Praca, pasja, praca z pasją

Jakiś czas temu jedna z Czytelniczek zapytała w komentarzu, co sprawia mi więcej radości – fotografia, czy „moje” wnętrza. Odpowiedź nie jest dla mnie taka prosta i jednoznaczna. Na architekturę wnętrz zdecydowałam się dlatego, że zawsze mnie pociągała. Z pewnością wielu z Was ma podobnie. Uwielbiałam przeglądać wnętrzarskie magazyny, oglądać programy z metamorfozami domów i mieszkań, zazdrościłam też studiującemu architekturę Bratu… Uwielbiam piękne wnętrza. Uwielbiam wymyślać, jak mogą wyglądać, co można w nich zmienić i jak ulepszyć, jak je zorganizować, jak rozwiązać jakiś funkcjonalny problem. Uwielbiam piękne przedmioty, piękne kompozycje, stan flow w czasie pracy i satysfakcję po zrealizowanym zleceniu.

Z pewnością spotkaliście się już ze stwierdzeniem „rób to co kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia” – a ja z tym się zgadzam i nie zgadzam jednocześnie. Często spotykam powyższe zdanie w kontekście utrzymywania się z własnej pasji, co ma przynieść nam podobno absolutne szczęście ;) Dobre podejście do naszego zawodu/codziennego zajęcia jest niezwykle ważne, ale trzeba umieć zachować balans pomiędzy tym, co robimy dla zarobku, a Tym, co sprawia nam wielką frajdę – dlatego właśnie, że robimy to głównie dla siebie.

Przykładowo: zarabianie na blogu to wspaniała sprawa. Takie współprace jak np. ze Śnieżką czy Pixers sprawiły mi wielką radochę, ale nie chciałabym być od nich zależna. Nie wydaje mi się, bym mogła być „zawodową blogerką”. Zarabianie na blogu? Tak, pewnie, ale utrzymywanie się wyłącznie z niego to – jak dla mnie – NIE. Próbowałam już działać w podobny sposób, ale wtedy za każdym razem zaczynałam traktować blogowanie jako obowiązek. Taki miły – ale jednak obowiązek. A ja chcę wciąż czuć się tak samo jak kilka lat temu, gdy zaczynałam pisać. Siadać do klawiatury z szerokim uśmiechem, a potem podekscytowana klikać „opublikuj”. Chcę by pisanie i obrabianie zdjęć, gdy jestem zmęczona po całym dniu, było dla mnie relaksem.

NOWY BLOG - DESIGNYOURLIFE

A Ty? Może uwielbiasz szycie, scrapbooking, malarstwo, może uwielbiasz spędzać wieczory dłubiąc coś sobie w Photoshopie czy Illustratorze i z pasją przerabiasz swojego bloga czy stronę internetową, albo też uwielbiasz robić zdjęcia, szydełkować, czy robić cokolwiek innego… Fakt ten wcale jednak nie oznacza, że będzie to najlepszy pomysł, by to ulubione zajęcie przemienić w swoje źródło utrzymania.

Pisząc te słowa opieram się zarówno na doświadczeniach własnych, jak i znajomych, z którymi wielokrotnie na ten temat rozmawiałam.
Od zawsze pasjonowało mnie tworzenie biżuterii. Lubię ją nosić, więc fakt, że mogę ją sobie dla siebie nie tylko zaprojektować, ale również samodzielnie wykonać był nie do przecenienia. Gdy koleżanki chwaliły moje projekty i prosiły o przygotowanie podobnych egzemplarzy dla nich – chyba nie mogłabym być wtedy szczęśliwsza! Z zapałem tworzyłam dla nich po nocach fantazyjne kolczyki i bransoletki z kolorowych koralików. Naprawdę super było to, że robiąc coś, co uwielbiam mogłam zarobić sobie na własne zakupowe zachcianki.

Moja miłość do hand made biżuterii powiększała się, aż w końcu w 2013 roku postanowiłam otworzyć własny sklep internetowy z moją autorską biżuterią. Ci z Was, którzy czytają mojego bloga od dłuższego czasu z pewnością to pamiętają. Sklep funkcjonował przez ponad pół roku, jednak podjęłam trudną decyzję o jego zamknięciu. By w dalszym ciągu prowadzenie sklepu sprawiało mi przyjemność musiałabym część produkcji komuś zlecić. A przecież nie o to chodziło, ponieważ miało to być moje własne hand made. Zmęczona pracą nad bransoletkami niemalże po nocach (po powrocie z ówczesnej etatowej pracy) stwierdziłam, że ciągnięcie tego dalej nie ma sensu, skoro zaczęłam podchodzić do tematu ze zniechęceniem. Pieniądze nie są najważniejsze. Nie żałuję jednak tego etapu, bo wiele się w tym czasie nauczyłam – zarówno o prowadzeniu sklepu, jak i o moim własnym podejściu do pracy i pasji.

Biżuteria Lilabox - Designyourlife.pl

Biżuteria Lilabox - Designyourlife.pl

Nauczona opisanym powyżej doświadczeniem, szybko też porzuciłam swoje plany o rozpoczęciu zarabiania na fotografii. Był taki moment podczas nauki w szkole fotograficznej, gdy totalnie zafascynowana tym światem pomyślałam sobie, że ja też tak chcę! Niewiele czynności sprawia mi tak wielką przyjemność, jak uwiecznianie pięknych kadrów i już widziałam siebie fotografującą w studiu, na ślubach, w plenerze… Na szczęście mogę to robić dla czystej frajdy, nie martwiąc się o kolejne zlecenia i nie musząc użerać się z wymagającymi klientami. Zdarzało mi się podejmować zlecenia związane z fotografią i z pewnością w przyszłości również tak będzie (przygotowywałam np. lifestylowe fotografie wykorzystywane później do promocji produktów), ale robię to zawsze gdzieś z doskoku, wtedy, gdy dany temat mnie kręci, gdy mam czas, gdy mi się chce. I wtedy jest to działaniem dla przyjemności – z dodatkowym bonusem finansowym. Dlatego właśnie nie mam zamiaru traktować fotografii jako źródła utrzymania bo wiem, że straciłabym coś więcej, niż tylko możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy.

Praca z pasją - Designyourlife.pl

Wyobraź sobie, że zajmujesz się scrapbookingiem i pasjami tworzysz fantazyjne kartki okolicznościowe. Uwielbiasz to robić i świetnie Ci wychodzi. Od czasu do czasu ktoś je od Ciebie kupuje i zaczyna Ci świtać myśl o tym, by zacząć je sprzedawać na większą skalę. W Polsce, niestety, jest jak jest i aby móc prowadzić legalną sprzedaż trzeba mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą. W tej sytuacji, by ponoszone przez Ciebie koszty się zwróciły i udało Ci się cokolwiek zarobić – takich kartek musisz sprzedać naprawdę sporo. Czy przygotowanie 40 kartek – jednego dnia – będzie taką samą frajdą, jaką było wcześniej? A przygotowywanie kilkudziesięciu kartek dziennie i codziennie, a potem martwienie się o to, czy ktoś je kupi?

Nie zrozumcie mnie źle. Daleka jestem od zniechęcania kogokolwiek do otwierania własnego biznesu i rozwijania się. Przecież sama działam w ten sposób, nieustannie kombinuję. Chodzi mi wyłącznie o to, by robić to z głową i nie poddawać się presji zamieniania naszej pasji w źródło utrzymania. Bo zarabianie na pasji jest super, ale już utrzymywanie się z niej – na podstawie moich własnych doświadczeń – nie jest wcale takie różowe, jak się nam na początku wydaje. Nie ma jednej, uniwersalnej drogi i jednego sposobu na budowanie swojej kariery dla wszystkich. Nie każdy musi dążyć do zostania przedsiębiorcą, czy działać jako freelancer. Bardzo ciekawie pisała o tym ostatnio Joanna. Warto jest dobrze się zastanowić, czy zamiana naszej największej „zajawki” w źródło dochodu czegoś nam nie odbierze? Czy ulubione zajęcie w pewnym momencie nie stanie się dla nas… może nie przykre, ale może przestać dostarczać nam tak dziką radość, jak miało to miejsce wcześniej? Nie mogę powiedzieć, bym z takim samym zapałem siadała do dłubania projektu wnętrza, czy rozrysowania mebli dla wykonawcy, z jakim biorę moje pisaki i zaczynam zabawę z hand letteringiem, gdy łapię za lustrzankę, czy wtedy, gdy wyciągam wszystkie biżuteryjne gadżety. Z tym jestem już w 100% pogodzona. Nie uważam, że to złe. Myślę, że to normalne i zdrowe.

Jestem ogromnie ciekawa Waszego zdania na ten temat, dajcie znać co myślicie. Zarabiacie na własnej pasji, a może utrzymujecie się z niej i wcale nie macie takich odczuć, jak moje? Niezmiennie siadacie do pracy z takim samym zapałem?

  • Zarabianie na pasji musi być piękne! Ja póki co próbuję sił , a właściwie rozkręcam się w blogowaniu i muszę przyznać, że bardzo mi sie to podoba! :) co do innych pasji- niestety nigdy na nich nie zarabiałam, a szkoda ;)

  • Elżbieta A.

    Oj jak ja Ciebie dobrze rozumiem. Każdy rodzaj presji może zabić pasje i pragnienia. Pracuję zawodowo w branży zbliżonej do Ciebie. Ty projektujesz wnętrza, ja instalacje elektryczne w dużych obiektach. Jak ujrzałam pierwszą fotkę we wpisie – powiedziałam łoł – dziewczyna zna AutoCAD-a.
    Moje pasje to radość tworzenia, a jak czasem trafi się jakieś zlecenie – tym bardziej cieszy, bo oprócz kasy widzę radość u tej drugiej osoby.

  • Hey Jude

    Dla mnie to hasło „rób to co kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani jednego dnia” jest naciągane, właśnie dlatego, że nigdy nie pokazuje się historii osób, które przez niepowodzenie finansowe i presję porzuciły swoje pasje. Ja uwielbiam piec i najlepszym resetem jest dla mnie spędzenie pół dnia w kuchni i testowanie nowych przepisów. Często słyszę od znajomych dlaczego nic z tym nie zrobisz (w sensie zarobkowym). A ja nie chcę, bo gdyby mi nie wyszło, to już nigdy nic bym nie upiekła z żalu. Trzeba zostawić dla siebie pewną strefę która przynosi nam dużo fanu bez poczucia, że coś muszę.

  • Bardzo ciekawy post, a to o czym piszesz warte przemyślenia. Ja nie zarabiam na swojej pasji – może dlatego, że mam ich kilka, a może dlatego, że są to zbyt „słabe” pasje (słabe w sensie że kocham to, to i jeszcze tamto – chcę złapać za ogon zbyt wiele tych sroczek i w konsekwencji w niczym nie jestem „pro”). Praca = pasja, tak jak piszesz – na dłuższą metę może nam coś odebrać, możemy się nią zmęczyć (i pracą i pasją), ale każdy medal ma dwie strony – tak samo jest jeśli wykonuje się pracę, która nas nie pasjonuje – w pewnym momencie pieniądze przestają być wystarczającą motywacją do kontynuowania tego, co robimy – wtedy zaczyna się etap zastanawiania się i często dochodzimy do wniosku, że może jednak spróbujemy ugryźć temat z innej strony. Ja jestem na takim rozdrożu i bardzo trudno mi się zdecydować co dalej…

  • brunettescorner

    Święte słowa Alina. Fajnie zarabiać dodatkowo na pasji, ale ustawianie sobie celu „będę się utrzymywać z tego co kocham” niekoniecznie może nam wyjść na dobre. Bardzo mnie ucieszył Twój dzisiejszy wpis! Pozdrawiam :)

  • Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale ja mam jeszcze jedno luźne spostrzeżenie: do wniosku, że pieniądze nie są najważniejsze dochodzi się zazwyczaj wtedy, kiedy miało się okazję przez jakiś czas żyć w hmmm…. szeroko rozumianym dobrostanie. Czyli np. jeśli biedujesz i ledwo ciągniesz od pierwszego do pierwszego – wtedy wydaje się, że dodatkowa kasa jest warta niemal wszystkich wyrzeczeń. A kiedy już jesteś na tym etapie, że pieniądze nie są główną przeszkodą np. do podróżowania, a jest nim czas, którego nie masz, bo paradoksalnie spędzasz go na dalszym powielaniu kapitału… To wtedy wartość pieniądza spada, drastycznie. Podobny efekt daje spotkanie się twarzą w twarz z chorobą (własną czy bliskiego).

    W pewnym momencie wolimy mieć kilka tys. mniej na koncie, zamiast poświęcać dla tych pieniędzy życie osobiste czy po prostu komfort życia. Ale wydaje mi się, że do dojścia do tych wniosków potrzebna jest taka kwota na koncie, która wystarcza na pokrycie podstawowych potrzeb i co niektórych zachcianek.

    Bardzo podobał mi się ten tekst, zgadzam się z Twoimi przemyślaniami (przy fragmentach o blogowaniu nawet kiwałam głową). Trzeba pisać o takich rzeczach i pokazywać tą drugą stronę medalu.

    • Ewa

      Mam podobne przemyślenia na ten temat. :)

  • Aneta Kołodziejczyk

    Ostatnio dokładnie nad tym samym się zastanawiałam, od 5 lat systematycznie dążę do tego aby móc pracować w wymarzonym zawodzie i o ile wcześniej w ten sposób nie myślałam to teraz mam obawę, że poświęciłam tyle lat na coś co jeżeli będzie moim źródłem utrzymania stanie się pewnego rodzaju przymusem. Mam dużo zainteresowań i pasji ale jedną z nich postanowiłam przekształcić w zawód i wierzę, że jednak będzie on dla mnie źródłem satysfakcji a w czasie wolnym będę mogła oddawać się innym przyjemnościom. Albo jeżeli nawet będę czuła presje co spowoduje obniżenie satysfakcji to będę jednak potrafiła to przekształcić w jakąś wartość. Ehhh.. dorosłość przynosi wiele dylematów..

  • Bardzo mądrze o tym wszystkim piszesz i myślę, że znalazłaś swoją drogę w 100 procentach. Zgadzam się absolutnie, że trzeba mieć jakąś pasję, hobby, któremu można się oddać zapominając całkowicie o pracy. Chociaż bardzo lubię swoją pracę i studia to cieszę się że wieczorami mogę oddać się bieganiu albo moim ukochanym filmom (dobrze, że w sumie ciężko by było na tym zarabiać :))

  • Kiedyś copywriting traktowałam z pasją, ale niestety, pasja do tego szybko minęła, gdy zaczęły się masowe zlecenia. całe szczęście mam jeszcze fitness, który naprawdę jest moją pasją, ale gdyby nie moje treningi, które sama sobie zorganizuje, pewnie szybko bym zapomniała, że robię to, bo to lubię. Podobnie jak ty miałam z fotografią. Czasem trzeba na pasję spojrzeć z innej strony.

  • szarakota

    Super post. Myślę, że ten temat wraca jak bumerang w głowach wszystkich pasjonatów. Mnie ostatnio naszła refleksja, ze czasami problem jest nie na poziomie kasy (albo nie tylko;) ale tożsamości. Ja np.czuje sie malarką, a obecnie jestem na delegacji jako tłumacz. Kiedyś żyłam przyszłością myśląc, że dopiero gdy bd się utrzymywac z malarstwa to bd „prawdziwą artystką”. I dopiero gdy zrozumiałam, że już nią jestem, bez względu na źródła dochodów – poczułam ulgę, że nie muszę niczego udowadniac. I paradoksalnie, gdy się ma inne możliwosci zarobku, pojawia sie spokój w głowie i.. nowi klienci, bo sfrustrowany pasjonata pilnie potrzebujący gotówki raczej odstrasza niz zachęca klienta.

  • Zadowolenie z pracy jest ważne. Wydaje mi się jednak, że mimo iż praca może nas ciekawić to oprócz niej powinniśmy mieć jakąś odskocznie. Taki swój świat,hobby, w którym możemy odpocząć :)

  • MartaLalique

    Bardzo ciekawy tekst, pierwszy raz chyba zostawiam u Ciebie komentarz, bo skłonił mnie do przemyśleń. Tak się składa, że też jestem architektem wnętrz i często słyszę od znajomych, że mam takie szczęście, że utrzymuję się z pasji. Nie śmiem zaprzeczać, ale faktycznie dawne projektowanie „do szuflady” przynosiło znacznie więcej frajdy. Teraz też często zdarza mi się z wypiekami zasiadać do nowego zlecenia, ale w obliczu ograniczonego czasu, budżetu i poczucia obowiązku i, jakby nie patrzeć, sporej odpowiedzialności zapał potrafi gasnąć. Na szczęście satysfakcja na koniec jest tak wielka, że od razu wiem dlaczego wybrałam ten zawód. Mam jeszcze kilka innych zajęć, które zdecydowanie zachowam sobie na odpoczynek od pracy, bo to zdrowo. Pozdrawiam ze Stolicy :)

  • Ja jestem szczęśliwa, że mogę żyć z mojej pasji. Do tego stopnia, że wzruszam się i dziękuję Bogu, że tak ułożyłam swoje życie, a to, że z niej żyję i chcę być coraz lepsza, nakręca mnie do rozwoju i nauki. Nie mogę mieć wymówek, że „nie mam czasu” bo to moja inwestycja, która daje mi morze satysfakcji :)

  • Magda_Lena

    Ja żyję z pasji. Jedna bardzo ważna rzecz Alina – decydując się na zarabianie na pasji trzeba wiedzieć że to będzie praca /obowiązek. Nie ma takiej możliwości by żyć pasja i nie czuć ze się jest w pracy. Wszystko co jest naszym źródłem utrzymania jest nasza praca -ciężką pracą – w końcu z tego żyjemy. Ale różnica pomiędzy zwykła praca a praca/pasja jest taka ze podchodzimy do niej z pewną łatwością. Od 8 lat pasja jest moja praca – były kiepskie momenty, ale one trwają chwile i znów wracałam do gry. Nie ma nic gorszego od poddania się Alina. Trzymam kciuki

  • Fajny tekst Alina, wydaje mi się, że ostatnio wszędzie wszyscy piszą o tym jak pasję przerobić na pracę, a Ty uderzasz w mocny punkt- co jeśli w w tym momencie tracimy coś fajnego, niezależnego i tylko naszego z tej naszej pasji. Na pewno wrócę do tego tekstu, przed nami spore zmiany i myśli o rozkręcaniu własnego biznesu no i prawda, szukam złotego środka.
    A przykład scrapbookingu który podałaś tak w ogóle uderza w samo sedno :) ja na przykład mimo że scrapowałam wiele lat nie jestem i nie byłam w stanie zmusić się do robienia prac na sprzedaż- co innego dla nas, wtedy robi się samo, dla znajomych również, ale tak dla anonimowych osób- nie mogę i już :)

  • Powoli wracam do tego, żeby się utrzymywać z fotografii, ale długa droga przede mną. Praca na etacie w zupełnie innej branży trochę mnie wybiła z rytmu.

  • Patrząc na zdjęcia tych bransoletek, to sama nabrałam ochoty, żeby takie sobie zrobić:) Chyba muszę wrócić do twoich starych postów DIY:)

  • Mariola

    Też robiłam kiedyś dla siebie biżuterię i figurki modułowe na np. na święta i pani bardzo się podobało ale z biżuterii zrezygnowałam. Mam chęć znowu to zacząć. Pozdrawiam Mariola

  • No Alinko już myślałam, że zapomniałaś o moim pytaniu. Niby tak niewinnie się wtedy zapytałam a tu proszę jaki super temat z tego stworzyłaś i jaka dyskusja się nawiązała.
    Co do moich przemyśleń to w sumie zgadzam się, że zarabianie na pasji może przekształcić się w przykry obowiązek, ale z doświadczenia wiem, że praca bez zainteresowania jest w moim przypadku katorgą. Muszę przynajmniej lubić to co robię zarobkowo, tak żebym wstawała rano z uśmiechem na twarzy a nie z bólem brzucha.
    Jeszcze jedno spostrzeżenie: jeśli wykonujemy pracę, która jest naszą pasją to nie mamy do niej dystansu i nie potrafimy na nią spojrzeć jak na biznes, może się okazać że błędy wynikające z tego faktu mogą nas pogrążyć, a niestety w biznesie ważna jest też kalkulacja.
    Pozdrawiam serdecznie

  • Uwielbiam prowadzić swój blog, ale moja praca jest tylko w małej części powiązana ze stroną internetową. Wiem jak ciężko coś robić, gdy wykonujemy to z obowiązku. Ostatnio zrobiłam 2 kartki z okazji rodzinnej uroczystości. Zajęło mi to cały dzień. Nie chciałabym codziennie bawić się w scrapbooking.

  • Ja zarabiam m.in. na swojej pasji i dążę do tego, żeby utrzymywać się tylko z tego, zrezygnować z oferowania usług, które nie są w jej zakresie. Właśnie wydaje mi się, że fakt, że robimy coś co nam sprawia wielką frajdę pomaga wytrwać pomimo konieczności szukania zleceń i pomimo wymagających klientów (ba! to – jak określiłaś – użeranie się z nimi nas najwięcej uczy).

  • amszczepanska

    ja uwielbiam fotografię, ale też nie wyobrażam sobie, że miałabym się zajmować tym zawodowo…w sensie tak pracować, żeby mieć za co żyć. Raczej stawiam na pracę a fotografią pozostawię jako oderwanie od rzeczywistości. Żebym zawsze mogła czuć tą magię przy robieniu zdjęć.

  • Świetny wpis! Sama uważam, że we wszystkim są plusy i minusy – tak dla zachowania zdrowej równowagi. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie robienia czegoś przez kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat czego nie lubię i do czego jestem poniekąd zmuszana. Wszystko siedzi w naszym podejściu, nastawieniu i ustaleniu pewnych zasad :)

  • Na pewno nie moglabym wykonywac pracy,ktorej nie lubie.A jesli czyjas praca to jego pasja, zyje ze swojej pasji to i tak dobrze miec cos poza-jakies hobby, cos, dzieki czemu oderwie sie od pracy:)

  • uważam, że takie twórcze prace powinny być wykonywane w przypływie ochoty i tzw. weny :) nie jesteśmy maszynkami do wyrobu np. biżuterii :) i faktycznie jeśli mamy nad sobą presję, to z pewnością przestanie nam to sprawiać radość.

  • Masz sporo racji, chociaż ja osobiście mając taki ciekawy pomysł na biżuterię, chciałabym rozwijać własną działalność. Oczywiście poprzez pracę osób trzecich, ale tak własnie powstają cudowne, kreatywne firmy. Samemu nie da się wszystkiego ogarnąć, doglądnąć. To nierealne. Cieszę się, że masz w sobie tyle pasji…pasji do życia po swojemu. To cudowne!

  • Na szczęście pasji mam kilka, a tylko z jedną chcę związać swoją przyszłość zawodową :) Wtedy zawsze pozostaje ta większa przyjemność z pozostałych pasji :)
    Zawsze marzyłam by robić w życiu to co sprawia mi przyjemność. Studiowałam już turystykę i ekonomię, skończyłam kurs księgowy, przebrnęłam przez kilka prac w swoim życiu i żadna nie przyniosła mi zadowolenie. Wiem na pewno, że chciałabym jedną ze swoich pasji wykonywać na co dzień, innej opcji nie widzę bo tylko dzięki temu nareszcie odnajdę satysfakcję zawodową. Gdyby się nie udało to będę szukała innych rozwiązań, ale na pewno już nigdy nie będę robić zawodowo tego z czego nie mam żadnej przyjemności…

  • Trochę mnie zbiłaś z tropu. Mam w planie założenie własnej firmy, zdawałam sobie sprawę, że nie wszystko wygląda różowo, ale… :) Nie spodziewałam się, że aż tak. Czas przeznaczony na przeczytanie tego posta uważam za bardzo dobrze zainwestowany, nie ma co się oszukiwać, można pracować z pasją, ale w większości przypadków to już nie będzie to samo ;) Pozdrawiam

  • Moja pasja od dziecka była psychologia (szkoła podstawowa). W późniejszym okresie doszło do tego trenerstwo, joga i fotografia. Poza tym ostatnim pracuje we wszystkich wymienionych. Jestem psychologiem, trenerem i nauczycielem jogi. Jednak pomimo tego, ze koja pasja to moja obraca w ogóle nie pojawiają mi sie takie emocje jak Tobie. Wręcz przeciwnie. Po każdych orzelrowadzinych zajęciach, konsultacji czy sesji trenerskiej czuje sie szczęśliwym człowiekiem, e moge robic to, co kocham codziennie :)
    Myśle, ze w dużym stopniu to kwestia podejścia. Jednocześnie uważam, ze to bardzo dobrze, ze znasz siebie na tyle, ze wiesz, ze u Ciebie działa to inaczej. Najważniejsze to wiedzieć, czego sie nie chce :) i choc nie sa to łatwe decyzje, warto je podejmować. Gratuluje odwagi i zacięcia :)

  • Obecnie chodzę do liceum plastycznego. Od drugiej klasy zaczyna mi się specjalizacja – aranżacja przestrzeni (dekorowanie wnętrz). Nie była to moja pierwsza decyzja, ponieważ kręci mnie grafika (i coś tam sobie dłubię, więc zielona w temacie nie jestem). Wydaje mi się, że warto mieć ten dekor jako coś dodatkowego, tym bardziej że w swoim pokoju robię przemeblowanie chyba co dwa tygodnie… A grafiki nie porzucam – spróbuję to połączyć w przyszłości. Może coś z tego wyjdzie.

  • Ciekawe spostrzeżenia.