Nauka angielskiego w domu – mój plan

Hej! Zapowiadałam ten post już kilkakrotnie. Wy czekaliście, upominaliście się, wysyłaliście mi ponaglające mejle… A ja nie potrafiłam go dokończyć z powodu spadku motywacji do nauki. A jak Wam mogę pisać o tym, w jaki sposób się uczę, jeśli się nie uczę, bo mi się nie chce? :) Ale żarty się skończyły, spinamy pośladki i do roboty.

Na mój poziom zaawansowania angielskiego marudziłam już tutaj wielokrotnie (np. w tym poście) i przyszedł czas, by realnie w tej kwestii podziałać. Angielski jest na mojej liście celów na 2013! Wrzesień mamy już, kurczę. Pociesza mnie fakt, że z pozostałymi punktami planu poszło mi o wiele lepiej (i szybciej).

Na jakim etapie jestem teraz

Mój obecny poziom angielskiego oceniam tak mniej więcej na B2, co jest fatalnym wynikiem z uwagi na fakt, że uczę się go przez całe swoje życie. I tak jakoś się nauczyć nie potrafię. Z pewnością powinnam się bardziej przyłożyć w liceum, zamiast kręcić nosem na sposób prowadzenia zajęć. I z pewnością mogłam lepiej trafić na studiach, na których zaczęliśmy materiał od A1-A2, co do teraz nie mieści mi się w głowie. Nieważne. Do roboty!

Co robiłam wcześniej i co mi pomogło

Przede wszystkim staram się otoczyć angielskim na tyle, na ile jest to możliwe. Nie jest to specjalnie trudne biorąc pod uwagę fakt, że teraz niemal cały świat jest anglojęzyczny, a angielski atakuje nas ze wszystkich stron, bez względu na to, czy tego chcemy, czy też nie.

Przełomem w moim sposobie myślenia na temat nauki języka była lektura strony Antimoon. Ta metoda nauki zaprzecza wszystkiemu temu, co wcześniej wałkowaliśmy w szkołach. Nie zgadzam się z nią może w 100% (może mój błąd?), ale Antimoon nieźle mi w głowie namieszało. Zgodnie z jej zasadami naukę musimy wyraźnie podzielić – na input (czyli wszystko to, czego słuchamy, widzimy i czytamy) oraz output (czyli to, co piszemy i mówimy). Na początku powinniśmy sobie zaserwować tak potężną dawkę poprawnego językowo inputu, by w pewnym sensie wyrył się w naszej pamięci. Metoda Antimoon nawiązuje do sposobu, w jaki języka uczymy się jako dzieci. Na początku tylko słuchamy – otoczeni jesteśmy niezliczoną ilość słów, zdań, sformułowań. Dzięki temu po pewnym czasie w głowie pozostają nam całe gotowe struktury, których po nieustannym utrwalaniu jesteśmy w stanie w poprawny sposób używać. Nie będę Wam opisywać wszystkiego – jeśli zainteresował Was ten temat, to odsyłam na zalinkowaną w tym akapicie stronę.

Anglojęzyczne strony, blogi, magazyny i książki

Aby otoczyć się angielskim staram się jak najwięcej – codziennie! – czytać i słuchać w tym języku. Śledzę w sieci niezliczoną ilość anglojęzycznych stron i blogów, staram się czytać zagraniczne magazyny oraz książki. Dostęp do nich jest bardzo łatwy, bo w internecie jest dosłownie wszystko. I na Kindle Store też :) Czytanie po angielsku jest dla mnie obecnie tak naturalne, że najczęściej nie zdaję sobie sprawy z tego, że to robię. ZWYKLE nie ma to dla mnie różnicy, no chyba, że tekst jest napisany wyjątkowo trudnym językiem (większość da się ogarnąć z kontekstu).

To wszystko przyszło z czasem, bo na początku nie było mi tak łatwo. Wszelkie strony czytałam z wysiłkiem i nieustanną myślą “czytam w innym języku”. Jeśli czytanie po angielsku sprawia Wam trudność, to polecam lekturę książek, których poziom zaawansowania jest dostosowany do Waszego – wydawnictwo Penguin Readers ma coś takiego. Im więcej będziecie czytać, tym łatwiej Wam to zacznie przychodzić, ale nie po tygodniu czy dwóch. O konkretnym postępie zorientujecie się dopiero po wielu długich miesiącach.

“Filmiki” na Youtube!

Aby zapewnić sobie drugą część niezwykle istotnego inputu zaczęłam regularnie oglądać filmy na Youtube. Od kilku lat nie ma dla mnie dnia, bym nie obejrzała jakiegoś “filmiku”. Zaczęłam od tego, co interesowało mnie najbardziej, czyli tych urodowych*. Nawet z tutorialu o kręceniu włosów można się czegoś nauczyć! Dzięki wielu godzinom spędzonym na oglądaniu vlogów – zarówno osób nagrywających z USA jak i Wielkiej Brytani – rozumienie tekstu mówionego zaczęło być dla mnie o wiele, wiele łatwiejsze. Wybierając vlogera warto zwrócić uwagę na sposób jego mówienia – no wiecie, jakby to powiedzieć, nie wszyscy robią to na najwyższym poziomie :) Staram się oglądać inteligentne i ładnie wypowiadające się dziewczyny, a nie “You know guys, this is my new lipstick, yeah, it’s pink and soooo pretty, so sparkly, gosh, I love it, I’m sooo excited!”.

* Jeśli chodzi o urodowe kanały to polecam Fleur DeForce (UK), MissGlamourazzi (USA), Mimi Ikonn (USA z fajnym, rosyjskim akcentem) i Zoellę (UK, ma absolutnie najcudowniejszy, brytyjski akcent!).

Z czym mam problem?

Ogólnie rzecz biorąc – z outputem. O ile pisanie jeszcze JAKOŚ mi idzie (choć daleko mu do 100% poprawności), to mówienie to u mnie kompletna katastrofa. Panicznie boję się popełniania błędów. Nie ma dla mnie nic bardziej przerażającego niż myśl o tym, że popełnię błąd w czasie mówienia. Więc… nie mówię.

Co mam w planie?

Nienawidzę uczyć się gramatyki i szczerze wierzę, że nie będę tego musiała robić. Wierzę, że jeśli zacznę przykładać odpowiednio dużą wagę to analizowania czytanych zdań (a nie tylko do ich rozumienia), to zrobię w tej kwestii jakiś postęp. Chciałabym władać językiem w sposób naturalny, bez zastanawiania się w której formie ma być czasownik w 3 conditionalu. Chciałabym nauczyć się gramatyki jak małe dziecko, które zaczyna uczyć się mówić.

Najfajniej byłoby spędzić jakiś czas za granicą, ale jeszcze nie mogę sobie na to pozwolić. Może kiedyś. A raczej – kiedyś na pewno, bo to nie tyle marzenie, co plan.

Nie planuję zapisywania się na żadne kursy (tylko konwersacje) i mam zamiar korzystać z bogactwa, jakie oferuje nam internet oraz wirtualnych kursów interaktywnych (które są o wiele tańsze niż te tradycyjne). Nie znam wszystkich stron, Wy z pewnością znacie jakieś fajne i też mi coś polecicie :)

 

angielski1

Mój plan nauki

Mój plan nauki angielskiego rozpisałam sobie na cały tydzień – z wyłączeniem niedzieli – i starałam się go ułożyć w taki sposób, by zrealizować w nim zarówno czytanie, słuchanie oraz pisanie. Tylko dalej nie wiem co z mówieniem!

PONIEDZIAŁEK: 20 stron kursu interaktywnego + wyznaczone powtórki, podcasty, analiza tekstu pod kątem gramatyki (internet lub książka)

WTOREK: 20 stron kursu + wyznaczone powtórki (słownictwo, gramatyka), podcasty (listening), tekst na LANG-8 (writing)

ŚRODA: 20 stron kursu + wyznaczone powtórki, podcasty, analiza tekstu pod kątem gramatyki (internet lub książka)

CZWARTEK: 20 stron kursu + wyznaczone powtórki, podcasty, tekst na LANG-8

PIĄTEK: 20 stron kursu + wyznaczone powtórki, podcasty, tekst na LANG-8

SOBOTA: 20 stron kursu + wyznaczone powtórki, podcasty, film z angielskimi napisami

NIEDZIELA: wolne :)

Mam nadzieję, że okaże się być dla mnie skuteczny. Zobaczę jak będzie mi się sprawdzał w czasie trwania następnego miesiąca i wtedy ewentualnie wprowadzę jakieś poprawki.

Adresy stron, z których korzystam

1. Lang-8, czyli strona do ćwiczenia writingu. Jak dla mnie to jest absolutna rewelacja. Na tej stronie dodajemy krótsze lub dłuższe teksty w języku, którego się uczymy, a native speakerzy poprawiają nam błędy, a jak są mili i mają więcej czasu, to jeszcze tłumaczą co i dlaczego jest źle. Za darmo.

2. Podcasty BBC, z których stale korzystam. Poziom trudności jest zróżnicowany i możecie je dostosować do siebie. Podcasty to absolutny must have przy samodzielnej nauce! Za darmo.

3. Podcasty ELS Pod to chyba moje ulubione. Nie ogarniam tej ich nowej strony za bardzo – słucham ich sobie na telefonie poprzez iTunes. Jeśli macie iPhona to polecam wpisać w wyszukiwarkę “learning english” czy coś w tym stylu, to prawdziwa kopalnia przydatnych informacji. Część za darmo, część płatna.

4. Radio TuneIn, czyli miejsce w którym możecie sobie online posłuchać stacji radiowych z całego świata. Fajna sprawa, mają też aplikacje na smarfony, z której często korzystam. Za darmo.

5. Kursy Supermemo, czy interaktywne kursy do nauki. Uczymy się przez internet (komputer), lub za pomocą mobilnej aplikacji na telefon. Testowałam zarówno pierwszą jak i drugą wersję i byłam z nich równie zadowolona. Płatne.

6. Kurs eTutor, czyli takie Supermemo, ale trochę inne i nie ma takiej fajnej aplikacji na telefon ;) Ale też korzystałam i lubiłam ;) Płatne.

Przydatne strony do nauki języków obcych

Natknęłam się na genialny zbiór u Helineth, TUTAJ. Tam jest WSZYSTKO, czego możecie potrzebować w czasie Waszej nauki :)

 

# Z mojej strony to już wszystko. Chętnie dowiem się w jaki sposób Wy uczycie się, lub planujecie się uczyć :)