMY DO ZROBIENIA. W organizerze mam jasno zaznaczone co mam kiedy skończyć, jakiego mejla wysłać, jaki telefon wykonać, jaki post napisać i jakie zdjęcia obrobić. Nie powiem, żebym zawsze realizowała plan w 100%, co to, to nie :D Wy ciągle myślicie, że jestem jakimś mistrzem organizacji, a tutaj nie ma nic bardziej mylnego. Ja się po prostu STARAM. Codzienne plany realizuję zwykle w 60-80%, ale to już zwykle i tak dwa razy więcej, niż zrobiłabym bez jasno określonej listy rzeczy do zrobienia.

 

ORGANIZER

 

Warto? Nie warto?

Każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję. Wolność i niezależność przynosi mi jeszcze większą satysfakcję, niż wcześniej przypuszczałam, że będzie. Te minusy, o których napisałam – tak naprawdę dla mnie nie istnieją. Jeśli marzycie o zostaniu swoim własnym szefem/szefową, to polecam to Wam z całego serca. Ale podejdźcie do sprawy odpowiedzialnie i zaplanujcie sobie wszystko z odpowiednim wyprzedzeniem.

 

# Jeśli Wy również pracujecie samodzielnie, na własny rachunek i bez szefa nad sobą, to chętnie dowiem się do myślicie na ten temat i chętnie poznam Wasze sposoby na jak najbardziej skuteczną pracę :)

  • Chociaz sprawdzam sie w pracy na etacie to sama takze planuje przejsc na wlasny biznes w przyszlosci, poki co jeszcze nie moge. Bardzo podziwiam Cie za odwage i zycze sukcesow, bo to praca w domu wymaga nieustajacej motywacji, nie mozna zbyt czesto pozwalac sobie na slabszy dzien… Trzymam kciuki! Czekam na updaty tego postu! Buziaki!

  • Wiesz Alinka, podziwiam Cię za to, jak podeszłaś do sprawy i że w ogóle się odważyłaś. Bo tak, jak piszesz wiele osób Ci to odradzało i nie jeden popukał by się w czoło, co Ty w ogóle robisz w tak trudnych dzisiaj czasach na rynku pracy, rezygnując z pracy na etacie. Ja obecnie jestem w trakcie poszukiwania pracy – ale nie będę ukrywać jest bardzo trudno, szczególnie w mieście którym mieszkam. I tak sobie myślę, że może mi też jest dane w przyszłości pracować w domu, bo mam parę pomysłów w których bym mogła zostać swoją szefową, jak napisałaś. Jednak muszę chyba do tego dojrzeć, pomimo, że jestem od Ciebie starsza :). To tyle moich wywodów. Pozdrawiam

    • Alina

      Jeśli masz jakieś pomysły to pracuj nad nimi i rozwijaj, a nóż widelec się uda :) 3mam kciuki :)

  • Ja doskonale rozumiem Twoją decyzję i w pełni ją popieram :) sama taką samą podjęłam miesiąc temu. Powody były podobne, oprócz tego co opisujesz jeszcze zmęczenie, wypalenie realizacją projektów, które były wbrew jakimś moim przekonaniom. To musiało się tak skończyć, nosiłam się z tą decyzją mniej więcej od grudnia, aż w końcu powiedziałam „dość”.
    Podjęłam też decyzję o nie szukaniu innej stałej pracy, tylko o próbie działania na własny rachunek… Z prostego powodu i tu w sumie znowu kłaniają się wymienione przez Ciebie plusy takiej pracy ;). Otóż ja od ponad dwóch lat pracuję w domu, bo mój ostatni pracodawca dawał taką możliwość i ja nie wyobrażam sobie już powrotu do biura i pracy w stałych godzinach. Tutaj co prawda i tak starałam się godzin pracy pilnować, ale to było elastyczne, mogłam w ciągu dnia wyjść coś załatwić bez tłumaczenia się nikomu. Ogólnie dla mnie praca w domu ma same plusy i nie będę się tu na ten temat rozpisywać, bo powstałby komentarz na miarę wpisu na bloga ;).
    Ale co do organizacji pracy w domu i tego aby ten czas się nie rozjeżdżał – ja w ogóle nie miałam z tym problemu, bo zawsze miałam ręce pełne roboty. Ta robota musiała być zrobiona więc w czasie przeznaczonym na pracę nic innego mnie nie interesowało :) ani książki, ani obiad do ugotowania. Czasem jak usiadłam z samego rana na chwilę w piżamie, tak kończyłam o 18 i w tym czasie ledwo zjadłam jakąś jedną kanapkę. Jest praca to jest i mobilizacja do niej :)

    • Alina

      Gratuluję Twojej własnej decyzji!
      Co do ostatnich zdań Twojego komentarza, to w 100% się zgadzam. Jak jak co robić, to się to po prostu robi, a nie rozmyśla. Jak jest termin, to trzeba się w nim wyrobić. ALE każdy ma gorsze dni, praca czasami nie idzie tak płynnie, a wtedy łatwo jest się rozproszyć.
      Powodzenia w realizowaniu się jako swój własny szef :)

  • Marzę o pracy na własny rachunek! Czuję, że to się za chwilę stanie :)
    Niedawno pokazywałaś swoją kuchnię, dziś zapraszam do mojej :)

  • ja z rana pracuje w f.reklamowej…
    jednak i w tym czasie jak i po tych 8 godzinach pracuję dalej…
    ale już na swoje :) swoje ukochane poduszki, obrazki, projekty…
    swoje nie znaczy, że jest łatwiej :)
    poprzeczka jest bardzo wysoko.. a pracocholizm i odpowiedzialność czasem sprawiają, że do 1-2w nocy sie robi…
    a od 6na nogach. Jednak… codziennie czuję satysfakcję :) bo dokonałam to sama… i mam nadzieję, że przyjdzie dzień, że tylko z MOICH prac będę mogła wyżyć..

    tobie kochana gratuluję no i :) oby dalej sukcesy cię dopadały
    w życiu jak i w pracy ;)

  • Świetnie Cię rozumiem. Mam kompletnie inną sytuację życiową – jestem studentem dziennym, nie muszę i w zasadzie nie mogę normalnie pracować ze względu na zajęcia. Oczywiście wyłączając wakacje. W tej chwili pracuję juz prawie całe 2 miesiące. Przekonałam się tym samym o wszystkich minusach pracy w biurze. Wracając do domu brakuje mi energii i zapału, mimo że mam popołudniami inne obowiązki (tak jak Ty handmade`owe;)). Zdjęć nie ma kiedy zrobić, trzeba lecieć do sklepu po zakupki, trzeba coś zjeść… Czas przelatuje między palcami. Mój wyuczony zawód na swoim będę mogła uprawiać pewnie ok. 2 lata po zakończeniu studiow (czyli za 3 lata?) ze względu na potrzebę zrobienia uprawnień.. Ale też mam wielkie marzenie i pragnienie pracowania na swoim, od razu jak będzie to możliwe! Właśnie ze względu na regulowanie czasu pracy.

    A i jeszcze do plusów bym Alinko dodała czas oszczędzony na dojazdach do firmy i staniu w korkach, który możemy przeznaczyć na rzeczywistą pracę;)

    • Alina

      Święta racja odnośnie oszczędności czasu na dojazdach!

  • Argumenty ‚dlaczego’ pasują jak ulał i do mnie.
    Wolność i niezależność i o to chodzi.

    I jeszcze myśli:
    po pierwsze – taka decyzja to osobista (lub rodzinna) sprawa człowieka, nie dla każdego, ja także polecam (a przynajmniej polecam się nad tym zastanowić)
    po drugie – inaczej wygląda sytuacja, gdy człowiek nie jest sam, gdy ma rodzinę, żonę/męża i dzieci, plan dnia inaczej ‚się’ układa, ale imho nie zmienia to mojej opinii, wręcz ją utwierdza
    po trzecie – słuchać innych warto, ale decyzje należy podejmować samemu, jeżeli nie sami zdecydujemy to inni zdecydują za nas i już, aaaa i odłożenie jakiejś sprawy w czasie to też jest decyzja :)

  • Karola

    Wielkie brawa za odwagę, ja bym się nigdy nie odważyła zrezygnować z wygodnej posady :) Wiem, że to zależy od osobowości, ale mimo wszystko bałabym się, że jak mi nie wyjdzie to drugiej takiej pracy już nie dostanę. Trzymam kciuki, aby ta decyzja była słuszna i przynosiła jak najwięcej korzyści i żebyś miała jak najwięcej klientów. Buziaczki :)

  • Ewa

    Gratuluję Ci tego!

  • Ja po prawie 2 latach prowadzenia własnej firmy doszłam do pewnych refleksji:

    * wiadomo, że na początku pracuje się dużo. Za dużo. Pierwszym moim sukcesem było to, że po kilku miesiącach mogłam ograniczyć pracę do ośmiu godzin dziennie i tego się trzymam.

    * ustaliłam, że pracuję od 6 do 14tej i koniec. Wolę wstać wcześnie i wcześnie skończyć pracę, oczywiście jeśli chcę wypić 5 kaw dziennie to piję, jeśli chcę wyjść do kosmetyczki w tym czasie to idę, jeśli chcę ugotować obiad w czasie pracy to gotuję, jednak staram się nie nadużywać możliwości wyjścia z domu w tych godzinach – jeśli np. mogę umówić się do lekarza po 14tej to wybieram tę opcję. Po 14tej firma jest zamknięta, nie odbieram telefonów, nie odpowiadam na pytania klientów. Kropka. Być może ktoś powie, że to nie różni się niczym od pracy na etacie, ale ja nie muszę pytać kierownika czy mogę wyskoczyć na miasto na 2 godzinki ;)

    * Po ok. pół roku zaczęłam dostrzegać duży minus prowadzenia działalności, mianowicie – CZŁOWIEK WSZYSTKO CHCE ZROBIĆ SAM. I mimo że nie wyrabiałam się z zamówieniami i nie mogłam wziąć dnia wolnego (prowadzę sklep internetowy, a zamówienia trzeba wysłać codziennie od poniedziałku do piątku), nie chciałam mieć pomocnika, bo bałam się że się ogarnie tych zamówień, pomyli coś itd.
    W końcu zatrudniłam jedną osobę i to był moment przełomowy.
    Mogłam wyjechać na kilka dni.
    Mogłam tydzień chorować.
    Nie musiałam martwić się, że coś nie zostało załatwione.
    I oprócz wyznaczenia sobie godzin pracy to jest dla mnie najważniejszy punkt – po prostu DAĆ SIĘ ZASTĄPIĆ!

    * kolejny punkt to dobre rozdysponowanie pieniędzy.
    Nie ma czegoś takiego, że mam na koncie np. 8000 i nagle połowę z tego wydaję na pierdoły a później zastanawiam się z czego zapłacę podatki.
    Na początku było tak, że najpierw płaciłam wszystko, a to co nazbierało się po 20tym czyli po zapłaceniu podatków było dla mnie.
    A że zostawało tego dość dużo, to w ciągu pół roku kupiłam sobie wszystko co chciałam czyli np. Iphona, na którego nigdy nie było mnie stać, nowe meble – takie jakie mi się podobają, a nie te które były najtańsze ;)
    samochód i takie tam różne.

    Od tego roku mam całkiem inne podejście. Ustaliłam sobie, że:
    – co miesiąc daję sobie wypłatę, zawsze tyle samo z czego wydaję może 1/5 na życie a resztę z tej wypłaty odkładam na konto.

    – reszta tego co udało mi się nazbierać w danym miesiącu zostaje w firmie na ZUSY podatki i inne, przez co nie muszę się martwić jeśli jest słabszy miesiąc że nie mam z czego zapłacić, tylko biorę z kupki odłożonej gdy miesiące były lepsze.

    Przez to nie mam problemu z myśleniem, „co będzie jutro”, skoro mam zabezpieczenie na najbliższe pół roku.

    * motyw z organizerem pożyczyłam od Ciebie i jestem za to bardzo wdzięczna!
    Od teraz zapisuję tam wszystko i już nie ma czegoś takiego, że kartki fruwają w powietrzu a ja co miesiąc zastanawiam się czy zapłaciłam podatek czy nie.
    Płacę, robię ptaszek przy „zapłacić podatek” i gotowe!

    Myślę, że w ciągu tych dwóch lat osiągnęłam bardzo wiele i bardzo dużo się nauczyłam.

    Do pełnego szczęścia pozostało mi tylko jeszcze „Po drugie: trzeba wyszykować się rano tak, jak gdybyśmy się gdzieś wybierali”

    bo skoro prowadzę sklep internetowy i jedyną osobą, która mnie ogląda jest kurier, to nie mam ochoty ubierać się w uniform a z drugiej strony, jak widzę że 80 % mojej garderoby to spodnie dresowe i bluzy to robi się słabo ;)

    Trzeba nad tym popracować!

    Życzę sukcesów w dalszym prowadzeniu firmy :)

    • Alina

      Bardzo się cieszę, że podzieliłaś się tu swoimi wrażeniami i radami, wszystkie są dla mnie bardzo cenne! W pewnym czasie pewnie też będę musiała nauczyć się tego, że nie jestem niezastąpiona i po prostu trzeba dać sobie pomóc. Ale to jeszcze nie ta faza u mnie :)

      Gratuluję, że wszystko tak pięknie Ci się układa i rozwija, oby tak dalej. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Przede wszystkim gratuluję Ci podjęcia tak ważnej i jednocześnie trudnej decyzji. Nie wiem czy zdecydowałabym się na tak poważny krok. Może po przepracowaniu jakiegoś czasu w istniejącej już firmie naszłyby mnie takie myśli, ale dzień ustalony z góry to zbawienie dla takiego leniwca jak ja ;)

    Z drugiej strony, tak jak Ty, również mam milion pomysłów na minutę i obawiam się, że albo bym nie pracowała, albo nie robiła nic dla siebie, bo wydawałoby mi się, że dodatkowe projekty to strata czasu. Podziwiam za umiejętność łączenia tych dwóch „stref” :)

  • Lucky

    hej Alino ! Bardzo miło, że już o poranku przywitałas nas takim postem, uwielbiam czytać Twoje wpisy, na temat designu, pracy, fotografii…
    Podejmując taką decyzję świadczy o Tobie, że liczysz się ze swoim zdaniem, z własną osobą, i masz potencjał na coś więcej! Także do dzieła!
    Post oczywiście zainspirował i dał kopniaka mnie i zapewnie wielu innym tutaj , także oby więcej wpisów z przemyśleniami, i włąsnymi decyzjami.
    I faktycznie jak wspomniałas powyżej Twoje rady są bardzo dobre!
    Rozumiem, że teraz rok pełen roboty i sampozaparcia? Jakie masz plany odnośnie swojej pracy w domu – bedziesz chciala cos jeszcze wnieść w swoje zycie w najblizszym czasie? zmienic jakis tryb dzialania może? Dajesz kopniaka dziewczynoooo :)

    • Alina

      Co masz na myśli przez „wnieść w swoje zycie w najblizszym czasie? zmienic jakis tryb dzialania może?”? :)

      Planów jest mnóstwo, czasem nie wiem już za który z nich się zabrać jako pierwszy.

  • Kiedyś przyjdzie taki dzień, że praca na własny rachunek stanie się moją codziennością. Taki jest plan, bo chociaż nie mogę napisać, że nie lubię swojej ciepłej posadki, to jednak czuję dokładnie to co Ty – przez te nieszczęsne 8 godzin marnuję mój czas i moje życie. Na razie zbieram siły i doświadczenia. I bardzo się ucieszę, jeśli rozwiniesz ten temat szerzej :)

  • No i to się rozumie. Ja czekałam na swoją działalność 4lata. Czekałam w sumie aż mój synek pójdzie do przedszkola. Marzyłam o swoim interesie od dawna i spokojnie realizowałam się krok po kroku. Dokładnie 1 lipca minął rok od założenia firmy. Jestem szczęśliwa, ale jest też niepokój o jutro zwłaszcza, że mam rodzinę.
    Na szczęście codziennie rano wstajemy do przedszkola więc nie mam problemu z nadmiernym spaniem, zaprowadzam go więc muszę się wyszykować, zawsze wszystko planuję i zapisuję, bo trzeba pamiętać o tylu rzeczach…

  • Nie jestem jeszcze na etapie myślenia o pracy, przynajmniej tej na stałe. Jednak mój chłopak pracuje głównie w domu (w weekendy ewent. wyjazdy). I coś wiem o pracy całą dobę. Nie wiem czy ja bym się w tym odnalazła.

  • ddd

    Gratuluje decyzji i zycze powodzenia w rozwijaniu firmy :)
    Ale włąsnie , masz tutaj Alino na myśli wlasną firmę – sklep z bizuterią, czy łączysz to tez z własną osobną firmą projektową (ktora ma powstac czy juz powstała) ????? :)
    A co do powyższych Twoich przemyśleń, to sądzę że organizer i planowanie to bardzo ważna sprawa, jak nie najwazniejsza … musze sobie wydrukowac to cudo, którzy wszyscy tutaj polecają!!:)
    Zadbanie o wizerunek „jakby było się w pracy” uwazam również za mega przydatny! faktycznie inaczej człowiek czuje się w dresie a w normalnym stroju i makijazu :P

    • Alina

      Zajmuję się różnymi rzeczami, zarówno biżuterią, projektowaniem jak i kilkoma „projektami”, o których dowiecie się dopiero za jakiś czas :)

  • Gdy zaczynałam pracę na własny rachunek te z przeszkadzała mi praca w pojedynkę.
    Ale firma zaczęła się rozwijać, pojawiła się potrzeba zatrudnienia dodatkowych osób i potrzeba wynajęcia biura. I teraz mam wybór – mogę pracować w biurze, z ludźmi, albo w domu (szczególnie gdy muszę zrobić zdjęcia czy stworzyć coś kreatywnego, wtedy biurowy harmider mi przeszkadza).

    Czego i Tobie życzę – powolutku, ale sumiennie do przodu, a na pewno osiągniesz sukces :)

    • Alina

      Bardzo lubię czytać o tym, jak wspaniale Ci się wszystko rozwinęło.
      Gratuluję i zazdroszczę! Swoją drogą to żałuję, że nie znalazłam Cię tak gdzieś w czasie pobytu w Trójmieście :))

  • Moja Droga, świetny post! Niecierpliwie czekam (i z całego serca proooooszę) o kolejny, o organizacji pracy w domu :)

    Życzę mnóstwo wytrwałości i samodyscypliny! Pozdrawiam :)

  • Jestem swoim szefem od ponad miesiąca, ale przygotowania do tego momentu trwały ostatnie 4 lata, a ostatnie pół roku to już dość intensywne zabiegi związane z dotacją, biznesplanami itp. I muszę przyznać, że nawet w tak komfortowej i przygotowanej sytuacji wcale nie było łatwo. Jednak warto, bo plusy są dla mnie zdecydowanie większe niż minusy…

    • Alina

      Udało Ci się dostać dotację? Super. Życzę Ci wszystkiego dobrego na „nowej drodze życia” :)

  • Zgadzam się w 100 % z Tobą. Sama zrobiłam podobnie, otworzyłam swój sklep a wkrótce rusza mój blog. Zapraszam :-) http://www.bluestreet.pl

  • Sklep to moja pasja w przeciwieństwie do poprzedniej pracy :-) http://www.domzieleni.pl

  • Również pracuję na własny rachunek i bardzo to cenię. Ja akurat szkolę osoby, które chcą założyć własny biznes i naprawdę wiele kobiet ma ochotę zrobić krok do zawodowej samodzielności. Zalety, o których piszesz są również ich głównym motywatorem. Życzę powodzenia i pozdrawiam:)

  • Izuś

    A ja właśnie otwieram swój biznes i dziękuję Ci za ten post. Miałam tyle obaw, nadal ich trochę mam, ale części z nich właśnie się pozbyłam:))
    Mam nadzieję, że i mi się uda:))) Zaczynam pierwszego listopada, a teraz trwają prace przygotowawcze!:)))

    • Alina

      Tylko ten, kto nie ryzykuje ma 100% pewności na to, że mu się nie uda. Powodzenia!

  • Założyłaś firmę, czy może na początek jakiś inkubator przedsiębiorczości? ;)

    • Alina

      Jeszcze Inkubator, ale już niedługo :)

      • Polecasz takie rozwiązanie na starcie?

        • Alina

          Jak najbardziej tak :)

  • Bardzo przyjemnie czyta się Twoje przemyślenia i w pełni się z nimi zgadzam.
    Niestety mój wyuczony zawód nie będzie możliwy do wykonania w domu o ile w ogóle pójdę w tę stronę bo na dzień dzisiejszy nie widzę siebie w laboratorium, może to też kwestia tego, że na studiach dostajemy tylko namiastkę tego co będzie w pracy i jak na razie jestem zniechęcona. Za rok się okaże.
    Co do hand made – też jest moją pasją jednak zastanawiam się czy dałoby się z tego wyżyć, może jedynie po godzinach pracy.

    Bardzo się cieszę, że Tobie się udało i życzę powodzenia :)

  • Bardzo fajny post. Tylko z jednej strony chciałaś uciec przed stałymi godzinami pracy, a z drugiej i tak takowe masz tylko, że w ciągu całego dnia. A jak to się rozłożyło finansowo ? Nie chodzi mi o jakieś konkrety tylko warto sobie zadać czasem pytanie czy nie lepiej zarobić powiedzmy te 2000 na etacie i po 8 godzinach mieć święty spokój czy zarobić 2500 i żyć cały czas pracą. Oczywiście jeśli zarabiamy znacznie więcej to opłaca się to jak najbardziej. W każdym razie życzę powodzenia :) Też często myślę o własnym interesie..

    • Alina

      Narzucone godziny? Ale przez siebie, wtedy kiedy sama tak zdecyduję.
      Wiesz co – pracy dla siebie, na siebie, na własne konto nie potrafię porównać z pracą dla kogoś. To po prostu kompletnie inne sprawy.

  • marzenie, ktore nie dlugo juz spelnie:)jeszcze chiwlka:)3 mam kciuki za Ciebie:)

  • :) Jak ja to dobrze znam! Życzę Ci dużo powodzenia i wielkiej satysfakcji z pracy na swoim. Teraz to tylko wiatr w żagle i można wszystko :) To była dobra decyzja!

  • Em

    Myślę, że bycie własnym szefem wymaga od człowieka o wiele więcej zaangażowania w pracę, samozaparcia i siły. Te plusy, o których pisałaś istnieją tylko dla ludzi, którzy jakoś to ogarniają. Podziwiam za odwagę i życzę spełnienia każdego marzenia. :) W końcu – „dreams don’t work unless you do”. Naprawdę, też powinnam sobie to gdzieś wypisać.

    Pozdrawiam ciepło,
    Em

  • Nie bardzo rozumiem – miałaś pracę na etat i mimo to musiałaś brać urlop, żeby wyjechać na weekend? To chyba było więcej niż etat? ;-)

    Dużo zależy od osobowości. Ja mam za sobą ponad 5 lat pracy jako freelancer albo „na telefon”, obecnie trzeci rok pracuję na etacie. Poczucie stabilizacji finansowej i życiowej oraz możliwość zaplanowania sobie czasu na długo wcześniej są dla mnie obecnie zaletami nie do przecenienia. Myślałam o własnym biznesie, ale takim, którego byłabym właścicielem i managerem, nie wykonawcą – zupełnie mi nie pasuje ogarnianie relacji z klientami i czekanie na zlecenia.

    Ale uważam, że każdy powinien sam odkryć, jaki styl pracy mu odpowiada :-)

    • Czekanie na zlecenia to chyba we własnym biznesie najbardziej dotyka właśnie właściciela i managera którzy się o te zlecenia muszą starac:P

  • gratuluję i życzę sukcesów

  • Mam bardzo podobnie. Gdy mieliśmy w gimnazjum i liceum spotkania z doradcą zawodowym, zawsze słyszałam, że powinnam pracować jako wolny strzelec, że w tym odnajdę się najlepiej – i tak chyba właśnie jest. Lubię ciekawe wyzwania, urozmaicenie, lubię sama decydować o tym, jak wysoko stawiam sobie poprzeczkę. Lubię sama decydować o tym, kiedy zabieram się do pracy :)

  • Tak! Praca na własny rachunek to jest to czego wielu z nas tak naprawdę pragnie, jednak zakładanie firmy nie jest zawsze usłane różami. Niestety trzeba przygotować się na ewentualne trudności, zaopatrzyć się w wielką porcję cierpliwości i dozę uśmiechu.

  • A ja mam pytanie jak znaleźć taki organizer? Robienie list i planów to ja, milion kartek i notesó, ale nie wiem skąd takie cudo można wziąć, proszę o podpowiedź! :-D

    • Alina

      W treści posta jest link do organizera.

  • Dla mnie najważniejsze zdanie w tym poście to to, w którym mówisz dlaczego tak naprawdę porzuciłaś etat. Nie byłaś szczęśliwa i zawalczyłaś. Super :)

    Ja obecnie pracuję na etacie i marzę już o czymś swoim. Muszę zrobić określone uprawnienia, a to potrwa jeszcze około 1,5 roku.

    Alino dążysz do stworzenia miejsca pracy poza domem czy raczej nie jest to w Twoich planach? (przepraszam za wścibstwo :) )

    • Alina

      Szczerze? Jeszcze o tym nie myślałam :) Możliwe, że za jakiś czas się o to postaram :)

  • karolina2594

    To prawda z tym ”rozmemłaniem” :D Właśnie kończą mi się najdłuższe w życiu wakacje, bo od października zaczynam studia, podczas których miałam wiele takich niewykorzystanych dni. Zdarzyło się, że odmówiłam jakiegoś spotkania czy zrezygnowałam z wyjścia, które wyszło spontanicznie w ciągu dnia, bo nie ogarnęłam się rano, a później mi się nie chciało. Co do wstawania to też niemały problem :P I jeszcze chciałam dodać, że bardzo podoba mi się Twój organizer. Ja wciąż szukam takiego, który by mi pasował. Pozdrawiam Cię gorąco ;))

  • Emi

    Bardzo dobrze zrobiłaś! :) Praca dla kogoś w Polsce się nie opłaca, a do tego jest się cały czas pod czyjąś kontrolą, nie ma to jak robić to co się podoba i pracować na własny rachunek.

  • Jesteś dla mnie niesamowitą inspiracją. Nawet nie wiesz jak Cię podziwiam za tą decyzję. Chciałabym odnaleźć swoją dziedzinę, w której mogłabym spełnić się w pracy na własny rachunek. Z drugiej strony uwielbiam rozmowy, żarty z koleżankami i kolegami z pracy. Najgorsza jest chyba właśnie taka sytuacja, w której jak ja – lubi się swoją pracą, a jednocześnie w głowie tkwi jakaś tęsknota za niezależnością. Na pewno łatwiej rzucić coś, co nam się nie podoba. Jakie to wszystko skomplikowane… :)

    • Alina

      To fakt, możliwość spędzania w pracy czasu z ludźmi to jest ogromny plus i chyba tego mi najbardziej brakowało. Aby zrównoważyć braki mocno rozwinęłam swoje życie towarzyskie po godzinach… :D

  • Justyna

    Ja pracę w domu rozpoczęłam w grudniu, a parę dni temu zdecydowałam się zarejestrować działalność gospodarczą. Jestem mega zadowolona, głównie z tych powodów o których Ty pisałaś, nie mam też problemu ze wstaniem rano i zmotywowaniem się do pracy. Ja niestety póki co jestem na etapie dresu i „rozmemłania”, dlatego też podziwiam Cię za to poranne ogarnianie się, muszę wypróbować :) Mnie póki co przerażają jedynie wszelkie opłaty związane z ubezpieczeniem, podatkami itp :)

  • O…widzę Artlantisa w tle :)
    jestem tu pierwszy raz i jak chyba dobrze widzę – „koleżanka po fachu” :)
    Podziwiam Ciebie za odwagę. Ja bym takiej nie miała.
    poza tym nie mam takiej osobowości, by łapać na tyle dużo zleceń, by normalnie przeżyć do następnego miesiąca nie pożyczając pieniędzy od rodziców ;)
    Ech…
    tak więc pozostaje mi żałosny etat :/
    Tobie życzę powodzenia :)

  • Ja na razie jestem na etapie szukania pracy, dopasowując ją pod plan zajęć na uczelni (studiuję dziennie). Ale bardzo Cię podziwiam! Jesteś dla mnie niesamowitą inspiracja i motywacją. Te punkty apropo pracy w domu, muszę odnieść do organizacji czasem w ogóle, bo mam z tym problem. To naszykowanie się, jakbyśmy mieli gdzieś wyjść rzeczywiście działa, jak nie przebiorę się z piżamy to cały dzień jest taki ‚ślamazarny’ ;)

  • Ja również właśnie zaczynam swoje własne szefowanie. Oj ciężkie są początki, ale jestem w 100% szczęśliwa z własnej decyzji. I chociaż moja praca zazwyczaj jest wieczorem i po nocach a niestety rano trzeba wstać, dzieciaki do przedszkola odprowadzić to jest warto. Nic, żadna praca nie dała mi tyle radości i satysfakcji.

    • Alina

      A co to za biznes zaczęłaś?:)

  • Ewelina

    Kobieto, motywujesz mnie do działania :) Dziękuję ;)

  • Magda

    Witam w gronie pracujących na własny rachunek,ja też od pół roku we własnej firmie. I nie żałuje,owszem zdarzają się gorsze dni,ale jest o wiele więcej lepszych. Staram się myśleć pozytywnie. Będzie ok,trzymaj się kochana;))

  • Gratuluję odwagi :) Nie wiem czy ja osobiście kiedyś zrobiłabym taki krok jak Ty. Chyba za bardzo bym się bała tej niestabilności :) Super i życzę powodzenia :)

    Uwielbiam Twojego bloga :)

  • Bardzo fajny poradnik, ja pracuję u kogoś ale na pewno za kilka alt się to zmieni, nie czuję na siłach, żeby już teraz rozpoczynać działalność ale to specyfika mojego zawodu – potrzebuję więcej doświadczenia i kilku innych elementów, żeby móc pracować na własny rachunek i robić to dobrze (: Organizer świetna sprawa, sama czuję się bez mojego jak bez ręki (:

  • Witaj,
    Z tego co czytam, mamy bardzo podobne odczucia jeśli chodzi o pracę na etacie. Ja również jestem już sama sobie szefową, od kwietnia tego roku. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, dla mnie największym minusem jest stres, który niekiedy mnie wręcz zżera, pochłania i się w nim zatracam całkowicie. Wtedy robię sobie małe ucieczki, aby oderwać myśli, jeden dzień za miastem i jest lepiej. Co do wstawania, to najłatwiej i najlepiej wstaje mi się między 6 a 6:30. Wiem, dzika pora, ale wtedy mój dzień jest wystarczająco długi i optymalny. Zapewne pora wstawania nieco się przesunie, gdy za oknem będzie jeszcze ciemno.
    Z innej beczki – bardzo lubię Twojego bloga, super się czyta, znajduję tu wiele inspiracji i porad.
    PS. Czy to Ciebie widziałam dzisiaj koło południa w Bytomiu, czy był to ktoś bardzo do Ciebie podobny :)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki :)

  • Martyna

    Przypadkiem znalazłam Cie na yt, pozniej weszlam na bloga i… zostalam. Jestes wspaniała w tym co robisz, dla mnie jestes inspiracją, budzisz do działania, motywujesz.. dziękuję za to :-) buziaki

  • Zazdroszczę Ci zawodu, który daje Ci możliwość pracy na własny rachunek, ja nigdy nie będę mogła sobie pozwolić na „biuro w domu”… Dodałam dziś post o organizacji czasu, choć wiem, że jesteś doskonale zorganizowana (sama jestem ogromną fanką Twojego organizera:)), zapraszam serdecznie :-)

  • Zgadzam sie z toba. Powiem tylko ze ludzie ktorzy pracowac chca dla samych siebie to sa masochistami :) Wiem bo sama jestem. Napewno latwiej jest pracowac dla kogos, wykonac prace isc do domu miec spokuj ale ja osobiscie uwielbiam ta adrenaline. Wogule duzo sie bardzo czlowiek uczy gdy sam musi na siebie pracowc w swojej wlasnej firmie. Inna totalnie wiedza przychodzi bo trzeba roznie sie momentami ratowac i kombinowac gdzie sie znajduje wyjscia jakich niegdy by sie niepomyslalo. Jedyne z czym mialam problem to pracowac w domu, powiem ze marzylo mi sie zawsze ale jak przyszlo do czego to nielubialam rano sie mi ubierac niechcialo :P w pizamie pracowalam ale… Dzieki Bogu firma sie rozrosla i jestem teraz w pieknym miejscu z ludzmi ale na swoj rachunek. Zycze ci powodzenia trzymam kciuki chodziasz mysle ze niepotrzebujesz!

  • ola

    Odważna ale mądra decyzja – sama od 2 sobie „szefuje” bo nie odpowiadało mi 8h dziennie w studiu projektowym. Rozumiem Ciebie że masz w sobie wolnego strzelcem i taka praca Cię uszczęśliwia:) życzę Ci dużoooo motywacji do kreatywnej pracy :)

  • Zuza

    Podzielam zdanie, że najlepiej być własnym szefem. Nie potrafię znieść np. siedzenia w biurze, z innymi ludźmi ‚patrzącymi mi w plecy’. Ale pracowanie samej nie jest łatwe. Jestem po pierwszym roku grafiki, w wakacje złapałam dużo zleceń, od znajomych i ich znajomych. Pracuję już czwarty miesiąc i moje wnioski są takie:
    Czuję się ogólnie zadowolona, pierwszy raz w życiu było mnie stać na zakup nowoczesnego laptopa do pracy Apple z własnych pieniędzy, ale nie do końca czuję się szczęśliwa. Mówią, że trzeba przebrnąć przez mniej interesujące zadania, żeby móc wybierać te ciekawe. Mimo że uwielbiam grafikę jako kierunek studiów, to jednak czuję, że im więcej pracuję nad takimi rzeczami, jak logotypy, branding firmy, broszury, plakaty, tym mniej mam własnej weny i inspiracji, mimo że kiedyś miałam jej ogromnie dużo (zderzenie z rzeczywistością?) Czy też masz podobną sytuację, czy raczej praca sprawia Ci satysfakcję, mimo że zdarzają się nudniejsze projekty?

    Pozdrawiam, Z.

  • Marta

    Ja jestem studentką a więc o pracy na etacie przynajmniej na moich studiach dziennych nie ma mowy. Dlatego też postanowiłam sama założyć sobie etat i spróbować zarobić cokolwiek.
    Lubię żyć na 120 % dlatego obecnie wstaję o 5.30 rano a idę spać o 24.00 wykorzystując każdą chwilę. Mam nadzieję że w przyszłości moja mini firma rozkręci się i będę mogła kontynuować to co robię na większej płaszczyźnie.
    Jak będzie czas pokarze :)

  • W pełni Cię rozumiem, podziwiam i trzymam kciuki:) Myślę, że u mnie to tylko kwestia czasu, bo tak jak pisałaś, trzeba podejść do tego odpowiedzialnie. Na etacie nie pracuję długo, a już mnie on męczy (dokładnie te same powody, o których pisałaś). Czuję, że tracę czas i się nie rozwijam, a to dla mnie największy minus.

  • Twój wpis jest bardzo inspirujący i motywujący. To ciekawe, że człowiek trafia na takie wpisy wtedy, kiedy sam marzy i powoli dąży do otwarcia własnej działalności.

  • nka

    Hellooo ! chciałam jeszcze dodać, że Twoje wpisy odnośnie projektowania, odnośnie tego czym się zajmujesz są szalenie inspirujące i pomagają zebrać się w sobiee i isc do przoduuuu!! Swietnie czyta się coś, co jest tak niszowym tematym wsród blogooow….takze prosimy, sprawiaj nam częsciej takie przyjemnosci! milego dnia:)

    • Alina

      Raz na jakiś czas coś w tym temacie się pojawi, ale nie za często :) Dzięki!

  • Dopiero zaczynam, ale zdecydowanie za dużo czasu poświęcam na czytanie wszystkich nowych artykułów z fb („a nuż coś nowego się pojawiło i to przegapię i nie będę idealnie na bieżąco”) :)

  • Obserwuję Twój blog od jakiegoś czasu i jestem nim zachwycona. Ten artykuł jest niesamowicie inspirujący i mobilizujący! Gratuluję Ci odwagi, zdecydowania i przygotowania do podjęcia tej ważnej decyzji! Powodzenia!

    • Alina

      Bardzo, bardzo mi miło :))!

  • Ula

    Alina, spełniłaś swoje marzenie, do którego ja ciągle i wytrwale dążę już od dwóch lat (!). Podziwiam Cię bardzo za to!
    Mój problem to kredyty – odradzam je całkowicie jeśli pragnie się w przyszlosci rzucić pracę na etacie. Aby moc to zrobić, muszę zarabiać wystarczająco na opłaty kredytowe+bieżące rachunki, a w tym momencie takiej wypłaty nie będę miała. :/ Mam jednak w niedługich planach przejście na swoja własną działalność zarobkowa … jeszcze trochę pracy i cierpliwości.
    Buziaki,
    Ula

  • Gratuluję podjęcia decyzji! Życzę powodzenia :)

    Ja też pracuję na własny rachunek.
    Zdecydowałam się na otwarcie własnej działalności po urodzeniu dziecka.
    Stwierdziłam, że albo teraz albo w cale. jeśli się uda, będzie super! Będę przeszczęśliwa pracując w domu, robią to co kocham i co sprawia mi ogromną przyjemność.Jeśli nie, trudno, podejmę pracę u kogoś… jednak wierzę, że się uda, a za parę lat nie będę żałować że nie spróbowałam… ;)
    Będę na to pracować! :)
    Co do systemu pracy… ;) hmm…
    Do wstawania rano „zmusza” mnie dziecko ;) więc między 7 a 8 rano mam pobudkę i przymusowe wstawanie. Tak to pewnie ciężko by było mi się zebrać bo ja śpioch. ;) Ale wiem tak jak Ty, że jak za długo pośpię to potem zła jestem na siebie, bo dzień mi ucieka, bo już jest 11 godzina a ja jeszcze nic nie zrobiłam itp.
    Co do stroju „do pracy”, to ja akurat ubieram się w dres, bo u mnie lepszy strój by nie przeszedł – zaraz mógłby wylądować na nim jakieś klej, taśma, farba… ;) jednak jak kopciuch nie wyglądam hihi bo czasem właśnie jest potrzeba szybkiego wyjścia, to w tedy tylko zmieniam bluzkę, spodnie, wkładam buty i lecę ;)

    Powodzenia! Trzymam kciuki ;)

    Pozdrawiam
    Karolina

  • Punkt dot. wstawania i ogarnięcia się rano przerabiam an własnej skórze i zgadzam się w 100%, że brak konieczności wstania wcześnie potrafi być bardzo zgubny. Dodać do tego paradowanie w piżamie i zabranie się do pracy o g.13 zamiast o 10 gwarantowane. Tak jak mówisz, wystarczy normalnie się ubrać, ogarnąć choć mniej więcej i od razu wszystko idzie lepiej. Też jestem zwolenniczką pracy na swoim, ale niestety po 7 latach prowadzenia działalności muszę przyznać, że niestety coraz trudniej jest przedsiębiorcy – chodzi mi głównie o coraz to nowe zakazy, obostrzenia, przepisy itp itd. Jest tego od groma, a w tym roku to chyba poznałam ich sporo, niestety niektóre poczułam na własnej skórze.

  • dobrze, że napisałaś o tym przebraniu się, bo siedząc tak w domu, naprawdę można zapyzieć :))

  • pracowałam już kiedyś z mężem u siebie i wiem, jaka to frajda. nie ukrywam, robienie dla kogoś na dłuższą metę mnie męczy i ciągle marzę aby samej sobie być szefem… ale zobaczymy co czas pokaże..

  • Trzymam kciuki

  • Pingback: Czego dowiedziałam się o pracy w domu | Design Your Life()

  • Jedno nie przeszkadza drugiemu. Etat + własna firma bardzo się opłaca i jest możliwym. Szczególnie dla
    rokujących własnych pomysłów. Zrealizowaliśmy w ramach kup-czas już
    kilkadziesiąt takich projektów dla pomysłodawców. Zainteresowanych
    zapraszamy po szczegóły. Pozdrawamy